Napiszę, a co, może komuś pomoże ;)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Napiszę, a co, może komuś pomoże ;)

przez Neniadt 20 maja 2007, 19:22
Moje pierwsze wspomnienia, związane z domem rodzinnym to alkohol, krzyki, uderzenia i obelgi. Pierwszy zapamiętany obraz, który potrafię przywołać to moja matka, kopana przez ojca w brzuch, to moja matka, cała we krwi, to ja, odpychana przez nich oboje. 'Idź do swojej mamusi.' 'Idź do swojego tatusia'. Mój własny ojciec wystawiał mnie za balkon ze słowami: 'To dziecko zasługuje na śmierć'. Nie po to, aby mnie zabić, o nie. To była próba zaszantażowania mojej matki, gdyby chciała odejść. Nigdy nie zapomniała, jak, jako kobieta w ciąży, spała w parku na ławce, bo pijany ojciec nie otworzył jej drzwi.

Całe dzieciństwo było pasmem kłótni, popychanek, wyzwisk i wódy. Do tej pory nie mogę słuchać muzyki, gdy słyszę głos, dobiegający z pokoju. Muszę nasłuchiwać, tak jak robiłam to przez 9 lat, czy ojciec nie bije mamy. Do tej pory ściszam wtedy głośniki, chociaż wreszcie mieszkamy osobno.

Nie pamiętam już, ile razy chciałam się zabić, od kiedy miałam depresję, ile razy zatrzymywałam się na krawędzi, zanim nie wpadłam w anoreksję.
Siedziałam w pokoju, a oni wrzeszczeli, wpadli do mnie. Kazałam im się wynosić, nie słuchali. Wzięłam wtedy swój sztylet, szarpnęłam się z tyłu za włosy, przyłożyłam do szyi i wiżdżałam, jak dzikie, zarzynane zwierzę. 'Wypierdalajcie stąd do osobnych pokojów. W przeciwnym razie powyrzynam was, a potem siebie. Ja nie żartuję.'
Udało się. Poszli.

Sytuacja wyglądała tak do listopada 2006; matka żyła z nim 28 lat, ja całe swoje życie. Okradziona, zdegradowana do rangi służącej, spędziła z nim dla mnie ponad ćwierć wieku i dopiero moja choroba zmotywowała ją do odejścia. Obecnie mieszkamy w jej mieszkaniu, mamy spokój i ciszę, a mój ojciec, obłędnie bogaty, stacza się w swoim wielkim, śmierdzącym domu, który tyle widział. 'Nie będę miał rodziny, ale będę miał pieniądze.' To jego słowa. Dostał, co chciał.
Oddaje mnie i matce alimenty, duże, jak na polskie realia, ale minimalne w stosunku do jego absurdalnie wysokich zarobków. Przedtem miałam wszystko, wszystko, co tylko chciałam, oprócz spokoju. Teraz 5zł to dla mnie majątek, ale jestem szczęśliwa, bo po raz pierwszy od 16 lat mogę zaprosić kogoś do domu bez lęku, że mój ojciec będzie pijany spał na kanapie. Przeszłam to wszystko, a przejdę jeszcze więcej; on ma pieniądze, ma adwokatów, my z matka oszczędzamy, jak można, by móc zapłacić cholernej pani mecenas. Być może wygra, ale ja zamierzam walczyć. Do końca. Bo życie jest, było i będzie piękne, cudowne, niewyobrażalnie wspaniałe. Teraz to rozumiem. I niczego nie żałuję.
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
19 maja 2007, 13:55
Lokalizacja
Breslau

Re: Napiszę, a co, może komuś pomoże ;)

przez obojetnosc 21 maja 2007, 13:38
Neniadt napisał(a):Bo życie jest, było i będzie piękne, cudowne, niewyobrażalnie wspaniałe. Teraz to rozumiem. I niczego nie żałuję.


Szczęśliwy ten który to zrozumiał :)
Cieszę się, nie znamy się, ale cieszę się że to napisałaś. Że tak myślisz. To wspaniałe. Liczą się pieniądze? Nie, szczęście się liczy!
Ten kto był na dnie potrafi docenić samo bycie na powierzchni, w każdej sekundzie. Kto nigdy tam na dole nie był, będzie gonił za CHWILAMI szczęścia.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
08 maja 2007, 15:00
Lokalizacja
Wawa

przez Neniadt 21 maja 2007, 15:38
Wszyscy go pragniemy, a ono przecież jest dookoła nas. Wystarczy widzieć, nie patrzeć.
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
19 maja 2007, 13:55
Lokalizacja
Breslau

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do