Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Kath 24 mar 2014, 01:12
Witam :)

Jestem tu nowa, ale zaglądałam tutaj często niezalogowana :) Z nerwicą zmagałam się od dosyć dawna z mniejszymi i większymi przerwami. Od pewnego czasu mogę przyznać z czystym sumieniem, że wyzdrowiałam. I mogę to powiedzieć wszystkim którzy zmagają się z tymi problemami co ja kiedys - nie musicie tak żyć, i ponowne cieszenie się życiem jest możliwe i zależy od Was i od Waszej woli walki z tą chorobą :) Robię rzeczy o których jeszcze 2 lata temu bałam się marzyć, a wyjscie z nerwicy wydawało mi się niemożliwe. Może pokrótce opowiem o sobie - pierwsze ataki lekowe zaczęły się w wieku 15 lat. Nie trwały długo, bo jakies pól roku. Sama sobie z tym poradziłam, nie wiedząc co to jest. Zmieniałam szkołę, zapisałam się na sport - w moim życiu wiele się działo więc zapomniałam o tym.
W wieku 21 lat poznałam nieodpowiedniego faceta przez którego byłam w ciągłych nerwach. I stało się - po roku związku ataki paniki wróciły. Mocniejsze i częstsze. Zerwałam z chłopakiem, zaczęłam prowadzić imprezowy tryb życia. Alkohol pomagał, ale tylko na chwilkę. Później było tylko gorzej. Z różnych względów postanowiłam rzucić studia (które od zawsze były moim marzeniem) i wyjechałam do siostry za granicę. Myslałam, że tam uda mi się także zapomnieć o lękach i zacząć wszystko od nowa. Wczesniej odwiedzałam ją kilka razy, żadnych ataków paniki nie miałam podczas tych wizyt. Ale żeby nie było za pięknie piekło zaczęło się dopiero tam. Napady paniki - początkowo występowały w tych samych miejscach - jak metro, autobus, - później zaczęły zwiększać swój zasięg i towarzyszyły mi dosłownie wszędzie. Zaczęłam źle się czuć wsród ludzi. W drodze do pracy miałam stałe miejsca gdzie mnie atakowały - to naprzeciwko pubu, to na schodach to róg ulicy też kojarzył mi się z lękami, w pracy prawie non stop. Byłam już na prawdę w ciężkim stanie. Zdecydowałam się na tabletki. Nie pamiętam dokładnie co to było nawet. Po pierwszej tabletce dostałam takiego ataku paniki że do dzis go pamiętam. To było apogeum. Błam się ludzi, bałam się wychodzić z domu, rzeczy które kiedys sprawiały mi radosć w ogóle mnie nie cieszyły. Nie rozumiałam jak mogłam się kiedys cieszyc z czegokolwiek. Tęskniłam za takimi odczuciami jak szczęscie, radosć, znudzenie, złosć. Ja czułam tylko lęk i smutek. 2 dni siedziałam jak zombie w ciemnym pokoju nie miałam juz nawet łez. W głowie miałam tylko jeden obraz "jutro muszę isc do pracy" (pracowałam w restauracji jako kelnerka - chyba najgorszy zawód przy atakach paniki i agorafobii). Do dzis pamiętam tą drogę do pracy. Nie dawałam rady. Nikt nie rozumiał co mi jest. Wtedy nie znałam jeszcze tego forum. Byłam 2000 tys od domu, sama z nerwicą.
Może to zmusiło mnie do działania. NIGDY nie rezygnowałam z pójscia (nawet próby pójscia) do pracy, zaczęłam się zmuszać żeby wychodzić na siłownie, do parku, pracując nad sobą i słuchając w 100% zaleceń terapeutek. A maiłam ich aż 3. Dopiero ta trzecia do mnie dotarła na tyle, że z jej pomocą wyszłam z tego całkowicie.
Nie chcę się za bardzo rozpisywać żeby Was nie pozanudzać - ale jeszcze raz powiem - jesli mi się to udało - wyjscie z nerwicy jest możliwe dla KAŻDEGO. Na mnie akurat zadziałało to, że nigdy się nie poddawałam, nie zamykałam się - mimo że było to dla mnie cholernie ciężkie i straszne - wychodziłam z domu, chodziłam do pracy. Nie brałam leków - nigdy nie byłam ich zwolenniczką - moja siostra brała je na inne dolegliwosci- po 7 latach stwierdziła że leki jej nie wyleczą, tylko uciszą chorobę. Piłam dużo herbatki z melisy - podwójnej, brałam nawet po 3 perseny. Starałam się wolnym czasie robić to co kiedys sprawiało mi przyjemnosc - fryzjer, kosmetyczka, zakupy, filmy. Zajełam głowę czyms innym - postanowiłam zrobic mgr. Musiałam zrozumieć że ciągłe myslenie o tym nic mi nie pomoże. Do tego doszłam dopiero po jakis 2 latach :P No i terapia! Dobry terapeuta czyni cuda. Behawioralna, poznawcza.Ja natrafiłam dopiero za trzecim razem. I nie można zrażać niepowodzeniami. To mozolny proces. U mnie wychodzenie z choroby trwało ok 1,5 roku.
Jestem inna niż byłam przed atakami. Mam ta swiadomosć, jakiej nie miałam wtedy. Dzięki temu poznałam siebie, dojrzałam, stałam się odpowiedzialna, czego brakowało mi kiedys :)
Jak już mówiłam nie chcę Was zanudzać, już i tak późna pora:) Jakby ktos chciał pogadać o tym, popytać się, cokolwiek - pisać ja bardzo chętnie pomogę, o tyle ile będę mogła!!! :*
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
23 mar 2014, 23:56
Lokalizacja
Out of space

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 26 mar 2014, 19:27
Kath, :yeah: gratulacje:)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Pawelt 31 mar 2014, 16:50
Słuchajcie, mam pytanie do tych którzy wygrali z nerwicą. Czy po wyleczeniu się jesteście tymi samymi osobami co przed chorobą? Czy nadal gdzieś tam głęboko odczuwacie lęk przed tym co było?
X_x
Offline
Posty
655
Dołączył(a)
31 mar 2014, 10:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez amelia83 31 mar 2014, 19:06
Kath, Gratulacje !! ;)
p.s. świetny awatar, uwialbiam ten obrazek
Pawelt, ja nie wygrałam niestety/ stety a cały czas wlaczę więc nie odpowiem ... ;)
'Jeśli nie umiesz latać, biegnij. Jeśli nie umiesz biegać, chodz. Jeśli nie umiesz chodzić czołgaj się. Ale bez względu na wszystko- Posuwaj się naprzód '
M. Luther King

'jak o mnie ktoś zapyta powiedzcie mu że znikam, za równoległym światem, gdzie liczby nie są ważne'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13390
Dołączył(a)
17 mar 2011, 16:01
Lokalizacja
daleko czasem blisko

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Pawelt 31 mar 2014, 19:13
Walcz dalej, ja dopiero dzisiaj sobie postanowiłem, że będę walczył.
X_x
Offline
Posty
655
Dołączył(a)
31 mar 2014, 10:34

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Amarant_89 31 mar 2014, 19:46
Pawelt, trudno jest zapomnieć o cierpieniu, jakiemu byłeś poddany, więc pomimo tego, że uda Ci się wrócić do normalności to wspomnienia pozostają. Jednak to nie jest tak, że przeszłość będzie wkraczać w Twoje codzienne, normalne życie, a nawet jeśli się tak stanie (w moim przypadku tak jest) to trzeba ją pogrzebać na wieki i nadać jej inne znaczenie. Mam nadzieję, że usatysfakcjonowała Cię moja odpowiedź. Tak czy inaczej, powodzenia w walce!
"Gorące żelazo uderz, by iskry uwolnić. Uderz człowieka, aby uwolnić szał. Zaiste, siły wielkiej potrzeba, by człowieka jak żelazo ukształtować." :uklon:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
13 lut 2014, 15:37
Lokalizacja
Highway of Endless Dreams

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Pawelt 31 mar 2014, 20:33
Amarant_89, dzięki za odpowiedź, ja co prawda nie mam jeszcze zdiagnozowanej nerwicy, jestem dopiero na etapie lekarza rodzinnego, żeby zbadać się fizycznie, ale coraz bardziej przekonany jestem, że to nerwica i bedę z nią walczył dla siebie i rodziny!
Dzięki jeszcze raz!
X_x
Offline
Posty
655
Dołączył(a)
31 mar 2014, 10:34

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Perplessa 31 mar 2014, 22:19
Pamietam jak latami nie mialam zadnego ale to zadnego pozytywnego impulsu. Zycie z dala od ojczyzny, bliskich, przyjaciol, bez pracy i jakiejkolwiek mozliwosci na nia, bez przyjaciolki, w malym miasteczku gdzie te same twarze widzi sie pare razy dziennie....probowalam sie raotowac takimi kropelkami przyjemnosci jak pachnaca kapiel, kadzidelko oczyszczajace, jakas piosenka sprzed lat, ktora pomagala wzniecic dawne emocje, cos dobrego do jedzenia, piekne zachody slonca, jakis fajny film (zazwyczaj komedia). Lapalam te okruchy by nie zwariowac. Mialam mysli by walic glowa w mur ja gesi z hodowli. Chodzilam z jednego kata w drugi-doslownie-bo bylam sama. Maz caly dzien w pracy, dzieci jeszcze nie bylo. po latach okazalo sie ,ze stracilam calkowicie osobowosc i to bylo glownym celem psychoterapii:odbudowanie jej. Nie bylam ta sama osoba co kiedys, ekspansywna, energiczna, odwazna-wygladalam jak kupka siana zwinieta i wsadzona w kat. Powoli odradzalam sie ale to wszystko trwalo bo nie ma nic gorszego jak brak zajecia, zwlaszcza gdy sie kiedys duzo pracowalo umyslowo, nie ma czym zajac glowy, musisz codziennie patrzec na naga prawde wlasnej rzeczywistosci, nie ma wakacji, odskoczni od tego stanu. W poczatkowych latach przy zyciu trzymaly mnie wspomnienia, zylam tylko nimi. Pozniej staralam sie cenic to co mam ale nie czulam tego niestety. Fundamentalna czescia mojego zdrowienia byli i sa moi przyjaciele oraz rodzna w Polsce. Gdyby nie coroczne przyjazdy na wakacje to nie wiem jakby bylo. Duzo informacji i pomocy szukalam w necie. Wazne jest by uwazac na to co sie czyta i co net zawiera bo latwo sobie zrobic kuku. Mozna jednak znalezc wiele pomocnych stron i video. Ja uwazam,ze wyleczylam sie bo nie pamietam juz stanow jakie mialam poltora roku temu a dobry tydzien wraz z zapoczatkowaniem terapii paroxetyna musialam brac tez konska dawke leku uspokajajcego, ktorego teraz nazwy nie pamietam ale znany. Wiem,ze lezalam jak zwloki i spalam przez pare dni a w nocy oczywiscie musialam miec kolezanke bo samej nie moglam zostac na chwile. tak bylo przez miesiac. Rodzice przychodzili w dzien (bo rzecz miala miejsce w Polsce)a kumpela w nocy. Po trzech tygodniach brania paroxetyny stanelam na nogi na tyle by zlapac 4 dni tlumaczenia ustnego w jakiejs firmie. To bylo mi potrzebne by znow uwierzyc w siebie, by zajac glowe i wrocic do normalnego zycia. Od razu na szerokie wody :) Byly chwile dolujace ale kiedys czytalam czego ludzie pragna, o czym marza i stwierdzilam,ze mam za co dziekowac zyciu i ta wdziecznosc byla i jest dla mnie terapeutyczna. Zylam 18 lat w depresji i z atakami paniki. To juz przeszlosc ale trzeba wlozyc bardzo duzo pracy, krok po kroku, na ile mozna w danej chwili. Jesli ktos czuje ,ze nie ma sily niech sobie da czas ale nie zaniedbuje sie. Kazdy powinien sprobowac wlasnej metody, duzo czytac, sluchac, rozmawiac. To forum jest zbawienne :))
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
31 mar 2014, 13:42

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez hania33 31 mar 2014, 23:01
Perplessa, czuje to samo co Ty,, :roll:
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Perplessa 01 kwi 2014, 08:27
hania33 napisał(a):Perplessa, czuje to samo co Ty,, :roll:


Ciesze sie,ze nie jestem sama i ktos wie o czym mowie :) To takie wazne...
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
31 mar 2014, 13:42

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Kath 03 kwi 2014, 15:11
agusiaww amelia 83 dzięki :) Odnosnie awatara - Obrazek ( mam nadzieję, że się wyswietli) zastanawiałam się też nad tym ;)
Zgadzam się z Amarant_89 trudno jest zapomnieć - tego się chyba nigdy nie zapomina. W moim jednak przypadku wspomnienia wywołują z jednej strony smutek, żal mi się samej siebie robi :P bo pamiętam jak wtedy cierpiałam, ale z drugiej strony jestem z siebie dumna i cieszę się że przeszłam to wszystko, jestem teraz o wiele silniejsza niż byłam kiedys, nawet przed nerwicą, wiem na co mnie stać i ile zniosę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
23 mar 2014, 23:56
Lokalizacja
Out of space

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Powietrzny Kowal 02 maja 2014, 20:28
Nigdy nie nazwę pewnie swojego stanu "wyzdrowieniem" - ale od 1 stycznia 2014 do dziś dnia nie muszę już brać SSRI (wcześniej przez 4-5 lat brania coroczna próba odstawiania - za każdym razem kończąca się mniej więcej tak samo - czyli niezłym horrorem)
Są oczywiście dni kiedy muszę łyknąć Clona - jednak ogólny stan rzeczy jest jaki jest. Z tego wynika, że choćby po części, ale da się "wyzdrowieć" i to na tyle, żeby nie być ewidentnie na łasce chemii.
Tylko loty dla lotuffff! xD ;) xD :* :DDDD - https://www.youtube.com/watch?v=NUgcygzQAwM
Posty
2106
Dołączył(a)
18 sie 2013, 23:07

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Kajmaann 10 maja 2014, 16:47
Ludziska, nie mamy nic do stracenia. Kto nie walczy i nie podejmuje rękawicy z góry jest przegranym. Jak widać jest dużo osób, którym w pełni udało się wyjść z tego i wyleczyć. Mi osobiście wydaję się, że jest to kwestia pogodzenia się z tą niewygodną przypadłością i wiara w to, że umysł jest w stanie kontrolować te stany. Wszystko jest w naszej głowie !

Osobiście, przede mną dość sowita walka. Niedawno myślałem, że to jest już za mną. Od tygodnia mam takie nawroty, że głowa mała. Tylko po przekroczeniu drzwi od domu, robi mi się ciemno i dostaje zawrotów głowy a serce walki jakby chciało wyskoczyć z klatki i pójść sobie po papierosy do kiosku :). Połączone jest to z moim stanem zdrowia, jedno nakręca drugie. To nie bierze się znikąd. Bądzcie silni i wytrwali w tym co robicie i zbierajcie wiedzę. Serdecznie pozdrawiam.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
09 maja 2014, 00:14

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez AgAR123 12 maja 2014, 13:29
Witam wszystkich załamanych i wykończonych nerwicą.Chciałam się z wami podzielic dobrymi wiadomościami,że jednak się da wyzdrowiec i wyjśc z choroby.Może zacznę jak to było u mnie. Do nerwicy lękowej doprowadziło mnie moje małżeństwo,a dokładnie mój tyran mąż,który znęcał się psychicznie nade mną.Oprócz tego dźwigałam jeszcze bagaż trudnego dzieciństwa.Mój ojciec był alkoholikiem,więc w domu były niekończące się awantury.Wszystkie te tłumione emocje obróciły się w nerwicę.Było to straszne - ataki paniki,szukanie ucieczki,tylko dokąd?
Nic nie przynosiło mi ukojenia.Bałam się kolejnych ataków.Poszłam do psychiatry,który przepisał mi leki.Jak brałam je było ok.Kiedy przestałam,bo miną czas terapii, lęki wracały.Miałam nawroty choroby i tak przez parę lat. W końcu zapisałam się na terapię do psychologa i
zaczęłam pracę nad sobą.Przeczytałam też wiele książek psychologicznych.Wiecie co się dowiedziałam z nich? Że nasze życie jest takie jaki są nasze myśli ! My sami decydujemy jak widzimy nasze życie.Jak się dołujemy i myślimy,że zaraz będę miała atak paniki - to tak rzeczywiście będzie,a jeśli myślę sobie,że czuję się świetnie i nic mi nie dolega i nie ma żadnych zagrożeń to tak będzie.Ja w to uwierzyłam. Codziennie powtarzam sobie same pozytywne afirmację np. Jestem szczęśliwa,kocham i akceptuję siebie,czuję się bezpiecznie,czuję harmonię w moim sercu i ciele,życie jest wspaniałe.Nie pozwalam,żadnej negatywnej myśli się rozwinąc. Od razu ją wyganiam zapraszam tylko miłe i pozytywne myśli.To bardzo proste i każdy to może zrobic. Spróbujcie a zobaczycie jak to zmieni wasze życie.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
12 maja 2014, 12:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do