Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Thazek 22 wrz 2011, 18:14
Niesia, No ale wiesz... ja się czuję już coraz lepiej może dlatego,że chodzę tylko co dwa tygodnie.
Bo nie mam czasu przez pracę, wychodzę. Jeżdżę sam itp. a i tak tu siedzę często na forum ;)
Dlatego piszę ,że to co napisałaś troszkę wyżej to oczywista oczywistość ;) każdy terapeuta to powtarza...
Nerwico chcesz mnie znów dopaść?!?!To skoczę do apteki po stoperan bo Cię chyba POSRAŁO!
http://www.youtube.com/watch?v=jYj7T9eEQ4U
F41.0<--- Było minęło... F41.1<--- już prawie nie ma :D CHYBA ZDROWIEJĘ :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5290
Dołączył(a)
18 mar 2011, 21:36
Lokalizacja
South

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 22 wrz 2011, 18:19
Niesia, Agnieszka to Ty? nawet nie wiedziałam!! ale cieszę się z tego co piszesz niesamowicie!!

-- 22 wrz 2011, 18:22 --

trochę mnie ten post zmotywował :105:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Niesia 22 wrz 2011, 19:46
Thazek, a ja napiszę Ci po raz kolejny, że nie każdy kto tu wchodzi uczęszcza do terapeuty :)
Z resztą uważam, że co innego usłyszeć coś takiego od osoby, którą dotknęło zaburzenie, a co innego od terapeuty, gdzie zazwyczaj wiele osób myśli sobie - co on może wiedzieć skoro sam tego nie przeżył. Sama tak uważałam na początku...

dominika92, to ja :mrgreen: Cieszę się, że chociaż trochę Cię zmotywowałam ;) Nie mam wątpliwości, że i Ty pozbędziesz się tej zmory całkowicie. Z resztą gdzieś podejrzałam w jakimś temacie, że zdecydowanie lepiej u Ciebie :great:
Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, ze nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza.

— Marilyn Monroe
Avatar użytkownika
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
21 mar 2011, 12:01

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 22 wrz 2011, 19:53
Niesia, nie wiem czy tak zdecydowanie,ale przynajmniej wstaję z łóżka i zmuszam się do np. nauki co miesiąc temu było niemożliwe, staram się zwalczać zły nastrój i rzeczywiście jest mi duuuuużo lepiej jak nie przesiaduję na tym forum dzień i noc :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Anabell 27 wrz 2011, 00:44
Wygrałam, wy też wygracie!
Kochani moi najdrożsi. Pragnę się z wami czymś podzielić.
Nie udzielałam się na tym forum aż tak dużo ale zawsze obserwowałam wszystkie wątki od jakiś hmm może dwóch lat, może dwóch i pół... teraz nie pamiętam, ale przechodząć do konkretów chcę podzielić się tu moją historią która może komuś doda nadzieji i otuchy bo sama pamniętam jak szukałam pocieszenia w najgorszych momentach. Także jeżeli mi pozwolicie opowiem w skrócie moją historię.

Wszystko zaczęło się jak jeszcze byłam młodziutka, rodzicie mnie rozpieszczali dawali mi wszyściutko czego chciałam no i później urodził się mój brat także on stał się perełką i słodziutkim bobaskiem a o mnie się trochę zapomniało. Wtedy jako 8 latka miałam pierwsze ataki agresjii i podejrzenia o zaburzenia emocjonalne. Nie pamiętam tego, w przelocie mama mi coś o tym wspomniała ale pod koniec dostałan się do jakiś starych wypisów i skierowań do psychiatryka. Po tym wszystko ucichło.


Mając lat 11 zachciało mi się okularów bo były "modne" z reszta i tak miałam wade wzroku coś -0.5 po rodzicach, ale pani doktor przypisując mi atropinę do wkrapiania dwa razy dziennie przez 4 dni nie wzięła pod uwagę że mogę być na ową atropinę uczulona. W skrócie, źrenice mi się już nigdy nie zwężyły, dostawałam jako dziecko białej gorączki, ataki paniki, lęk - bałam się, że oślepnę - trwało to długi rok.


Mając lat 15 moi rodzice się zaczęli rozchodzić, kłótnie, wciąganie mnie w to i używanie jako karty przetargowej to była codzienność " Powiedz dziecko czy chcesz iść z mamusią czy z tatusiem" To było za dużo, poza tym z racji faszerowania mnie całe życie wysokokalorycznymi produktami i mojej genetycznej niedoczynności tarczycy odnalazłam ulgę w bulimii a konkretnie anoreksji bulimicznej. Jedzenie i wymiotowanie dawało mi poczucie pełnej kontroli nad sobą a do tego waga leciała w dół dramatycznie.W każdej chwili zdenerwowania przerywałam moją głodówkę, leciałam opróżnić lodówkę i niemal w trybie natychmiastowym zwracałam wszystko.

Konsekwencją tego i sporą utratą wagi ( wyszło ok 30 kg w ponad pół roku) nagle zaczęłam się podobać chłopakom, tak jak mi cały życie dzieciaki dokuczały że jestem warchlakiem i spasioną świnią tak nagle ktoś się zaczął mną interesować. To było dla mnie wtedy jak wygrana na loterii. Zaczęłam zaspokajać swoje kompleksy i problemy w coraz to różniejszych imprezach, przypadkowych kontaktach seksualnych czy destrukcji swojego ciała tzn cięciu się prawie do kości. Ale suma sumarum nie miałam z tego żadnego wewnętrznego spokoju, szczęścia czy poczucia bycia kochanym.


No i to wszystko tak trwało, czasem mniej lub bardziej nasilone do pewnego momentu.


Znajomi zaprosili mnie na drinka. miałam wtedy hmm 19 lat? tak tak mi się wydaje. Nie chiało mi się iść, było późno, padało a do nich miałam jakieś 20 min piechotą. Pamiętam to jak dziś. Ale uległam, kto by odmówił darmowego drinka i mile zapewnionego czasu. No i stało się, po krótce w moim życiu nigdy nie brałam żadnych twardych narkotyków, tylko sobie trawę popalałam ale to mnie odprężało. Wracając do sedna. Dosypami mi czegoś do drinka - do dzis nie jestem pewna co to było. Ale po tym zwariowałam, mamakilka przebłysków jak mi jeszcze wciskali amfe i ja oczywiscie wzięłam - to wszystko było poza moją kontrolą... Wykorzystali mnie,obudziałam się z kimś w wannie po 6 godzinach urwanego filmu - dramat po prostu. Dnia następnego miałam swój pierwszy atak paniki który trwał ponad 3 godziny... Myśłałam wtedy że to może tzw "zjazd" w końcu nigdy tego gówna nie brałam. Niestety się myliłam.


Po tej sytuacji ataki paniki zaczęły się pojawiać bardzo regularnie aż w końcu codziennie. Nie miałanm zielonego pojęcia co się dzieje.

No i w końcu dopadła mnie tak potężna nerwica zmieszana z depresją, że nawet dzisiaj nie potrafię dokłądnie tego określić słowami. Bałam się wszystkiego, nie wychosziłam nawet do sklepu na dół bloku gdyż moja derealizacja była tak potężna że nie byłam w stanie z nikim poza moim domem rozmawiać. Lęk przed śmiercią osiągnął apogeum, nie spałam nocami gdyż bałam się że zasnę i się już nie obudzę, że byłam złą osobą i pójdę do piekła. Koszmar mówię wam z ręką na sercu. I jak dziś pamiętam ten moment jak stałam w pokoju mojego brata i poczułam tak głęboką pustkę i tak głębopki bezsens że nie da się tego ując w słowa. Jedynym uwolnieniem się od tego była śmierc której zarówno się bałam jak i pragnęłam, wyobrażacie sobie życie w którym sięgnięcie po szklankę wody kiedy che się wam pić powoduje u was poczucie pustki i bezsensu całowitego?... Miałam sytuacje za przeproszeniem że siedziałam na toalecie i wymiotowałam i "srałam" w tym samym czasie tylko i wyłącznie z nerwicy. I ten nieodstępujący lęk i ataki poaniki, "duszność, nie mogę oddychać, serce mi staje, mierzenie sobie 100000 raqzy dziennie pulsu" kaplica dosłownie.


Wtedy zadzwoniłanm z płaczem do szpitala psychiatrycznego o pomoc. Dostałam możliwie bliski termin. Spotkałam się z lekarzem: mój zestaw to był : depakine 500, propranolol, hydroxyzyna 50 i permazyna.

Po lekach chodziłam na śpiąco cały czas, potrafiłanm przesypiać po 16-20 godzin na dobę i to wieczne zmęczenie ale nie było ataków paniki - a może je przesypiałam? w każdym bądz razie miałam świadomność że leki tylko pozwolą mi przetrwać a tak na prawdę potrzebuję psychoterapii bądź dobrego opsychologa.

i znalazłam taką panią do której chodziłąm raz w tygodniu przez kilka miesięcy. Nigdy mi nie powiedziała co robić- zawsze mi zadawała pytania tak abym sama sobie na nie ospowiadała i abym potrafiła zobaczyć siebie " z drugiej osoby". No i tak było niby dobrze, nieby jednak nie za dobrze no i ni stąd ni z owąd dostałam propozycję pracy w anglii...


Anglia, przeszukałam milion wątków typu " nerwica lękowa za granica" itd, wiele ludzi pisało że im się zaostrzyło po opuszceniu kraju, z reszta dla mnie to była abstrakcja, jeszcze kilka tyg miesięcy temu nie potrafiłam wyjść do nklepu pod blokiem a tu sobie do anglii jadę... Ale panmiętam co powiedziała moja psycholog

" To Ty masz nerwicę, nie ona Ciebie - nie pozwól żeby to ona podejmowała za Ciebie decyje"

i wyobraźcie sobie zaryzykowałam, zaufałam jej i pojechałam. Po 3 miesiącach pobytu za granicą przestałam brać leki i powiem wam, że żyję!!!! Mam świetną pracę, narzeczonego i wiele rzeczy sprawia mi radość.

I choć czasem mam nawroty bulimii czy czasem mam lęki to przyjmuję to i staram się zrozumieć, rozumiem że jestem bardziej wrażliwą osobą i takie rzeczy się zdarzają ale nie kieruje to już moim życiem.

Moi drodzy piszę to aby wam pokazać z jak dużego bagna można wyjść i wiem doskonale że w czasach kryzysu powstaje myśl " tak będzie już zawsze" - NIE NIE BĘDZIE, KAŻDY Z WAS ODNAJDZIE SIEBIE I KOPNIE TA GLUPIA NERWICE W POSLAD! Nie przestawajcie wierzyc w siebie, nie przestawajcie wierzyc w bliskich nawet módlcie się bo to pomaga.

Jakkolwiek ten post był tylko pewnym świadectwem że z tak zagmatwanej sytuacji zawsze jest wyjście.

Jeżeli ktokolwiek chce porozmnawiać bądź nawet zapytać się o coś proszę piszcie na pw, odpowiem na każdą wiadomość. Pragnę z całego serca abyście i wy wszyscy którzy macie nerwice, depresje tudzież inne lęki wyszli z tego jak najszybciej będący tylko silniejszym i bardziej radosnym człowiekiem.

Pozdrawiam was i ściskam z całego serca.
Nie traćcie nadzieji.!
Ostatnio edytowano 27 wrz 2011, 00:55 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono z działu "nerwica lękowa"
And I realize there is no peace of mind
Awake to see there is no remedy in sight
Avatar użytkownika
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
18 sie 2010, 22:40

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez buka 27 wrz 2011, 01:34
wzruszajace
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5131
Dołączył(a)
21 gru 2010, 22:23
Lokalizacja
wawa

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez leon21 16 paź 2011, 14:20
Można powiedzieć, że jestem wyleczony na 70 proc. Działam praktycznie normalnie, choć męczą mnie troszkę natłok myśli i lekkie spięcie ciała, ale daję radę. Wszystko tkwi w głęboko zakorzenionych schematach myślowych i trzeba je łamać choć pojawiający się lęk przed zmianami nie jest łatwy do pokonania.
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
16 wrz 2010, 13:50

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 19 paź 2011, 14:18
leon21, powodzenia :)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez bydgoszczanka 29 paź 2011, 23:20
Witam wszystkich ja już chyba etap depresji mam za sobą ... 16 miesiąc jak nie biore leków.. Ale zacznijmy od początku ... Jako nastolatka zakochałam się w złym facecie który wraz z kumplami zniszczył mi psychikę i ja z powodu, że czułam się jak wrak, przez nikogo nie rozumiana zaczełam się samookaleczać chyba tak to się mądrze mówi... nie wiem kiedy zaczełam się bać panicznie ludzi, bałam się wyjść na ulice, bo czułam ludzkie spojrzenia ...Nieudane próby samobójcze... Dużo by opowiadać co się wtedy działo ... Swój ból opisywałam w wierszach na które jeszcze niedawno nie mogłam spojrzeć. Rodzice siła zabrali mnie do psychiatry gdyż uważałam ja nie widziałam sensu życia. Ale teraz już jest dobrze;) Uśmiecham się , mam normalnego chłopaka, mam dużo znajomych ;) Przepraszam ale nie jestem w stanie opisać co się działo ze mna wtedy tak dokładnie pokolei , ale jeżeli ktoś by miał jakąś potrzebę rozmowy, jakieś pytania to ja chętnie pomogę ;)
Ostatnio edytowano 30 paź 2011, 07:21 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono z działu Witam
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
19 paź 2011, 19:55
Lokalizacja
Bydgoszcz

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez lalulala 15 lis 2011, 15:23
Czy poza terapią robicie coś sami żeby sobie pomóc?

Np. czy czytacie jakieś książki/oglądacie jakieś filmy o nerwicy natręctw?
Próbujecie jakichś rzeczy gdzieś znalezionych,wyczytanych, żeby sobie pomóc?
Tu na forum jest zamieszczony jedne poradnik...
Możecie jeszcze coś polecić?
Ostatnio edytowano 18 lis 2011, 00:01 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono z działu Nerwica natręctw
Avatar użytkownika
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
14 wrz 2011, 15:38

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 17 lis 2011, 12:42
bydgoszczanka, ja tak samo, i jest bardzo dobrze, ciesze sie z Toba ze wyzdrowialas :)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 18 lis 2011, 00:03
lalulala napisał(a):Czy poza terapią robicie coś sami żeby sobie pomóc?

Np. czy czytacie jakieś książki/oglądacie jakieś filmy o nerwicy natręctw?
Próbujecie jakichś rzeczy gdzieś znalezionych,wyczytanych, żeby sobie pomóc?
Tu na forum jest zamieszczony jedne poradnik...
Możecie jeszcze coś polecić?

Podbijam zapytanie forumowiczki.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez natalianatalia 03 gru 2011, 22:57
Ja Wam coś napiszę.

U mnie choroba zaczęła się, kiedy znalazłam to forum! Wtedy mój świat już zupełnie się zapadł!
Wcześniej miałam napady lęku, ale po kilku dniach mijały, ponieważ zabijałam je innymi, najbardziej głupszymi myślami! Teraz pewnie skończyłoby się tak samo, ale oczywiście musiałam pogrzebać w Internecie, bo jakby inaczej!
Nie ma sensu tego robić! To jeszcze bardziej pogłębia Wasz stan! A jeżeli już tak bardzo jesteście uzależnieni od tego forum, to czytajcie pozytywne tematy i wpisy.
Taka choroba po prostu nie istnieje! Tzn pojawia się przez coś, ale za jej rozwój jesteśmy odpowiedzialni tylko i wyłącznie my sami! Wiem, że to łatwo powiedzieć, bo samą mnie to wkurza niemiłosiernie. Walczę i wiem, że za jakiś czas mi przejdzie. Wchrzaniam magnez i do widzenia!
Mój stan trwa już ok 2 tygodni. Przy wcześniejszych atakach trwał zaledwie kilka dni, zapominałam o nim i dalej cieszyłam się życiem jak przedtem.
Możliwe, że ten wpis spotka się z wieloma negatywnymi komentarzami, ale tak jak napisałam już wcześniej: JESTEM WŚCIEKŁA NA SIEBIE, ŻE W OGÓLE WESZŁAM NA TO FORUM! BO GDYBY NIE TO, TO JUŻ DAWNO BYŁOBY OK!
Nie wie ktoś z Was może jak zablokować tą stronę? ;)

Do tych, którym JEDNAK to forum pomaga:

NIE WCHODŹCIE NA PRZYGNĘBIAJĄCE TEMATY TYPU: "Jak mi źle", "Chce mi się płakać", "Nigdy nie wyzdrowieję"... To bez sensu!

Jestem z siebie mega dumna, że k***a, sama się wpędziłam w tą chorobę. Niestety nie jest jeszcze tak jak bym chciała, żeby było, ale za każdym razem powtarzam sobie, że mogę bym wdzięczna tylko i wyłącznie sobie!
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
22 lis 2011, 19:43

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez monk.2000 03 gru 2011, 23:09
Ja wyznaję starożytną filozofię pogodzenia się z tym co mnie spotyka. Jeśli się czuję źle to nie oszukuję się, że jest inaczej. Dlatego nieraz wchodziłem na dołujące wątki, co nie oznacza że nie mam nadziei. W chwili gdy to robiłem nie miałem wpływu na swoje samopoczucie. Można je zmienić, ale to wymaga czasu. Myślę, że brak samooszukiwania i uciekania od prawdy jest wyrazem dojrzałości.
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do