Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 25 sie 2011, 12:27
19_latek, To gratuluję , fajnie ,że napisałeś :) Z ciekawości , jakie leki bierzesz?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez 19_latek 25 sie 2011, 12:37
40mg Parogen + 1mg Fluanxol, i czasami jak nie moge spac do biore 10-15mg deprexolet (mianseryna).
19_latek
Offline

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez sens 26 sie 2011, 00:18
19_latek
gratulacje
ciesz się że nie jestes kobietą
my jak chcemy mieć dziecko musimy odstawić leki..
i co wtedy będzie?
nie wiem czego chcę
ale i tak tego nie mogę
Offline
Posty
905
Dołączył(a)
16 cze 2011, 10:55
Lokalizacja
kr

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez halenore 26 sie 2011, 00:57
Nic. Nie będziemy miały dzieci...
My mother said to get things done.
You'd better not mess with Major Tom...
Avatar użytkownika
Offline
Natręt Gramatyczny
Posty
4811
Dołączył(a)
12 kwi 2010, 21:32

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 27 sie 2011, 17:10
sens, niekoniecznie, moja psychiatra mowi, a pracuje juz ok 30 lat, w tym w szpitalu psych, ze miala kilkadziesiat kobiet, ktore rodziły zdrowe dzieci a brały antydepresanty. Chodzi o to, ze dziecko moze miec po urodzeniu skutki odstawienne, ale poki co badan na to nie ma. Niestety sa czasami osoby, ktore musza brac leki cale zycie, np schizofreniczki, kobiety z dośc powazna depresja itp.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Magdi 05 wrz 2011, 19:42
Cześć, chciałam się podzielić z wami moimi sposobami i przemysleniami na temat nerwicy. Moja historia jest podobna do wielu z tego forum. miałam zawroty głowy, biło mi strasznie serce, miałam ochotę zemdleć, tylko nigdy jakoś nie mogłam (czasami nawet kładłam sie na wykładzinie biurowej, ale utrata przytomności nigdy nie przyszła :) ). Po jednym z takich ataków pojechałam do domu, zrzuciłam samopoczucie na karb niewyspania i przemeczenia. Obudziło mnie dziwne uczucie. Po 2 h odwracania uwagi od niego doszłam co mi jest. To był lęk. We własnym domu, przy cudownym mało stresującym zyciu czułam się tak jakby mi ktoś trzymał pistolet przy skroni. Kolejne dni wiadomo karetki, lekarze, uwłaczające godności ludzkiej traktowanie na izbie przyjec bardzo znanego instytutu psychiatrii, skierowanie na psychoterapię (miałam szczęście bo moja internistka miała nerwice od razu mnie zdiagnozowała złota kobieta) i psychiatra itd itp. Wszystko zaczęło sie 2 miesiące temu, na szczęście w trakcie mojego 3tygodniowego urlopu. Ja sobie teraz przypomnę to ja chyba zawsze miałam nerwicę, tylko jak byłam młodsza to się tak nie schizowałam i olewałam. Pomyśałam sobie ale mi się zrobiło słabo, ale już mi przeszło i zapominałam o tym. Teraz mam 27 lat i troche więcej problemów, dlatego tak mnie porządnie ścięło. Tak myślę. Tak czy siak:
1. od razu dostała lęku przed wychodzeniem z domu, z dnia na dzień, to było tak absurdalne, że nie mogłam uwierzyć, więc konsekwentnie zakładałam buty i wychodziłam, nie na długo, czasami biegłam do domu jakby mi się zadek palił, jak wariatka. Godzinę pozniej znowu adidasy i na dwór. Do sklepu po chipsy (w kolejce zawał serca za zawałem, paznokciami stop trzymalam się podłogi żeby nie zwiac), jeden przystanek autobusem, po loda do cukierni itd itp. Ale to nic nie dawało (tak sobie wtedy myślałam) Po 4 dniach męczani wszystko zniknęło. Miałam mieć wizytę u psychoterapeuty więc z mamą taksówką do ośrodka (nie dalam rady ani sama ani autobusem), okaząło się, że pomyliłam daty i to nie dziś. Wkurzyłam sie (sama na siebie) i wyszłam. Postanowiłam wrócić autobusem. Na poczatku było żle, ale poszlam do kiosku po bilet, w autobusie pisalalam smsa, potem poszlam na poczte i do lekarki interniski na kontrolkę. Na poczcie byłam juz taka jak dawniej. Az sie sama z siebie smialam i nie dowierzałam, ze 4 dni cos takiego sie działo i odeszlo samo w 1 sekunde.
2. po tym epizodzie mialam pare dni pozniej wizyte u psychiatry. I to byl najwiekszy chyba blad. Laska bez mrugniecia okiem przepisala mi Seroxat 10 mg. No to zaczelam brac i zaluje bardzo tych 60 zl. Od razu wam powiem nerwicy nie leczy sie lekami. leki daja wam tylko czas na regenreacje po tym szoku, na zapisanie sie na terapie, na zlapanie oddechu. I tak bedziecie je musieli odstawic i zawalczyc sami. 2 tydzien brania lekow to byl koszmar. Realnie myslalam o tym, zeby sobie rozwalic glowe o sciane. Lek trwal caly czas ponad tydzien. W tym czasie bylam tydzien z koleznaka nad jeziorem oraz 3 h spacerze po moim miescie z przewodnikiem (obecnie moim nowym facetem ;). Sukces tego okresu zawdzięczam mojej kolezance, ktora doslownie zbierala mnie z podlogi. Aby wysc na spacer walczylysmy 2 h aby jechac 40 km nad jezioro PKSem chyba z 6 h. Droga na wyjazd byla koszmarem mojego zycia. To byl zawal serca jeden za drugim, tylko znowu jakos nie moglam umrzec. To wszystko po ponad tyg znowu przeszlo, w momencie kiedy zrobilam cos czego najbardziej sie balam. Wsiadlam w PKS w droge powrotną. Znowu kolezanka walczyla ze mna 2 h. Juz oficjalnie mialam wezwac takse (40 km!! od domu) ale sie zawzielam i mowie trudno, najwyzej umrę. Wsiadlam i siedze i siedze i czekam i nic. NIC sie nie stalo, zadnego zawalu, zawrotów. Dojechałam do domu jak normalny bialy czlowiek.
3. Minęły 3 tyg, wrocilam do pracy. Przez 2 tyg wszystko fajnie ektra. Caly czas seroxat 10 mg. Bylam u psychiatry, zaproponowala mi 20 mg, powiedzialam, ze nie dziekuje mi jest tak dobrze (a w myslach wysalalm ja na drzewo :). No i zaczelo sie znowu. Napady paniki i derealizacja. W tym okresie: w trakcie najwiekszego napadu leko - derealizacji wynegocjowalam swietny kontrakt z hotelem (a moje mysli w trakcie spotkania krążyły wokol pojscia do lazienki i przegryzienia sobie zyl, bo przeciez ja juz tak dalej zyc nie dam rady, kiedy to się skonczy, chyba nigdy moje Zycie jest przegrane) oraz pojechalam na lodki, gdzie w najwieksza burze mazurska siedzialam za sterem, mialam ataki paniki non stop, ale nad nami szalaly pioruny i ważeniejsze bylo zeby dobic do jakiegos brzegu, bo bylam odpowiedzialna za załogę. Caly wyjzad mialam derealizacje i napady paniki. Dere to najgorszy jak do tej pory stan w jakim bylam.
4. Deralziacjia minela mi po ok 20 dniach sama z siebie. Ale ja nigdy nie siedzialam z jej powodu w domu,wyjezdzalam na weekendy ze znajomymi. BYlam w Gdańsku i zastanwailam sie czy on istenie :) i czy ja tu faktycznie jestem. Codziennie do pracy na 8 h w tą i nazad. Jestem asystentka dyrekotra codziennie milion gosci i spotkan. Nigdy sie nie poddalam. Samo przeszlo w jednym momencie. Samo z siebie, ale ja bylam gotowa tak zyc juz na zawsze. Olalalm to. Przestalam czekac az minie. Doszlam do wniosku ze moje zycie jest tu i teraz i niech nie mija mnie to nie powstrzyma.
5. To co pomaga wyjsc z nerwicy to juz wszyscy opisali, ale ja podkresle: TYLKO TY. To twoja zabawa, twoja piaskownica, twoje grabki i lopatki. Porzuc to czego nie lubisz robic, zmien nastawienie (np. ja panicznie nie znosze wstawac rano, ale powiedzialam sobie ze ok nie lubie, ale to wstawanie daje mi szanse zarobienia pieniedzy na ciuchy i wyjazdy i spotkania moich fajnych znajomych z pracy. Masz wrednego dyrektora - ok to tylko stary pyskaty dziadek, jego inwektywy pod moim adresem nie maja na mnie wplywu, on mnie nie zna, nie ma go ze mna w domu, ani na spotkaniu ze znajomymi, niech spada). Gadajcie ze swoja podświadomością w myslach. To chory zwierzak i bardzo wystraszony. Zawsze jak czujesz, ze masz ochote sie wkurzyc 10 oddechów, sto razy powiedziec "spokoj" :), KONIECZNIE techniki relaksacyjne Jacobsona przed snem 15 min, mialm probelny ze snem, teraz zasypiam jak dziecko, magnez 2 tab. dziennie, bieganie, sport, joga. tylko uwaga nie na sile, nie wszystko na raz. Nie badzcie ekspertami od nerwicy. Po trochu, jak macie czas, ochote. Jak macie ochote to czujcie sie zle, dajcie sobie sianka, na wstrzymanie. Cale zycie zylismy na pelnych obrotach, dajmy sobie te pol roku, moze rok na luz. Kazdy czasem czuje sie zle. te wszystkie rzeczy was nie wylecza ale pomoga wam poczuc sie zrelaksowanymi a przeciez o to chodzi. Nerwica sama odejdzie, ale trzeba czasu i konsekwncji. Nie ma konkretnej granicy np. 2 miechy Jacobsona i juz mi przejdzie. Nerwica narazie ode mnie odeszla, ale wroci jak tylko sie zaniedbam znowu.
6. Czemu napisalam, ze wyzdrowiałam a nie zdrowieje? Mimo ze nie mam atakow leku juz to wiem, ze moge je miec moge je miec w kazdej chwili, ale mnie to nie przeraza. Zawsze mialam nerwice i zawsze ja bede miec. Akceptuje to. Najwazniejsze ze mimo zlego samopoczucia moge wszystko robic, ludzie nigdy by sie nie domyslili co przezywalam w ich obecnosci. Moge jechac 30 h autokarem do Chorwacji, leciec na drugi koniec swiata, a jak mnie zlapie atak to mnie zlapie pfff no i?
7. Idzicie na terapie tam wam powiedza mniej wiecej to samo. Ja ide za ok 2 miechy (dluga mam kolejke w osrodku). Mi sie juz nie spieszy, ale i tak chce to zrobic. Jezeli chcecie wydrowiec zapomnijcie o lekach. Swoje trzeba przezyc, uodpornic sie na ten lek. Lek sie wygasi sam z siebie. Nie uda sie za 5, 10 to wygasi sie za 15 razem i wtedy gwarantuje wam bedziecie mieli ochote ucalowac wspolpasazerów w autobusie. Ale lek moze wrocic, np. po 5 latach po mamy juz nowe doswiadczenia, nowe stresy, juz zapominamy i sie zaniedbujemy. No to konsekwentnie wracamy i walczymy od nowa. Jestesmy nerwicowcy cale zycie. Mowi sie trudno. I nie schizujmy sie ze nas glowa zaboli, albo jest na nagle na ulicy slabo. Inni tez ta sie czasem czuja: miesiączka, głód, zmeczenie, gorąco. Normalne reakcje organizmu, ktore my nakrecamy bo wiemy co to za uczucie ten napad leku - i atak nerwicy gotowy :)
8. A jak wam żle, to http://moja-nerwica.republika.pl/ czytac az do upadlego. Nie wiem czy to prawdziwa historia, czy tylko jakis behawioralno poznawczy się wysilil i opisal terapie. Nie wazne. Prawda jest tylko to co wam pomaga.
Sory za dlugasny post. Pozdrawiam Was
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
05 wrz 2011, 18:31

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 05 wrz 2011, 21:27
Magdi, Bardzo ładnie z Twojej strony, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami.
Tylko,że nie wszyscy borykają się tu z atakami paniki.
Większośc cierpi na innego typu zaburzenia, gdzie ataki paniki są jakby dodatkiem do całego cierpnienia. I w takich przypadkach długoletnia terapia i zażywanie leków moze przynieśc efekt.
Jednak swoją postawą pokazałaś, że nie należy się poddawać, leczyć się i pracować nad swoimi trudnościami.
Idziesz na terapię, napisz proszę później o swoich odczuciach w związku z nią we wątku:
psychoterapia-dziala-czekam-na-ka-dego-posta-z-wasza-opinia-t4853-1456.html
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Magdi 05 wrz 2011, 21:44
Jasne jasne, to źle zabrzmiało trochę z tymi lekami. Opisałam swój przypadek i trochę za emocjonalnie podeszłam do Seroxatu. Nadal uważam, że leki są potrzebne i nie wolno się negatytwnie nastawiać, że to psychotropy i się zaraz od nich uzależnię. Brać brać jak lekarz karze. Mi one nie pomogły i stąd to niezdrowe podniecenie. Tylko, żeby nie był fundamentem leczenia. Nie pomyślałam o innych postaciach i przyczynach nerwicy. Pardon. Dzięki za uwagę. To moj pierwszy w zyciu wpis na forum :)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
05 wrz 2011, 18:31

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 05 wrz 2011, 21:47
Magdi, Mimo wszystko opisałaś swoj przypadek, może być pomocny dla innych.
Zapraszam do wzięcia udziału w dyskusji w innych wątkach.
:D
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 10 wrz 2011, 16:08
Magdi, coz ja ok 13 lat temu tez tak myslalam jak Ty, lekarz mi dawno juz przepisal leki ale jak wzielam jeden i sie koszmarnie czulam to przestalam brac bo przeciez to zlo. Nie bede opisywac mojej historii po raz tysieczny, ale ja oprocz napadu paniki, leku zawrotow itd mialam dosc ciezkie zespoly bolowe, na ktore nie pomagaly zadne srodki nic, kupe badan bo mysleli ze to cos najgorszego.....i nic. Dopoki mnie nie dopadla depresja to zylam z ta neriwca jak Ty, ze mialam atki leku ale najgorsze byly te zespoly bolowe, to jest nie do opisania, bol non stop 24 na dobe to nie jest zwykly bol glowy ale uczucie jakby ktos Ci na zywca klul szpilkami po glowie tak caly czas.....najdluzej mi ten bol sie utrzymywal 5 lat pozniej 3 mies spokoju i znowu tego samego....w trakcie depresji dostalam antydepresanty od tamtego czasu moze mialam ze 2 razy lekki bol ale minal, teraz juz odstawilam nie mam zadnych ZADNYCH boli, zadnych atakow paniki, zawrotow, bicia serca nic. Moge teraz powiedziec ze jestem zdrowa, branie tego leku na pocztaku bylo tez koszmarem ale jak przeszlam pierwszy m-c to zaczelo mi sie poprawiac i juz lekow nie biore chyba z ponad pol roku i nic zadnych objawow, nie namawiam do lekow, ale takich historii tutaj czytalam mnostwo ze leki to zlo :mrgreen: ze tylko psychoterapia.....a ludzie pozniej nadal maja ataki paniki i leku itd. Uwazam ze najlepsze efekty daje dwutorowa droga psychoterapia i leki.


Jeszcze chce powiedziec ze ostatnio bylam na kongresie i przemawialam przed ok 1000 ludzmi i NIC :yeah:
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez poliju 17 wrz 2011, 19:02
Mój post nie będzie zbyt optymistyczny choć pozbyłam się nerwicy raz na zawsze. Wiem, że juz więcej nie wróci, bo zupełnie ją zlekceważyłam. Ale może trochę mojej historii. To mój pierwszy wpis na forum. Z nerwicą borykałam sie przez wiele lat . Od wczesnej młodości, choć na początku nie wiedziałam co mi jest. Od kiedy pamiętam zawsze byłam na cos chora. Z biegiem czasu doskonale poznawałam swoje objawy, wykluczałam je setkami badań i wtedy zaczynało się coś nowego. Najgorsze były jazdy z sercem. Arytmia, napady paniki, nocne jazdy do szpitala, ileż razu to przerabiałam. W tamtych czasach także chora sytuacja w domu. Bywało tak, że bałam się powiedzieć mężowi co sią ze mną dzieje i trzęsłam się pod kołdrą w ciszy przez kilka godzin. Z lekami było róznie, ale ogólnie leków sie boję. Oczywiście nie bez tego, abym nigdy nie brała przez te 20 lat. Nie chcę tutaj opisywać objawów bo wszyscy je mamy (mieliśmy).
Nerwica odeszła jak ręka odjął, gdy w dwa lata temu zachorowałam na poważna chorobę somatyczną. Teraz nie mam czasu na użalanie się nad sobą. I tylko tak bardzo mi żal tych straconych lat, gdy właściwie byłam zdrowa. Od dwóch lat ani razu nie miałam objawów nerwicowych. teraz cieszę się zyciem bardziej niż kiedyś, choc tak naprawdę to teraz jestem chora. Życze zdrowia wszystkim forumowiczom, otrząśnijcie się póki na to czas. Uwierzcie, że jesteście zupełnie zdrowi!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
17 wrz 2011, 18:37

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Niesia 22 wrz 2011, 14:10
Hej :P Przybyłam po długim czasie szerzyć optymizm i wiarę w wyjście z zaburzenia :mrgreen:

Wyzdrowiałam.

Rok temu o tej porze cały świat zwalił mi się na głowę. Ledwo żyłam. Rzuciłam pracę, przerwałam studia, 3 m-ce praktycznie nie wychodziłam z domu... Tonęłam w rozpaczy, bólu, a moją jedyną "rozrywką" były coraz silniejsze somatyzacje. Sama sobie narzuciłam rolę cierpiętnicy, obwiniałam za moją sytuację wszystkich dookoła, oczekiwałam wiecznego wsparcia, głaskania po główce i litowania się nade mną. Histeryzowałam, nakręcałam się i odchodziłam od zmysłów. Zraniłam sporo osób. Kilku relacji na pewno już nie odzyskam... Przy okazji trafiłam też na kilka osób, które wykorzystały moją słabość. W całym tym emocjonalnym syfie ucierpiało też moje ciało. Na lewym ręku pojawiło się kilka uroczych kresek.

Patrząc na to z perspektywy czasu, czuję jakbym pisała o zupełnie innej osobie. Na szczęście szybko trafiłam pod opiekę dobrego psychoterapeuty i niewiele czasu zajęło mi zrozumienie powodów mojej nerwicy.
Zmieniłam siebie.
Nasze życie i samopoczucie zależy tylko od nas! Od naszych myśli. Sami siebie wpędzamy w ten wir rozpaczy. Rodzic cię nigdy nie kochał? Pogódź się z tym! Nie zmienisz przeszłości, nie zmienisz jego! Nie toń więc w rozpaczy z tego powodu, tylko zajmij się budowaniem swojego, szczęśliwego życia. Zapełniaj sobie czas, poświęć się czemuś. Wychodź z domu na siłę. Baw się i uśmiechaj, bo życie masz TYLKO JEDNO. Pozwól lękom odejść. Daj im po prostu odpłynąć. Przeszłości nie zmienisz, a przyszłość może wydawać się przerażająca, ale to od Ciebie tak naprawdę zależy czy będzie szczęśliwa.

Wiem, że ktoś kto jest teraz w takim stanie jak ja rok temu, przeczyta to i po prostu pominie. Pomyśli "widocznie nie cierpiałaś tak jak ja teraz". No cóż :smile: Kiedyś sami to zrozumiecie. Życzę Wam, abyście trafili na tak dobrego terapeutę jak ja. A! I wyszłam z tego bagna bez leków.

Moje rady:
1. Tak jak napisałam wyżej walcz sam ze swoimi słabościami. Problem z wyjściem z domu? Zmuś się. Myśli "O Boże! Zaraz umrę!" zamień na dobry początek na "Jestem bezpieczny/a, najbliższy szpital jest kilka kilometrów stąd, na pewno jeśli zacznie się coś dziać, ktoś mi pomoże". Po pewnym czasie zauważysz, że nie potrzebujesz już tych "myśli bezpieczeństwa".
2. Spędzaj miło czas i spotykaj się z ludźmi. Odwróć swoją uwagę od lęków.
3. Nie tkwij na tym forum!!!
4. Nie walcz o coś, co i tak nie nastąpi. Ojciec alkoholik się nie zmieni, a facet, który z troską opiekowałby się Tobą do końca życia jak niemowlakiem po prostu nie istnieje. Każdy ma swoją granicę wytrzymałości, a Ty nie jesteś dzieckiem.
5. Rób coś dla siebie. Zadbaj o swój wygląd. Wprowadź jakąś aktywność do planu dnia (osobiście polecam pływanie - potrafi rozluźnić napięte od stresu mięśnie)
6. Magnez. Odpowiedni uspokaja i pomaga się skupić.
7. Zacznij mówić to co myślisz. Nie zamykaj emocji w sobie z obawy przed odrzuceniem. Może ktoś przestanie za Tobą przepadać, ale na pewno nabierze szacunku.
8. Nie gódź się na coś, na co nie masz ochoty. Nie bądź popychadłem.
9. Przestań bać się zmian! Czujesz, że minąłeś się z powołaniem w kwestii kierunku studiów. Zmień je. Atmosfera domowa Cię dobija? Wyprowadź się.
10. Relaksuj się kiedy tylko możesz. Ciepła kąpiel i lampka wina potrafią zdziałać cuda. Zmieniaj otoczenie tak często jak się da. Nic tak nie pomaga jak ucieczka od zgiełku dnia codziennego.
11. Pokochaj siebie. Spójrz - jesteś unikatowy, potrafisz czuć mocniej niż inni. Z pewnością zauważasz rzeczy, na które ludzie bez tak bogatego wachlarzu emocji, nawet nie zwracają uwagi. Skorzystaj z dobrej strony tego faktu. Czerp z życia jak najwięcej.
12. Uwierz, że dasz radę i przejdź do działania. Nie trać więcej czasu.


Trzymam za Was kciuki i wierzę, że dacie radę! :mrgreen:

Agnieszka_1988
Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, ze nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza.

— Marilyn Monroe
Avatar użytkownika
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
21 mar 2011, 12:01

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Thazek 22 wrz 2011, 17:50
Niesia, Przecież każdy jak chodzi do dobrego psychoterapeuty to o tym wie... ;)
to co napisałaś wyżej to chyba każdy terapeuta powtarza :P
Nerwico chcesz mnie znów dopaść?!?!To skoczę do apteki po stoperan bo Cię chyba POSRAŁO!
http://www.youtube.com/watch?v=jYj7T9eEQ4U
F41.0<--- Było minęło... F41.1<--- już prawie nie ma :D CHYBA ZDROWIEJĘ :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5290
Dołączył(a)
18 mar 2011, 21:36
Lokalizacja
South

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Niesia 22 wrz 2011, 17:58
Thazek, no i? :roll: Zauważ, że baaaardzo często ktoś najpierw szuka pomocy w internecie, a później dopiero trafia do terapeuty bystrzacho.
Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, ze nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza.

— Marilyn Monroe
Avatar użytkownika
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
21 mar 2011, 12:01

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do