Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 14 gru 2010, 15:25
soulfly89, :brawo:
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez MARIAN1967 14 gru 2010, 20:10
soulfly89, nerwica nie lubi szczęśliwych ludzi.Każdy rozwiązany problem ,każde spełnione marzenie zabija nerwicę .Wielokrotnie się o tym przekonałem .Prawie 17 lat doświadczenia w walce z nerwicą . Śnieżka*, dużo zależy od psychiki człowieka . agusiaww, moja metoda na nerwicę polega na systematycznej pracy związanej z likwidacją czynników które odbierają radość życia.[problemy ze zdrowiem, problemy w życiu osobistym,brakiem pracy albo jej nadmiarem].
О белые розы ,что с ними сделал снег и морозы ... Don't worry ,be happy ...Всё будет хорошо ...it's a beautiful life .......
Avatar użytkownika
Offline
Posty
614
Dołączył(a)
03 sty 2009, 20:32
Lokalizacja
Ostrzeszów

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Śnieżka* 14 gru 2010, 22:09
agusiaww napisał(a):Śnieżka*, ja bralam lek ponad 1,5 roku -jestem w trakcie schodzenia, uwazam tak samo jak moja psychiatra ze przy 1 epizdodzie depresji trzeba brac lek nawet do 2,5 roku. Lekarka sama powiedziala, ze Ci co po 3 mies odstawiaja to szybko wracaja do lekow.


tego nawet nie wiedziałam, że jak sie tak szybko rzuci to choroba szybciej wróci, ja leki brałam ponad pół roku.
A ty agusiaww ile miałaś epizodów depresji??

MARIAN1967 napisał(a):soulfly89, nerwica nie lubi szczęśliwych ludzi.Każdy rozwiązany problem ,każde spełnione marzenie zabija nerwicę .Wielokrotnie się o tym przekonałem .Prawie 17 lat doświadczenia w walce z nerwicą . Śnieżka*, dużo zależy od psychiki człowieka . agusiaww, moja metoda na nerwicę polega na systematycznej pracy związanej z likwidacją czynników które odbierają radość życia.[problemy ze zdrowiem, problemy w życiu osobistym,brakiem pracy albo jej nadmiarem].


MARIAN1967 to znaczy że jak ktoś ma słabą psychikę to musi brać leki, natomiast ci z tą silniejszą jakoś obejda się bez tego?
Raz do roku umieram, później rodzę się na nowo, by znowu umrzeć.
Offline
Posty
267
Dołączył(a)
30 lis 2010, 13:14
Lokalizacja
Inny Świat

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez MARIAN1967 14 gru 2010, 22:51
Śnieżka*, ja nie biorę żadnych lekarstw na nerwicę ponad 16 lat,i nie mam zamiaru ich brać.Dla mnie nerwica to taki sam problem jak grypa ,nic poza tym.
О белые розы ,что с ними сделал снег и морозы ... Don't worry ,be happy ...Всё будет хорошо ...it's a beautiful life .......
Avatar użytkownika
Offline
Posty
614
Dołączył(a)
03 sty 2009, 20:32
Lokalizacja
Ostrzeszów

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 15 gru 2010, 09:23
Sniezka ja mialam 1 epizod depresji, w sumie lek biore juz dwa lata, do tego schodze -w ciagu pol roku chce z niego zejsc, takze akurat tyle bedzie ile daja statystyki na dlugotrwale wyzdrowienie. Z tego co mowilaa moja lekarka a pracuje juz ona w zawodzie ponad 30 lat, to przy 1 epizdodzie trzeba brac leki do 1,5 roku jak jest poprawa chorego to jeszcze z rok w celu ustabilizowania nastroju i utrwalenia. Mam dwie kolezanki ktore dostaly depresji poporodowej, lekarze w szpitalu kazali jednej barc antydepresant 6 mies drugiej 3 mies, obie po tym czasie odstawily i mialy nawrot po ok 2 mies. Teraz biora juz troche i nie zamierzaja odstawiac.
Marian ja nie bralam lekow 10 lat a teraz nie zaluje ze wzielam, nie ma co sie bac skoro pomaga, ale kazdy ma swoj sposob :)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Udało się:PPPP

przez izaak17 26 gru 2010, 17:19
Kochani piszę do Was po raz pierwszy i ostatni.Zaglądałem tu swojego czasu baaardzo często,nie potrafiłem przeżyć dnia bez tego forum.Dzięki Bogu nie jest mi ono już potrzebne-wyleczyłem się,sam,bez leków,bez psychologa,siłą woli.W moim przypadku bodźcem do działania były wspomnienia,które dawały mi siły do walki,wspomnienia tego,że kiedyś byłem szczęśliwy beztroski,mało analizujący.Chyba najważniejszym czunnikiem była moja dziewczyna ,którą bardzo kocham,a która nigdy mnie nie opuściła.Niestety jak to nerwica lubi,uderzała w to co najbardziej kocham-w moją miłość.(nie będę opisywał w co dokładnie z wiadomych przyczyn)Nigdy się nie poddałem,a teraz mogę podziękować mojej chorobie za to,że mnie rozwinęła emocjonalnie i duchowo do niewyobrażalnego poziomu.Mam wrażenie,że przeżyłem intensywny kurs samorozwoju.Dziękuję nerwico!!!.
Teraz opowiem jak się tego dziadostwa pozbyłem.Dodam tylko,że w pewnym momencie byłem w bardzo ciężkim stanie.Byłem o krok od samobójstwa.

1.Nie analizuj,przyjmij życie takie jakie jest,a jest ono naprawdę piękne
2.pozwól sprawom toczyć się swoim biegiem
3.Na niektóre pytania NIGDY nie znajdziesz odpowiedzi i nie szukaj jej-kto mniej wie,mniej się martwi
4.Nie wykonanie natręctwa niczym nie grozi-to tylko wyobraźnia.Nie możesz być przecież słabszy od niej.Pomyśl co by się z tobą stało gdybyś wykonał wszystkie swoje myśli-to jest absurd
5.Żyj wyborem świadomym.Nie dawaj się ponieść emocjom(w nerwicy jest to dość trudne-wiem).Postaw sobie jednak twarde reguły,postanowienia i realizuj je baaaaaaardzo konsekwentnie.
6.Użyj strachu przeciw niemu samemu.To,że się czegoś boisz oznacza,że tego nie chcesz w głębi duszy
7.Brudne myśli ZAWSZE BĘDĄ ci towarzyszyć i nie ma nic w tym złego-każdy je ma i stanowią element samorozwoju i poznawania świata
7.Jak się już nie boisz to ciesz się życiem-to proste!!
Nerwica jest w 10000%wyleczalna trzeba tylko chcieć być szczęsliwym.Jak ktoś ma dużo samozaparcia uda się mu to wszystko bez leków i psychologa.Jednak jak ktoś ma słabą psychikę niech nie zwleka z wizytą w gabinecie.
Dziękuję Wam wszystkim kochani!!!.Jestem z Wami duchem!!!
A na koniec piosenka ,która mówi o celu do którego dąży każdy z nas
Pnau-Freedom!!!!
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
27 wrz 2010, 21:18

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 26 gru 2010, 19:51
izaak17, Gratuluję.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Udało się:PPPP

przez rose 29 gru 2010, 13:42
izaak17 napisał(a):.Chyba najważniejszym czunnikiem była moja dziewczyna ,którą bardzo kocham,a która nigdy mnie nie opuściła.Niestety jak to nerwica lubi,uderzała w to co najbardziej kocham-w moją miłość.(nie będę opisywał w co dokładnie z wiadomych przyczyn)Nigdy się nie poddałem,a teraz mogę podziękować mojej chorobie za to,że mnie rozwinęła emocjonalnie i duchowo do niewyobrażalnego poziomu.Mam wrażenie,że przeżyłem intensywny kurs samorozwoju.Dziękuję nerwico!!!.


Mogę Ci tylko pozazdrości, że wtym wszystim nie byłeś sam, miłość naprawde uskrzydla wtedy wiesz, że masz siłe i cel dla którego chcesz żyć, być szczęśliwym dzielićsię tym szczęściem z ukochaną osobą . Mnie leki również pomagają,coraz częściej się uśmiecham wychodzę do ludzi ale gdy przychodzi jakiś problem upadam ! Biore mnóstwo leków jeszcze dodam alkohol żeby na chwile móc zapomnieć wtedy przychodi taki błogi stan odprężenia ... miły zawrót głowy i poczucie , że na niczym mi już nie zależy ... nawet na tym czy wezmę ich za dużo i czy wpłynie to negaywnie na moje zdrowie ! Chodzę na psychoterapie odczuwam bardzo duuuże rezlutaty aleciągle za małe ... Gratuluję Ci, że sobie poradziłeś , bardzo wzruszający post ...
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
04 paź 2010, 20:09

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez DZG 14 sty 2011, 01:35
Witam Wszystkich.
Swojego czasu zagladalem na to forum w poszukiwaniu cudownych metod pozbycia sie "nerwicy" ze swojego zycia, przewrocilo sie ono do gory nogami w 2004 roku i przez ten okres
czasu do dzis bardzo duzo sie zmienilo w moim sposobie zycia, myslenia i nie ukrywam ze dostalo mi sie niezle w kosc (w zasadzie jak kazdemu z Was tutaj).
Nie bede opisywal tego wszystkiego co sie ze mna dzialo, bylo to super combo "nerwica"/depresja/hipochondra(tak to sie pisze?).
Poczatek byl straszny nie zdawalem sobie sprawy w jakie bagno sie ciagne swoim mysleniem, wszystkie choroby swiata, brak potwierdzenia jakiejkolwiek z nich w badaniach (chyba
wszystkich mozliwych).
Zylem tak kilka lat w ciaglym leku bo nie wiedzialem co sie ze mna dzieje, objawow cala masa, wyszukiwanie w internecie chorob, jezdzenie na badania, codzienna normalka.
Resztka sil udalem sie do psychiatry, ktory przepisal jakies leki, po nich bylem nieco przymulony i objawy nieco ustapily jednak zadnego napiecia nie zlikwidowaly wrecz
przeciwnie. Bylem zdruzgotany bo ostatnia deska ratunku nie zadzialala.
Wsparcia nie bylo, nikt nie rozumial a przeciez trzeba bylo zyc, chodzic do pracy itp.
Wtedy tak naprawde zaczalem sie zastanawiac nad kilkoma sprawami a mianowicie: dlaczego po alkoholu czulem sie lepiej? dlaczego po znalezieniu w internecie jakiegos
"cudacznego" sposobu przez chwile czulem sie lepiej? odpowiedz byla bardzo prosta - uspokajalem sie.
Takie epizody daly mi nieco nadzieji, ze kiedys moze byc lepiej.
Czym jest "nerwica" i dlaczego pisze to w cudzyslowie?
W moim domniemaniu nie ma czegos takiego jak "nerwica" jest za to zespol objawow psychicznych i fizycznych odczuwanych przez organizm zmeczony chronicznym stresem, napieciem i
frustracja. Organizm wola o pomste do nieba zeby w koncu przestac, dac mu odpoczac, mozg chce odpoczac, tymczasem czlowiek robi cos zupelnie odwrotnego, zadrecza sie ciagle
myslami "dlaczego tak sie czuje?" "co to za choroba?", takie mysli poglebiaja tylko stres i napiecie, bledne kolo kreci sie dalej. O czym myslales/as dzisiaj? wczoraj? tydzien
temu? miesiac? rok? Odpowiem Ci - o tym jak sie czujesz?
Najwazniejsze to dac organizmowi odpoczac, zyjac tak dlugi okres czasu w chronicznym stresie czlowiek nie jest w stanie zdac sobie sprawy jak bardzo jest spiety fizycznie jak
i psychicznie.
Psychika i cialo to jednosc dlatego relaksujac jedno dajesz odpoczac drugiemu.
I w tym momencie wniosek jest juz prosty. Trzeba nauczyc sie relaksu, wyciszyc sie. Pomagaja w tym cwiczenia relaksacyjne. Metod relaksacji jest bardzo wiele ale to juz
indywidualna sprawa kazdego czlowieka, ktore sa dla niego najlepsze. Bardzo dobra metoda wg mnie jest metoda polegajaca na stopniowym napinaniu miesni czyli trening Jacobsona.
Relaks nie bedzie przychodzil latwo, bo trzeba sie go na nowo nauczyc, niemniej jednak warto poniewaz tylko wtedy poczujesz te kolosalna roznice pomiedzy napieciem w jakim
zyjesz ciagle a relaksem, swiat sie zmienia o 180 stopni. Dopiero w takim momencie czlowiek jest w stanie racjonalnie myslec i patrzec z dystansem na to co sie z nim dzieje.
W moim przypadku byl to milowy krok do wolnosci. Postaram sie jeszcze cos napisac wkrotce:)
DZG
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
14 sty 2011, 00:38

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 14 sty 2011, 01:43
DZG, Gratuluję wypracowanego sposobu w tej drodze do zdrowienia.Jednak nie tylko stress jest jedynym z powodów naszych stanów. Są jeszcze inne ważne czynniki.Długo mozna wymieniać.
Jednak relaksacji też sie trzeba nauczyć.
Fajnie,ze sie Tobie to udalo.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez kasija 26 sty 2011, 14:39
Ostrzegam, że post będzie bardzo długi!

Hej. Mam 18 lat i walkę ze sobą podjęłam jak najszybciej się dało. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że całkowicie wyszłam z depresji, chociaż było to trudne. Doświadczyłam jednego ciężkiego epizodu depresyjnego, który zakończył się manią. Mania minęła, ale długo nie mogłam się pozbierać. Ciągłe huśtawki nastrojów, raz depresja, raz euforia, były też momenty w których potrafiłam zachowywać się normalnie, jak dawniej, a myśleć tylko o śmierci. Bardzo mnie to męczyło, samobójstwo wydawało mi się jedynym rozwiązaniem. Kiedy byłam od tego o krok, postanowiłam zawalczyć - uda się, nie uda, może warto? Zaczęłam od bardzo drobnych spraw. Stopniowa zmiana torów myślenia z 'depresyjnego' na 'normalny' zajęła mi kilka miesięcy, z pomocą leków, psychologa (do którego w końcowej fazie mojego eksperymentu ze sobą przestałam chodzić, by zobaczyć, czy jestem już na tyle silna, że potrafię wyjść z tego sama, leki także odstawiłam - wszystko na własną rękę. Może zrobiłam nierozsądnie, ale to było dla mnie ostatnie wyzwanie, któremu podołałam).

Według mnie nie ma przepisu na to, jak wyjść z depresji. Każdy odczuwa swoją chorobę inaczej, zmaga się z innymi problemami, myślami, lękami, niektórzy siedzą w tym bardzo głęboko, niektórym tylko wydaje się, że to oni sami cierpią najbardziej, chociaż tak nie jest. Wiele osób przede mną napisało dużo mądrych i ciekawych rzeczy. Podziwiam Was i cieszę się, że potrafiliście odnaleźć i wypracować swoje metody na wyjście z tego koszmaru. Dorzucę mój sposób działania ;D :

1. Koniec z egoistycznym myśleniem. Wydawało mi się, że to JA mam największy problem, że to JA najbardziej cierpię, że nikogo nie obchodzę, nikt inny nie wie, przez co przechodzę, wszystko mnie wkurzało bo przecież nikt nie ma pojęcia, jak jest ciężko! Dopiero teraz widzę, że gdybym popełniła samobójstwo, byłyby osoby, które do końca obwiniałyby się o to, że nie były w stanie mi pomóc. I nie wierzę, że nikt z niedoszłych samobójców takich osób nie ma obok siebie, tylko depresja nie pozwala nam myśleć o innych, a tylko o sobie.

[Dodane po edycji:]

2. Koniec z taplaniem się w swoim smutku, żalu i nieszczęściu. Chciałam wręcz doprowadzić się do stanu kwalifikującego mnie na oddział zamknięty, co dzień wyszukiwałam nowych objawów, nakręcałam swoje derealizacje, depersonalizacje, lęki i inne dziadostwa. W życiu nawet nie przeszłoby mi przez myśl, żeby poczytać o ludziach, którzy z depresją wygrywają, bądź już wygrali. Bo po co, ja się poddaję. Przyznaję, że niesamowicie ciężko było przestać napędzać swoją chorobę, ale dało radę. (Ja jako że doświadczyłam także epizodu manii, musiałam walczyć z niesamowitą chęcią powrotu tego stanu, który niestety ale... był cudowny. Tłumaczę sobie, że żaden stan, w którym człowiek nie jest w stanie się kontrolować nie jest dobry).

3. Start z marzeniami! ;) Na początku z takimi typu 'chciałabym wyjść na piwo ze znajomymi, kiedyś to mi sprawiało radość'. I skończyłam marzyć na tym, o czym marzyłam przed depresją, chociaż w trakcie choroby zupełnie o tym zapomniałam.

4. Koniec z zadręczaniem się przeszłością i beznadziejną teraźniejszością. Zaczęłam wybiegać w przyszłość, ale nie od razu snuć wielkie plany. Zaczęłam od rzeczy głupich i prawie bez znaczenia, np. 'na razie nie popełnię samobójstwa, ponieważ chciałabym obejrzeć Sin City 2'. Brzmi absolutnie debilnie, wiem :D Ale stopniowo znajdowało się co raz więcej rzeczy, które chciałabym zrobić w przyszłości. I dzięki temu moja przyszłość to już nie ja bujająca się na sznurze, a ja na studiach, ja nie poddająca się.

To najważniejsze rzeczy, dzięki którym jakoś się pozbierałam. Później zaczęłam być aktywna fizycznie, ćwiczę, pływam, zaczęłam się interesować zdrowszą dietą (szczególnie tą dla osób chorych na depresję, Chad). Dzisiaj oczywiście nie wszystko jest idealnie, boję się, że coś może mnie znów złamać, ale jestem silna i wiem, że dam radę. Depresję uważam za pokonaną, teraz walczę z nerwicą (fobią) szkolną, która towarzyszy mi od wczesnego dzieciństwa. Kiedy uznam, że i jestem wolna od tego zaburzenia, napiszę ;)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 sty 2011, 01:58

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez sebastian86 02 mar 2011, 16:28
dzieki Pewnej Osobie moje zdrowienie nabralo prawdziwego tempa :) dziekuje ci Kochanie!
We Are The Champions 2016(L)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2253
Dołączył(a)
11 gru 2008, 12:15
Lokalizacja
gdzies pod wawą

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 14 mar 2011, 11:54
Moge powiedziec, ze wyzdrowialam HURAAA ! Nie zazywam juz leku antydepresyjnego-od tygodnia. Nie mam zadnych objawow, zycie jest super ! Zycze i Wam zdrowia, zdrowia, zdrowia. :mrgreen:
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez zdesperowany1 14 mar 2011, 16:00
wyzdrowiejesz jak za pol roku bedziesz sie czula tak samo:). Ile to ja razy po odlozeniu leku czulem sie zdrowy:P
zdesperowany1
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do