Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez ewaryst7 12 lip 2008, 09:58
Motylek29, podpisuję się pod Twoim postem obiema rękami..Pieniądze śa po to aby nam służyły , a nie po to abyśmy my służyli im...ZDROWIE ! Oto najwiękksza wartość!!!
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez bedziedobrze212 12 lip 2008, 11:47
A ja uważam, że największą wartoscią jest samo życie, dopiero potem zdrowie.
Umarlam wiosną. lecz dopiero teraz naprawdę żyję!
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
31 maja 2008, 23:34
Lokalizacja
gdzieś za rzeką

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez oka22 13 lip 2008, 00:14
ja też czuję się dobrze,wróciłam do wiary,często codziennie się modlę ,najważniejsza jest rodzina dla mnie ,wychowanie dzieci ,dobre relacje z mężem,wszystko poza tym nie jest aż tak istotne ,znajomi i cała reszta innych spraw nie jest aż tak istotna ,o to walczę z całych sił aby w domu było dobrze i w sprawach duchowych ,toteż nie ma miejsca na depresję jeśi troszczę się o sprawy najważniejsze to znaczy o moich ukochanych najbliższych,.Wiele lat męczyła mnie depresja mam nadzieje że już nie wróci,obecnie jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem,celem mojego życia jest dobro moich bliskich ,codzień zatrzymuję się ,rozważam ,rozmyślam ,chcę jak najlepiej przeżyć moje życie ,nie chcę już skupiać się na sobie bo to strata czasu,co dzień wchodzę na strony w internecie które mnie budują i dodają chęci do życia,tak każdy dzien teraz przeżywam choćby się paliło waliło 1 godzinę chociaż dziennie rozmyślam przy internecie ,wyciszam się ,modlę ,rozmawiam z panem bogiem ,bo dobrze moja mama mówiła że bez boga ni do proga
1 krok do tyłu a 2 do przodu =1 do przodu
Offline
Posty
259
Dołączył(a)
18 lis 2007, 23:38

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Capsel 14 lip 2008, 20:30
dzis czuje sie lepiej a jutro zaczyna nowy dzien.Jaki bedzie zalerzy ode mnie. Gowno jakie ciagne za soba to moje gowno i bedzie sie wlec z mniejszym albo wiekszym smrodem pewnie do konca zycia.

wypowiedz lagodna dobry dzien dzis mialem , z tym moich dobrych
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
13 lip 2008, 19:41

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez calineczka 21 lip 2008, 19:23
Capsel, wyzdrowienie z depresji to wzloty i upadki. Na początku jest bardzo źle, potem różnie ale z czasem zaczynasz cieszyć się tym co Cię otacza i tym, że żyjesz! Nie obwiniaj się jak coś nie wychodzi! Nie poddawaj się i ciągle walcz!
Najważniejsze to być sobą!
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
28 mar 2008, 12:00

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez TylkoJa1 23 lip 2008, 15:29
Napewno wyleczyłem się z jednego ... Z niedowagi przed rozpoczęciem kuracji rispoleptem warzylem 59 kilo po 3 miesiacach ważę 92 kilo :D Sam nie wiem jak to mi sie udalo.
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
22 gru 2007, 13:49

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Magda23 31 lip 2008, 15:13
Jejku strasznie mi się podoba jak się tutaj wspieracie. Bardzo miło czytać takie ciepłe słowa. Ja również cierpie na nerwice lękową już od kilku lat. Raz jest lepiej a raz gorzej ale wierze, że w końcu będzie dobrze. Moim największym problemem jest chyba to, że mam mało wiary w siebie. Nie ufam sobie samej, że gdy przyjdzie atak będe w stanie poradzić sobie sama, choć paradoksalnie poradziłam sobie z nim już nie jeden raz. Mam nadzieje, że wreszcie uwierze, że skoro przez tyle lat nic mi się nie stało to już się nie stanie. Teraz kiedy są wakacje udało mi się wiele zrobić dla siebie, zwiedziłam wiele miejsc i trochę zdystansowałam się do objawów na tej podstawie muszę stwierdzić, że zajęcie się czymś to podstawa. Pozdrawiam.
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
03 lip 2008, 13:14

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez maggie78 05 sie 2008, 01:12
Hej, ja tez wyzdrowialam, teraz juz jestem pewna. Chorowalam od marca tego roku, zalamalam sie po pewnych bardzo smutnych sytuacjach z tamtego okresu. Teraz jest lipiec i czuje sie zdrowa jak ryba, oczywiscie nie dala bym rady sama (probowalam), po 2 miesiacach poszlam do psychiatry, dostalam Seronil (lykam do dzis, podobno tak trzeba). Efektow nie widzialam dlugo, mimo ze powolutku bywalo lepiej, wreszcie gdzies pod koniec czerwca z dnia na dzien budzilam sie w lepszym nastroju, i tak mi zostalo do dzis.

Z doswiadczenia moge powiedziec ze droga do zdrowia nie jest latwa, ale wyzdrowienie jest jak najbardziej mozliwe, mam wielu znajomych po podobnych przejsciach ktorzy moga to potwierdzic. Nie wiem na ile ciezka byla moja depresja (miewalam czasem czarne mysli o odejsciu z tego swiata) ale uparlam sie, uwierzylam mocno ze w koncu bedzie dobrze, no i jest. Na poczatku leczenia denerwowaly mnie wahania nastroju, ogromna sennosc, jakies takie 'spowolnienie'... ale wszystko z czasem przechodzi. Oczywiscie u jednych bedzie to pol roku, u innych 2 lata, ale w koncu przejdzie, uwierzcie!!! I namawiam do brania lekow, u mnie to one w 90% przyczynily sie do wyleczenia!

Czytalam bardzo dobra ksiazke napisana przez pewnego angielskiego psychiatre, ktora bardzo pomogla mi w trudnych chwilach. Oto kilka jego przemyslen - Po pierwsze, depresja jest rowniez powazna choroba fizyczna, tak samo jak np niewydolnosc tarczycy - wtedy uzupelniamy niedobor hormonow tarczycy, a w depresji jest identycznie z tym ze uzupelniamy niedobor hormonow 'szczescia'. Dlatego trzeba przyjmowac leki wg wskazan, tak dlugo az rownowaga hormonalna powroci. Po drugie - nie ludzmy sie ze 'samo przejdzie' i nie odwlekajmy wizyty u psychiatry, to tak jak np z zapaleniem pluc, nikt nie odwazylby sie walczyc z tym sam, jezeli zauwazylibysmy u siebie pierwsze objawy i postepujace pogorszenie to na pewno pobieglibysmy zaraz do lekarza, w przypadku depresji ktora jest takze choroba fizyczna trzeba zrobic to samo, im szybciej, tym lepiej. Po trzecie - ludzie boja sie leczenia psychotropami bo nie sa one naturalnymi lekami tylko jakas chemia ktora dziala na mozg. Tak wlasnie jest, ale np penicylina czy inne antybiotyki tez sa czysta chemia a jakos latwiej im ufamy i nie wzbraniamy sie przed ich braniem w razie np ciezkiej anginy. I z reguly pomagaja. Antydepresanty TAKZE!. Po czwarte - antydepresanty NIE UZALEZNIAJA! O uzaleznieniu mozna mowic kiedy po jakims czasie przestajemy odczuwac pozytywne efekty po wzieciu danej dawki leku i dlatego musimy co chwile ja zwiekszac zeby zaczac odczuwac poprawe. Tak jest np w przypadku relanium, xanaxu i innych psychotropow. Antydepresanty maja to do siebie ze nie powoduja takich efektow, wrecz przeciwnie, zobaczycie ze z czasem coraz MNIEJSZE dawki beda przynosic rownie dobre efekty. Po piate - okolo 70% chorych trafia na 'swoj' lek, czyli ten ktory pomaga, dopiero po drugiej, trzeciej probie. Wiec nie zalamujcie sie ze pierwszy lek przepisany przez lekarza nie dziala, albo wolno dziala, poinformujcie o tym lekarza. I po szoste - depresja nas oslabia psychicznie i fizycznie, wiec jezeli na poczatku choroby, zanim leki jeszcze zaczna dzialac jestescie zmeczeni i macie ochote np spac w ciagu dnia, to spijcie, nie jesc - nie jedzcie, pozwolcie cialu zachowywac sie tak jak ono chce. Dopiero w momencie zauwazenia poprawy nalezy powoli wyznaczac sobie coraz bardziej ambitne cele, duzo spacerow, cwiczenia, relaks, dieta. Po siodme - KAZDY chory na poczatku nie ma wiary ze z tego jest wyjscie, jest to typowe w tej chorobie ale.... i tu po osme - depresje MOZNA CALKOWICIE WYLECZYC!!!

Wiem ze moj post jest dlugi, ale chcialam przytoczyc wam kilka przemyslen ktore bardzo pomogly mi w najtrudniejszych chwilach. A tez juz myslalam ze mam schizofrenie, ze zwariowalam, ze nigdy z tego nie wyjde itd.
Teraz zostaly mi tylko niesmaczne wspomnienia z tamtego okresu, ale to TYLKO wspomnienia i bede robic wszystko zeby nie dac sie juz depresji kolejny raz. Pozdrawiam i glowy do gory!
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
19 mar 2008, 19:00

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez linka 05 sie 2008, 16:12
Dobra, nie chcę ci Maggie78 podcinać skrzydeł, ale:
-narazie bierzesz leki...więc tak naprawdę zdrowa nie jesteś, jak je odstawisz i poczekasz kilka miesięcy i napiszesz, że jest ok, będzie bardziej wiarygodnie.
- chorowałaś od marca tego roku, to niecałe pięć miesięcy minęło.......tobie udało się za pierwszym razem dobrać lek i jest ok, tyle, że ludzie chorujący od kilku lat i przyjmujące już siudme z kolei leki które nie działają, mają do tego tematu inne podejście.
-co do antydepresantów...ja bym się sprzeczała, moim zdaniem uzależniają psychicznie.......bierzesz lek jest świetnie i boisz się go odstawić, ja miałam lęki gdy dowiedziałam się że po pół roku mam odstawić Fluoksetynę(to samo co seronil), sama chciałam brać go dłużej, ale mój psychiatra stwierdził, że nie trzeba.....jak dla mnie to była trauma, byłam zła, że boję się żyć bez tych pieprzonych leków.......czułam się jak narkoman, choć psychicznie i fizycznie wszytsko było super, gdzieś z tyłu głowy to siedziało.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Magda23 08 sie 2008, 09:22
Witajcie, powiedzcie mi czy Wy nieraz macie takie bardzo ciężkie chwile zwątpienia? Wszystko wydaje się szare i nie do pokonania? Jak sobie z tym radzicie?Mi jest najtrudniej z tymi natrętnymi myślami dotyczącymi objawów i egzystencji życia.
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
03 lip 2008, 13:14

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez krzyss97 08 sie 2008, 15:48
magda nie martw sie...nie tylko Ty tak masz :(
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
05 sie 2008, 15:04
Lokalizacja
Wigwizdowie

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Magda23 09 sie 2008, 08:42
Nie bardzo mam się komu wygadać więc pomyślałam, że tutaj napisze. Z nerwicą żyję już bardzo długo zresztą jak sobie teraz pomyśle to chyba moi rodzice też ją mają więc nic dziwnego. Chodzę na terapię grupową już bardzo długo bo od stycznia. Wcześniej myslałam, że nic nie robie tylko stoję w miejscu teraz widzę, że poprostu wszyscy mają swój określony czas dochodzenia do siebie i są pewne etapy które trzeba przejść i nie da się ich ominąć. Bardzo pomogły mi w zrozumieniu sensu życia wakacje. Miałam również problem z zostawaniem sama w domu. Po urlopie jakoś sobie radziłam ten tydzień. Super potrafiłam sobie poradzić nawet w pracy, uspokoić się itp. Wczoraj natomiast ostatni dzień w pracy i nagle znów przyszedł atak. W dodatku wydaje mi się, że po tym jak cały tydzień nie myślałam o tym złym ten atak był jeszcze silniejszy. Znów jestem załamana,że to wróciło. Czasem już naprawdę nie mam siły, chciałabym sobie poprostu spokojnie żyć.Jest mi strasznie przykro, że ciągle się staram a to i tak na końcu wygrywa. Najgorsze jest to, że w panice nic do mnie nie dociera i jestem strasznie nie miła dla wszystkich. Boje się, że stracę chłopaka bo już dłużej ze mną nie wytrzyma. Czuję się taka bezsilna. Czuje się tak jakby ta pieprzona nerwica w każdej chwili miała mnie w swoich rękach i czeka tylko na moje gorsze samopoczucie i przypomina mi "Nie ciesz się tak szybko bo ja tu ciągle jestem". Jest mi tak strasznie przykro że tak to wczoraj wyszło, że nie panuje nad swoimi emocjami i nic mnie nie tłumaczy;( Dzięki, że mogłam się wygadać.
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
03 lip 2008, 13:14

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Mafju88 09 sie 2008, 11:26
Nie przejmuj sie bo objawy nerwicy moga wracac i to jest jak najbardziej normalne :) i to wcale nie oznacza ze "nerwica wraca" bo to co osiagnelas juz jest ;) i bedzie jeszcze lepiej i powrot od czasu do czasu objawow jest normalna rzecza i tak jak to pisalas... tez rzeczą ktora kazdy musi przejsc... bo jest taki okres w leczeniu ze objawy ustepuja po czesci i wracaja... i tak moze byc nawet od poczatku do konca leczenia i to nie oznacza ze stoisz w miejscu... pamietaj ze Ty leczysz nerwice a nie objawy... bo objawy z medycznego punktu widzenia sa malo istotne. Jak myslisz czemu na terapii trzeba dalej chodzic nawet jak ustapia objawy ? Przez jakis czas chodzic oczywiscie ;) dlatego bo objawow byc moze nie ma ale choroba nie minela... i jeszcze nad soba troche trzeba popracowac ;) Pozdrawiam i nie zalamuj sie bo jest dobrze ;)
I'll be where the eagles flying higher and higher
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Magda23 09 sie 2008, 12:04
Jejku strasznie Ci dziękuje. Wiem, że ta nerwica teraz kiedy widzi, że jakoś zaczynam sobie radzić będzie próbowała mnie zniechęcać na wszystkie strony. Najbardziej boje się o moich bliskich bo nie wiem ile to jeszcze potrwa a czasem naprawdę potrafię być nieprzyjemna po takim ataku i nic mnie nie usprawiedliwia. Kiedyś tłumaczyłam to sobie, że mam nerwicę więc mam prawo uderzać w kogoś i wszyscy mają mnie rozumieć więc to chyba pozostałości tego myslenia. Teraz wiem, że nie tędy droga i nie mam prawa wykorzystywać swojej słabości do wyrzywania się na kimś. Im bardziej to rozumię tym bardziej jest mi trudno. Chyba zabardzo traktowałam się pobłażliwie i muszę z tym skończyć i być bardziej stanowcza ale jednocześnie dawać sobie prawo do gorszego samopoczucia i nie węszyć w tym nic złego. Dzięki za odpowiedź. Kurcze po tym co napisałam naprawdę widzę, że ta grupa coś jednak wniosła do mojego życia ;)
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
03 lip 2008, 13:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do