Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Avatar użytkownika
przez alusia 27 lut 2007, 17:41
Oj czuję że jest troszku lepiej :) uf a było ciężko ale to pewnie nie koniec a tak bardzo chciałabym skończyć z tym dziadostwem.....
Dopóki walczysz-jesteś zwycięzcą!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
28 lis 2006, 18:19

przez shadow_no 27 lut 2007, 17:47
Aga1, i jak tam? :)

Gratuluje Ci z całego serca!
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

ZNOWU ŻYJĘ ,POKONAŁAM JĄ

przez MONA240 03 mar 2007, 00:20
Witam wszystkich
Chce wam wszystkim powiedzieć że udało mi sie wyszłam z tego!!!
Po 4 latach ciężkiej walki o siebie o radość o każdy nastepny dzień,
-o życie WYGRAŁAM
Przeszłam przez wszystkie etapy nerwicy łacznie z depresją.
Zacznę od tego że wychowałam sie w domu gdzie ojciec i dziadek chorowali na nerwicę lękową i wegetatywną ,od najmłodszych lat obserwowałam ich choć starali się to ukrywac ,wieczne mieżenie cisnienia pulsu wzywanie karetki itp były nieodzowna czescią mojego zycia.Wtedy jednak nic mi nie było byłam pełną zdrowia i szcześcia nastolatką.
Wcześnie wyszłam z mąż urodziłam dziecko wyprowadziłam sie z domu byłam najszczęśliwszą osoba na ziemi.Mielismy własny dom ,super prosperujaca firmę,samochód .Niestety po jakimś czasie w firmie zaczęło sie żle dziać ,dzisiaj już wiem ze to wina pracowników ,okradali nas, z tygodnia na tydzien było coraz mniej towaru zaczelismy popadac w długi i niestety trzeba było zamknąć interes.Mąż długo nie mógł znaleść pracy mósielismy wrócić o rodziców bo nie było nas stać na utrzymanie się.Postanowiliśmy że wyjedzie za granicę do pracy,sprzedaliśmy samochód żeby było na wyjazd.I właśnie wtedy wszystko się zaczęło
Na początku były to dziwne trwające po parę dni bule w klatce piersiowej,nagłe ataki szybkiego bicia serca itp.Wiedziałam że to pod wpływem nerwów ale jakos starałam się z tym zyć .Mąż wrócił po paru miesiacach moje ataki troszkę sie uspokoiły .Dalej mieszkaliśmy u rodziców atmosfera z miesiąca na miesiąc była coraz bardziej napięta rodzice coraz bardziej nalegali na wyprowadzkę ,a nas nie było na to stać .Doszło do tego że mąż mósiał drugi raz wyjechać za granicę , w tym samym czasie moja mama bardzo powaznie zachorowała na nerki.Mąż złapał dobra prace wynajął mieszkanie chciał nas do siebie sciągnąć.Zapomniałam dodać że po jego wyjeżdzie znów nerwica dala o sobie znać.Pamietam ten dzien jak dzisiaj wychodziłam po dziecko do przedszkola byłam lekko poddenerwowana ,nagle serce zaczęło bić znacznie szybciej, powiedziałam sobie o nie jeżeli mam wyjechać za granicę ia tam żyć musze to pokonać.wtedy dostałam mega ataku paniki serducho o mało co nie wyskoczyło mi przez gardło nie mogłam oddychac a nogi miałam jak z waty ,zawróciłam do domu ,cała sie trzęsąc wykreciłam numer tesciowej żeby pojechała po małego,póżniej miałam dzwonic na pogotowie nie wiedziałam co się ze mna dziej tak jeszcze nigdy nie było,w tej chwili wróciłam moja mama ,wiedziała co mi jest jużnie raz widziała to u ojca dała mi cos na uspokojenie i po 10 min było już ok.Lecz nie do końca ta sytuacja że nie mogłam dojść do przedszkola przytłoczyła mnie,przecież miałam zacząc życie z daleka od wszystkich polegając tylko na sobie.Od tamtego dnia każde moje wyjście z domu kończyło się napadem paniki,przestałam wogóle sama wychodzic .Z dnia na dzień czułam się coraz gorzej doszły kłopoty z oddychaniem bardzo nieregularne bicie serca które czułam przez cały czas w swoim ciele.Postanowiłam iść do kordiologa żeby wykluczyć chorobę serca.Badanie holtera robiłam w momencie najgorszego stresu dotego zaczęły się lęki ,no i wyniki nie wyszły za dobre,lekarz sugerował wiele chorób co mnie dobiło jeszcze bardziej ,zaczela pojawiać się depresja,do kardiologa na badania chodziłam przez 8 miesiecy wizyta była raz na 2 miesiące!!!W tym czasie mama poszła do szpitala zostałam sama w domu z ojcem i malutkim dzieckiem.Był to dla mnie horror ciągłe napady ,myśl o chorym sercu ,wyjaz za granicę choroba mamy.Nie wiem czy jestescie sobie w stanie wyobrazić co ja przeżywałam zostająć sama w domu z moim synkiem,tak bardzo się bałam o niego o siebie co się moze stać przecież byłam chora na serce miałam straszne ataki.Jak się póżniej okazało po 8 miesiacach badań lekarz przepisał mi magnez z wit b6 i stwierdził że to raczej zaburzenia nerwicowe bo nie może znalesć przyczyny tych zaburzeń.Ja się jednak lepiej przez to nie poczułam. Mąż podjoł decyzję że wraca ze wzgłedu na mnie ,ja byłam wtedy strzębkiem nerwów wykończona fizycznie i psychicznie ,miałam odczucia że tego nie wytrzymam za duzo nagle na mnie spadło.zostały dwa tygodnie do powrotu męża dwa dni do wyjścia mamy ze szpitala.pomyslałam że jak oni wróca to wszystko się uspokoi dojde do siebie.że nie bedę wkońcu sama z moim dzidziusiem.Obudziłam się rano to miał byc ostatni dzień przed powrotem mojej mamy byłam juz na skraju wytrzymałości tata wyszedła rano do pracy,ja zostałam sama z synkiem zaczęłam myśleć... że jeszcze pare dni i pewnie bym od tego wszystkiego zwariowała że nie wytrzymałabym tego ale na szczęście to miał być ostatni dzień horroru....wtedy zaczęly przychodzić różne dziwne myśli na temat tego w jaki sposób ludzie wariuja i wtej chwili pomyślałam o moim sasiedzie który pare miesiecy wcześniej popełnił samobójstwo skacząc z 9 piętra podobno miał raka i nie wytrzymał tegeo ......od tej myśli zaczoł się prawdziwy koszmar wstałam zlana potem ,że przecież mnie też może coś takiego spotkać że też mogę tak zrobic jak on pod wpływem jakiegoś szoku napadu itp.Przez głowę przelatywały obrazy mnie stojacej na poreczy i skaczącej w dól <mieszkam na 6 pietrze>Nie mogłam tych myśli zatrzymać to co się wdedy ze mna działo nie da się opisać póściło we mnie wszystko dzieki czemu jakos sie jeszcze trzymałam w panice przed tym ubrałam siebie i dziecko i poszłam do koleżanki aby jakos przetrwać do powrotu taty.Bałam się komukolwiek przyznać do tych myśli myślałam wtedy że to początek poważnej choroby psichicznej już widziałam siebie w kaftanie...Zaczęlo się więcej strasznych myśli dotyczących zrobienia komuś krzywdy a najbardziej że skrzywdze dziecko albo wyżucę go z okna i siebie też............................................
żyłam wtedy jak w koszmarze z którego nie mogłam się obudzić nic juz nie było takie same, umarłam .Myślałam musze tylko wytrzymać do powrotu męża żeby miał kto sie zaopiekowac dzieckiem ,a mnie pewnie zamkną w szpitalu, te myśli o tym że będe musiała zostawić synka którego kocham nad życie ...................ze moje piekne życie właśnie się skończyło zabijały mnie byłam w piekle albo jeszcze w gorszym miejscu jeżeli takie istnieje.próbowałam wizyty u psychiatry ale wtedy nie byłam w stanie powiedzieć o swoich natretnych myślach bałam się ze jak o czymś takim powiem to odbiorą mi dziecko i już nigdy go nie zobaczę.Nie wiedziałam wtedy jeszcze że to nerwica natręctw,
pierwsze 6 miesięcy nie pamiętam wiem tylko że znalazłam ksiażkę na temat nerwicy i troszkę się uspokoilam bo dowiedziałam sie że to nerwica natrctw.Choć wcale nie sprawiło to że lęki zniknęły byłam troszkę spokojniejsza że to nie jakaś schizofrenia itp.Na samym początku brałam relanium bo nie dawałam rady z tymi lękami bezsennością roztrzesieniem.Próbowałam następnej wizyty w psychiatry ale niestety nie potrafiłam sie otworzyc przed obca osobą.wpadlam w straszna depresje przez to wszystko, nie bylo mowy zebym zostalo choć na sekunde sama w domu ,mialam wielkie poczucie winy że jestem zła matka bo co dalej bedzie jeżeli nie jestem w stanie wyjsc z dzieckiem na spacer lub z nim zostac w domu to co dalej...moje życie tak jakby się konczyło,myślałam za co to co ja takiego zrobilam ze musze tak cierpiec ,plakalam długo codziennie ,rodzina nie byla w stanie mi pomuc oni nie wiedzieli o wszystkim mysleli ze to dalej nerwica serca a ja nie bylam w stanie powiedziec o swoich natretnych myslach ktorych w zaden sposob nie moglam sie pozbyc.Postanowiłam resztkami sił zacząć walke z tą chorobą przeczytałam mnóstwo ksiażek na ten temat,postanowiłam że jeżeli sama sie w to wpakowałam to sama wyjde z tego.2 lata walczyłam krok po kroku zwalczalam lęk ,modliłam się,tak wtedy bardzo duzo sie modliłam prawie cały czas stosowałam wszystkie medody opisane w książkach.Po jakimś czasie pozbylam sie ataków paniki z moim serduszkiem jest wszystko ok,pomału walczylam z każdym objawem z miesiaca na miesiac cos osiągałam jakąś małą poprawe,która mnie motywowała do dalszej pracy nd sobą .9 miesiecy temu bylo na tyle ok że mogłam iść do pracy,tzn lę
ki nie zniknely ale dawalam rade z nimi jakos funkcjonowac .Praca duzo mi pomogla oderwalam sie troche od tego wszystkiego choć wierzcie mi że nie było wcale dla mnie łatwe podjęcie pracy w pierwszy dzień jechałam cala spocona z trzesacymi sie rekami, i walacym sercem ogólnie to o mały włos nie zrezygnowałam ale wtedy powiedziałam sobie że i tak juz nie mam nic do stracenia najwyrzej zwariuje zemdleje lub umre juz mi wszystko jedno.i udalo sie przezylam jeden dzien potem nastepny,a dzisiaj nie wyobrazam sobie mojego zycia bez pracy.Ogólnie wszystko pomału zaczeło się układać mamy dobrą pracę wyszliśmy z długów szukamy mieszkanka jestem szczesliwa.Najtrudniej bylo pozbyc sie tych mysli nie mogłam znalesc sposobu,i wiecie co wcale sie ich nie pozbylam wypracowalam w sobie ,za bardzo nie wiem jak ,ale to że one na mnie nie robia juz żadnego wrażenia nie przywiazuje do nich żadnej uwagi ,czasem się pojawiają a ja je traktuje jak zwykle mysli Juz sie ich nie boje zrozómiałam czym są może kiedyś całkowicie znikna ale puki co żyję z nimi i jestem szczęsliwa w niczym mi nie przeszkadzają .Poznałam siebie ,juz teraz wiem że mała odrobinka nadzieji może sprawić cuda .

ps Relanium brałam tylko miesiac pózniej odstawilam bo lekarstwa nie sa wstanie rozwiazac problemu moga tylko na poczatku troszke zlagodzic cierpienie ale trzeba je jak najkrocej brac żeby się nie uzależnić
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 paź 2006, 00:39
Lokalizacja
CZESTOCHOWA

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Maki 03 mar 2007, 02:06
wniskuje ze sie nie leczysz??
i dobrze ja mam dokladnie to samo a nawet prawie taka sama sytuacje jak Ty walcze z tym jak moge i jakos daje rade zyc musimy zyc normalnie bo mamy dzieciaki trzymaj sie pa
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
01 mar 2007, 00:30

przez MONA240 03 mar 2007, 11:30
Nie lecze się u rzadnego lekarza ,ani nie biorę żadnych lekarstw,powiedziałam sobie że choćby nie wiem co się działo i jak było żle to się nie poddam.
Najbardziej dodawała mi siły mysl że jeżeli kiedyś było cudownie to na pewno jeszcze tak będzie ,w życiu wszystko potrafi sie zmieniać .Przeczytałam w którejś z książek ,że można powiedzieć że nerwicę się pokonało wtedy kiedy wszelkie nasze objawy juz nie robia na nas żadnego wrażenia są poprostu czasem gorszym dniem ,tak jak i każdego innego człowieka.Moim zdaniem nie da się usunąć wszystkich objawów w 100%,bo to będą tylko chwilowe momenty,a kiedy przyjdzie czas wiekszego stresu i kłopotów nerwica powraca,trzeba się nauczyć nie reagowac nerwicowo na nie traktować jak np traktuje sie ból głowy,poboli i przestanie tragedii się z tego nie robi.Po pewnym czasie po wielu dniach ćwiczeń ,dla niektórych terapii,większość nieprzyjemnych objawów zniknie,a te co zostaną będą normalną częścia życia poprostu złym samopoczuciem w gorszym dniu.Jeżeli mogliśmy sie nauczyc reakcji nerwicowych możemy także się ich oduczyc tylko potrzeba na to sporo czasu.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 paź 2006, 00:39
Lokalizacja
CZESTOCHOWA

Avatar użytkownika
przez IceMan 03 mar 2007, 13:35
MONA240
Przeczytałem i gratuluję. Oby ludzie brali z Ciebie przykład :)

Maki napisał(a):wniskuje ze sie nie leczysz??

Tu mam małe "ale". To że się nie chodzi do lekarza czy nie bierze leków, nie oznacza, że człowiek się nie leczy. Lekarz i leki tylko pomagają. A z tego tak naprawdę leczymy się my sami - wyłącznie.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez Aga1 03 mar 2007, 21:50
Dzieki po raz kolejny.Czuje sie swietnie.Pracuje Piotrusiu w sklepie z odzieza.Duzo kontaktu z ludzmi.Energia mnie rozpiera.Nerwica nie wraca.Co najwazniejsze nie boje sie kontaktu z ludzmi.Czuje sie jak zdrowy czlowiek.Czasem jestem sama i tez daje sobie rade.

shadow_no napisał(a):Aga1, i jak tam? :)

Tomku od poczatku mi kibicujesz.Wiesz jak bylo. Moge Ci tylko powiedziec dostalam nowe życie.Ciesze sie bardzo i chwytam to zycie lapczywie. Po raz kolejny dziekuje Ci za to forum bo bylo dla mnie ogromnym wsparciem.Pozdrawiam serdecznie :twisted:
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez wiatr 03 mar 2007, 22:12
Aga1 bardzo piękny post.
Aga1 napisał(a):Duzo kontaktu z ludźmi.Energia mnie rozpiera.
coś pięknego, aż serce raduje się. Aga1 jesteś wolna, wolna. I niech tak pozostanie już do końca świata.Gratulacje.
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

Avatar użytkownika
przez didado1 03 mar 2007, 22:34
xxx
Ostatnio edytowano 12 mar 2008, 14:36 przez didado1, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1189
Dołączył(a)
03 mar 2006, 14:35

przez Aga1 03 mar 2007, 22:56
Jestescie kochani , zdazylam tylko napisac a juz Wy piszecie .Dzieki Wam za cieple slowa. Zycze Wam abyscie mogli doswiadczyc tego samego co ja. Trzymam za Was kciuki i serdecznie pozdrawiam :twisted:
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

dziekuje

przez Maki 03 mar 2007, 23:42
Mona jestes kochana kocham cie za to co napisalas czytalam to sto razy i wieszco teraz wiem ze do konca bede walczyc z tym to przeciez nic strasznego bo kocham zycie tak kocham moje zycie mam synka mam meza mam co jesc mam gdzie mieszkac czy to nie jest szczescie?A te ksiazki o ktorych pisalas musze miec i od razu lece do ksiegarni w poniedzialek pozdrawiam raz jeszcze wierze ze mi sie uda tak jak Tobie.Boze dziekuje ci ze jest mi dane miec internet i ze moge podzielic sie z innymi tymi problemami a najbardziej ci dziekuje za Mone240

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:48 pm ]
Piotrus nie o to mi chodzilo ze jak ktos nie chodzi dolekarza to sie nie leczy wlasnie chodzilo o to ze zeby sie wyleczyc to nie trzeba chodzic do lekarzy mozna samemu sprobowac i jestem za poki starczy sil oczywiscie
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
01 mar 2007, 00:30

przez MONA240 04 mar 2007, 13:57
Dziękuję ci za to co napisałaś trzymam kciuki za ciebie i za wszystkich na tym forum wierzę w to że napewno wam sie uda tak jak mnie .
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 paź 2006, 00:39
Lokalizacja
CZESTOCHOWA

Avatar użytkownika
przez IceMan 04 mar 2007, 14:19
Maki napisał(a):chodzilo o to ze zeby sie wyleczyc to nie trzeba chodzic do lekarzy mozna samemu sprobowac i jestem za poki starczy sil oczywiscie

Właśnie! To jest moim zdaniem dobra droga - w ten sposób można lepiej poznać siebie, swoje wnętrze, troski, problemy, a zarazem pragnienia, marzenia. To jest chyba jedyny pozytywny dar, jaki może nam dać nerwica lub depresja (no, oprócz tego moim osobistym pozytywem jest to forum :D zawsze będę to powtarzać :P ).
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

naga prawda

przez Maki 04 mar 2007, 19:36
wiecie co ja mysle zekazdy ma nerwice tylko nie kazdy umie ja w srodku trzymac my podejrzewam tu na forum jestesmy bardzo wrazliwi pod kazdym wzgledem ja np czesto plakalam nigdy nie umialam komus zrobic wiekszej przykrosci nawet byly jak to w zyciu takie sytuacje ze ktos probowal klody pod nogi rzucac a ja zawsze wolalam sie poplakac niz walczyc o swoje w tym sensie ze wolalam zniescnajgorsza krzywde niz ja komus wyrzadzic mozepo latach bagazu doswiadczen wyszly leki przed odpowiedzialnoscia teraz mam meza dziecko i nie moge isc w kat i plakac musze walczyc ze zlem z gorszymi zyciowymi sytuacjami musze umiec stanac twarza w twarz z problemami nie moge powiedziec dobrze niech ci bedzie jakos to zniose zaznacze ze nie mialam czasem kolorowo wrecz przeciwnie ale to dluga story widzicie kiedys mi sie wydawalo ze wrazliwym jest lepiej ze sa kochani szanowani ze takich swiat potrzebuje bardziej niz takich twardzieli a tymczasem tacy jak ja sa w pulapce wlasnego ja wszystkim sie martwia przejmuja i stad pewnie w odwiedziny przyszla przyjaciolka nerwica przyjaciolka od siedmiu bolesci he he
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
01 mar 2007, 00:30

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do