Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Aurora88 11 lut 2016, 10:25
akwen napisał(a):Podam wielką tajemną mądrość: z tym się nie da wyzdrowieć, można mieć tylko remisję.

Można tak z tym żyć (jak pisze Pawelt) że właściwie na co dzień to nie przeszkadza, ja już tak wyciszyłam/wygasiłam nerwicę i rozwiązałam swoje problemy, przerobiłam obciążenia i traumy, że teraz jestem znowu towarzyska, energiczna, bywam nawet szczęśliwa... :) chociaż te lęki czasem we mnie siedzą i czasami mam jakiś mały trywialny problem, np. żeby przejść przez grupę ludzi żeby iść do toalety. Albo czasem trudno mi wstać z łóżka. Ale jestem wobec siebie wyrozumiała, wiem że tak już będzie zawsze i zaakceptowałam to. Teraz zawsze wiem jaka jest przyczyna lęków, co daje mi wybór - rozwiązać problem, który go powoduje (np. jakieś nieporozumienie z chłopakiem) albo tkwić w problemie i lęku. Być nieszczęśliwą na własne życzenie ;)

Ale ponieważ zdrowa dawka cynizmu nigdy nikomu nie zaszkodziła (chyba :D) to odezwę się jeszcze za rok, jak tam u mnie ;)
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Aurora88 11 lut 2016, 10:26
Ah, ale ogólnie to z tym, że nie da się wyzdrowieć, to się z Tobą zgadzam :) Po prostu może to przybrać inną formę. Ja myślę sobie że to jest taka nasza cecha. Nadwrażliwość emocjonalna, która powoduje skłonności do lęku, do depresji.
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez serce 20 lut 2016, 20:36
Ruch- długie spacery, muzyka w słuchawkach + rozmowa z psychoterapeutą, załatwianie swoich spraw spowiedz, Komunia św, Msza św = zwycięstwo brak objawów.
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
18 lis 2015, 17:57

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Osso 29 mar 2016, 16:00
U mnie zawziętość bliskich, ale też to, że w końcu zrozumiałem w czym problem i poczułem jego szkodliwość.
Każdemu z uzależnieniami za to mogę polecić: http://seksoholizm-terapia.pl/ można wyczytać naprawdę fajne porady, nie tylko związane z seksoholizmem z którym miałem problem, ale też innymi.
Na początek warto też filmiki na yt oglądać: https://www.youtube.com/watch?v=VczJFqMj-OQ

https://www.youtube.com/watch?v=VczJFqMj-OQ
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 mar 2016, 15:53

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Abbdonon 12 cze 2016, 14:20
Wyzdrowieć się nie da bo problemy zawsze będą ale wgrać w siebie nie unoszenie się , podłamywanie czy nic nierobienie.
Sam w ostatnim tygodniu walczę o podejście w szkole do dziewczyny i przez 3 dni wgrywałem głos który w ciągu 2 dni mam mi pomóc spełnić to co chce :D
Zapraszam na mojego Blooga :
http://walkaomarzeniaiozyciemamjejedno.blox.pl/html
poświęconego Depresji, Marzeniach i Walce ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
73
Dołączył(a)
12 cze 2016, 13:54

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez wyleczony2 27 cze 2016, 22:25
Cześć,

Nazywam się Piotrek, i pragnę przedstawić swoją historię. Na forum nie było mnie już w zasadzie dwa lata. Pragnę potwierdzić, że wyleczonych jest dużo - po prostu nie każdy kto się wyleczył wchodzi na forum, żeby o tym poinformować. Po prostu zapominamy o sprawie i żyjemy dalej, przynajmniej tak było u mnie.

Moje "chore jazdy" zaczęły się pod koniec wakacji ok. dwa lata temu. Natręctwa myślowe miałem już wcześniej, w zasadzie od dziecka, ale nigdy nie były one tak silne. Myślę, że to nasilenie się "złych" myśli miały ścisły związek z pewnymi substancjami i muzyką która słuchałem w owym czasie. Po prostu chyba nasze mózgi są tak zbudowane, myślą natrętnie cały czas, gorzej jak nafaszerujemy je czymś negatywnym - wtedy zaczynają być meczące.

Jeśli chodzi o same myśli, które miałem był to całkowity przekrój tego co najgorsze. Myślę, że dobrze możecie sobie wyobrazić co czułem, gdy pierwszy raz przez 3 dni myślałem o tym żeby wbić sobie nóż w głowę. Myślałem wtedy o psychiatrze bo nie mogłem już sobie z tym wszystkim poradzić. Wtedy trafiłem na to forum. Resztka nadziei została przywrócona - zrozumiałem, że nie jestem psychopatą.

Pomimo tego, że na forum panuje wiele negatywnym emocji, opinii, że tego nie da się pokonać, mi czytanie Waszych historii zdecydowanie pomogło. Doszedłem do wniosku, że skoro wszędzie w przypadku Nerwicy Natręctw mówi się o tym, że nawet jeśli o czymś intensywnie myślimy to nie znaczy, że to zrobimy to jakie jest prawdopodobieństwo, że akurat ja - jedyny okaz na świecie wbije sobie łyżkę w oko bo myślałem o tym cały dzień? Nawet jeśli bym to zrobił? Jeśli zrobiłbym sobie, lub komuś krzywdę, skoczył z mostu -> "stracił kontrolę" to jakie to ma znaczenie wobec tego, że na końcu i tak wszyscy umrzemy? Po co zastanawiać się nad jakimiś durnotami skoro jutro może nam spaść cegła na głowę i tyle będzie z naszych dywagacji? :)

Pomogła mi też wiara i odnalezienie sensu życia. Jeśli nie wierzycie w Boga to znajdzie sobie jakąś ideologie, której będziecie się trzymać. Warto zdać sobie sprawę, że na ziemi jesteśmy tylko na chwilę, a dużo wskazuje na to, że po śmierci jednak coś jest. Może warto zadać sobie pytanie w co tak na prawdę wierzymy lub nie wierzymy?

Po ustaleniu powyższego warto znaleźć sobie cel ziemski. Co prawda życie jest krótkie, ale chyba po coś tu jesteśmy. Ja postanowiłem, że zarobię milion złotych po to żebym nie musiał już pracować. Dzięki temu będę miał więcej czasu na rzeczy, które lubię robić, a nie te które trzeba. Dodatkowo będę mógł pomagać innym. Będę miał też więcej czasu na np. działalność artystyczną lub zrobienie czegoś co sprawi, że zostanę zapamiętany po śmierci. Kto wie, może kiedyś wynajdą sposób na przywrócenie kogoś do życia na podstawie DNA, a dzięki mojemu dziełu ktoś uzna, że warto mnie wskrzesić? Być może mi się nie uda. Być może jutro spadnie mi cegła na głowę. Myślę, że nie ma to znaczenia, ale wiem, że w życiu trzeba do czegoś dążyć.

Polecam Wam też książkę "potęga teraźniejszości" i trening mózgu. Nie wiem czy wiecie, ale odpowiedni trening pozwala całkowicie wyeliminować myśli na dany czas. Na początku będzie to 5-10 sekund, ale z czasem będziecie umieli usuwać zbędne myśli na zawołanie. Np. w sytuacjach stresowych albo jeśli chcecie sobie "wbić łyżkę w oko". Pamiętajcie, ludzie potrafią osuszyć na sobie mokrą szmatę podczas kilkustopniowego mrozu samą siła woli. Nie mówcie mi, że nie da się usunąć z głowy jakiejś myśli. Wszystko się da, trzeba tylko chcieć. Pamiętajcie, że ludzie wstają z wózków. Da się. :)

W zasadzie teraz ciesze się że mam NN. Zmierzyłem się z tym wszystkim, wygrałem i czuje się niesamowicie silny psychicznie. Zmierzyłem się ze swoimi lękami, poznałem siebie, odnalazłem sens życia. Czasami NN wraca, jednak wszystkie złe myśli odsuwam z automatu. Pozostają tylko te pozytywne, które przychodzą codziennie i przybliżają mnie do wyznaczonego ziemskiego celu.

Życzę wszystkich powodzenia.

Pozdrawiam
Piotrek
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
27 cze 2016, 21:40

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Abbdonon 02 lip 2016, 08:46
Przedewszystkim z Depresji nie da się wyzdrowieć, ją się da po prostu opanować i kontrolować.
Problemem jest, że w Polsce nie rozmawia się o depresji ale szufladkuje w kategorii "smutas"...
na zachodzie bardzo dużą wagę przykłada się do czasu wolnego(sportu, wycieczek czy zainteresowań )( w nie których krajach aż za duża) ale tak jest by człowiek się odprężył.Niebeznaczenia jest też Polska kultura oparta na psioczeniu,czarnowidztwu, nakrzaniu i podcinaniu skrzydeł.
Ciekawy przykład jak rozładować emocje w mózgu, jest gdy się uczycie ileś czasu i zróbcie przerwę, ale myślami jesteście z pytaniami "czy się nauczyłem czy nie" ,to nie jest przerwa. Ale kiedy wstaniecie zrobicie ćwiczenia np wyprost , skłon czy podskok- jest inaczej.

Piotrek ma dużo racji tj ludzie jak wyzdrowieją to chcą cieszyć się życiem, może nawet je nadrabiać.Głód zycia jest tak duży, że nie chce się wracać wspomieniami do szarych dni. Mówić jak się wyleczeczyć.

Nasz Mózg zapisuje przedewszystkim emocje, dlaczego przychodzi nam tak szybko nauka brzydkich słów ( bo jest pozywtywna). A matematyka kojarzy się z katorżniczą pracą która nie wyjdzie.Jak ważne jest tez nastawienie.
Muzyka o której mówi Piotrek potęgowała czy karmiła mózg by przywarcał smutne emocje. To programowało go by napiecie wzrastało tj szło się dalej z myślami.

Na moim blogu o którym wspomniałem "o głosie wewnętrznym" jego programowaniu i skutkach ( przetestowałem na sobie), porównaniu muzyki obecnej i dawnej ( tej już nie umiem słuchać, albo już coraz rzadziej) czy spędzaniu wolnego czasu ( kiedyś pokój i książka) a dziś spacer czy sport.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
73
Dołączył(a)
12 cze 2016, 13:54

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez bedzielepiej 03 lip 2016, 10:18
Wszyscy co wyzdrowieli- widocznie byliście źle zdiagnozowani :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1541
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 19:49

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez shira123 03 lip 2016, 11:15
no tak, bo z nerwicy/depresji nie da sie wyleczyc tak jak z grypy. ale da sie zaleczyc.
ja jeszcze niedawno bylam w czarnym dole rozpaczy
a teraz wreszcie tabletki zadzialaly/parogen/ i jest cudownie-ciesze sie zyciem i kazdy dzien jest przygoda:))
nerwica dalej dokucza/ napiecie, bole serca, dusznosci/ ale ide na terapie:)
Offline
Posty
173
Dołączył(a)
28 maja 2016, 19:36

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Abbdonon 03 lip 2016, 11:18
Pisałem o tym , nie da się uleczyć ale opanować.
Zapraszam na mojego Blooga :
http://walkaomarzeniaiozyciemamjejedno.blox.pl/html
poświęconego Depresji, Marzeniach i Walce ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
73
Dołączył(a)
12 cze 2016, 13:54

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez oka22 10 lip 2016, 20:04
widzę same dobre rzeczy wokół a te niedobre zlewam,i fajnie się z tym czuje
1 krok do tyłu a 2 do przodu =1 do przodu
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
18 lis 2007, 23:38

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez oka22 10 lip 2016, 20:17
kiedyś wszystko mi dolegało co możliwe ,ale już nie chce do tego wracać ani roztrząsać ,nie ma przeszłości,ani przyszłości ,jest teraz i jest dobrze ,
1 krok do tyłu a 2 do przodu =1 do przodu
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
18 lis 2007, 23:38

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez pannaAlicja 10 lip 2016, 21:11
Diagnoza chad, borderline, elementy nerwicy, dysocjacje, skłonności do autodestrukcji
Nie napiszę "wyzdrowiałam" bo z chadem bym skłamała.
Ale usunęłam z życia to, co mi nie służyło (małżeństwo, toksyczne relacje, użalanie się nad sobą, nakręcanie się itd), znalazłam wiarę w siebie i zaczęłam mozolnie budować swoją przyszłość, choć czasem ciężko było mi uwierzyć, ze w ogóle ma to sens. Znalazłam pracę, która z czasem stawała się dla mnie odskocznią, źródłem finansowej satysfakcji, spotkałam mężczyznę, który tak jak ja miał za sobą swoje demony i pragnął zacząć żyć na nowo, według swoich zasad, które się pokrywały :) Stworzyliśmy rodzinę i oczekujemy potomstwa. To moja normalność. Moje wyzdrowienie. Najważniejsze w tym wszystkim to nie poddawać się i ciągle, bez względu na wszystko starać się.
Zawsze wierzyłam, że "coś" jest za zakrętem. I gdy po największych spiralach życiowych w końcu odnalazłam swoją prostą śmiało mogę powiedzieć, że jest naprawdę dobrze. Jest cudownie. Jestem szczęśliwa.
Życie nie jest problemem do rozwiązania...
jest realnością, którą warto doświadczać
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1204
Dołączył(a)
09 paź 2011, 22:47

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez salir 10 lip 2016, 21:19
pannaAlicja napisał(a):Diagnoza chad, borderline, elementy nerwicy, dysocjacje, skłonności do autodestrukcji
Nie napiszę "wyzdrowiałam" bo z chadem bym skłamała.
Ale usunęłam z życia to, co mi nie służyło (małżeństwo, toksyczne relacje, użalanie się nad sobą, nakręcanie się itd), znalazłam wiarę w siebie i zaczęłam mozolnie budować swoją przyszłość, choć czasem ciężko było mi uwierzyć, ze w ogóle ma to sens. Znalazłam pracę, która z czasem stawała się dla mnie odskocznią, źródłem finansowej satysfakcji, spotkałam mężczyznę, który tak jak ja miał za sobą swoje demony i pragnął zacząć żyć na nowo, według swoich zasad, które się pokrywały :) Stworzyliśmy rodzinę i oczekujemy potomstwa. To moja normalność. Moje wyzdrowienie. Najważniejsze w tym wszystkim to nie poddawać się i ciągle, bez względu na wszystko starać się.
Zawsze wierzyłam, że "coś" jest za zakrętem. I gdy po największych spiralach życiowych w końcu odnalazłam swoją prostą śmiało mogę powiedzieć, że jest naprawdę dobrze. Jest cudownie. Jestem szczęśliwa.


Lubie czytać takie posty :105:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1389
Dołączył(a)
25 kwi 2016, 20:08

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do