Zakaz poddawania się! :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Avatar użytkownika
przez ashley 19 cze 2007, 15:12
Po dzisiejszym dniu potweirdzam to co wcześniej pisalam. Jak już zaczyna się udawać, widzimy, że może być dobrze, a nawet lepiej niż dobrze, nic mamy tylko ochote krzyczeć: Warto! Warto! Warto! :):):)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Avatar użytkownika
przez Zorki 19 cze 2007, 16:56
ashley napisał(a):Po dzisiejszym dniu potweirdzam to co wcześniej pisalam. Jak już zaczyna się udawać, widzimy, że może być dobrze, a nawet lepiej niż dobrze, nic mamy tylko ochote krzyczeć: Warto! Warto! Warto! :):):)


Wchodzę na forum po przerwie i co widzę w najnowszych postach? Znowu ashley i jej zakazy poddawania się.

Ach, ta ashley :)

Warto, warto.
Jedyną rzeczą, jakiej powinniśmy się bać, jest sam strach. (Franklin Delano Roosevelt)
Zawsze jestem gotów się uczyć, chociaż nie zawsze chcę, by mnie uczono. (Winston Churchill)

Zmieniłem się. Wyzdrowiałem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
387
Dołączył(a)
27 gru 2006, 03:10

Avatar użytkownika
przez ashley 20 cze 2007, 19:37
Zorki napisał(a):Warto, warto.

warto dla takich chwil, w których widzimy, że nasz wysilek nie poszedl na marne. Jak zaczyna się ukladać, zaczyna wychodzić. Czy jest coś lepszego? Chyba tylko ten moment jak już w pelni się uda. A Przecież te wcześniejsze są tego zapowiedzią :):):)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Rzaba 21 cze 2007, 12:58
Postanowiłam wczoraj "oszukac " depresję. wsałam rano razem z mezem i usmiechnełam sie do siebie w lustrze. :D
Postanowiłam wybrać się na zakupy do Wrocka. Dopiero urządzamy sój domek i wielu rzeczy jeszcze nie ma. Poprzedniego dnia zrobiłam sobie listę tego co mam do kupienia: zyrandol do kuchni, reflektor do wiatrołapu, zasłony do sypialni , karnisz, może jekieś kosze....
Mąz wysadził mnie przed supermarketami budowlanymi a sam pojechał do pracy. Pomyslalam, że to przeciez nic takiego strasznego. Zawsze lubiłam chodzić po sklepach , przymierzać ubrania, kupować coś do domu....
Weszłam do srodka...poczułam sie jakoś dziwnie...niepokój, strach i jakies nieokreślone poczucie bezsensu. Chodziłam po tym sklepie, patrzyłam na lampy, zasłony, ale zupełnie nie byłam tym zainteresowana. Słuchałam swoich myśli, a one powtarzały wciąz" co tu robisz kobieto? po co tu jesteś? jesteś beznadziejna i nic nie warta...
ogarniało mnie poczucie głebokiego przygnębienia i zapragnęłam iuciec stamtąd jak najprędzej..
tylko gdzie?????
gdzie mam uciekać? gdzie poczuję sie dobrze?
co sie ze mną dzieje?
a może tak skończyć ze sobą???
kołatało mi sie po głowie..czułam jak piecze mnie skóra, jak po kręgosłupie wędruje gorąca iskra obejmujac potylicę i całą głowę. czułam sie tak źle, że musiałam usiąść. zaczęłam płakać :cry: :cry: :cry:

Zadzwoniłam do męża i powiedziałąm mu, ze czuję się tak obco i xle i nie wiem co robić. Poradził mi żebym sie uspokoiła, poszła na kawę , cos sobie ładnego kupiła... że bardzo mnie kocha i że jestem wsopaniała, tylko ta depresja mnie męczy. Jak minie to będzie jak dawniej..

Jaks wstałam i poszłam skurczona na tą kawę.
Popatrzyłam na ludzi...kobiety oglądąły ciuszki z wypiekami na twarzy, męzczyźni trochę znudzeni czekali przed sklepami..jakiś starszy człowiek czytał gazetę usmiechając sie lekko pod nosem.

Kogo tak naprawe obchodzi jak ja sie czuję????
Każdy żyje sobie jak chce, jakoś radzi sobie w zyciu..
Dlaczego ja miałabym sobie nie poradzić?
W czym jestem gorsza?
Mam kochającą rodzine, piekny dom, pracę, jestem jeszzce całkiem atrakcyjna biorąc po uwagę mój wiek..
Dlaczego użalam sie nad sobą?
Przecież wielu jest gorzej ode mnie..powinnam walczyć z tymi ponurymi myslami, wziąć sie w garść i odważnie iśc przez życie...

Poszłam do toalety. zrobiłam oko 8) Zawiązałam swoją ulubiona chustkę na głowę, powiesiłam wisiorek, który wczesniej zdjęłam bo czułam że mnie dusi..
Policzyłam do 10 i wyszłam stamtąd uśmiechnięta i wyprostowana. Nawet 2 facetów za mną sie odwróciło :shock: :D

Od tego momentu aż do końca dnia czułam sie naprawdę świetnie. :D :D :D
Kupiłam zasłony, lampy i inne rzeczy do domu. Wieczorem z męzem zawiesiliśmy w sypialni. pieknie sie zrobiło :D
Potem podlałam ogrodek i połozyłam sie spać z myśla że wyzdrowieję..

rano znowu płakałam... :cry: :cry: :cry:
"Okrutniejsze od smierci jest wciąż bać się umrzeć..."
Seneka
Avatar użytkownika
Offline
Posty
163
Dołączył(a)
14 cze 2007, 20:06

Avatar użytkownika
przez ashley 21 cze 2007, 19:48
Rzaba gartuluję Ci, walka z tym nie jest latwa, a jak dalaś sobie świetnie radę tym razem, dasz sobie radę z depresją. Glowa do góry, bądź silna i myśl tak pozytywnie jak piszesz. wszystko się uloży ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

przez Sabina 28 lip 2007, 19:19
Ashley, podasz mi swoje gg, chcialabym z Toba porozmawiac;) jesli mozna pozdrawiam
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
24 lip 2007, 18:27
Lokalizacja
Grudziądz

Avatar użytkownika
przez ashley 28 lip 2007, 22:52
wyslalam na PW :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

przez Sabina 29 lip 2007, 10:04
Hej;) zalozylam nowy temat pt. boje sie, ze czyjas otylosc przejdzie na mnie...pewnie zauwazyliscie, moze tez wchodziliscie. chcialabym wiedziec, czy maci epodobne problemy, bo u mnie stanowia omne wcale niebanalna czesc mojej nerwicy...i niestety znowu wczoraj w nocy a moze raczej z wczoraj na dzis daly o sobie znac:( pomyslalam sobie o takiej kobiecie- znajomej moich rodzicow, ktora jest strasznie otyla ( z gory przepraszam ludzi, ktorzy maja z tym problemy, tutaj na forum, nie znaczy to, ze nie mam do nich szacunku, czy nie jestem w stanie nawiazac z nimi kontaktow, ale po prostu boje sie tycie, ze to przejdzie na mnie) no i akuraty bylo to w nocy. No i oczywiscie zaczelam panicznie sie bac.
Powtarzam sobie ciagle: "ta kobieta nie ma z Toba nic wspolnego" (bo nie ma), ale jest roznie...piszcie co o tym sadziecie...
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
24 lip 2007, 18:27
Lokalizacja
Grudziądz

Avatar użytkownika
przez ashley 29 lip 2007, 12:03
odpisze Ci na gg, tylko poczytam jeszcze troche Twoich postów :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Avatar użytkownika
przez pannanikt 15 sie 2007, 00:51
Pewnie, że nie warto się poddawać. To jest wręcz głupota. Poddając się - zamykamy sobie sami drogę do wolności. Natomiast walcząc - choćby z marnym pozornie skutkiem - dajemy sobie jakąś nadzieję i możliwości. Nawet jeśli skutek będzie taki sam, czyli coś nam nie wyjdzie, wysiłek włożony w pracę nad sobą nie będzie nigdy stracony. Zaangażowanie nigdy nie idzie na marne. Już sama nadzieja, jaką człowiek może sobie dać podczas walki jest na to najlepszym dowodem. "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Tak naprawdę bardzo dużo zależy od nas samych, naszego myślenia, naszych umiejętności dostrzegania sensu we wszystkim, naszych CHĘCI, by się tego nauczyć.
(...) - jesteś stworzony, żeby być człowiekiem!
Istniejesz dla dobra i radości, byś umiał śmiać się i śpiewać, żyć w miłości. Masz obdarzać szczęściem tych, którzy cię otaczają. Przecież jesteś stworzony na obraz Boga - który jest miłością.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
07 sie 2007, 12:30
Lokalizacja
z Krakowa

Avatar użytkownika
przez ashley 16 sie 2007, 22:05
pannanikt napisał(a):Zaangażowanie nigdy nie idzie na marne. Już sama nadzieja, jaką człowiek może sobie dać podczas walki jest na to najlepszym dowodem. "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Tak naprawdę bardzo dużo zależy od nas samych, naszego myślenia, naszych umiejętności dostrzegania sensu we wszystkim, naszych CHĘCI, by się tego nauczyć.
popieram :) jak to jeden nauczyciel mowi praca zawsze przynosi efekty i tu mi nie chodzi o nauke ;) walczysz z uporem- wygrasz a nawet jak sie nie uda jesli dales z siebie wszystko jestes wielki
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

przez Lunarman 27 wrz 2007, 21:24
Według mnie jeżeli się poddamy to może ten "atak" choroby minie, ale tylko na chwile - dzień, godzinę... A jak wróci to z dwojoną siłą. Poddając się jedynie odsuwamy w czasie "pojedynek" z chorobą, a im bardziej go odsuwamy tym będzie dla nas trudniejszy. Wiem, że na walkę potrzeba sił. Ale jestem gotów stwierdzić iż to my, ludzie z nerwicą, jesteśmy silniejsi od zdrowych osób. My żyjemy z chorobą często przez całe życie, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy walczymy z nią każdego dnia. Ileż siły trzeba mieć aby walczyć dzień w dzień, noc w noc, bez wytchnienia?? A oni? Teoretycznie zdrowi? Cóż oni wiedzą o walce? Dla nich problemem nie do pokonania jest często zwykły nic nieznaczący "duperel". A gdyby mieli nagle, z dnia na dzień zmierzyć się z naszymi problemami? Z naszymi słabościami? Wziąć udział w naszej walce? Nie mieli by żadnych szans. A my trwamy, my ciągle walczymy i mimo iż czasem myślimy, że to już koniec, że nie mamy sił, podnosimy się i ruszamy w kolejny dzień, zmierzyć się z kolejnymi trudnościami. A gdy w końcu zwyciężymy będziemy mogli iść do tych "zdrowych" osób i im powiedzieć jesteśmy silni, silniejsi niż wy i w przyszłości gdy zmierzymy się z ich "duperelami" pokonamy je bez najmniejszych problemów, gdyż to właśnie choroba nas nauczyła co znaczy słowo "szczęście". My pokonamy każdy problem a oni będą trwali w nieświadomości.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:25 pm ]
Jak tak to teraz przeczytałem to brzmi to prawie jak jakieś nawoływanie do rewolucji :)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
25 wrz 2007, 16:53

Avatar użytkownika
przez ashley 29 wrz 2007, 18:18
Lunarman napisał(a):Ileż siły trzeba mieć aby walczyć dzień w dzień, noc w noc, bez wytchnienia??

Dużo i czesto jest tak ze nie zdajemy sobie sprawy z naszej sily, jak w ciezkich okresach naszego zycia codziennie rano pokonujac swoje slabosci ruszamy w nowy dzien.

Lunarman napisał(a): Dla nich problemem nie do pokonania jest często zwykły nic nieznaczący "duperel"

Kiedys potrafilam sie przejmowac duperelami, teraz nawet jak sprawy codzienne sie wala i pala ja ciesze sie tym ze mam spokoj psychiczny i poprostu sie nie przejmuje duperelami.

Lunarman napisał(a):gdyż to właśnie choroba nas nauczyła co znaczy słowo "szczęście"

Bardzo cenna rzecza jest to co dala nam choroba albo kryzys - wiemy czym jest szczescie. Powiem Wam ze ja dopiero teraz go smakuje i dopiero teraz wiem jak smakuje. Teraz szczesciem jesd dla mnie kazda chwila bez tych problemow ktore byly kiedys. Teraz do szczescia nie potrzebuje wielkich rzeczy.
To Wasze cierpienie ma sens- jest nim powyzsze. Ale musicie walczyc zeby pokonac cierpienie i moc w pelni przezywac szczescie. Walczcie bo warto :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Avatar użytkownika
przez Rzaba 29 wrz 2007, 20:35
ashley napisał(a):Bardzo cenna rzecza jest to co dala nam choroba albo kryzys - wiemy czym jest szczescie. Powiem Wam ze ja dopiero teraz go smakuje i dopiero teraz wiem jak smakuje. Teraz szczesciem jesd dla mnie kazda chwila bez tych problemow ktore byly kiedys. Teraz do szczescia nie potrzebuje wielkich rzeczy.
To Wasze cierpienie ma sens- jest nim powyzsze. Ale musicie walczyc zeby pokonac cierpienie i moc w pelni przezywac szczescie. Walczcie bo warto :)


dokładnie tak samo uważam. :D :D :D
Mąz teraz mówi do mnie SZCZEBIOTKU bo cały czas sie usmiecham, żartuję, wygłupiam, seplenię i doceniam każdą chwilę swojego życia. Kiedyś tego ni ezauważałąm jak mi jest dobrze. Teraz jest tak samo jak przed choroba, a ja usmiecham sie do siebie w lustrze taka jestem szcześliwa :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
"Okrutniejsze od smierci jest wciąż bać się umrzeć..."
Seneka
Avatar użytkownika
Offline
Posty
163
Dołączył(a)
14 cze 2007, 20:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do