Coś bardzo optymistycznego

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Re: Coś bardzo optymistycznego

przez Middle_Of_Night 13 paź 2010, 20:16
Ja również pragnę dołączyć się do tego optymistycznego tonu. Gdy u mnie pojawiały się pierwsze ataki lęku (zdiagnozowano, że serce i wgl. wszystko mam zdrowe), myślałem że tak już będzie zawsze; wpadłem w agorafobię, a później w depresję, trwało to wszystko dobre 3-4 miesiące; lekarz zapisał mi Zomiren (lek z grupy benzodiazepin), który jeszcze bardziej mnie zmulił. Totalna beznadzieja. Z domu wychodziłem tylko w razie największej konieczności. udałem się do psychologa, byłem na 3-4 spotkaniach, ale padło na nich jedno zdanie, które mnie uderzyło; mianowicie pani psycholog zasugerowała mi, żebym LĘK TRAKTOWAŁ RACZEJ JAKO PRZYJACIELA. Pomyślałem sobie: jak to? te wszystkie zawroty głowy, szarpnięcia serca, duszności itd. mam traktować jako coś przyjaznego. Postanowiłem powalczyć. odstawiłem benzo. zrobiłem kilka kroków:
1. zacząłem akceptować to, że mam takie zaburzenia. wyszedłem między ludzi (na początku tłumaczyłem sobie, że jeśli coś mi się stanie, to nawet lepiej żebym był miedzy ludźmi - oczywiście nic takiego nie miało miejsca, mimo ciągłej wizji swojej śmierci nawet nigdy nie zemdlałem).
2. gdy przychodzi atak, skupiam się tylko na głębokim oddechu; nie ,,odganiam go'' ani niecierpliwię się, że coś jeszcze mnie kłuje albo mnie boli; myślę sobie: no tak, mam atak lęku, ale on przejdzie tak samo jak poprzednie 150 ataków (wiecie co, częstość tych napadów i ich natężenie znacznie się zmniejszyły w bardzo krótkim okresie czasu)
3. biorę Magnez i Betaloc 25mg (porozmawiajcie ze swoim lekarzem na temat leków które nie uzależniają; Betaloc niemalże zniwelował u mnie sensacje sercowe, a nie uzależnił mnie, czasem zapominam go brać, a przy tej dawce to raczej placebo)
4. zgłębiłem swoją wiedzę na temat nerwicy (wspaniała książka Karen Horney ,,Nerwica i rozwój człowieka'')
5. zacząłem lęki traktować jako BŁOGOSŁAWIEŃSTWO (tak, dobrze czytacie): tak, to dzięki nim dowiedziałem się, że mój stosunek do otoczenia i do siebie samego jest niezdrowy; bo właśnie z takich problemów owe zaburzenia wyrastają; tak więc gdyby nie one, to nadal trwałbym w swoim niezdrowym, nerwicowym podejściu do życia.
6. śmieję się, wygłupiam, słucham innych, po prostu żyję; dzięki lękom, które pojawiły się nagle i przewróciły moje życie do góry nogami, pękła jakaś gruba skorupa, w której byłem uwięziony; zaczynam żyć, płakać, śmiać się (wszystko jest prawdziwsze) i choć wiem, że będzie bardzo, bardzo trudno, to coraz mniej się boję.

Pozdrawiam! Gdyby ktoś miał jakieś pytania to oto proszę to mój nr GG: 2610974

[Dodane po edycji:]

Ja również pragnę dołączyć się do tego optymistycznego tonu. Gdy u mnie pojawiały się pierwsze ataki lęku (zdiagnozowano, że serce i wgl. wszystko mam zdrowe), myślałem że tak już będzie zawsze; wpadłem w agorafobię, a później w depresję, trwało to wszystko dobre 3-4 miesiące; lekarz zapisał mi Zomiren (lek z grupy benzodiazepin), który jeszcze bardziej mnie zmulił. Totalna beznadzieja. Z domu wychodziłem tylko w razie największej konieczności. udałem się do psychologa, byłem na 3-4 spotkaniach, ale padło na nich jedno zdanie, które mnie uderzyło; mianowicie pani psycholog zasugerowała mi, żebym LĘK TRAKTOWAŁ RACZEJ JAKO PRZYJACIELA. Pomyślałem sobie: jak to? te wszystkie zawroty głowy, szarpnięcia serca, duszności itd. mam traktować jako coś przyjaznego. Postanowiłem powalczyć. odstawiłem benzo. zrobiłem kilka kroków:
1. zacząłem akceptować to, że mam takie zaburzenia. wyszedłem między ludzi (na początku tłumaczyłem sobie, że jeśli coś mi się stanie, to nawet lepiej żebym był miedzy ludźmi - oczywiście nic takiego nie miało miejsca, mimo ciągłej wizji swojej śmierci nawet nigdy nie zemdlałem).
2. gdy przychodzi atak, skupiam się tylko na głębokim oddechu; nie ,,odganiam go'' ani niecierpliwię się, że coś jeszcze mnie kłuje albo mnie boli; myślę sobie: no tak, mam atak lęku, ale on przejdzie tak samo jak poprzednie 150 ataków (wiecie co, częstość tych napadów i ich natężenie znacznie się zmniejszyły w bardzo krótkim okresie czasu)
3. biorę Magnez i Betaloc 25mg (porozmawiajcie ze swoim lekarzem na temat leków które nie uzależniają; Betaloc niemalże zniwelował u mnie sensacje sercowe, a nie uzależnił mnie, czasem zapominam go brać, a przy tej dawce to raczej placebo)
4. zgłębiłem swoją wiedzę na temat nerwicy (wspaniała książka Karen Horney ,,Nerwica i rozwój człowieka'')
5. zacząłem lęki traktować jako BŁOGOSŁAWIEŃSTWO (tak, dobrze czytacie): tak, to dzięki nim dowiedziałem się, że mój stosunek do otoczenia i do siebie samego jest niezdrowy; bo właśnie z takich problemów owe zaburzenia wyrastają; tak więc gdyby nie one, to nadal trwałbym w swoim niezdrowym, nerwicowym podejściu do życia.
6. śmieję się, wygłupiam, słucham innych, po prostu żyję; dzięki lękom, które pojawiły się nagle i przewróciły moje życie do góry nogami, pękła jakaś gruba skorupa, w której byłem uwięziony; zaczynam żyć, płakać, śmiać się (wszystko jest prawdziwsze) i choć wiem, że będzie bardzo, bardzo trudno, to coraz mniej się boję.

Pozdrawiam! Gdyby ktoś miał jakieś pytania to oto proszę to mój nr GG: 2610974
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
07 paź 2010, 10:58

Re: Coś bardzo optymistycznego

Avatar użytkownika
przez Sjenna 16 paź 2010, 23:21
Uff...dzisiaj tylko ból w klatce piersiowej, wewnętrzny spokój, wreszcie zjedzony porządny posiłek, spotkanie z kumpelą i oglądanie filmu: "Licencja na uwodzenie", jest coraz lepiej, myślę, że małymi kroczkami jakoś z tego wyjdę ;)
"Wszyscy mamy choroby,
Które sprytnie się przyczepiają i rozrastają
Nieważne jak bardzo się staramy.
Wszyscy mamy coś, co nas zakopuje.
Na szczęście odkopujemy siebie nawzajem.
Więc gdy choroba włącza moje ego
Wiem, że zadziałasz jak sprytne lekarstwo"

Incubus- dig
Avatar użytkownika
Offline
Posty
71
Dołączył(a)
30 wrz 2010, 18:39

Re: Coś bardzo optymistycznego

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 12 lis 2010, 14:34
Lęk przyjacielem , hmmmm ciekawe . :105:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16486
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Coś bardzo optymistycznego

Avatar użytkownika
przez majster69xxx 10 sty 2011, 11:10
Można tak też sobie to tłumaczyć i kotwiczyć. Ja znalazłem stronę z ciekawymi poradami.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
13 gru 2010, 23:03

Re: Coś bardzo optymistycznego

Avatar użytkownika
przez SamiraQ 11 sty 2011, 00:38
chciałam Wam pokazać kota, który mi zawsze poprawia humor. Choćbym szlochała z rozpaczy, a ktoś mi to włączy - zaczynam się śmiać. Kocham tego kota.:




I to jest coś optymistycznego dla Was :*
Avatar użytkownika
Offline
Posty
299
Dołączył(a)
06 sty 2011, 23:23
Lokalizacja
Kraków

Re: Coś bardzo optymistycznego

przez wiecznie młody:) 11 sty 2011, 01:55

http://www.youtube.com/watch?v=8MNp2Z4fu3k
Posty
89
Dołączył(a)
10 sty 2011, 18:06
Lokalizacja
Kraków

Re: Coś bardzo optymistycznego

przez Magda23 11 sty 2011, 18:52
Middle_Of_Night mam pytanie do Ciebie. Piszesz, że zacząłeś wychodzić i wszystko Cię cieszy, śmiejesz się czujesz radość. Ja też staram się żyć ale mam pewien problem z emocjami. Często ich właśnie nie czuje. Mało co mnie tak naprawdę cieszy. Nie wiem może za bardzo czekam na te emocje. Ale myślę, że gdybym bardziej cieszyła się tym co mam to było by jeszcze lepiej. Tylko jak to zrobić???
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
03 lip 2008, 13:14

Re: Coś bardzo optymistycznego

Avatar użytkownika
przez kop 11 sty 2011, 23:16
Middle_Of_Night, :great: :great: :great:
tylko tak!
Avatar użytkownika
kop
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
30 sie 2010, 21:41

Re: Coś bardzo optymistycznego

przez Pawel166 12 sty 2011, 19:54
magda , napewno jest coś co cie rajcuje i sprawia przyjemność :) Posty remigiusza dają mi takiego pozytywnego kopa , że czuje że zdrowieje ! zaraz ide sobie na boisko pobiegać :). Widzisz magda, inni mają spierdzielone życie kompletnie i jakoś z tego wszystkiego wychodzą. Skup się na swoich zaletach. Proponuje żebyś przeczytała książke "potega podswiadomosci" .
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
25 paź 2009, 20:01

Re: Coś bardzo optymistycznego

przez Margaryna9 13 sty 2011, 10:23
Ja stworzyłem pod wpływem jednej książki plan mojej terapi .. polecam takie coś zrobić każdemu

Plan terapi
-Lektoterapia
-Styczen Psychoterapia
-Styczne Terapia uzależnień
-Kwieciej Hipnoterapia
-Kwiecie Akupunktura
-Sierpień Biofeedback

wierze ze opracowałem coś co pozowli mi wyjsc z choroby :)
DziwnySwiat00.blog.interia.pl wejdz i skomentuj :)
Biorę Abilify , Pernazyna , Lenuxin , tegretol i chyba zdrowieje :)
Offline
Posty
259
Dołączył(a)
24 lut 2009, 18:29

Re: Coś bardzo optymistycznego

przez troteron 18 sty 2011, 21:12
Choćby nie wiem co, nie ma rzeczy nie możliwych (też chyba 'trochę' przeszedł)... :)))

http://wiadomosci.dziennik.pl/sport/mis ... okiem.html
troteron
Offline

Re: Coś bardzo optymistycznego

przez anna12get 22 sty 2011, 23:34
Bardzo ciekawy plan
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
22 sty 2011, 23:25

Re: Coś bardzo optymistycznego

przez Middle_Of_Night 23 sty 2011, 01:35
Magdo, to nieprawda, że wszystko mnie cieszy. Myślę, że postęp terapeutyczny jest wtedy, gdy emocje, które z nas ,,wychodzą'' (pozytywne czy negatywne) są przejawem naszych AUTENTYCZNYCH uczuć, a nie nerwicowych nakazów. To co łączy wszystkich neurotyków to sztywność reakcji, brak spontanicznych odruchów. Uświadomienie sobie tego to dopiero początek, potem długa droga pracy nad sobą, ale nie jest to droga stricte do celu, ale pewna wędrówka w głąb siebie, gdzie powoli krok po kroku powinno odkrywać się siebie PRAWDZIWEGO, bo nerwica trwa tak długo, jak długo jesteśmy wyobcowani od swojego prawdziwego ja.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
07 paź 2010, 10:58

Re: Coś bardzo optymistycznego

przez Magda23 23 sty 2011, 13:33
Middle_Of_Night dzięki za odpowiedź. Mam jeszcze jedno pytanie czy w tym powrocie do zdrowia miałeś takie momenty, że zastanawiałeś się czy to napewno tak ma być. Czy te zmiany napewno idą w dobrym kierunku?? bo bądź co bądź człowiek zmienia się i to bardzo i mnie to czasem przeraża a przecież trzeba zaryzykować i brnąć dalej. Masz też takie odczucie??
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
03 lip 2008, 13:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do