Przeczytasz i pomożesz?

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Przeczytasz i pomożesz?

przez tyu 03 paź 2015, 19:34
Nie wiem w jaki wątek to pasuje, więc postanowiłam założyć nowy. Ogólnie jest to post o użalaniu się nad własnym losem.
Niedawno dowiedziałam się od lekarza, że mogę mieć nerwicę. Raczej nie tyle mogę, co ją mam. Dostałam jakieś pierdołowate leki, których już nawet nie biorę, bo i tak nic nie dają. Jest tylko coraz gorzej... (diagnoza u lekarza rodzinnego, pani leczącej mnie od małego...bardzo zaufana i dobra kobieta, leki bez recepty uspokajające)

Od czego się zaczęło? Sama nie wiem. W przedszkolu wielką traumą dla mnie było zostanie samą, bez mamy (tak - pamiętam niektóre momenty nie tylko z opowiadań). W podstawówce dzieci śmiały się ze mnie raczej bez powodu. Jak to dzieci - a bo ma czerwone buty, a bo ma zeszyt z dziwnym psem. W przedszkolu załapałam za to przyjaciółkę, która w czasie podstawówki w dość bestialski sposób mnie skrzywdziła i oszukała. W międzyczasie rozwodzili się rodzice - kłótnie były ciągle, ojciec często z alkoholem. Generalnie on mnie miał w poważaniu głęboko, służyłam tylko za przedmiot do robienia z siebie biednego ojca/męża wśród ludzi naokoło, rodziny nawet (a i tak jest do dziś). Moja mama w tym czasie zostawiła mnie z moimi problemami samą, kazała radzić sobie samej... zostałam zupełnie sama, straciłam dom, przyjaciół i rodzinę. Zamieszkałam z mamą i jej facetem. Z racji rozwodu latałam od mamy do taty i z powrotem przekazując różne informacje (oni ze sobą nie rozmawiali) i dostając po uszach za to co tamten mówił. Nadal się ze mnie nabijali w szkole, ale teraz już że jestem gruba (165cm wzrostu na 50kg...), więc inteligentnie postanowiłam nie jeść by schudnąć i szczerze się znienawidziłam. Łapałam jakieś znajomości, które i tak kończyły się obrabianiem mi tyłka za plecami itp. W 6klasie poznałam chłopaka w internecie, z którym (no, możecie się śmiać teraz :D ) w końcu byłam parą. Taką internetową, bo niestety nie udało nam się spotkać. Taka moja pierwsze osoba, na którą patrzyłam maślanymi oczami. Ale nazywał mnie kruszynką, przez co patrzyłam na siebie troszkę lepiej i naprawdę cudownie mnie wspierał ze wszystkim (acz o wielu problemach nie wiedział, bo się wstydziłam - jak choćby o odchudzaniu, kruszynka była przypadkowa). Przez odległość rozstaliśmy się po ośmiu miesiącach a ja przeszło rok wyłam w poduszkę. W tym czasie jeszcze rodzina zdążyła mnie albo wyrzucić z domu za pierdołę typu przyszłam o dzień za późno na dzień babci, wyzywając jaka to zła nie jestem. Albo myśląc że śpię i nie słyszę, robić ze mnie potwora... ba, potwora to za mało powiedziane. Bezduszna Godzilla depcząca dzieciństwo małej kuzynki, z którą zwyczajnie mimo prób nie umiałam się bawić jak oni. I inne tym podobne. W ostatnim roku dostałam po tyłku przez pewną znajomość, wręcz toksyczną. Próbowałam ją parę razy zakończyć, ale nie potrafiłam. Teraz jestem w pierwszej klasie LO, końcem kwietnia tego roku odezwał się do mnie mój wspaniały były chłopak z internetu (pisał parę razy wcześniej, ale nie potrafiłam z nim rozmawiać). Pomogło mi to w zerwaniu wszelkich kontaktów z tamtą toksyczną osobą. Ale pierwsze objawy nerwicy już były. Teraz jest ze mną i naprawdę bardzo mnie wspiera. Wsparcie w sumie mam jedynie od niego, bo poza tym jestem zupełnie sama. De facto mam tylko mamę i jego... mojej mamy nie rozumiem. Od sytuacji wyżej wspomnianej nie mam z nią zbyt dobrych relacji. Niby coś pogadać, pośmiać się... ale nie jest mi jakkolwiek przyjaciółką. W sumie mnie to bolało, kiedyś coś wspomniałam, ale zareagowała tak jakby normą było to że rodzic to rodzic, nie ma być dziecku przyjacielem tylko dziecko tego rodzica powinno traktować na dystans. Innym razem płacze bo nie spędzam z nią czasu (od tych ~6lat czas spędzam tylko i wyłącznie w swoim pokoju, nie przebywam z nimi wcale praktycznie). Dzwonię do niej wieczorem przerażona że mam jakiś tam nerwicowy atak (wtedy nie wiedziałam co to, czy że to nerwica) - raz przyszła, powiedziała miłe słowa i spała ze mną bo się bała. Innym razem dzwoniłam zapłakana i przerażona żeby do mnie przyszła - przyszła, nakrzyczała że po kiego ją budze w środku nocy jak i tak mi nie pomoże i poszła spać znowu. W efekcie cholernie się boję spać sama (bo napady mam głównie w nocy), a że mój chłopak (już nie do końca tylko internetowy :P ) jest daleko, to śpię z telefonem na uchu rozmawiając z nim. Jakkolwiek to głupie, bardzo mi pomaga. Śpimy tak całe noce już od jakiegoś czasu. Zawsze się budzi jak coś mi się dzieje i mnie uspokaja...

Problem pojawia się teraz, ponieważ jest ze mną coraz gorzej. Nie potrafię zapanować nad atakami tak jak wcześniej, że kiedy się uspokajam to one maleją. Teraz są o wiele mocniejsze, nieważne czy jestem spokojna czy nie. Przez to nie śpię i ledwo żyję w dzień... mój chłopak zresztą też, bo upiera się by nie rozłączać telefonu. Kompletnie sobie nie radzę i nie wiem już co z sobą zrobić. Nowi znajomi w szkole pytają co ja taka zrezygnowana, smutna, mama co chwila pyta czemu płaczę (mimo że nie płakałam...), albo zabijam wzrokiem... a jedyne co robię, to w końcu nie udaję. Nie mam sił już udawać że jest jakkolwiek dobrze. Jedyne na co mam ochotę to się zakopać pod kołdrę i udawać, że mnie nie ma. Nie chcę być przy ludziach, źle się tam czuję... nie potrafię z nikim rozmawiać, bo zwyczajnie mi się nie chce. Chcę być sama, a jednocześnie ta samotność w czterech ścianach jest dobijająca.

Powinnam iść do lekarza, do psychiatry (acz moja lekarka sugerowała psychoterapeutę). Ogólnie sprawę zlałam, bo myślałam że mi przejdzie. Teraz chcę iść, wiec poprosiłam mamę, a ona stwierdziła że nigdzie ze mną nie pójdzie bo tylko idiotkę z siebie zrobię - nic mi przecież nie jest (ano, o dosłownie żadnych problemach poprzednich ona nie wie... nasza historia zakończyła się na etapie odrzucenia mnie w trakcie rozwodu, potem jeszcze bardziej się od niej oddalałam. Poza tym nie chcę, żeby jej było smutno, o ile wgl będzie, no i nie chcę jej zbyt blisko siebie - zbyt wiele razy dawałam jej szansę a ona ją deptała). Mam sobie więc sama szukać lekarza na NFZ, bo jej pieniędzy szkoda. I z wielką łaską i widać mając z tego ubaw, pójdzie ze mną (chyba że ja mogę sama? mam 16lat).
Z jednej strony to wszystko mnie wykańcza i jest coraz gorzej ze mną, czuje to, a z drugiej... nie chcę iść na dywanik i opowiadać mojego życia. Teraz to anonimowe, więc mogę napisać wszystko, chociaż i tak skrótowo. Ale u lekarza już nie. Tyle czasu radziłam sobie sama, tylko mój chłopak poznał niedawno moją przeszłość...nie chcę by ktokolwiek inny ją znał. I średnio wierzę że opowiedzenie tego wszystkiego cokolwiek zmieni. Nie naprawi nagle tego, że nikt nigdzie mnie nie chce. Ani w żaden sposób nie sprawi, że poczuję się z tym lepiej. To tak samo boli teraz, bolało wtedy i będzie boleć za 20lat. No i nie wiem też czy faktycznie nie zrobię z siebie idiotki... może naprawdę przesadzam, może co druga osoba ma gorsze przeżycia niż ja... nie wiem co mam robić, stąd mój post. Napiszcie proszę co myślicie...
tyu
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
23 sie 2015, 12:58

Przeczytasz i pomożesz?

Avatar użytkownika
przez NN4V 03 paź 2015, 21:11
tyu napisał(a):.... To tak samo boli teraz, bolało wtedy i będzie boleć za 20lat.

Tego nie możesz wiedzieć - błąd postrzegania.
A doświadczenie uczy, że nie (czyli rzadko).

tyu napisał(a):....No i nie wiem też czy faktycznie nie zrobię z siebie idiotki... może naprawdę przesadzam, może co druga osoba ma gorsze przeżycia niż ja... nie wiem co mam robić, stąd mój post. Napiszcie proszę co myślicie...

Ja myślę, że masz wiele błędnych przekonań, a otoczenie wywiera zbyt duży wpływ na Twoje decyzje.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4345
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Przeczytasz i pomożesz?

Avatar użytkownika
przez Pasman 03 paź 2015, 21:28
tyu napisał(a):I średnio wierzę że opowiedzenie tego wszystkiego cokolwiek zmieni.


opowiadanie na forum rzeczywiście niewiele zmienia.
natomiast co się da zmienić, to już nie jest tak oczywiste.

jeżeli nie pamiętasz traum które wystąpiły przed 3 rokiem życia
to sporo się da zrobić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
762
Dołączył(a)
18 sty 2010, 05:32
Lokalizacja
Łódź

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Przeczytasz i pomożesz?

Avatar użytkownika
przez neon 04 paź 2015, 08:17
Pyschoterapia kolezanko i własna praca nad sobą\.
nadmiar optymizmu obwieszcza zbliżającą sie rozpacz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5744
Dołączył(a)
18 lis 2013, 12:05

Przeczytasz i pomożesz?

Avatar użytkownika
przez jetodik 04 paź 2015, 08:50
Polecam książkę "naturalna łaska" i koherencje serca o której założe dziś albo jutro temat, to wrzuce tu link jak to zrobię.
http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8163
Dołączył(a)
27 sie 2013, 21:06

Przeczytasz i pomożesz?

przez Demir 05 paź 2015, 11:23
Czytałem cały tekst. Niestety z takimi problemami nigdy się nie spotykałem, ale mam wrażenie, że znam pewien punkt zaczepienia, którego Ty możesz się chwycić.

Z tego co widzę i co opowiadasz, bardzo dużo myślisz, konkludujesz, zastanawiasz się i w końcu negatywnie siebie oceniasz. Nie zastanawiałaś się nad poprawą koncentracji?

Pytam dlatego, ponieważ z doświadczenia wiem i jest to trochę śmieszne co mówię, bo wszyscy na ogół to wiedzą, że umysł skupiony i względnie "trzeźwy" znacznie lepiej odbiera rzeczywistość i pozwala się skupić na tym co jest tu i teraz wyłączając przy okazji myśli degradujące własną osobę.

Nie mówię tutaj oczywiście o jodze, choć to podobno bardzo dobry pomysł, ale nie sprawdziłem, dlatego nie oceniam, natomiast mówię o ćwiczeniach, które w 100% zmuszają umysł do skupienia się nad tym, co tu i teraz.

Wiem, że to kropla w morzu potrzeb, ale od czegoś może warto zacząć.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 sie 2015, 03:16

Przeczytasz i pomożesz?

przez tyu 08 paź 2015, 08:04
Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi.

W sumie to myślałam o udaniu się do psychiatry. Jeśli chodzi o ćwiczenia... ja nie śpiąc jakiś czas jestem potwornie słaba. W tamtym tygodniu klasowo szliśmy w góry, na taki w sumie pierdołowaty szczyt. Niby jak szłam to tylko początek był cienki, dalej poszło dobrze, ale potem w domu i już drodze powrotnej pociągiem umierałam. Nie potrafiłam zrobić najprostszych rzeczy, robiąc zadanie zaciekle się zastanawiałam czy 21-19 to 2 czy 3 (z matematyki miałam zawsze 4/5, nie chodzi o to żem tłumok)...i ciągle wychodziło 3. Przeszło dwie godziny próbowałam zasnąć, kończyło się co parominutowymi atakami. Nawet jak zasnęłam, to co chwila się budziłam jakimś atakiem potem. Na wfie też ze mną cienko porównując do innych - fakt, kondycji nie mam i nie ukrywam że nie lubię ćwiczyć, ale bez przesady. Nasza pani mierzy nam tętno co jakiś czas, wtedy kiedy średnia klasy była 140/60, moje wpadło 180/60... Wiem że to może brzmieć idiotycznie, ale dla mnie czasami nawet najprostsze rzeczy są czymś mega trudnym.
No chyba, ze chodzi o ćwiczenia jakieś umysłowe...ale kiedy nie jestem w stanie myśleć, skupić się...to nie wiem czy to wyjdzie. Acz spróbować można,
tyu
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
23 sie 2015, 12:58

Przeczytasz i pomożesz?

przez Demir 11 paź 2015, 14:26
Tak, dokładnie, ćwiczenia umysłowe! Zajmij czymś umysł, wyłącz się na wszystko i uruchom 100% Twojego umysłu na rzeczy, które mają Cię pochłaniać.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 sie 2015, 03:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do