Po siedmiu latach...

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Po siedmiu latach...

Avatar użytkownika
przez LDR 10 kwi 2007, 13:02
Witam,

Odzywam się do Was po 7 latach od mojej ostatniej wizyty na forum, około 8 lat od pierwszego ataku nerwicy.

Nerwicy dostałem będąc w drugiej klasie LO. Pół roku jeździłem od szpitala do szpitala. Miałem skoki ciśnienia i tętna tak, że aż siniałem. Były też kilkomiesięczne zawroty głowy jak po najmocniejszym upojeniu alkoholowym, nie byłem w stanie nawet wstać z łóżka. W nocy nie mogłem spać przez ciągłe piszczenie w uszach, kołatanie serca i zawroty głowy. Drżenie całego ciała, na przemian ciepło zimno w całym ciele, drętwiejące kończyny i twarz…. objawów była cała masa. Sugerowały one lekarzom różne poważne schorzenia. Co kilka dni jeździłem do szpitala na izbę przyjęć, bo byłem w takim stanie, że myślałem, że umieram. Nie byłem w stanie wyjść sam z domu, że mi się coś stanie i dostawałem kolejnych ataków jak tylko próbowałem przełamać lęki. Myślałem, że nie ma już dla mnie pomocy i albo umrę, albo tak zostanie zawsze.

Najgorzej było uświadomić sobie, że to mój mózg wszystko generuje. Nie mogłem w to uwierzyć, że fizycznie nie jestem chory. Nawet jak pracowałem z psychologiem i już prawie byłem o tym przekonany to pojawiał się atak nerwicy, który potrafił zrujnować moją wiarę w to że się uda.

Dziś piszę dla tych, którzy borykają się z podobnymi problemami. Chcę Wam wszystkim powiedzieć, że jest szansa na normalne życie.
Może nerwicy nie da się całkowicie wyleczyć, ale można naprawdę żyć normalnie. Można wyrobić sobie system obronny, który będzie w niemal 100% skuteczny.

Myślałem, że to nie możliwe, ale udało się. Dziś mam 26 lat. Skończyłem liceum, zacząłem pracować jako monter instalacji nisko-prądowych. Skończyłem technikum elektryczne, teraz jestem w technikum informatycznym. Zarabiam całkiem dobrze jak na swoją branżę. Zrobiłem prawo jazdy, mam dwa własne samochody (co prawda starsze, ale własne), jestem w stałym związku już prawie 4,5 roku. Nie boje się wychodzić z domu, czasem jeżdżę sam w długie trasy po Polsce służbowo. Wcześniej nie miałem nic, żadnych perspektyw, a teraz żyje jak przeciętny człowiek, bez ciągłego lęku o swoje zdrowie. Leków na ciśnienie już nie biorę, bo się unormowało.

Coś co było dla mnie nie realne, nie osiągalne przez nerwicę stało się rzeczywistością. Można żyć normalnie i się nie bać.

Czasem nerwica oczywiście da o sobie znać, bardzo, bardzo rzadko. Wtedy wiem, że nakręcanie się tylko pogarsza sprawę i nauczyłem się głęboko to olewać. Bo co się może stać? Zasłabnę? Przewrócę się? Od nerwicy chyba jeszcze nikt nie umarł (przynajmniej mam taką nadzieję :D ).

Mógłbym o mojej nerwicy naprawdę kilkanaście stron napisać, ale nikt by tego nie czytał więc starałem się streścić.

Walczcie, bo naprawdę warto, a na pewno się uda!
Ostatnio edytowano 04 maja 2014, 00:03 przez *Monika*, łącznie edytowano 2 razy
Powód: wydzielono post na prośbę użytkownika
Avatar użytkownika
LDR
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
08 kwi 2007, 13:42
Lokalizacja
Okolice Wawy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do