Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 12 kwi 2014, 13:11
Po prostu jeżeli nie macie nic odkrywczego, mogącego naprowadzić mnie na jakieś nowe tory, mogące mi w czymś pomóc to najzwyczajniej w świecie nie udzielajcie się tutaj bo to tylko marnowanie mojego czasu i energii jak i Waszego. Skuteczność tych terapii dobitnie świadczy o Waszym pobycie tutaj na tym forum w tak licznej postaci. A Ci co łykają legalne narkotyki od psychiatry to po jakimś czasie będą będą zwalczać skutki uboczne tych cudownych leków, wystarczy przeczytać pokaźną listę. Będą myśleli, że to choroba się rozwija, a tak naprawdę to będzie skutek bezmyślności i zaufania dla obecnej medycyny. Każdy głupek umie powiedzieć idź do psychola, tylko, że ja mam swój rozum.

-- 12 kwi 2014, 19:14 --

Obserwacje z życia wzięte, część 1.

1. Wracając do przewrażliwienia układu nerwowego to muzyka, której słucham wywołuje określone emocje mocniej niż u przeciętnej osoby. Gdy emocja już wystąpi to później ślad po niej bedzie się ciągnął przez dalszy okres czasu. Muszę bardziej uważać na to jakich utworów słucham.

2. Wrócę jeszcze do tej krępującej reakcji łez w oczach, spinaniu się mięśni twarzy. Reakcja ta pojawia się CZASEM (nie zawsze) gdy przechodzę przez jezdnię i nie jestem pewien czy się samochód zatrzyma. Tak sobie myślę i bardziej jest to spowodowane tym, że ktoś będzie miał do mnie o coś pretensje, niż tym, że będzie wypadek lub ktoś ucierpi/zginie. Po prostu nie chcę zwracać na siebie uwagi, chcę aby nikt nie miał do mnie o nic pretensji. Najlepiej jakby traktowali mnie jak powietrze. Dlaczego? Podejrzewam, że dlatego bo nie umiem walczyć o swoje, nie mam 'flow' w komunikacji werbalnej na trzeźwo, pewności siebie - jakkolwiek ogólnikowo to brzmi. Pewność siebie to dla mnie synonim zwiększonego poziomu dopaminy i vice versa. To wszystko podszyte jest tym, że nie chcę się ośmieszyć. Ta reakcja o wiele częściej występuje gdy przechodzę sam przez jezdnię. Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że wszyscy ludzie z samochodów w tym jednym momencie będą się na mnie patrzyć. Wtedy ja będę głównym aktorem tej krótkiej chwili. Dlaczego się tym przejmuję? Prawdopodobnie (a raczej napewno) dlatego, że nie akceptuję pewnych aspektów w swoim wyglądzie zewnętrznym. Zdaję sobie sprawę, że każdy ocenia każdego automatycznie, wiem mniej więcej na jakim poziomie myślą ludzie bo sam mam wgrane te same programy i mam świadomość, że nie prezentuje się to dobrze z punktu ogólnie przyjętych kryteriów piękności, że tak to ujmę. Nie będę tutaj pisał o jakie dokładnie aspekty w wyglądzie fizycznym chodzi ponieważ są one bardzo subtelne i nie chcę do końca tracić anonimowości. Jest ich pare, niewiele. Ta sama reakcja występuje również gdy piszę coś, np. na telefonie komórkowym (chociażby wnioski z obserwacji swojej osoby i otoczenia, co często ma miejsce) i ktoś mnie z boku obserwuje lub przechodzi obok i na chwilę się na mnie popatrzy. Odnoszę wrażenie, że moje oczy rejestrują tak jakby większy zasięg tego co się dzieje na około mnie. Tak jakby umysł przetwarzał więcej informacji z rejonów postrzegania obrazu przez oczy, które dla przeciętnej osoby pozostają nieuświadomione. Kiedyś nawet moi dawni znajomi mówili, że widzę tak jakby więcej niż oni. Krótko mówiąc tak jakbym miał większy zasięg pola widzenia. Podejrzewam, że jest to jeden z objawów nerwicy, czytałem o tym kiedyś i inne osoby, które mają nerwice też posiadają ten uciążliwy problem. Dlaczego uciążliwy? Uciążliwy ponieważ wydaje mi się, że jest przetwarzane za dużo informacji i może z tego powodu bierze się ten lęk, chociaż czemu miałby on się brać tylko wtedy gdy ktoś obok mnie przechodzi lub się na mnie patrzy? Nie wiem, to zwykłe gdybanie. Wracając do tego przykładu z komórką, dlaczego występuje u mnie ta nieporządana reakcja w tym określonym przypadku? Być może chodzi tutaj również o nie akceptowanie jakichś swoich cech w wyglądzie, chociaż dostrzegam tutaj również lęk aby się nie rozpłakać gdy taka osoba będzie się na mnie patrzyć. Dlaczego miałbym się rozpłakać? Napisałem o tym wcześniej dość długą notkę, nie zamierzam się powtarzać. Jest to reakcja kompletnie nielogiczna, nakręcająca się sama z siebie. To wszystko jest zaprawione tym, że odnoszę wrażenie, że ludzie czują, że jestem ten poziom nad nimi i z tego powodu postrzegają mnie jako kogoś nie z tej planety, jakiegoś dziwaka.

3. Dostałem wezwanie na 'spotkanie' na którm muszę się koniecznie stawić. Gdy je tylko przeczytałem od razu pojawiły się we mnie negatywne emocje, odczuwalne dokładnie w mojej klatce piersiowej. Towarzyszył temu lęk, uczucie 'spięcia' w głowie oraz niewielkie duszności. Pojawiły się różne negatywne myśli, rysowanie najgorszych scenariuszy aby być gotowym na to co może się wydarzyć. Jeszcze niedawno czułem się w miarę dobrze, a teraz od razu zrobiło mi się źle. Nie chcę tam iść, nie, nie, nie. Zachciało mi się wypić piwo, mimo, że tego nie zrobię, chociaż wiem, że po piwie byłoby lepiej, prościej.

4. Gdy jestem na zewnątrz i idę chodnikiem to wstydzę się, że ktoś może usłyszeć jakiej muzyki słucham na słuchawkach. Poza tym wstydzę się nawet obnażać w tej kwestii przed domownikami, nigdy nie słucham muzyki na głośnikach. Nikt nie wie czego słucham, jakiego rodzaju, gatunku, zespołów itd. Jestem strasznie tajemniczy. Czym jest to spowodowane? Po pierwsze zakładam, że muzyka, której słucham może się komuś nie spodobać i na jej podstawie będzie oceniać to jaką osobą jestem, a nie chcę być wyśmiany lub źle oceniony. Jakkolwiek śmiesznie to brzmi ale tak faktycznie jest. A po drugie to podejrzewam, że ma to coś wspólnego z wyrażaniem emocji publicznie, pokazanie prawdziwego siebie na zewnątrz itp. o czym pisałem wcześniej.

5. Czasem kogoś specjlanie okłamię w jakiejś nieważnej, mało znaczącej sprawie tylko po to aby później się z tego pośmiać, np. jestem u fryzjera, fryzjerka pyta się mnie o coś, a ja zaczynam opowiadać, że byłem w Norwegii (co jest kompletną bujdą) i dalej wymyślam lub ktoś mnie się spyta co robiłem/gdzie byłem, a ja opowiadam historie z kosmosu. Po całym zdarzeniu, wyobrażam sobie tą całą sytuację, ewentualne zaciekawienie/zdzwienie tej osoby, śmieszność całej tej sytuacji i po prostu sam do siebie się śmieje z tego wszystkiego. Po jakimś czasie bardzo żałuję tego, że nie byłem szczery, tego, że moje życie budowane jest na kłamstwie i sam się tego wstydze oraz nie rozumiem po co to wszystko było. Dlaczego tak robię? Podejrzewam, że dlatego ponieważ moje życie jest nudne, kompletnie nic w nim się nie dzieje i gadam aby o czymś z kimś gadać. Dodam jeszcze, że robię to również aby się pośmiać bo śmieszny mnie to.

6. Odczuwam jakby emocje innych osób, np. ktoś siedzi na ławce w parku, patrzę się na tą osobę i przechodzę obok, czuję tej osoby emocje, czuję czy się wstydzi, czy udaje coś na zewnątrz, czy chciałby/chciałaby być sam/a, czy ją zdenerwowałem/przeszkodziłem swoją obecnością, tym, że tędy przechodziłem bo może chciał/a pobyć sam/a, może chciał/a pobyć samemu i czuje się głupio w mojej obecności siedząc tak samemu na ławce i udaje, że wszystko jest w porządku ale ja w głębi siebie wiem, że jest inaczej mimo, że z zewnątrz tego nie widać. W jaki sposób to odczuwam? Nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć, po prostu WIEM jak jest. Co to jest? Jakieś zdolności paranormalne czy zwykła zabawa mojego umysłu? Nie wiem, wiem jedynie, że przeważnie mam rację i często mi się to przydaje, chociaż czasami chciałbym zobojętnieć na to wszystko.

-- 12 kwi 2014, 22:34 --

Obserwacje z życia wzięte, część 2. (Dodam tutaj przy okazji, że te wszystkie obserwacje to są moje zapiski z komórki, komputera, notatnika z różnych okresów czasu. Niektóre są nowiutkie, niektóre troszkę mniej świeższe, a jeszcze inne starsze. Były one trochę niechlujnie napisane więc poprawiam je i troche rozwijam.)

7. Obok mnie na ławce siedzi jakiś chłopak z dziewczyną. Dobrze wiem, że napewno czasem na mnie zerakają, mimo, że specjalnie nie patrzę w ich kierunku. Nie chcę być wścibski, nie chcę aby poczuli się niezręcznie w moim towarzystwie. Wiem, że jednak od czasu do czasu patrzą w moją stronę bo sam tak czasem robie. Gdy siedziałem samotnie to czułem się w miare swobodnie, a teraz odczuwam spięcie całego ciała, lęk przed tym, że zaraz się rozpłacze, pociekną mi łzy, a oni to zobaczą ponieważ siedzą w dość bliskiej odległości. Wtedy po prostu 'stracę twarz' i mnie wyśmieją lub zainteresują się moją osobą, spytają może czy wszystko w porządku itp. a tego nie chce. Wiercę się, przekręcam, udaje, że coś pisze w komórce itd. Już dłużej tak nie mogę, czuję się źle, czuję się niekomfortowo w takiej sytuacji, nie po to przychodziłem do parku posiedzieć i się zrelaksować aby teraz być w takim stanie psychicznym. Obcieram ciągle oczy. Dlatego zawsze wybieram ławki pojedyncze, które są w znacznej odległości od innych ławek, a nawet alejek. Zawsze mnie denerwuje, że przy każdej ławce musi być droga bo wtedy ludzie tędy ciągle łażą, a każde takie przejście wybija mnie ze stanu spokoju właśnie w ten stan nieporządany. Niestety bardzo ciężko znaleźć takie samotne miejsca, zawsze wszędzie ktoś się kręci co mnie niesamowicie wkur... Dlaczego wybieram takie samotne ławki, miejsca? Ponieważ chcę czuć się dobrze, a inaczej nie jest to możliwe. Dlaczego te reakcje występują? Akurat tutaj nie mam żadnego sensownego wytłumaczenia. Być może wstydzę się tego, że sam siedzę na ławce, a powinienem z kimś i układam sobie podświadomie scenariusze co druga osoba sobie o mnie pomyśli. To są tylko moje dywagacje, piszę to jak mi się najbardziej wydaje, jak czuje. Jednakże zaznaczam, że każde z opisywanych wydarzeń w każdym wymienionym punkcie jest zawsze podszyte lękiem samo-nakręcającym się aby łzawienie nie wystapiło. Boję się tego aby, np. ktoś nie zobaczył, że jestem smutny, mam łzy w oczach i te podświadome myśli wywołują te reakcje, kótre natomiast wywołują lęk przed ośmieszeniem, odkryciem się.

8. Przechodzę na ulicy obok kobiety, która stoi w drzwiach od sklepu. Jej samochód stoi otwarty obok, a ona przenosi jakieś rzeczy z samochodu do sklepu lub odwrotnie. Pierwsza moja myśl jest taka, że teraz jest ona troszkę zaniepokojona, obserwuje mnie i nie chce abym jej coś ukradł. Ma mnie bacznie na oku bo jej samochód stoi otwarty, a ona jest w sklepie. Mimo, że jest w tym sklepie to wiem, ze ma mnie na oku bo nie ufa mi. Może udawać, że tym się nie przejmuje ale tak na prawdę jest ciągle bardzo uważna i ja o tym wiem. Czuję różne emocje z tym związane, przytłacza mnie to, dziwnie się z tym czuję. Co to jest? :D

9. Gdy idę chodnikiem cały czas mam wrażenie, że wszyscy się na mnie nachalnie gapią jakbym był jakimś wynalazkiem. Z tego powodu odczuwam lęk i pojawiają się negatywne reakcje somatyczne (wiadomo jakie). Przypomniało mi się, że nawet moi dawni znajomi nieraz mi mówili, że jestem jakiś 'dziwny' ale nikt nie umiał sprecyzować o co dokładnie chodzi ponieważ na pierwszy rzut oka niczym wielkim się nie wyróżniam. Dodam, że nie uważam się za brzydką osobę, nikt nigdy mi nie powiedział, że jestem brzydki, nigdy nie miałem z tego powodu jakichkolwiek problemów. Parę osób w Internecie z Polski jak i z zagranicy widziało moje zdjęcia jak i filmy z moim udziałem, prosiłem ich o szczerą opinię i każdy zawsze mówił, że wyglądam jak zwykły człowiek więc nie wiem co jest grane. Zaznaczam, że ich opinia była naprawdę szczera i ja jestem o tym przekonany. Jeżeli ktoś mi zaraz tu sypnie jakimś wyświechtanym i nic nie znaczącym banałem typu 'niskie poczucie własnej wartości' (pod który można wszystko podpiąć) jako przyczynę tego stanu to zamiast tego niech lepiej napisze 'niski poziom dopaminy w mózgu' bo to jest to samo. Dodam, że gdy moja dopamina jest na wyższym poziom to wszystko wraca magicznie do zdrowej normy.

10. Gdy mam jakiś cel w wyjściu z domu, jestem na czymś skupiony, myślę o czymś bez przerwy, podążam w ustalonym kierunku w konkretym celu to łzawienie oczu nie występuje. Wtedy napieram do przodu i nie mam czasu na to. Wtedy jestem pewny siebie. Dodam również, że gdy występuje uczucie stresu w klatce piersiowej, bardzo przejmuje się jakimś przyszłym wydarzeniem to wtedy uczucie łez w oczach również nie występuje. Wtedy również czuje moc, jakby stres mnie motywował. Tak jakby cała energia wtedy poszła na ten stres, to uczucie w klatce piersiowej, to napięcie w głowie itp., a zabrkło jej na inne reakcje. Oczywiście to uczucie stresu również jest nieprzyjemne ale nie jest tak widoczne z zewnątrz. Zaznaczam, że to są dopiero pierwszej obserwacje na bardzo niskiej próbie, muszę dokładniej temu się przyjrzeć ale chyba faktycznie tak jest jak pisze.

-- 13 kwi 2014, 13:10 --

Obserwacje z życia wzięte, część 3.

- Siedzę na na spotkaniu, słucham co pewna osoba do mnie mówi i w pewnym momencie bez powodu nachodzi mnie śmiechawka. W jednej chwili wybucham śmiechem aż do łez, a osoba, z którą rozmawiałem patrzy się na mnie jak na wariata i zastanawia się o co chodzi. Gdy raz wystąpi taka reakcja to później ciężko się opanować i zacznę wybuchać śmiechem co parę minut ponownie. Zaznaczam, że ta osoba kompletnie nie opowiedziała nic śmiesznego. Przypuszczam, że ta reakcja została wywołana samo nakręcającym się mechanizmem aby nie zaśmiać się bez powodu w momencie gdy z kimś poważnie rozmawiam, słucham jak ktoś coś opowiada itp. ponieważ wtedy ta osoba może pomyśleć sobie, że śmieję się z niej lub z tego co mówi. Nie chcę tak jakby urazić tej osoby tym, że ją wyśmieje, boję się jej przyszłej reakcji. Ta osoba stara się jak najlepiej, tak ładnie, kwieciście opowiada swoje historie życiowe, myśli, że wszystko jest ok, a tutaj nagle takie reakcje z mojej strony. Dodam, że napędzają to różne szalone myśli, które jak wiadomo powodują o wiele większe reakcje niż u przeciętnej osoby ze względu na przewrażliwiony system nerwowy. Dorzucę jeszcze, że ten problem występuje również w innych okolicznościach, chociażby gdy idę chodnikiem i mijam różne osoby. W każdej chwili nieoczekiwanie mogę buchnąć komuś śmiechem w twarz, później się z tym głupio czuję bo wiem, że taka osoba może się tym przejąć oraz obawiam się jej negatywnej reakcji w stosunku do mojej osoby. Jest to dość uciążliwe, występuje bardzo często. Wiem, że inne osoby też tak mają ale nie aż w takim zakresie. Zauważyłem, że mam wielkie problemy z panowaniem nad swoimi emocjami. Bardzo często nie umiem opanować śmiechu, płaczu, agresji itd. Jak już jakaś emocja się przedrze to uderzy na całego z maksymalną siłą.

- Bardzo często chodzę z uśmiechem na ustach i wyrazem twarzy jak osoba niedorozwinięta i w gruncie rzeczy mam to w dupie bo wolę wyglądać tak niż płakać. Dość często przyglądam się swojemu odbiciu w ekranie komórki jak w danym momencie się prezentuje. Czasami wyglądam jak psychopata, który chciałby wszystkich zabić, czasami jak zlękniony dzieciak, a czasami jak wariat z zakładu zamkniętego. Jednego dnia staję przed lustrem w domu i nie mogę się nadziwić jaki to ja piękny jestem, jak zajebiście się prezentuje, a kilka godzin później gdy stoję przed tym samym lustrem to widzę same wady, gardzę sobą, pluje na swoje odbicie. Dla mnie to jest coś nie tak aby, aż taka wielka rozbieżność występowała, zwróciłem już na to uwagę jakiś czas temu. Raz siebie kocham, a godzinę później nienawidzę.

- Uczucie lęku, stresu, gdy muszę gdzieś zadzwonić (zależy jeszcze do kogo i w jakiej sprawie). Zauważyłem, że w domu to uczucie jest większe niż na zewnątrz. Nie chcę aby w domu ktoś usłyszał jak z kimś rozmawiam przez telefon, wolę jak usłyszy to już obca osoba. Bardzo często w czasie takiej rozmowy telefonicznej drży mi głos, mam całkowitą pustkę w głowie, jestem bardzo zestresowany i muszę długo się zastanawiać nad tym co chcę przekazać, ciężko mi sformułować poprawnie zdania. Dlaczego występuje to uczucie? Podejrzewam, że jest to spowodowane tym, że nie chcę się ośmieszyć, wypaść na kogoś dziwnego i to samo się nakręca. To czego podświadomie się obawiam powoduje, że to staje się faktem. Mógłbym powiedzieć, że to również z takiego powodu, iż nie umiem dobrze rozmawiać, przemawiać ale to mi nie pasuje ponieważ gdy nagrywam sobie jakieś przemówienie na jakimś temat na dyktafon to wtedy mówię zajebiście, tak samo jak rozmawiam z kimś obeznanym. Chodzi o to, że stresuje mnie ta sytuacja i spinam się mimowolnie. Dlaczego bardziej w domu się stresuje? Chodzi tutaj szczególnie o rodziców, a najbardziej o ojca. Nie chcę być przez niego oceniany. Od zawsze powtarzał, że nic nie umiem, do niczego się nie nadaje, nic w życiu nie osiągnę i skończę pod mostem jako bezdomny, a on wie wszystko najlepiej, umie wszystko zrobić, tyle przeżył, tyle osiągnął (haha).

-- 13 kwi 2014, 20:26 --

Nie mogę edytować postów, a we wcześniejszej notatce zapomniałem ponumerować obserwacje. Tak więc te wcześniejsze to były następująco 11, 12 oraz 13.

Obserwacje z życia wzięte, część 4.

14. Byłem na spacerze. W drodze powrotnej spotkałem paru sąsiadów. Wypytywali się o wiele niezręcznych dla mnie rzeczy (m.in szkołę, pracę, dziewczynę przyszłość itp.). To cholernie miło z ich strony bo nigdy nie utrzymywałem z nimi większego kontaktu, tylko takie bardzo powierzchowne. Chyba są jedynymi z ostatnich osób tutaj na osiedlu, które jeszcze podają mi rękę. Nie wyśmiali mnie, ani nie upokorzyli. Byli o dziwo bardzo mili, wiem, że widzieli, iż ze mną jest coś nie teges bo byłem strasznie wystraszony. Teraz mój umysł analizuje jak wypadłem. Oceniam się krytycznie, że nie zachowałem się do końca tak jak chciałem. Uważam, że wypadłem źle, że się zbłaźniłem itd. Od dłuższego czasu nie utrzymuje z nikim kontaktów, od dobrych 4-5 miesięcy więc chyba i tak dobrze wypadłem. Czuję teraz lęk i wstyd z tego powodu. Co poszło nie tak w spotkaniu? Moje dziwne zachowanie, rozbiegany wzrok, brak kontaktu wzrokowego z rozmówcą, drżący głos, drżące ciało, szarpane układanie zdań, problemy z płynnym wysławianiem się, nienajtrafniejsze odpowiedzi na krępujące dla mnie pytania. Dlaczego to wszystko wystąpiło? Być może brak przygotowanych odpowiedzi właśnie na te krępujące pytania, próba ukrycia prawdziwych przyczyn obecnego stanu rzeczy w moim życiu.

15. Pamiętam, że gdy uczyłem się jeszcze w szkole to gdy komuś pożyczyłem pieniądze (co rzadko miało miejsce) to później wystydziłem się upomnieć o ich oddanie. Wstydziłem się w ogóle zacząć na ten temat, miałem jakąś blokade. Dlaczego? Chyba bałem się, że te moje zapytanie będzie wyglądać 'nienaturalnie'. Bałem się, że dostanę odpowiedź, iż, nie odda mi tych pieniędzy, wyśmieje, oleje i nie będę umiał wywalczyć tego co chciałem, nie będę umiał go zwyzywać, przestraszyć, postawić na swoim, wywalczyć zwrotu. Tak samo było wiele razy, np. przy pytaniu o pożyczenie długopisu lub czegoś innego. Każde zapytanie wiązało się z obawą, że to moje pytanie będzie brzmieć jakoś dziwnie, że już ktoś po moim glosie, po jego tonie lub barwie pozna, iż to pytanie z mojej strony jest sztucznie przygotowane, że zostało wcześniej ze 100 razy przemielone w głowie, że nie powstało spontanicznie w obecnej chwili. Faktycznie tak wiele razy było bo jak zadawałem takie pytanie to brzmiało jakoś dziwnie, nieśmiale, nie wiem jak to opisać dokładniej.

16. Gdy napiszę jakiś dobry tekst w moich oczach, np. na potrzeby tego tematu to wtedy czuję się bardziej pewnym siebie. Dopamina się trochę podwyższa jako skutek tego, że jestem z siebie dumny. Wniosek? Robić to co lubisz, to z czego jesteś dumny, to co sprawia Ci przyjemność. Trzeba znaleźć jakieś hobby i się mu poświęcać. Bezczynność jest zabójcza, nawet jeżeli sam tak nie uważasz na swoim uświadomionym poziomie. Jeżeli nic nie robisz to wtedy poziom dopaminy opada na dno co powoduje masę negatywnych konsekwnecji, m.in. depresje, fobie, anhedonie itd. Taki po prostu jest mechanizm, tak zostaliśmy zaprogramowani już w dzieciństwie i tego nie zmienisz. Te wszystkie zachowania budują pewność siebie oraz pomagają uniknąć wielu innych problemów, które są konsekwencją właśnie obniżonego poziomu dopaminy. Musisz po prostu robić coś z czego będziesz dumny ale tak naprawdę dumny, może to być cokolwiek, to co lubisz, wtedy to pozwoli Ci zachować zwiększony poziom dopaminy. Jeżeli będziesz robił to regularnie to wtedy ten poziom będzie zwiększony na codzień. Przykładowo nawet jak grasz w jakąś grę komputerową, wychodzi Ci to dobrze, jesteś z tego naprawdę dumny, to rób to. Zabiłeś kogoś w gierce? Poczułeś się lepiej? Super. Jak zostaniesz kompletnie bez niczego (tak jak ja) to zacznie się równia pochyła. Zauważyłem to kiedyś przypadkowo i testowałem przez jakiś czas. Byłem po prostu ciekawy czemu raz czuję się super, wychodzę z domu i gadam z sąsiadem na luzie, mam mega pewność siebie itp., a raz jak zlękniony śmieć. Pewnego dnia w jednej chwili czułem się jak gówno, nie dałem rady zrobić nawet 1 pompki, nie miałem kompletnie energii, a o nastroju nawet nie wspomnę, zagrałem w pewną gierkę multiplayer, poszło mi nadzwyczaj dobrze, poziom dopaminy wzrósł, energia wzrosła, trzasnąłem od razu 5 pompek.

-- 13 kwi 2014, 22:33 --

Obserwacje z życia wzięte, część 5.

17. Zauważyłem, że zdecydowanie pewniej się czuję idąc wśród ludzi gdy niosę coś w ręce (np. jakieś papiery, urządzenie) niż idąc z pustymi rękoma. Wtedy nie odczuwam lęku lub jest on bardzo zmniejszony. Słowem lęk będę nazywał te łzawienie oczu oraz spinanie się mięśni twarzy ponieważ są one tak jakby objawem zewnętrznym lęku oraz jednocześnie powodują i nakręcają one ten lęk, są one ze sobą ściśle powiązane. Dlaczego wtedy czuję się pewniej? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, kompletnie nie ma to dla mnie najmniejszego sensu. Zauważyłem również, że zdecydowanie pewniej się czuję idąc w towarzystwie innej osoby, wtedy tak samo nie odczuwam wcale lęku lub jest on bardzo zmniejszony. Wystarczy sama świadomość, że z kimś idę nawet nie rozmawiając z tą osobą, nawet możemy iść w pewnej odległości od siebie. Po prostu musi to być osoba, którą znam i z którą gdzieś podążam. Idąc z drugą osobą jest to o wiele skuteczniejsze niż niesienie czegoś w ręce opisane w pierwszym przykładzie. Dlaczego tak się dzieje? Może podświadomie czuję, że w razie jakichś kłopotów ta 2 osoba mi pomoże, może podświadomie czuję, że wtedy uwaga innych ludzi nie jest skupiona tylko na mnie, może podświadomie jestem dumny, że z kimś idę a nie sam, a może wszystko po trochu. Nie mam zielonego pojęcia.

18. Gdy jest ciemno, mamy wieczór lub noc to wtedy wraca mi energia, ochota do życia, pewność siebie i wiele więcej. Wtedy mogę robić o wiele więcej ćwiczeń niż w jasną porę dzienną z o wiele mniejszym zmęczeniem. Wtedy idąc na zewnątrz jestem bardzo pewny siebie, nie odczuwam lęku. Ta pewność siebie bierze się stąd, że być może wtedy ludzie mnie nie widzą tak dokładnie jak za dnia, mogę być bardziej anonimowy ale w takim razie co ze zmianą innych objawów, które nie są zależne od mojego wyjścia na zewnątrz? Przecież one też się zmieniają. Wtedy czuję się tak jak powinienem się czuć za dnia. Tak jakby sama ciemność, noc podwyższała mój poziom dopaminy co jest przedziwne. Może jest to spowodowane tym, że jest o wiele ciszej, spokojniej i mój nadwrażliwy system nerwowy nie musi przetwarzać już tak zwiększonej liczby różnych bodźców przez co energia może zostać spożytkowana w inny sposób. Może już do samego światła słonecznego i dziennej pogody mam w systemie podświadomie dowiązany niski poziom dopaminy lub jakieś inne nieporządane reakcje, z którymi walczę. Może pod koniec dnia jestem bardziej zmęczony i wtedy wchodzę z obrotów podwyższonych z powodu nerwicy na te normalne obroty, na których funkcjonują zwykli ludzie co paradoksalnie powoduje takie skutki. Nie wiem, to wszystko jest bardzo naciągane.

19. Wstydzę się swojego głosu, a konkretnie to wstydzę się krzyknąć lub podnieść głos. Nie pamiętam kiedy ostatnio krzyczałem, przeważnie zawsze jak nikogo nie ma w pobliżu. Nawet jak zawsze chciałem kogoś zawołać to czułem zażenowanie i inne dziwne uczucia, nie potrafię tego racjonalnie opisać. Dlaczego? Przypuszczam, że jest to spowodowane tym, że pan i władca mojego domu musiał mieć zawsze największą siłę przebicia, uciszał mnie na okrągło itp.

20. Nie lubię stania w kolejce przy kasie w sklepie. Czuję się wtedy niezręcznie. Jestem wtedy zestresowany, nie wiem co zrobić ze swoim wzrokiem, nie wiem gdzie mam się patrzyć. Gdzie bym nie spojrzał to niedobrze bo wszędzie ktoś jest, a ja nie chce nikogo peszyć swoim wzrokiem. Mam świadomość, że ludzie wścibsko zaglądają to mojego koszyka, już nie jestem anonimowy, wiedzą jakie produkty kupuje, wkurwia mnie to. Mam świadomość, że zaraz nadejdzie moja kolej do konfrontacji z kasjerką, będę głównym aktorem tego momentu, aktorem, którego będzie obserwować cała kolejka. Stresuję się przed tym, wtedy każdy będzie mnie oceniał. Będzie oceniał to co mówię, to jak się prezentuje itd. Nie daj Boże kasjerka poprosi o jakiegoś grosika to wtedy trzęsącymi się łapami poszukuje go niezdarnie w portfelu, uwaga innych ludzi jeszcze bardziej się na mnie koncentruje i wszystko się przedłuża. Czuję jak cały się spinam i mam wrażenie, że zaraz wybuchnę, nie wiem co robić, wszyscy się patrzą i widzą, że ze mną jest coś nie tak, pewnie myślą, że jestem jakimś narkomanem na zjeździe, chcę stąd spierdalać czym prędzej.

-- 14 kwi 2014, 12:06 --

Refleksja.

Wczoraj doszedłem do przełomowego wniosku. Mój ojciec mnie ogranicza. Gdyby umarł albo ja bym się wyprowadził z tego mieszkania (co jest na razie nie możliwe) to wtedy byłoby zdecydowanie lepiej. Mimo, że już teraz praktycznie z zewnątrz jest wszystko w porządku, nie ma żadnych kłótni itp. to jednak nie do końca. Wspomnienia zostały zakodowane. Poza tym ciągle każdego wyśmiewa, krytykuje, ocenia i to chyba przez niego nic nie robię. Przez niego boję się podejmować jakiekolwiek działania aby nie być później przez niego wyśmianym, skrytykowanym ponieważ on zawsze musi wszystko ocenić. Właśnie przez niego nie mogę wyrazić siebie, robić to co chcę, podejmować prób. Ogranicza mnie on nawet jeżeli sam tak nie uważa. To wszystko, te całe schematy z domu przełożyły się również na moje inne aspekty życia w kontaktach z obcymi ludźmi.
Wydaje mi się, że moi rodzice, a szczególnie ojciec nie chcą abym się zmienił na lepsze. On ma satysfakcję i radość z tego, że jestem do niczego, z tego, że on jest lepszy, z tego, że to on ciągle jest panem domu i rozdaje karty. On chce aby zostało po staremu, aby zostało tak jak jest, abym był ciągle od niego zależny. Wtóruje mu moja matka, która chyba zdaje sobie dobrze sprawę, że wdepnęła w wielkie gówno tylko teraz nie chce tego przyjąć do wiadomości. Prawdopodobnie uważa, że już jest za późno aby cokolwiek zmienić w jej życiu i czeka tylko na śmierć. W ogóle jej nie rozumiem, jak można sobie tak życie zeszmacić. Pomału widzę, że cała moja rodzinka zaczyna pękać, przecież dłużej to nie może tak funkcjonować. Przecież to jest chora rodzina, cała zaburzona mocno psychicznie. Daję rok, dwa, góra 3 lata i to będzie rozsypane w drobny mak. Mam swoje powody aby tak przypuszczać ale nie chcę ich tutaj ujawniać. Moi rodzice dobrze wiedzą, że ich życia są bezbarwne, nudne jak flaki z olejem, bez żadnego sensu. Jedyną rozrywką ojca jest wyśmiewanie, upokarzanie i dopierdalanie. Gdybym odszedł to wtedy nie miałby jak rozładować swojej energii. Moja matka też ma chyba jakieś bardzo poważne zaburzenia umysłowe. Zawsze uważałem ją za dość inteligentną osobę ale kompletnie nie rozumiem jej zachowań, jej pasywności, jej bezczynności. Chyba ona też chce mnie zatrzymać na siłę aby mieć jakiś sens do życia. Chcą mnie trzymać do usranej śmierci, a moją przyszłość mają głęboko w dupie. Temu nawet nie nalegają abym cokolwiek zmienił i odpowiada dla nich obecny stan rzeczy. Tak naprawdę to martwią się tylko o siebie, chcą jakoś dociągnąć do śmierci w spokoju. Chcą abym był pod ich kontrolą bo inaczej nawet nie będą mieli z kim pogadać lub kogo upokorzyć.

-- 14 kwi 2014, 12:31 --

Refleksja 2.

Wydaję się osobą niesamodzielną. Nic nie robię bo w głębi siebie wiem, że jestem do niczego. Jest to wynikiem wieloletniego szkolenia przez ojca od najmłodszych lat. Zawsze powtarzał, że nic nie umiem, do niczego się nie nadaję, nic nigdy w życiu nie osiągnę itp. Zresztą matka robi to samo tylko nie w tak wielkim stopniu. Zawsze ojciec lub matka brała coś ode mnie i mówiła oddaj to, ja to zrobię bo ty nie umiesz, ja tam pójdę i to załatwię bo ty nie umiesz itp. A później ojciec zawsze opowiada co to on potrafi zrobić, co to inni ludzie potrafią zrobić, a ja nic nie umiem i mam dwie lewe ręce. Przez to wszystko również postrzegam siebie jako osobę małowartościową, nieciekawą itd., wiadomo o co chodzi. To jest chory człowiek, coraz bardziej sobie uświadamiam jego ciężkie zaburzenia psychiczne. Przecież to on odpowiada za wychowanie dzieci, a on myślał, że spłodzi sobie dziecko, nie kiwnie palcem, czasem poniży, czasem wyśmieje i będzie wszystko w porządku, że wszystko będę umiał itp. Obecnie z zewnątrz mam z nim dość dobry kontakt bo trochę się zmienił (nie będę w to wnikał) ale to tylko taka gra na pokaz bo w głębi siebie czuję inaczej. Czasami mam ochotę go zamordować i myślę, że nie miałbym przed tym żadnych oporów. Mimo, że jestem osobą bardzo wrażliwą to jestem również pełen sprzeczności. Mam wrażenie, że mógłbym każdego zabić bez mrugnięcia okiem. Te sprzeczności pewnie są wynikiem tego, że raz ojciec był dla mnie miły, a raz odwrotnie. Bardzo często działał nieracjonalnie, w jednej chwili coś normalnie mówił, a później głośno krzyczał. Ciężko było przewidzieć jego reakcje. Zdaję sobie sprawę, że to chora osoba, która działa nieświadomie, która ma swoje zaburzenia psychiczne, która miała swoje własne problemy w dzieciństwie i życiu ale co to dla mnie teraz zmienia? Gówno, nic nie zmienia. Chciałbym swojego ojca (a nawet obu rodziców) zwyzywać od najgorszych ale nie umiem. Czuję, że gdybym to zrobił to parsknąłby mi śmiechem w twarz. Zresztą oni myślą, że za to, iż nie utrzymują to powinienem im stopy całować.

-- 14 kwi 2014, 12:52 --

Poprawka. Ostatnie zdanie w ostatnim akapicie poprzedniej notatki powinno brzmieć: 'Zresztą oni myślą, że za to, iż MNIE utrzymują to powinienem im stopy całować.'.

Obserwacje z życia wzięte, część 6.

21. Jak jestem czymś mocno zdenerwowany to nie występuje lęk w sytuacjach społecznych. Wtedy jestem pewny siebie i mam wszystkich w dupie.

22. Sprawdzam czasami po 3 razy czy np. coś bardzo dobrze zrobiłem, coś gdzieś położyłem itp. aby się upewnić. Wiem dobrze, że to zrobiłem ale tak jakbym o tym zapomniał i przychodzi mi do głowy wątpliwość, że może jednak nie mam racji. Dzieje się to rzadko i zawsze tylko w określonych sytuacjach. Mam to pod kontrolą.

23. Bardzo często mi się zdarza, że liczę łyki jak coś piję. Staram się aby przeważnie była ich równa liczba. W jakim celu? W takim aby organizm był prawidłowo nawadniany, a nie byle jak. Jak nie chcę to nie liczę, to mój wybór. Mam to pod kontrolą.

24. Przechodzę bardzo często tą samą drogą na której jest postój taksówek. Nie chcę aby jakiś taksówkarz dostrzegł, skojarzył, że ciągle tędy chodzę. Nie chcę być przez jego zidentyfikowany. Nie chcę być przez jego zapamiętany. Tak samo zawszę chodzę do innego fryzjera bo nie chcę aby mnie kojarzył. Nigdy nie zdarza mi się pójść do tego samego fryzjera 2 razy pod rząd, chyba, że minie naprawdę sporo czasu. Nie chcę aby między nami zawiązała się jakaś bliższa relacja. Boję się wchodzić w głębsze relacje z innymi osobami. Nie chcę aby ktoś mnie lepiej poznał. Wstydzę się swojej rodziny, swojej przeszłości, swojego życia i siebie samego.

25. Jak widzę inne pary siedzące na ławkach to ciągle mi boli, że nie mam dziewczyny. Przez to czuję się gorszy. Tak samo jest z sylwetką fizyczną, brakiem kolegów itd. Te wszystkie problemy mają te samo źródło. Te wszystkie schematy siedzą głęboko nie tylko we mnie ale w każdym z nas. Na poziomie świadomym możemy sobie mówić, że wybieramy bycie singlem z własnej woli, nie potrzebujemy znajomych, wolimy samotność itd. ale na poziomie podświadomym będzie inaczej. Na poziomie podświadomym nie różnimy się od tej całej reszty innych ludzi i będziemy cierpieć. Zostaliśmy tak ukształtowani, a nie inaczej. Nasz organizm to jeden wielki robot. Na każdym kroku promowany jest jeden ten sam wzór życia, jesteśmy programowani od dziecka z każdej możliwej strony. Chyba, że ktoś od dziecka został inaczej nauczony i wychowywał się w bardzo specyficznym, odciętym środowisku. Przez to wszystko ciągle czuję się gorszy niż reszta, mimo, że uważam, iż np. nie potrzebuję znajomych, sam się zastanawiam po co mi oni, co bym z nim robił itd. Występuje tutaj konflikt.

26. Nie mam żadnego schematu osobowości i chyba nigdy go nie miałem. Nie wiem kim naprawdę jestem. Ciągle jestem kimś innym, w każdym momencie, w każdej sytuacji jestem trochę inną osobą. Ciągle zakładam jakieś maski, kogoś gram. Czuję się pusty.

-- 15 kwi 2014, 00:48 --

Obserwacje z życia wzięte, część 7.

27. Nawet jeżeli kogoś bardzo dobrze znam (może być od dzieciństwa, może być parę lat, może być nawet parę miesięcy ale dość mocna znajomość) to nie mam oporów aby zakończyć taką znajomość od ręki. Po prostu porzucam ludzi od tak. Zmieniam numery telefonów, komunikatorów itd. albo po prostu ich olewam. Po prostu przestaję dla nich istnieć. Mimo, że nigdy nie było ich wielu w moim życiu i nie powinienem sobie pozwalać na takie rzeczy to jednak robię to. Zawsze do kogoś później mam jakieś pretensje i to jest główną przyczyną. A to nie pomógł mi w potrzebie, a to nie zainteresował się, a to nie zadzwonił, a to powiedział to i tamto, a to zachował się tak i tak itp. Później ostatecznie tego żałuję. Dlaczego tak robię? Głębiej pewnie chodzi tutaj o lęk przed zawiązywaniem bliższych relacji, o którym było pisane tutaj wcześniej. Chodzi tutaj również o zbyt wielkie oczekiwania od innych osób. Oczekuję, że domyślą się o co mi chodzi, zrobią tak jak chcę itp. W konsekwencji doszło do tego, że zerwałem wszystkie swoje znajomości, te w życiu realnym jak i internetowym. Gdybym tak nie postępował to na brak znajomości nie mógłbym narzekać. Oczywiście jeszcze więcej osób wyprzedziło mnie i olało wcześniej. Niby dlaczego to ja miałbym podtrzymywać jakąś znajomość i w jakim celu? Jeżeli nie ma żadnej chęci ze strony drugiej osoby to będzie raczej koniec bo ja przeważnie nie robię pierwszy ruchu w tym zakresie.

28. Jak idę sobie na zewnątrz to co chwilę przeglądam się w szybach samochodów, odbiciach szyb sklepowych itp. Analizuje jak wyglądam, jak się prezentuje, czy wyglądam na szczęśliwego czy smutnego itd. Stało się to już moją obsesją. Do tego przeglądam się w ekranie komórki jeszcze częściej. Dlaczego tak robię? Chcę sprawiać dobre wrażenie, boję się wyśmiania, negatywnego ocenienia.

29. W głębi siebie współczuję dla każdej osoby, która postanowiła lepiej mnie poznać, zostać moim kolegą. Dlaczego? Zdaję sobie sprawę, że tonący brzytwy się chwyta, łapali się już najgorszego sortu jak nie mogli z nikim innym nawiązać dobrych relacji. Gdyby taka osoba wiedziała jaki naprawdę jestem to by nigdy nawet w moją stronę nie spojrzała bo sam sobą się brzydzę. Dziwię się każdemu kto chciał przebywać w moim towarzystwie, nie mówiąc nawet o czymś więcej. Przepraszam wszystkich moich byłych kolegów (nie tak wielu) ale każda z tych znajomości była budowana na kłamstwie od podstaw. NIKT NIGDY z Was nie znał mnie naprawdę. Znaliście mnie tylko w połowie, a ta druga połowa to była postać wymyślona przeze mnie. W gruncie rzeczy gówno o mnie wiedzieliście, praktycznie nic.

30. Mam wrażenie, że wiele moich ruchów jest wyreżyserowanych, na pokaz. Tak jakbym całe życie udawał, był aktorem. Przyjdzie myśl potrzyj nos i to robię, przyjdzie myśl uśmiechnij się i to robię, przyjdzie myśl okaz zdziwienie i to robię itd. Odnoszę wrażenie jakbym ciągle grał jakąś rolę, natomiast inni zachowują się naturalnie. Dlaczego? Nie wiem. Być może temu, że BARDZO rzadko gdziekolwiek wychodziłem z rodzicami i przez to nie przyswoiłem sobie naturalnych odruchów społecznych. Z tego powodu również praktycznie strzępki pamiętam z dzieciństwa ponieważ nic w nim się nie działo, tak jakbym nie miał dzieciństwa.

-- 15 kwi 2014, 12:23 --

Obserwacje z życia wzięte, część 8.

31. Gdy żuję gumę czuję się pewniejszy siebie, mam mniejszy lęk. Dlaczego? Może w ten sposób rozładowuje emocje.

32. Jak jest troszkę wietrznie i pada lekki deszcz to czuję się O WIELE lepiej. Lubię tą świeżość, ten zapach. Wtedy czuję się świetnie. Dlaczego? Od zawsze tak mam, prawdopodobnie mam przypisane jakieś dobre wspomnienia z dzieciństwa do takiej pogody.

33. Od niedawna bardzo często mam wrażenie, że gdy coś czytam, coś piszę, o czymś myślę to mówię to na głos. Zawsze po chwili się zastanawiam czy nie powiedziałem tego na głos, czy ktoś tego nie usłyszał. Głupio się z tym czuję bo nie chcę aby ktoś z kim aktualnie przebywam wiedział o czym myślę. Nie wydaje mi się abym mówił wtedy na głos ponieważ nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi z tego powodu. Prawdopodobnie jest to tylko kolejna myśl przypisana do określonych sytuacji, ten sam mechanizm, który był tutaj wcześniej opisywany z parokrotnym sprawdzaniem czy aby napewno coś zrobiłem, czy aby napewno gdzieś coś położyłem itd.

34. Wydaję się w pewnym stopniu perfekcjonistą. Nawet gdy piszę te teksty to muszą one wyglądać idealnie. Są staranie sprawdzane pod względem stylistycznym i ortograficznym. Są później przeze mnie czytane parokrotnie. Czasami zdarza mi się czytać po 10 razy swoje teksty i jestem pod wrażeniem, że coś takiego napisałem, jestem z siebie dumny. Być może również z tego powodu nie podejmuje żadnych działań ponieważ podświadomie odczuwam lęk przed ewentualną porażką, chciałbym od razu wszystko umieć zrobić najlepiej jak się da, bez żadnych błędów. Dlaczego taki jestem? Być może dlatego, że mój ojciec to wielki pedant i perfekcjonista, taki aż do niezdrowej przesady. W pewnym stopniu przyswoiłem sobie po nim te nawyki ale nie aż w tak wielkim zakresie. On to dopiero ma z tym wielki problem.

35. Zauważyłem coś ciekawego. Wystarczy, że będę udawał, iż jestem nietrzeźwy lub naćpany i od razu staję się bardziej pewny siebie. Wystarczy zwykła swiadomość, że inni ludzie mogą mnie postrzegać jako osobę pod wpływem czegoś. Udaję czasami zachowując się w ten sposób i czuję się od razu lepiej. Tak jakbym nie akceptował swojej osoby na trzeźwo i wolał ją pod wpływem jakichś używek. Dlaczego? Może dlatego, że na trzeźwo jestem nudny, nieinteresujący itp.

# Tak na marginesie dodam coś jeszcze do wcześniejszego punktu numer 24. Zauważyłem, że doszło do tego, iż już nawet parki, w których często lubię sobie posiedzieć (z racji nadmiaru wolnego czasu) zmieniam aby ludzie do nich uczęszczający nie zidentyfikowali mnie. Nie chcę aby ktokolwiek wiedział, że tutaj często przychodzę. Przeważnie chodzę zawsze w inne miejsce, wybieram nawet inne drogi dojścia, staram się aby odstępy czasu były na tyle długie aby nikt nie mógł mnie skojażyć. Pomyślałem sobie, że mogę to robić również dlatego, iż nie chcę aby ktoś pomyślał, że nic nie robię w życiu tylko przesiaduję po parkach jak osoba stuknięta.

-- 15 kwi 2014, 12:45 --

Refleksja 3.

Tak sobie myślałem nad swoją przyszłością i mam problem. Nie wiem jak moje życie mogłoby wyglądać w przyszłości bo od zawsze taki jestem jaki jestem. Nie wiem jak moje życie mogłoby inaczej wyglądać krótko mówiąc. Nie wiem po co żyć. Dla sexu? Nie lepiej sobie konia zwalić albo, np. jakieś mdma przywalić? Te wszystkie rozrywki, odgórnie ustalone normy życia, postępowania są takie naciągane... Ta cała presja ślepego społeczeństwa, haha. Zawsze sobie myślałem, że jak będę pracował to wtedy będę mógł sobie pozwolić na picie i ćpanie w takim zakresie i częstotliwości w jakim będę chciał bez martwienia się o kace, zjazdy. Gdy sobie wyobrażę, że mogłoby tego zabraknąć to moje dalsze życie zostaje pozbawione jakiegokolwiek sensu. Gdy sobie pomyślę, że już do końca życia mógłbym nie przywalić czegoś, nie spróbować jakiegoś nowego narkotyku, substancji, trunku, to wtedy moja dalsza egzystencja wydaje się bezcelowa. Przecież ja tylko po to żyję. Brutalnie mówiąc żyję tylko dla używek. Reszta mnie w ogóle nie interesuje, będę szczery, dzisiaj sobie to uświadomiłem. Głęboko w dupie mam jakieś związki, małżeństwa, dzieci, naciągane hobby, wielkie przyjaźnie, zwiedzanie miast, chodzenie do kina, chodzenie do teatru, skoki na spadochronie itd. W dupie mam tą całą grę pozorów, to wszystko na pokaz, ten chód śpiących robotów. Wcale się nie dziwię, przecież wszystko co najlepsze w moim życiu zawdzięczam właśnie różnym używkom. Gdyby nie one to byłbym KOMPLETNYM śmieciem, siedział w zakładzie bez klamek lub nawet popełnił samobójstwo. Papierosom za te wspólne integracyjne przerwy na dymka, poznawanie nowych ludzi, które zaowocowało dalszymi wydarzeniami. Alkoholowi i stymulantom za ten luz, dobrą zabawę, zwiększenie pewności siebie, słowotok, imprezki, liźnięcie tej wesołej strony życia. Psychodelikom za dostrzeżenie problemu z samym sobą, za te wszystkie ciągnące się w nieskonczoność rozkminy, za otworzenie oczu na piękno świata, za zmianę perspektywy postrzegania, za nabranie dystansu do życia, za ten niekończący się śmiech, za prawdziwą szczerą radość, której nie zaznałem przez całe swoje wcześniejsze życie. Mógłbym wypisać wiele więcej. Właśnie używkom zawdzięczam najwięcej w swoim życiu, bez nich nie istnieje. Tylko po nich ludzie naprawdę mnie lubili, tylko dzięki nim coś przeżyłem. Zauważyłem, że do szczęścia potrzeba mi się tylko dobrze narąbać lub porobić. Jedyny mój cel w życiu to znaleźć byle jaką pracę, aby mieć na to kasę. Najlepiej w ogóle bym nie pracował ale pieniądze trzeba skądś brać. Tylko właśnie nie mogę, a nawet w głębi siebie nie chcę znaleźć pracy ze względu na swoje inne problemy, ograniczenia opisywane w tym temacie. Z tego powodu tu jestem. Prawdę mówiąc paradoksalnie dobrze, że nie mam pieniędzy bo gdybym je miał to bym w tym wszystkim pewnie już dawno utonął. Podziwiam tych wszystkich, którzy mają pieniądze i się jakoś trzymają.

-- 15 kwi 2014, 19:07 --

Dobra wystarczy tych obserwacji. Myślę, że zostało ich wymienionych aż za dużo. Sądzę, iż te najbardziej utrudniające normalne funkcjonowanie mojej osoby zostały powyżej wymienione. Nie wykluczam, że mogłem o czymś zapomnieć lub w dalszym ciągu nie uświadomiłem sobie pewnych swoich schematów postępowań. Teraz zamierzam przyjrzeć się im nieco bliżej. Co jest źródłem mojego problemu? Jaka główna przyczyna przekłada się na wszystkie nieporządane aspekty mojego życia? Przeanalizowałem to wszystko i poniżej przedstawiam rozpiskę.


Stadium mojej choroby.

Przyczyny:
Przekonanie o braku zdolności interpersonalnych.
Nie akceptowanie pewnych aspektów w swoim wyglądzie fizycznym.
Perfekcjonizm (w pewnym stopniu).
-
Przekonanie, że nic nie umiem, do niczego się nie nadaję, nic nie osiągnę.
Przekonanie o braku tematów do rozmów.
Przekonanie o braku ciekawej osobowości.
Przekonanie o swojej inności, wyjątkowości, wyższości i jednocześnie niższości (paradoks).
Przekonanie, że jako osoba nietrzeźwa jestem atrakcyjniejszy, lepiej postrzegany i odbierany przez innych ludzi niż na trzeźwo.

Skutki:
Ukrywanie swojego prawdziwego życia/swojej przeszłości przed innymi osobami.
Za dużo myślenia co ktoś pomyśli, układania przyszłych negatywnych ewentualnych scenariuszy.
-
Wstyd/strach/lęk przed negatywnym ocenieniem, ośmieszeniem, odrzuceniem, ogólnie reakcją drugiej osoby.
Wstyd/strach/lęk przed ukazywaniem prawdziwego siebie, swoich prawdziwych myśli i emocji.
Wstyd/strach/lęk przed wchodzeniem w głębsze relacje z innymi osobami.
-
Brak pewności siebie.
-
Brak działania.
Brak celu.
Brak motywacji.
Stagnacja.


Tak to mniej więcej się rysuje tak wstępnie. W następnym wpisie spróbuję to jeszcze bardziej rozpracować.

-- 15 kwi 2014, 21:31 --

Przekonanie o braku zdolności interpersonalnych.

Dlaczego tak uważam? Uważam tak ponieważ odkąd pamiętam miałem problemy z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami. Zawsze byłem gdzieś na uboczu, nigdy nie miałem wielu kolegów, nigdy nie miałem żadnego przyjaciela. Od najmłodszych lat odczuwałem pewien lęk przed kontaktami z innymi obcymi osobami, nawet z dalsza rodziną, którą rzadko spotykałem. Od najmłodszych lat czułem się w pewien sposób gorszy od całej reszty. Czułem się gorszy chyba w każdej dziedzinie życia. Od zawsze byłem bardzo zamknięty w sobie, małomówny, nieśmiały. Musiałem kogoś dobrze poznać aby przed nim się otworzyć i funkcjonować bez skrępowania. Od poczęcia życie udowadniało mi na każdym kroku moją niższość od całej reszty pod każdym względem. Z tego powodu zacząłem unikać kontaktów z innymi osobami. Na pewien długi okres czasu doszczętnie zamknąłem się w sobie, bardzo rzadko wychodziłem z domu i uzależniłem się od siedzenia przy komputerze. Kompletnie wkręciłem się w wirtualny świat rozrywki. Podejrzewam, że było to na przełomie 5-6 klasy podstawówki chociaż swoją przygodę z komputerem zacząłem już trochę wcześniej, nie jestem tego pewien bo nie pamiętam dokładnie. Z tego powodu miałem później różne docinki ze strony rówieśników w stylu czy mi odwaliło, że nie wychodzę na podwórko itp. Wcześniej chociaż wychodziłem aby powłóczyć się, pogadać, pograć w coś z kolegami z bloków, których już wcześniej poznałem i nie odczuwałem przed nimi takiego lęku. Ktoś mógłby mi powiedzieć, że moje odcięcie się spowodowało takie efekty ale to nie będzie prawdą ponieważ ten problem występował już wcześniej i dobrze o tym pamiętam. To co dalej się działo było tylko skutkami tego jaki się urodziłem, a raczej jak zostałem wyhodowany bo wychowaniem tego nie można nazwać. Pamiętam, że gdy szliśmy z kolegami na drugi plac zabaw gdzie były inne dzieci to przed nimi zawsze odczuwałem lęk bo ich nie znałem, a u swoich kolegów nie zaobserwowałem nic takiego. Tak samo gdy do naszego bloku wprowadzili się nowi ludzie to przed tymi nowymi dziećmi zawsze odczuwałem lęk, który nigdy nie minął mimo, że lata leciały. Nie mogłem w ich towarzystwie normalnie funkcjonować, mimo, że znałem ich bardzo dobrze, natomiast moi koledzy nie mieli takich problemów. Zresztą do tej pory odczuwam przed nimi lęk, mimo, że to moi sąsiedzi od wielu lat. Ten sam mechanizm towarzyszy mi do dnia dzisiejszego i z tego powodu nie lubię kontaktów z innymi ludźmi w świecie rzeczywistym. Jeżeli nie czuję się z tym komfortowo to chyba logiczne, że unikam takich sytuacji. Dodam na marginesie, że w każdej szkole miałem to samo chociaż nigdy nie zdarzyło mi się abym nie miał żadnych kolegów szkolnych. Zawsze obracałem się w pewnej wąskiej grupie osób, które poznałem i czułem się w ich gronie komfortowo. Nigdy nie mogłem narzekać na brak towarzystwa w szkole. Natomiast gdy pewna osoba z klasy, którą nie tak dobrze znałem przyszła na chwilę do naszego grona z nami o czymś pogadać to wtedy zawsze spinałem się, zamykałem się w sobie i odczuwałem lęk, natomiast moi koledzy nie, oni rozmawali z obcymi jak ze mną. Tutaj widać jak na dłoni, że ten mechanizm ciągle tak samo działał i działa we mnie od najmłodszych lat. Właśnie tu jest klucz i z tego wynikają wszystkie moje dalsze problemy, które były tylko kolejnymi skutkami bo to musiało się tak potoczyć. To nie jest przekonanie o braku zdolności interpersonalnych, tylko pewnośc potwierdzona 21 latami życia na tym świecie.

-- 15 kwi 2014, 21:53 --

Nie akceptowanie pewnych aspektów w swoim wyglądzie fizycznym.

Są w moim wyglądzie fizycznym pewne cechy wyróżniające mnie od reszty, których nie akceptuję do końca. Dlaczego ich nie akceptuję? Właśnie dlatego, że wyróżniają mnie trochę od reszty osób. Nie będę tutaj pisał o co chodzi bo chcę pozostać anonimowy. Czy to jest mój główny problem w tym podpunkcie? Nie wydaję mi się, raczej bardziej tutaj chodzi chyba o to, że przestałem ćwiczyć fizycznie i cokolwiek robić ze swoim ciałem oraz wyglądem. Nigdy z nim wiele nie robiłem ale od jakiegoś czasu to zakrawa o patologie i problemy zdrowotne. Jako powód tego wszystkiego dorzucić mogę tutaj również kiepską dietę, która też za wszystko po części odpowiada ale tego nie mogę na razie zmienić bo nie stać mnie na takie kroki. Poza tym uważam, że zaniedbałem ogólnie swoje ciało fizyczne i całe zdrowie. Jeżeli sam się nie szanuję to jak mogą mnie inni szanować. Krótko mówiąc tutaj rozwiązanie jest proste. Muszę zaakceptować to czego nie mogę w sobie zmienić, odwiedzić paru lekarzy, porobić badania i wziąć się za siebie bo wyglądam fatalnie. Dlaczego tego nie zrobiłem do tej pory? Dlaczego tego nie robię? Akceptację muszę dobrze przemyśleć z każdej strony, to wymaga trochę czasu. Mogę rzucić sobie 'akceptuje' ale to nic nie zmieni, to musi być 'przetrawione' do szpiku kości. A co do reszty to potrzebuję tylko trochę odwagi, pieniędzy, a szczególnie CHĘCI aby to uczynić. Właśnie takiej prawdziwej CHĘCI mi brakuje ale o tym będzie rozwinięte później.

-- 16 kwi 2014, 11:08 --

Perfekcjonizm (w pewnym stopniu).

Z czego on wynika? Tak jak pisałem wcześniej mój ojciec jest wielkim pedantem i perfekcjonistą. U niego te cechy wykształciły się aż do nieznośnego, absurdalnego poziomu. Wszystko musi leżeć równiutko na swoim miejscu, wszystko musi być czyściutkie, wszystkie musi być idealnie zrobione od początku do końca itp. Przypomina mi się film 'Dzień Świra', wygląda to bardzo podobnie. W moim przypadku aż tak źle nie jest. Oczywiście w pewnym sensie przekłada się to na moje zachowanie, podejmowanie decyzji ale w jak dużym tego nie wiem ponieważ jest to jedna z cech mojej osobowości, którą miałem od zawsze. Być może z tego wynika to, że chcę być we wszystkim idealny oraz nie podejmuje zbyt wielu prób bo obawiam się porażki, chciałbym zrobić coś najlepiej już za pierwszym razem. Być może z tego powodu chcę zrobić z siebie osobę idealną, pozbawioną wszelakich wad ale czy ja naprawdę pragnę tak wiele? Czy naprawdę przesadzam? Chcę tylko pozbyć się cech, które utrudniają mi swobodne funkcjonowanie w dzisiejszym społeczeństwie. Nie uważam tej cechy do końca za wadę, w gruncie rzeczy bardzo często mi się przydaje. Dobrze, że to w ogóle dostrzegam. Czy jest to dla mnie jakiś wielki problem? Nie. Jeżeli nie to pozostawię to narazie w spokoju.

-- 16 kwi 2014, 11:26 --

Przekonanie, że nic nie umiem, do niczego się nie nadaję, nic nie osiągnę.

Dlaczego tak uważam? Całe życie od najmłodszych lat ojciec mi powtarzał, że jestem gorszy od reszty, nic nie umiem, do niczego się nie nadaję i właśnie nic nie osiągnę. Zawsze chwalił innych, zachwycał się innymi osobami, a nigdy własnym dzieckiem. Zawsze powtarzał patrz co on umie, patrz co on robi, patrz co on ma, patrz co on osiągnał, Ty mu do pięt nie dorastasz i nigdy nie dorośniesz, nigdy tego nie osiągniesz itd. Tak się podniecał tym co mają inni, że aż dostawał wypieków na twarzy. Może dlatego, że sam gówno osiągnął w swoim życiu i dobrze o tym wiedział. Nie osiągnął wielkie NIC. To zwykły alkoholik i przegraniec życiowy. Powtarzał mi wielokrotnie, że będę NIKIM, a teraz się dziwi, że jestem samotny, nie podejmuję żadnych działań i mam zoraną psychikę. Właśnie teraz, właśnie jak mam 21 lat dziwi się, że jestem inni niż reszta osób. Dziwi się, że nie mam znajomych, pracy, dziewczyny. Właśnie z tego powodu często mi docina i uważa mnie za osobę gorszej kategorii, nieudacznika. Czy tak postępuje osoba zdrowa psychicznie? Nie.
Dlaczego nic nie umiem? Ponieważ mój ojciec NIGDY mnie niczego nie nauczył, moja matka zresztą też ale tu bardziej chodzi o zakres obowiązków ojca. Nawet najmniejszej rzeczy mnie nie nauczył, nie przypominam sobie. Jest to również skutkiem 'Przekonania o braku zdolności interpersonalnych' z pierwszego punktu. Alienowanie się doprowadziło do braku doświadczania, a w konsekwencji do braku nabywania nowych umiejętności. Zostałem sam ze sobą. Zawsze przeważnie sam musiałem wszystkiego się uczyć. Teraz doszło do tego, że faktycznie mam dwie lewe ręce i to jest fakt.

Dlaczego do niczego się nie nadaję? Jest to skutkiem tego, że nic nie umiem.
Dlaczego nic nie osiągnę? Jest to skutkiem tego, że do niczego się nie nadaję.

Widać jak na dłoni, to jest cała drabinka.

-- 16 kwi 2014, 13:35 --

Przekonanie o braku tematów do rozmów.

Dlaczego tak uważam? Przepraszam, ja tak nie uważam tylko to jest fakt. Brakuje mi tematów do rozmów z innymi osobami. Czym to jest spowodowane? Tym, że odizolowałem się od społeczeństwa i z tego powodu w moim życiu kompletnie nic się nie działo. Wszyscy w rozmowach wymieniają się swoimi doświadczeniami z przeszłości lub doświadczeniami swoich znajomych lub doświadczeniami członków swojej rodziny, a czym ja mam się wymieniać? Czym ja mogę się pochwalić? Czym mogę zabłysnąć? Co ja mam takiego do zaoferowania dla drugiej osoby aby chciała ze mną rozmawiać? Nic ponieważ nie mam żadnych ciekawych doświadczeń, nie wiem o czym mógłbym rozmawiać z drugą osobą. Ludzie rozmawiają o swoich związkach, dziewczynach, facetach, wypadach, imprezach, sytuacjach dotyczących kogoś kogo znają itp., a ja kompletnie nie mam czym się z ludźmi dzielić. Moja rodzina jest dziwna i żyje trybem warzyw więc o nich nie wspomnę w żadnej rozmowie bo nie ma o czym. Nawet to wstyd o nich wspominać jakby ktoś zapytał z ciekawości. Tak samo jakby ktoś zapytał o inne kwestie dotyczące mojej przeszłości jak, np. związki to też wstyd bo nigdy nie miałem dziewczyny. Takich krępujących pytań jest wiele. Z rodziną też nigdzie nigdy nie wyjeżdżałem więc wspomnień z dzieciństwa też nie mam, o których mógłbym wspomnieć. Nigdy z rodzicami nie byłem w kinie, w teatrze, w cyrku, nad jeziorem, nad morzem, baaa nawet nigdy z nimi nie wyjechałem poza obręb swojego miasta. Krótko mówiąc nigdzie z nimi nigdy nie byłem nie licząc parku. Znajomych zawsze miałem bardzo niewielu i zawsze nasze stosunki były bardzo powierzchowne, a obecnie ich wcale nie mam więc też, o nich nie wspomnę bo nie ma o czym. Jak widać nie mam żadnej przeszłości, żadnej teraźniejszości i nawet żadnej przyszłości (brak jakichkolwiek planów, celów, ambicji). Jestem pusty jak wydmuszka. Jestem niepotrzebny dla innych ludzi. Jestem nieinteresujący. Mam ciągle kłamać przy poznawaniu nowych osób? Jak się wyrwać z tego błędnego koła? To jest kolejny problem, który pogłębia izolację.

-- 16 kwi 2014, 13:43 --

Przekonanie o braku ciekawej osobowości.

Jest to skutkiem wszystkich wyżej wymienionych przekonań. Jak mogę mieć ciekawą osobowość jeżeli jestem w środku pusty, jeżeli nawet z zewnątrz wyglądam jak niewarta poznania osoba, jeżeli nie mam o czym rozmawiać z ludźmi, jeżeli nie mam żadnych ciekawych doświadczeń, jeżeli nigdy nie miałem przyjaciela, jeżeli nigdy nie miałem wielu znajomych, jeżeli nie potrafię rozmawiać z ludźmi i odczuwam przed nimi lęk, jeżeli nic nie umiem i do niczego się nie nadaję, jeżeli nie mam pracy, jeżeli nie mam żadnych pasji, celów, ambicji itd. To wszystko na to się składa.

-- 16 kwi 2014, 14:09 --

Przekonanie o swojej inności, wyjątkowości, wyższości i jednocześnie niższości (paradoks).

Przekonanie o swojej inności oraz niższości bierze się z wszystkich wymienionych powyżej przyczyn. Według ogólnie przyjętego modelu funkcjonowania społeczeństwa sposób w jaki żyje moja osoba jest określany jako dziwny, negatywny oraz jest wyśmiewany przez zdecydowaną większość ludzi. Czym jest normalność? Tym w jaki sposób działa/funkcjonuje większość ludzi na danym obszarze, w określonym kręgu/miejscu. Sposób w jaki zachowuje się oraz funkcjonuje moja osoba na pewno nie jest normalny. Jestem postrzegany jako osoba inna, gorsza, przegraniec życiowy, frajer i sam się też tak czuję bo chcąc czy nie chcąc jestem częścią społeczeństwa, podlegam tym samym regułom i albo się do nich dostosuje albo będę stał na uboczu wykluczony, odrzucony, niezrozumiany i wyśmiewany.

Przekonanie o swojej wyjątkowości oraz wyższości bierze się również z wszystkich wymienionych wcześniej przyczyn. Z powodu swojego odizolowania zamknąłem się w sobie, zacząłem bardziej spoglądać do swojego wnętrza, zacząłem myśleć więcej niż przeciętna osoba, zacząłem wszystko analizować, zacząłem przyglądać sie reakcjom i zachowaniom innych osób z większą uwagą, tak jakbym obserwował jakieś zwierzęta. Zdałem sobie sprawę, że obecny sposób w jaki funkcjonuje ten cały świat jest bardzo nieudolny, a większość ludzi jest nieświadoma. Uważam ich za osoby chore, które same nie myślą tylko ślepo podążają za różnymi ideałami/celami nie zadając sobie żadnych pytań. Po prostu robią tak bo tak trzeba, bo inaczej wstyd, bo tak każdy robi itd. Mogłoby być zdecydowanie lepiej i spokojniej gdyby ludzie się zmienili, gdyby się zatrzymali, gdyby się zastanowili nad swoim postępowaniem. Po prostu dostrzegam troszkę więcej niż przeciętna osoba. Może inne osoby nie miały czasu się zastanowić nad pewnymi kwestiami ponieważ są zajęci pracą, poszukiwaniem dziewczyny/chłopaka, budowaniem związków, płodzeniem dzieci itd. Jestem przekonany, że kategorie w jakich ja myślę są ZDECYDOWANIE lepsze, zdrowsze, szczęśliwsze dla wszystkich, pożyteczniejsze ale z drugiej strony muszę tak jakby zapomnieć o tym wszystkim, najlepiej zejść poziom niżej, cofnąć się w rozwoju i wrócić do szarej rzeczywistości bo przecież jestem tylko jednostką w tłumie milionów i sam świata nie zmienię. Być może takich jednostek jest więcej ale ciągle za mało. Krótko mówiąc mam zbyt idealistyczne podejście do życia, jestem ciągle małym dzieciakiem, który nie wszedł jeszcze w ten brutalny i bezwzględny świat, nie chce go zaakceptować, nie może go zrozumieć, boi się do niego zalogować.

-- 17 kwi 2014, 12:24 --

Przekonanie, że jako osoba nietrzeźwa jestem atrakcyjniejszy, lepiej postrzegany i odbierany przez innych ludzi niż na trzeźwo.

Sporo było o tym napisane w Refleksji numer 3 więc tutaj będzie króciutko bo nie ma potrzeby się powtarzać.

Dlaczego tak uważam? Ponieważ pod wpływem alkoholu lub innych substancji psychoaktywnych staję się osobą śmielszą, mniej wrażliwą, bardziej wyluzowaną. Wtedy nie odczuwam stresu, napięcia, lęków. Wtedy swobodniej rozmawia mi się z innymi osobami. Wtedy umiem się przeciwstawić drugiej osobie. Wtedy nie dotyka mnie wszystko tak mocno. Wtedy po prostu staję się lepszą wersją samego siebie. Wtedy ludzie mnie lubią. Wtedy jest mi zwyczajnie łatwiej i lepiej. Chyba każdy tak ma, chyba każdy chciałby żyć na wiecznej bombie bo każdy ma pewne własne blokady/ograniczenia ale u mnie chyba jest to bardziej odczuwalne ponieważ na trzeźwo mam więcej problemów/ograniczeń niż przeciętna osoba, które wtedy znikają lub zdecydowanie maleją. Poza tym mojemu ojcu od zawsze imponowali alkoholicy i narkomani. Podniecał się nimi, ubóstwiał ich. Traktował ich jako wzór do naśladowania. Prawdopodobnie przejąłem te poglądy, te postrzeganie ludzi i świata po nim. Dodam jeszcze taką oczywistość, że mój ojciec sam był alkoholikiem i lekomanem więc odurzanie się do nieprzytomności jest dla mnie czymś normalnym.

-- 17 kwi 2014, 12:44 --

Ukrywanie swojego prawdziwego życia/swojej przeszłości przed innymi osobami.

Jest to skutek m.in.:
- Przekonania, że nic nie umiem, do niczego się nie nadaję, nic nie osiągnę.
- Przekonania o braku tematów do rozmów.
- Przekonania o braku ciekawej osobowości.

Po prostu nie mam nic ciekawego do zaoferowania dla drugiej osoby na żadnej płaszczyźnie więc zaczynam kłamać. Ani pod względem umiejętności, ani pod względem wiedzy, doświadczeń, ani pod względem osobowości. Do tego wstydzę się swojej dziwnej, chorej rodziny, swojej przeszłości i swojego obecnego funkcjonowania. Ciągle muszę coś ukrywać, wymyślać, kłamać. Dlaczego? Aby ktoś mnie polubił, aby chciał ze mną porozmawiać, aby mnie nie odrzucił, aby nie zaszufladkował mnie jako dziwaka, frajera. Z tego powodu muszę być ciągle czujny czy coś nie wyjdzie na jaw, czy gdzieś nie poplątałem się w swoich zmyślonych historiach, czy druga osoba przejrzy mnie i się dowie, że kłamię itd. Musze ciągle udawać. Z tego powodu jestem ciągle zestresowany, nie mogę być sobą. Zresztą jakbym miał być sobą to kim bym był? Nikim bo ja jestem pusty. Wszystko to było zawsze budowane od podstaw na fałszu, nieszczerości.

-- 17 kwi 2014, 18:33 --

Wstyd/strach/lęk przed negatywnym ocenieniem, ośmieszeniem, odrzuceniem, ogólnie reakcją drugiej osoby.

Jest to skutkiem WSZYSTKICH wcześniejszych podpunktów. Jest to również przyczyną 'Ukrywania swojego prawdziwego życia/swojej przeszłości przed innymi osobami.'

Dlaczego to występuje? Krótko mówiąc nie chcę się wyróżniać, szczególnie jeżeli tu chodzi o same negatywne, uwłaczające, ośmieszające aspekty z perspektywy postrzegania innych ludzi. Zdaję sobie sprawę, że jestem inny i staram się to ukryć. Zawsze pozostaje możliwość, że ktoś to odkryje, wytknie mi. Nikt nie chce być wytykanym palcami, wyśmiewanym, obgadywanym, tak jakby naznaczonym, tym innym w bardzo negatywnym zabarwieniu. Tak zostaliśmy wszyscy wychowani w tej kulturze, jesteśmy jej częścią i musimy się dostosować w pewnym stopniu. Krótko mówiąc jeżeli nie rozwiążę wcześniejszych przyczyn to właśnie ta reakcja, która jest zwykłym skutkiem wszystkiego co się skumulowało nie zniknie nigdy z mojego życia.

-- 17 kwi 2014, 18:36 --

Za dużo myślenia co ktoś pomyśli, układania przyszłych negatywnych ewentualnych scenariuszy.
&
Wstyd/strach/lęk przed ukazywaniem prawdziwego siebie, swoich prawdziwych myśli i emocji.

To samo co notkę wyżej.

-- 17 kwi 2014, 21:42 --

Wstyd/strach/lęk przed wchodzeniem w głębsze relacje z innymi osobami.

Również to samo co powyżej.

-- 17 kwi 2014, 21:43 --

Brak pewności siebie.

Konsekwencja wszystkiego co zostało napisane powyżej.

-- 17 kwi 2014, 21:44 --

Brak działania.
To samo co powyżej.

-- 17 kwi 2014, 21:52 --

Brak celu.

Nie mam żadnego celu życiowego. Nie mam żadnych wielkich marzeń Nic nie chcę osiągnąć, nic wielkiego nie pragnę, nie mam za grosz ambicji. Jest to skutkiem tego wszystkiego co zostało napisane powyżej. Po prostu podświadomie wiem, że i tak niczego nie osiągnę przez swoje wszystkie ograniczenia więc nawet nie szukam żadnego celu. Również wiem, że co bym nie osiągnął to będzie bezwartościowe bo nie będę miał z kim się tym dzielić. Ktoś powie, że moim celem może być pokonanie swoich ograniczeń. Jednak jest to trudne ponieważ dobrze wiem, że nie mam po co, dla kogo z nimi walczyć.

-- 17 kwi 2014, 21:54 --

Brak motywacji.

Brak celu skutkuje właśnie brakiem motywacji. Nie ma celu, nie ma bodźca zapalnego, to nie ma motywacji, proste.

-- 17 kwi 2014, 21:57 --

Stagnacja.

Tutaj chyba nie trzeba nic dodawać. Przedostatni skutek z całej drabiny mojej choroby. Po prostu wegetacja, poddanie się ograniczeniom, porażka. Ostatnim skutkiem jest samobójstwo jak każdy może się domyślać.

-- 17 kwi 2014, 22:03 --

Oczywiście tam powyżej zaszedł mały błąd. 'Brak działania' powinien znajdować się bezpośrednio przed punktem 'Stagnacja'. Ze względu, iż nie mogę tego edytować to zamieszczam w tym miejscu notkę korygującą.

-- 17 kwi 2014, 22:28 --

Teraz przejdziemy do analizy. Jakie wnioski możemy wyciągnąć z zamieszczonej powyżej drabiny rozwoju choroby? Otóż jak możemy zobaczyć występują tutaj 3 główne przyczyny:

1. Przekonanie o braku zdolności interpersonalnych.

Jak możemy to naprawić?

Tylko poprzez działanie. Inna możliwość NIE ISTNIEJE. Możecie myśleć ile sobie chcecie ale tak jest. Innej możliwości NIE MA. Trzeba wystawiać się na próby pomimo lęku, trzeba odciąć jeden z głównych korzeni całego mechanizmu. Muszę jak najczęściej gościć w stresujących dla mnie sytuacjach opisanych w obserwacjach kilka notatek powyżej. Jeżeli się tego nie zrobi to NIC SIĘ NIE ZMIENI. Jakie działania zamierzam podejmować i w jakim zakresie przedstawię niebawem.


2. Nie akceptowanie pewnych aspektów w swoim wyglądzie fizycznym.

- PRAWDZIWA akceptacja swoich niedoskonałości, których nie da się zmienić
- wizyty u paru lekarzy w bardzo różnych celach (nie istotne dla przebiegu wątku, muszę zadbać o zdrowie)
- przeprowadzenie szeregu różnych badań (aby wykluczyć wiele trapiących mnie ewentualnych chorób, oczyścić umysł z podejrzeń)
- porządna dieta (wzrost praktycznie wszystkiego co potrzebne do wydajnego funkcjonowania)
- ćwiczenia fizyczne -> siłownia (wzrost dopaminy, siły, energii, masy mięśniowej)


3. Przekonanie, że nic nie umiem, do niczego się nie nadaję, nic nie osiągnę.

Najtrudniejszy z wszystkich wymienionych punktów. Oczywiście zacznie się on poprawiać jak ulegną zmianie dwa powyższe punkty. Na obecną chwilę dodałbym tutaj jeszcze:

- nauczenie się tego wszystkiego przez co uważam się za gorszą osobę niż reszta

To taki BARDZO WSTĘPNY plan. Zostanie to bardziej szczegółowo rozpracowany w następnej notatce. Będę pisał co zamierzam zrobić i co mnie ewentualnie blokuje przed działaniem w chwili obecnej.

-- 18 kwi 2014, 12:36 --

1. Cel:
- Pokonanie swoich lęków oraz ograniczeń, które zostały wymienione w tym temacie i przeszkadzają mi w swobodnym funkcjonowaniu społecznym.

2. Motywacja:
- Zwykła zabawa, ciekawość ewentualnych efektów (nie mam nic do stracenia, co mi szkodzi spróbować zwyczajnie z nudów)
- Nadzieja na lepszą przyszłość
- Udowodnienie sobie i innym sceptykom na tym forum, że samemu można wszystko

-- 18 kwi 2014, 16:48 --

10 kwietnia 2014 przedstawiłem 3 kroki (stop masturbacji, start ćwiczeń fizycznych, stop używkom), które miały podnieść mój poziom dopaminy oraz uregulować gospodarkę neuroprzekaźników, która jest prawdopodobnie bardzo mocno znierównoważona z powodu wieloletniej nadmiernej onanizacji. Od tamtego czasu minęło 8 dni ale przyznam szczerze, że jeszcze tego samego dnia złamałem wszystkie wymienione postanowienia. Tak więc naprawdę zacząłem się do tego stosować 2 później. Jak możemy policzyć minęło bardzo niewielu czasu bo tylko 6 dni, jednakże efekty są BARDZO odczuwalne, szczególnie na poziomie fizycznym. Zdecydowanie zmalała senność. Moja energia oraz siła wzrosły. Mój nastrój przestał skakać raz w jedną, raz w drugą w tak wielkim stopniu jak to było wcześniej. Czuję się zdecydowanie lepiej, świeżej, a to dopiero początek bo na doprowadzenie tego do normalności potrzebuję trochę więcej czasu.

Teraz napiszę troszkę o tym co zamierzam dalej robić. Będę działał na 2 frontach. Ze swoich działań na pierwszym froncie nie będę się obnażał publicznie ponieważ dotyczą one bezpośrednio mojego życia, dzieciństwa, a chcę zachować anonimowość. Jeżeli na tym froncie moje działania okażą się pomocne, wartościowe, coś zmienią na lepsze to na pewno podzielę się tym tutaj z Wami. Chodzi o powrócenie pamięcią do przeszłości, do najbardziej zamierzchłych czasów w swoim życiu. Będę wspominał to sobie wszystko od początku. Skupię się na przykrych, negatywnych sytuacjach/doświadczeniach, które będę wykazywały pewien zakres podobieństwa do moich obecnych automatycznych reakcji nerwicowych/fobicznych. Będę je analizował, przeżywał ponownie. Natomiast ze swoich działań na drugim froncie będę się obnażał właśnie w tym temacie. Zamierzam podejmować konkretne działania w świecie rzeczywistym nie zważając na lęk. Chcę zobaczyć czy sam nie ulegnie destrukcji gdy po wielokrotnym goszczeniu w niby stresujących sytuacjach mózg uświadomi sobie, że tak naprawdę nie ma czego się bać.

Robię sobie krótką przerwę na parę dni, muszę wszystko jeszcze raz przemyśleć i ułożyć sobie. Temat oczywiście będzie kontynuowany wkrótce. W następnej mojej notatce zostanie przedstawiony kolejny szereg postanowień oraz plan działania.

-- 24 kwi 2014, 16:39 --

Refleksja 4.

Stan mojego zdrowia psychiczno-fizycznego jest uzależniony od wielu czynników. Tak samo jest z każdą osobą. Wpływ na to wszystko z czym teraz walczę miało nie tylko patologiczne wyhodowanie przez rodziców i w konsekwencji przysposobienie sobie chorych wzorców, przykre momenty w relacjach z rówieśnikami, uzależnienie od komputera i prawie całkowita izolacja od otoczenia na pewien dość długi okres czasu, uboga anemiczna dieta itd. Tylko, że to wszystko już minęło i nie wróci więcej! Mogę do tego powracać pamięcią, analizować, wyciągać wnioski i właśnie tak robię z nadzieją, iż coś zmieni się na lepsze ale muszę również skupić się na działaniu w chwili obecnej. Od rozmyślań tak na prawdę niewiele się zmieni. Podejrzewam, że WIELKI wpływ na to wszystko ma właśnie moja dieta. Podejrzewam, że mam wiele braków różnych składników odżywczych, a to wszystko powoduje całą gamę różnych objawów psychicznych jak i somatycznych. To wszystko mogło wywołać nerwice, depresje, fobie społeczną i wiele więcej. Przez całe moje życie dieta w moim domu była krótko mówiąc bardzo słaba z powodów finansowych. Nie wiem czy straty jakie mój organizm poniósł z tego powodu są jeszcze w całkowitym stopniu do odrobienia. Pewnie w całkowitym to nie, ale w jakimś zakresie na pewno coś da się zrobić. Właśnie moja dieta mogła spowodować również rozwój jakichś innych chorób, grzybów. Ludzie się mnie tutaj pytają czemu nie pójdę do psychologa, psychoterapeuty lub psychiatry. Otóż TEMU, że nie wykluczyłem jeszcze wszystkich innych możliwości. Jeżeli je wykluczę, zobaczę, że nie jestem w stanie samemu nic więcej zrobić to wtedy tam się udam, jak najbardziej. Najłatwiej pójść do psychola, dostać pierwszą lepszą diagnozę, która KOMPLETNIE nie wskazuje na przyczyny objawów, jest tylko zwykłą hipotezą, a właśnie główne przyczyny tych wszystkich objawów mogą leżeć gdzieś indziej. Co się później okazuje? Otóż, że większość osób chodzi na terapie, łyka leki, w dłuższej perspektywie nic się na lepsze nie zmienia, a paradoksalnie jest jeszcze gorzej z powodu objawów ubocznych leków. A jeżeli to niedobór jakichś składników w organizmie, które trzeba uzupełnić? A jeżeli to jakaś choroba o podłoże fizycznym, np. kandydoza, borelioza itp.? A jeżeli to jakaś inna bakteria, grzyb, wirus? A jeżeli to uszkodzenie tarczycy? Jest trochę tych możliwości. Przecież większość tych chorób psychicznych NIE BIERZE SIĘ Z NIEBA. Tak więc przemawiam do wszystkich, którzy to jeszcze czytają. Jeżeli ktoś dotrwał do tego momentu to na pewno nie jest normalny, haha. Słuchajcie, najpierw wykluczcie inne przyczyny, a ciężką farmakologię i towarzystwo z psycho biznesu zostawcie jako ostateczność ostateczności. Dla nich tylko chodzi o to abyście korzystali z ich usług ponieważ na tym zwyczajnie zarabiają pieniądze. Najpierw dajcie coś od siebie, podejmujcie próby, czytajcie, oglądajcie, słuchajcie, rozwijajcie się, a przede wszystkim MYŚLCIE! Wracając do swojej osoby to obecnie jestem trochę w dupie bo nie mogę sobie pozwolić na zmianę diety. Mieszkam z rodzicami i nie stać mnie na to. Nie mam również pieniędzy aby regularnie uzupełniać wszystkie braki różnych elementów w moim organizmie jakimiś suplementami. Gdybym miał pieniądze to wtedy mógłbym przekonać się czy moja obecna dieta odopowiada za to wszystko, aż w tak rażącym stopniu jak przypuszczam. Najpierw zamierzam zrobić szereg różnych badań aby przekonać się o tym wszystkim co napisałem powyżej. Badania też kosztują, przynajmniej tak duża ilość jaką mam zamiar zrobić więc nie mogę sobie również teraz na to pozwolić. Pracuję nad tym, już niedługo może uzbieram wymaganą kwotę aby je wykonać. Oczywiście jeżeli to zrobię podzielę się z Wami tutaj swoimi wynikami. Teraz powiem co ostatnio zaobserwowałem. Otóż w czasie swiąt wielkanocnych wiadomo jedzenia było więcej, dieta była o wiele bardziej wyszukana niż na codzień. Co zauważyłem? W czasie tego okresu wychodziłem na zewnątrz i nie odczuwałem WCALE lęku w sytuacjach, w których odczuwałem go wcześniej. Nie miałem żadnych łzawień oczu, żadnych drgań ciała, żadnego strachu, a nawet minimalnego stresu! Czułem się bardzo pewnym siebie, jak normalna osoba. Chyba może to dać do myślenia, było to sprawdzane na przestrzeni kilku dni. Mam jeszcze inne przypuszczenia bo parę okoliczności się na siebie nałożyło w czasie. Może być to również skutkiem słonecznej bezwietrznej pogody, czytanej ostatnio ciekawej książki, wkurwienia w ostatnimi czasy, ograniczenia używania komputera. Muszę to dokładniej sprawdzić, wtedy napiszę co jest tutaj głównym powodem tej zmiany.
monooso
Offline

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Avatar użytkownika
przez Polanka 18 maja 2014, 20:49
Monooso dziś zaczełam czytać Twoje wypowiedzi nie przeczytałam wszystkiego ale większosc i odrazu zauwazylam ile mam z tym wszystkiego wspolnego co piszesz. Jakby choroba np rak czy grypa u wszystkich wyglada podobnie, tak to co piszesz jest identyczne w moim życiu choć wiadomo pewnie nie w 100 %. Teraz przeczytalam jak pisales cos o przechodzeniu przez pasy, ja tez ostatnio mialam taka sytuacje. Tylko musze wam powiedziec ze tym razem nie szlam z lękiem. Szłam normalnie a kierowca nadjeżdżający nie ztarzymywal sie zauwazyl mnie pozno ostro zachamowal a ja ledwo ucieklam mu sprzed kół. Nic sie nie stalo oprocz kilka siniakow na tylku to byla zwariowana sytuacja bo akurat nadjezdzala policja i sprawdzili go alkomatem byl na zero. Ale o dziwo wam powiem ze wcale nie bałam sie tak bardzo wtedy ja nieraz sie boje gdy nic sie nie dzieje. Jak jest realne zagrozenie jak widzimy nadjezdzajacy samochod prosto na nas reagujemy nawet jak w glowie metlik a w sercu pustka. Mialam wtedy skrecona kostke i dopiero potem naszly mnie schizy ze moze jednak warto sie bac zxe zagrozenie naprawde czyha wszedzie. Tylko wlasnie w takich wykatowych sytuacjach okazuje sie ze jest realne. Mysle sobie ze takie wydarzenia powinny nas umacniać. Lecz nie mnie ostatnio dzieje sie w mojej od lat zlęknionej i zagubionej psychice mnostwo niebezpiecznych sytuacji realnie. Juz minelo od tego troszke czasu nie chce sie rozpisywac bo od mojego ostatniego wpisu tu minal jakis czas i juz nawet nie pamietam o czym pisalam ostatnio. Powiem Ci ze zaczelam regularna terapie 8 miesiecy temu. Poszlam na nia bo psychiatrze mowilam ze czesto pije i pozniej dzieja sie zle rzeczy. I ona mnie do niego wyslala. Mozna wiec powiedziec ze troszke z wlasnej woli a troszke z jej.Pozniej postanowilam ze zostane choc wczesniej juz mialam negatywne doswiadczenia z psychologami itp ze nie pomagaja. Ale za to ze zawsze szybko rezygnowalam i sie poddawalam postanowilam wytrwac az do konca. Az stwierdze ze jest ok.Takze chodze juz 8 miesiecy raz w tygodniu na 50 min. Po takim czasie mozna sie nawet przyzwyczaic. Odstawilam zle picie zle znajomosci autodestrukce nie jest super ale przynajmniej tych kilku zlych rzeczy nie ma do ktorych mnie ciagnelo w zagubieniu. Wlasnie mam sklonnocsci do zlych rzeczy ktore zazwyczaj robie sobie choc serce mam dobre mnostwo we mnie sprzecznosci ktore doprowadzaja mnie do wewnetrznego szału. Terapeuta wciaz mowi ze przede mna dluga droga i mnostwo pracy. Nie jest to mila wiadomosc tym bardziej ze pracuje nad soba ponad pol zycia. Ale nie zrezygnuje bo zawsze jak rezygnowalam nie bylo lepiej. I moze to straszne ale niektorzy lecza sie naprawde latami. Mnie nie zaskoczy juz jesli jest tak i ze mna ze jeszcze wiele wiele lat. Nauczylam sie wytrwalosci na pewno nie mozna myslec ze wie sie wszystko a uwierz mi ze powtarzalam to w kolko bez korzysci tak naprawde. Najbardziej przeraza mnie to ze oprocz nerwicy fobii lekow tez nie umiemk tego nazwac nawet zaden lekarz nie zdiagnozowal u mnie czegos konretnego, to oprocz tego naprawde spotykaja mnie ostatnio zle rzeczy. Dostalam od afecta w twarz. Raz zostalam wykorzystana sexualnie i to z mojej winy bo sie upilam i poszlam do obcego domu to bylo juz po przejsciach ale takie wydarzenie mogloby z kims wstrzasnac na lata. Przy moich problemach stalo sie to tylko dodatkowym bolem i strasznym wspomnieniem. PO alkoholu wlasnie nie pamietalam co robilam zdarzalo sie ze mowilam komus "/cenzura/ ci w dupe" nie pamietalam tego. Uprawialam z kims sex balam sie ze bede w ciazy to bylo straszne...zachowywalam sie glupio mowili mi to Tracilam kontakt z rzeczysiwstoscia a a na drugi dzien zawsze obiecywalam sobie ze tak nie zrobie ale brak pomocy powodowal ze robilam. To bylo calkiem nie dawno. Nie odczuwam w tej chwili zadnej doraznej pomocy. Po tylu roznych zdarzeniach "zewnetrznych" i tym co sie dzieje we mnie od wielu wielu lat mam obawy ze nic sie na to nie da poradzic. Czuje sie skazana i codzien modle sie wciaz prosze BOga o pomoc choc takiej nie otrzymuje lub jej nie widze bo mam za slaba wiare. CZesto soe czuje jak w sytuacjoi bez wyjscia. Bardzo duzo bym chciala jeszcze napisac i sie z kims podzielic tym co sie u mnie dzieje. Poza tym Monooso uwazam ze jestes bardzo madry tez sie tak czuje jak bylam mala mowilam madre rzeczy jakbym urodzila sie oczytana. Mysle ze my z takimi glebokimi problemami natury ludzkiej nabywamy wielkiej madrosci doswiadczen i madrosci zyciowej o ktorej nie wie nikt kto takich akurat doswiadczen ze soba nie przezyl. Daltego ci sie wydaje ze inni sa nieswiadomi bo nie przezyli tego co ty ale zauwaz kiedys ja moge stac obok Ciebie pomyslisz o mnie ze jestem nieswiadoma "zdrowa" a tu sie okaze ze czuje to co Ty...przepraszam za bledy pisze szybko zeby nie zgubic mysli :)

-- 19 maja 2014, 16:10 --

Monooso widze widze ze zamilkles nie ma Cie juz jakis czas..odezwie sie ktos do mnie? skomentuje to co napisalam? moze u was tez bywa tak niebezpiecznie realnie jak u mnie? bo oprocz lękow mam wiele realnych obaw o swoje zycie i bliskich dostaje od zycia w twarz nie tylko od psychiki. Pomocy niech ktos cos napisze potrzebuje Waszej pomocy. Proszę. Będę czekać..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
16 cze 2008, 13:03

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 20 maja 2014, 10:19
Polanka, Ostatnio zawiesiłem dodawanie nowych wpisów ponieważ obmyślam plan dalszego działania, testuję różne możliwości.

Mnie też kiedyś o mało nie potrącił kierowca. Jechał z taką prędkością jak jakiś kierowca wyścigowy, że gdyby nie skręcił na pas obok to by we mnie walnął. Całe szczęście pas obok był w tym momencie pusty. Wyobraź sobie, że był taki bezczelny, że wyszedł później ze swojego auta i mnie jeszcze opier*olił, że mu na jezdnie się wpieprzam i o mało nie było tragedii. Ja mu odpowiedziałem, że się nie jeździ z taką prędkością na takiej ulicy i na tym się zakończyło. Nawet nie byłem na jego zły, bardziej się bałem tego co on mi powie, to ja czułem się winny. Pamiętam, że tamtego wieczoru nie byłem do końca trzeźwy więc to po części moja wina bo w ogóle nie powinienem wchodzić na ulice widząc już z daleka z jaką prędkością on nadjeżdża, źle oceniłem prędkość z jaką się zbliżał. Trudno mi powiedzieć czy wcześniej też odczuwałem lęk przechodząc przez ulicę, nie wiem. Tak jak pisałem we wcześniejszych swoich notatkach, ten lęk nie występuje zawsze tylko w określonych sytuacjach.

Ostatnio eksperymentuję z dopaminą, podbiłem jej poziom. Powiem tylko tyle, że nie odczuwam ŻADNEGO lęku chodząc wśród ludzi na chodniku, przechodząc przez jezdnię itp. Nie mam żadnych łzawień oczu. Nie wiem jak by było w innych sytuacjach. Moja energia bardzo wzrosła, aż mnie nosi. Na razie nie będę zdradzał żadnych szczegółów.

Rozumiem Cie. Też podejmuję bardzo często sprzeczne decyzje. Mówię tak, aby po chwili zrobić wspak. Moja silna wola została ostatnio bardzo nadwyrężona i musi z powrotem odzyskać zaufanie.

Aha i jeszcze dodam, że moje zdanie na pewne tematy uległo zmianie w skutek dalszej obserwacji więc to co pisałem w swoich pierwszych postach nie koniecznie musi być 'prawdą'. Zamierzam kiedyś umieścić tutaj jakąś notkę co się zmieniło.
monooso
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez gamertr9 23 maja 2014, 14:35
Wiem, że nie masz zamiaru już prowadzić za bardzo tego wątku ale przeczytałem trochę i bardzo ciekawy. Miło się czyta twoje wypociny i przemyślenia ;)
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
13 maja 2014, 11:10

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Avatar użytkownika
przez Polanka 23 maja 2014, 15:14
Monooso a probowałeś takiego prostego sposobu jak po prostu Być? Bo jest to najtrudniejszy sposób bo najbardziej zwolniony z kontol przemyśleń o tym co zrobić zwolnic sie z trzymania emocji nie udawac nikogo kim sie nie jest tylko byc w pelni w swoim ciele i zyciu sluchac siebie. Pomocna jest tez mysl o Opatrznosci ze Ktoś nad Toba czuwa. Nad tym wszystkim czego nie da sie ogarnac. Wiara nie jest zobowiazaniem jest przepustka do lepszego wewnetrznego Życia. I nie "robic" tylko przede wszystkim być. Nic dodać nic ując i nie myslec o konsekwencjach. To moja sciezka do zdrowia ktora skutkuje. Dlatego polecam ją innym. Kazdy z nas tutaj ma ten sam problem ale inne powody a na to wszystko musi byc jeden uniwersalny sposob ktory jest podstawą. A jednoczesnie najtrudniejszy zaufać sobie zaufać Bogu bezgranicznie i w zdrowym rozsadku nie umyslowi i myslom. Zacytuje tutaj slowa Ensteina mądrego człowieka który napisał :

"Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się.".

A jesli wpadlismy to wszystko broniac sie wewnetrznie uciekajac tracac zaufanie chowajac lzy chowajac gniew i wiele innych. To trzeba zrobić dokładnie na odwrót. Polecam dlatego ze u mnie skutkuje. Jestem pewna ze u Was tez to zaskutkuje. Jesli wasze wypowiedzi beda negatywne i tak nie zmienie swojego sposobu. Jesli sie wam przyda w jakis sposob to sie ciesze. Wydaje mi sie ze kazdy musi odczuc to na swoj sposob swoje JA i bycie JA w sobie i w zyciu. Nie ma jednej trafnej rady ani sformułowania. Jak to zrobic. Trzeba raczej sie starac tego nie robić. To po prostu musi sie stac. Zacząć Być czyli Żyć. Wtedy sie uwalnia największy sens Jestestwa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
16 cze 2008, 13:03

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Avatar użytkownika
przez marwil 23 maja 2014, 16:23
monooso, Nie przeczytałem wszystkich sążnistych wpisów, ale jeśli widzisz problem głównie w dopaminie, to możesz spróbować leków: bupropion, moklobemid, tianeptyna.
Karkulowsiał zwartusiał ratuwsianko Bożywsio.
Wellbutrin 300mg od 13.10.2016 Trittico 25mg Na sen Nikotyna, Kofeina, Teina, Cerveza
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1891
Dołączył(a)
13 lis 2013, 10:14

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 23 maja 2014, 21:02
gamertr9 napisał(a):Wiem, że nie masz zamiaru już prowadzić za bardzo tego wątku ale przeczytałem trochę i bardzo ciekawy. Miło się czyta twoje wypociny i przemyślenia ;)

Dzięki! :D

Polanka, Próbowałem. Ten sposób poniósł całkowitą porażkę. W tamtym okresie czułem się psychicznie w miarę dobrze, owszem, ale zacząłem tracić kontrolę nad swoimi emocjami. Zresztą to takie oszukiwanie samego siebie. Ja nie mogę być po prostu sobą ponieważ jestem pusty, nie ma mnie. Ja muszę wyrobić pewne nawyki, sposób bycia. U mnie problem jest o wiele głębszy. Ja mam poważne problemy osobowościowe. Niski poziom dopaminy czy serotoniny to jest pikuś w porównaniu z resztą. Co do wiary w Boga to ciekawy pomysł, masz dużo racji. Kiedyś nad tym sporo myślałem aby wykreować własnego Boga, takiego w celu odciążenia psychiki, może kiedyś do tego wrócę.

marwil napisał(a):monooso, Nie przeczytałem wszystkich sążnistych wpisów, ale jeśli widzisz problem głównie w dopaminie, to możesz spróbować leków: bupropion, moklobemid, tianeptyna.

Oj chyba niestety nie jest to takie proste jak myślałem, dalej testuję. Coś mi tutaj się nie zgadza ale rozgryzę to. Dzięki za propozycję.
monooso
Offline

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Avatar użytkownika
przez Polanka 25 maja 2014, 18:11
"W tamtym okresie czułem się psychicznie w miarę dobrze, owszem, ale zacząłem tracić kontrolę nad swoimi emocjami."

Właśnie o to chodzi żeby tracić Kontrolę nad emocjami:) wiem ze pewnie boisz sie tak jak ja ze wtedy zrobisz cos zlego ale wtedy emocje wychodza na swiatlo dzienne sytuacje sa przerabiane podczas prawdziwych zdarzen. "Uspakajanie emocji" co nie raz robilam nie wyeliminuje gniewu lęku smutku. Tłumienie ich wlasnie mnie doprowadzilo do takiego stanu. A pozniej ciezko bylo sie od niego odbic zeby znow zaczac siebie wyrazac prawdziwie bo sie uzbieralo we mnie jak w wulkanie ktory nagle moze wybuchnac. A na biezaco wyrazane uczucia w najlatwiejszy dla nas sposob sa najzdrowsze. A nie ma zlych i dobrych emocji. Sa one takie jakie są wszystkim doskonale znane. My trwajac w lęku mamy po prostu jego nadmiar w naszej glowie zaczyna swirowac i to nic dziwnego kazdy by zeswirowal. Trzeba wyrazac uczucia jesli sie to robi to nabiera sie pewnosci ze nikt nas nie moze zranic. Bo na poczatku jest strach ze uczucia zostana zranione. A potem sie poznaje siebie i swoje emocje i umie sie je przerobic na cos dobrego dla nas. Poznaje sie wartosc swoja i zacztyna sie rozumiec siebie. Jedynie konfrontacja z kazdym problemem go rozwiaze. Uciekanie pod roznymi postaciami od glebokiego problemu go nasila;/Trzeba stanac ze soba twarza w twarz :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
16 cze 2008, 13:03

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 26 maja 2014, 21:01
Polanka, Ja jednak nie mogłem sobie pozwolić na utratę kontroli nad swoimi emocjami. Nie mogę pewnym osobom pokazać jaki jestem na prawdę, wygarnąć swoje żale, pokazać prawdziwą twarz, sprzeciwić się. Muszę je właśnie trzymać na krótkiej smyczy aby nikt mnie nie przejrzał. Muszę być twardy jak skała z zewnątrz i dusić to wszystko w sobie.
W tym ostatni poście masz całkowitą rację tylko ja NIE MOGĘ wyrażać swoich emocji. Dlaczego? Dobre pytanie, mam takie blokady. Po prostu nie mogę, muszę zachować twarz. U mnie cała rodzina działa w podobny sposób.
monooso
Offline

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Avatar użytkownika
przez mark123 26 maja 2014, 21:08
Myślę, że w niektórych przypadkach wręcz powinno się tłumić swoje emocje.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 26 maja 2014, 21:24
mark123, Też tak uważam tylko, że gdy dzieje się to zbyt często, gdy ta blokada przenika każdy fragment naszego życia i nie mamy na to zbytniego wpływu to wtedy zamienia się to w patologie. U mnie rozrosła się do niezdrowych rozmiarów. Przez środowisko zewnętrzne jestem postrzegany jako zimny robot co jest tylko moją zewnętrzną maską. Nie potrafię ukazywać swoich emocji. Nawet bardzo często mam opory przed powiedzeniem zwykłego dziękuję lub przepraszam, chyba, że robię to z automatu jak, np. w sklepie przy kasie. Mam opory przed przyznaniem, że coś mi się podoba, np. jakaś piosenka. Mam opory przed ukazaniem, że mi na czymś/kimś zależy lub że komuś współczuję, żal mi kogoś. Mam opory przed ukazaniem gniewu. Jestem poblokowany w większości, no może z wyjątkiem śmiechu.
monooso
Offline

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Avatar użytkownika
przez mark123 26 maja 2014, 22:35
monooso napisał(a):mark123, Też tak uważam tylko, że gdy dzieje się to zbyt często, gdy ta blokada przenika każdy fragment naszego życia i nie mamy na to zbytniego wpływu to wtedy zamienia się to w patologie. U mnie rozrosła się do niezdrowych rozmiarów. Przez środowisko zewnętrzne jestem postrzegany jako zimny robot co jest tylko moją zewnętrzną maską. Nie potrafię ukazywać swoich emocji. Nawet bardzo często mam opory przed powiedzeniem zwykłego dziękuję lub przepraszam, chyba, że robię to z automatu jak, np. w sklepie przy kasie. Mam opory przed przyznaniem, że coś mi się podoba, np. jakaś piosenka. Mam opory przed ukazaniem, że mi na czymś/kimś zależy lub że komuś współczuję, żal mi kogoś. Mam opory przed ukazaniem gniewu. Jestem poblokowany w większości, no może z wyjątkiem śmiechu.

Po mnie częściowo widać strach, lęk, wstyd, gdy je odczuwam (bo nie potrafię ich zamaskować całkiem); śmiech przytłumiam częściowo, tak, by nie śmiać się na głos; pozostałe emocje część z nich nie uzewnętrzniam, a część w ogóle nie potrafię odczuwać.
Przed powiedzeniem zwrotów grzecznościowych też mam opory.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 27 maja 2014, 08:39
mark123, No to ja mam bardzo podobnie.
monooso
Offline

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez Inga_beta 27 maja 2014, 09:00
Polanka napisał(a):"

Właśnie o to chodzi żeby tracić Kontrolę nad emocjami:) wiem ze pewnie boisz sie tak jak ja ze wtedy zrobisz cos zlego ale wtedy emocje wychodza na swiatlo dzienne sytuacje sa przerabiane podczas prawdziwych zdarzen. "Uspakajanie emocji" co nie raz robilam nie wyeliminuje gniewu lęku smutku. Tłumienie ich wlasnie mnie doprowadzilo do takiego stanu. A pozniej ciezko bylo sie od niego odbic zeby znow zaczac siebie wyrazac prawdziwie bo sie uzbieralo we mnie jak w wulkanie ktory nagle moze wybuchnac. A na biezaco wyrazane uczucia w najlatwiejszy dla nas sposob sa najzdrowsze. A nie ma zlych i dobrych emocji. Sa one takie jakie są wszystkim doskonale znane. My trwajac w lęku mamy po prostu jego nadmiar w naszej glowie zaczyna swirowac i to nic dziwnego kazdy by zeswirowal. Trzeba wyrazac uczucia jesli sie to robi to nabiera sie pewnosci ze nikt nas nie moze zranic. Bo na poczatku jest strach ze uczucia zostana zranione. A potem sie poznaje siebie i swoje emocje i umie sie je przerobic na cos dobrego dla nas. Poznaje sie wartosc swoja i zacztyna sie rozumiec siebie. Jedynie konfrontacja z kazdym problemem go rozwiaze. Uciekanie pod roznymi postaciami od glebokiego problemu go nasila;/Trzeba stanac ze soba twarza w twarz :)


To bardzo mądre co napisałaś. Każdy powinien o tym wiedzieć. To podstawowa wiedza z zakresu pracy nad sobą. I tylko w taki sposób mozna powrócić do zdrowia. Poprzez konfrontację i akceptację własnych emocji

-- 27 maja 2014, 08:03 --

monooso,
Ale gdy jesteś sam i nikt cię nie widzi to chyba możesz?
Oprócz tego miejsce psychoterapii nalezy do bezpiecznych warunków wyrażania swoich emocji.
Offline
Posty
2381
Dołączył(a)
11 sty 2014, 15:40

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do