Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez blue_girl 11 kwi 2014, 18:18
Dalej za mocno kombinujesz kolego ;)

Zasada nr 1. Nigdy nie porównuj się do innych. Nigdy nie znasz całej prawdy.
Nigdy nie wiesz co jest maską na pokaz a kto nocami płacze w poduszkę.
Wszystko zależy od podejścia.
Każdy inaczej reaguje na podobne wydarzenie.

Jak pracować nad emocjami?
Długo i cierpliwie. Nie da się zmienić czegoś na co się pracowało latami, ot tak sobie.
To długa praca ale przynosi ulgę, więc warto.
Nie da się tego ujednolicić i sprecyzować tak jak byś chciał.
Nie ma gotowego sposobu.
Poza tym ciężko jest samemu to robić ponieważ nie jesteś obiektywny.
Nie widzisz wszystkiego bo człowiekowi ciężko jest spojrzeć na siebie z boku bez emocji i lęków.
Psycholog i psychiatra to jedna bajka, a terapeuta to nieco inna.
Zadaniem terapeuty jest zaopiekować się Tobą na jakiś czas, a nie wypisać recepty i do domu.

Tu taki najprostrzy przykład pracy nad emocjami:
http://ddawsieci.blog.onet.pl/2014/01/0 ... -emocjami/

I strona w której zapewne odnajdziesz siebie:
http://flandra.wordpress.com/

Nie chciałabym tylko jednego, żebyś za bardzo się wciągnął w temat.
Ponieważ jest on przepełniony historiami innych ludzi, żebyś nie brał na siebie
ciężaru tych historii, a jedynie wyłapywał to co dotyczy Ciebie.
Tobie jest potrzebna spokojna terapia indywidualna, zajęcie się tylko sobą.
Jak sam pisałeś nie jesteś DDA, nie musisz się z tym identyfikować.
Jesteś DDD tyle że schematy działań jednych i drugich są bardzo podobne.
Kobiety nie zmienisz. Możesz zmienić kobietę. Ale to nic nie zmieni.
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
17 sty 2010, 19:34

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 11 kwi 2014, 22:04
blue_girl napisał(a):Dalej za mocno kombinujesz kolego ;)

Zasada nr 1. Nigdy nie porównuj się do innych. Nigdy nie znasz całej prawdy.
Nigdy nie wiesz co jest maską na pokaz a kto nocami płacze w poduszkę.
Wszystko zależy od podejścia.
Każdy inaczej reaguje na podobne wydarzenie.

Znam tą zasadę tak samo jak masę innych. Nie udało mi się jeszcze wyrobić takich nawyków aby przestrzegać je automatycznie. Najczęściej kończy się to na tym, że wszystkie te nowe zasady, które chciałbym stosować na codzień w moim życiu bo wydają się pożyteczniejsze, rozsądniejsze, lepsze, zostają z biegiem czasu zapominane jedna po drugiej, a sposób funkcjonowania mojej osoby wraca pomalutku i niezauważenie na wcześniejsze zaprogramowane tory. Pewnie jest to do wyuczenia ale potrzeba mnóstwo czasu oraz wytrwałości.
Oczywiście masz abolutną rację z tym porównywaniem się, ocenianiem innych osób. Każdy gra swoją rolę, inni udają lepiej, inni gorzej. Jedni biorą takie używki lub leki aby swobodnie funkcjonować, inni inne, a jeszcze inni nic nie biorą. Dla jednych to jest wielkim problemem, dla innej osoby coś innego itp. Nie muszę wszystkiego wiedzieć. Oceniam tylko to co widzę z zewnątrz i na podstawie tego co widzę porównuję się z tymi osobami. A na jakiej innej podstawie miałbym się z nimi porównywać? Każdy tak robi. W większości oceniamy innych po tym jak się prezentują, jakie sprawiają wrażenie. Nawet jakbyśmy mówili, że tak nie jest to będzie kłamstwo ponieważ dzieje się to automatycznie. Mózg każdego człowieka na pierwszy rzut oka ocenia każdą osobą na podstawie własnej bazy danych. Przecież nigdy nie będą do końca wiedział co taka osoba naprawdę myśli lub czuje. Zawsze pozostanie możliwość błędnej interpretacji.

Jak pracować nad emocjami?
Długo i cierpliwie. Nie da się zmienić czegoś na co się pracowało latami, ot tak sobie.
To długa praca ale przynosi ulgę, więc warto.
Nie da się tego ujednolicić i sprecyzować tak jak byś chciał.
Nie ma gotowego sposobu.
Poza tym ciężko jest samemu to robić ponieważ nie jesteś obiektywny.
Nie widzisz wszystkiego bo człowiekowi ciężko jest spojrzeć na siebie z boku bez emocji i lęków.
Psycholog i psychiatra to jedna bajka, a terapeuta to nieco inna.
Zadaniem terapeuty jest zaopiekować się Tobą na jakiś czas, a nie wypisać recepty i do domu.

Powiem Ci coś. Właśnie ja uważam, że widzę wszystko, a nawet o wiele więcej niż taki terapeuta by zobaczył. Będę bezczelny ale powiem, że czuję się wyjątkowy. Czuję się wybrańcem i w głębi siebie nie chcę tego zmieniać. Uważam, że jestem bardziej rozwinięty umysłowo niż większość osób żyjąca na tej planecie, a przynajmniej te, które poznałem, widzę na ulicach, w telewizji itp. Postrzegam ich wszystkich jako 'roboty', które bezwiednie podąrzają za popędami swoich zaprogramowanych szablonów myślowo-emocjonalnych. Czuję jakbym brał udział w jakimś wielkim projekcie badawczym. Myślą, że mają na coś wpływ, myślą, że sami podejmują decyzje, a tak naprawdę to są wodzeni za nos. Każdy reaguje automatycznie na każdą reakcję. Wystarczy usiąść na ławce w parku i popatrzyć jak się zachowują. Powiem szczerze, że gdybym poszedł do takiego terapeuty to bym go przejrzał na wylot, bym wszystko wiedział z góry jak to się potoczy. Musiałbym mu później tylko przytakiwać, że niby podsunął mi jakieś cudowne rozwiązanie, cudowną myśl, cudowny pomysł, a tak naprawdę ja wiedziałem o tym dużo wcześniej od niego. Przytakiwałbym mu aby nie poczuł się głupio. Pisałaś wcześniej, że jestem inteligentny. Dziękuję ale tu nie chodzi o taką zwykłą inteligencję w powszechnym rozumieniu. W szkole zawsze mi powtarzano, że jestem bardzo zdolny ale leniwy i gdybym sam chciał to bym mógł wiele osiągnąć. W testach na IQ też nie wypadam najlepiej. Większość osób, które poznałem uważało mnie za dość przeciętną osobę. W realnym świecie za bardzo się spinam i to może dlatego. Gdy piszę samotnie teksty lub nagrywam wypowiedzi na dyktafon to jestem całkowicie rozluźniony więc myśli płyną swobodniej. Nie jestem w stanie sprecyzować na czym ta moje inteligencja polega. Po prostu czuję się poziom wyżej niż reszta, uważam ich za głupich nieświadomych ludzi.

Tu taki najprostrzy przykład pracy nad emocjami:
http://ddawsieci.blog.onet.pl/2014/01/0 ... -emocjami/

I strona w której zapewne odnajdziesz siebie:
http://flandra.wordpress.com/

Dzięki! Napewno poprzeglądam te strony. Ewentualnie później coś o nich tutaj napiszę. Przypomniał mi się jeszcze mój jeden problem. Nawyk odkładania wszystkiego na potem. Mam już tyle ebooków, stron internetowych, materiałów, filmów, nagrań itp. do przeglądnięcia, że nazbierało się tego masa. Wszystko dodaje do ulubionych i mówię, że później sobie przejrzę bo nie chce mi się teraz. Całe życie układam jakieś plany na przyszłość, rozpisuję to wszystko na kartkach, w notatnikach, co do szczegółu. Zakazy, nakazy, postanowienia, cele itd. Ciągle jakieś plany od nowa, a pory roku zmieniają się za oknem. Haha, śmieszne to. :D

Nie chciałabym tylko jednego, żebyś za bardzo się wciągnął w temat.
Ponieważ jest on przepełniony historiami innych ludzi, żebyś nie brał na siebie
ciężaru tych historii, a jedynie wyłapywał to co dotyczy Ciebie.
Tobie jest potrzebna spokojna terapia indywidualna, zajęcie się tylko sobą.
Jak sam pisałeś nie jesteś DDA, nie musisz się z tym identyfikować.
Jesteś DDD tyle że schematy działań jednych i drugich są bardzo podobne.

Spoko.
monooso
Offline

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez blue_girl 11 kwi 2014, 23:37
Słuchaj, nikt Cię na żadną terapie siłą nie zaciągnie.
Tam się idzie dla siebie samego a nie dlatego że ktos tak chce.
Ja też tak myślałam jak Ty bo jestem dobrym obserwatorem.
Ale wiedzę swoją, dumę i przekonanie że dam wycisk terapeutce wycierałam z podłogi zasmarkaną od płaczu chusteczką.
Ja przyszłam jako alfa i omega, powiedziałam jej że duuuzo czytałam i wszystko wiem i rozumiem... a ona zaczęła pytać
o coś zupełnie innego... ;)
Szkoda życia na siedzenie ze sobą samym, trzeba poszerzac horyzonty.

Moje wzdryganie się przed terapią wcale nie wynikało z niechęci do terapii ale z lęku przed drugim człowiekiem
i tym że ktoś odkryje jaka jestem naprawdę i jak bardzo się boję.
Poza tym to wymaga wyjścia z domu.
Głupota innych to tylko tak mur obronny.

Ps: dobrze że masz tylko schize prostą a nie krzywą ;)
Kobiety nie zmienisz. Możesz zmienić kobietę. Ale to nic nie zmieni.
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
17 sty 2010, 19:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 12 kwi 2014, 00:17
blue_girl napisał(a):Słuchaj, nikt Cię na żadną terapie siłą nie zaciągnie.
Tam się idzie dla siebie samego a nie dlatego że ktos tak chce.

Wiem o tym, że nikt mnie siłą nie zaciągnie. Jak będę chciał kiedyś tam pójść to się zapiszę. W pierwszym swoim poście jasno zaznaczyłem, że nigdzie się na razie nie wybieram.

Ja też tak myślałam jak Ty bo jestem dobrym obserwatorem.
Ale wiedzę swoją, dumę i przekonanie że dam wycisk terapeutce wycierałam z podłogi zasmarkaną od płaczu chusteczką.
Ja przyszłam jako alfa i omega, powiedziałam jej że duuuzo czytałam i wszystko wiem i rozumiem... a ona zaczęła pytać
o coś zupełnie innego... ;)
Szkoda życia na siedzenie ze sobą samym, trzeba poszerzac horyzonty.

A o co zaczęła pytać? Możesz zdradzić jakieś smaczki co tam się działo za zamkniętymi drzwiami? Każdy tylko mówi idź na terapię, a nikt nie chce powiedzieć dokładnie co tam się wyprawia. Tak jakby tam jakieś cuda odprawiano. Dziwne. Strzelam w ciemno, że jest zwyczajnie i terapeutka zadaje Ci pytania związane z Twoja bolesną przeszłością, a ty masz jej o tym opowiadać nie kryjąc przy tym swoich emocji, tak jakby uwolnić swoje skrywane emocje, np. wypłakać to wszystko. Dla mnie to bzdury.

Moje wzdryganie się przed terapią wcale nie wynikało z niechęci do terapii ale z lęku przed drugim człowiekiem
i tym że ktoś odkryje jaka jestem naprawdę i jak bardzo się boję.

Moje wzdryganie przed terapią jest również podszyte tym samym lękiem i dobrze o tym wiem. Nie jest to dla mnie nic nowego. Chociaż nie jest to w tym momencie główny powód dla którego tam nie chcę iść. Teraz sam się leczę bo tak wolę. Uważam, że moja autodiagnoza i autoleczenie będą skuteczniejsze. Gdy będę chciał tam iść to po prostu pójdę nie zważając na lęk. Nie jest łatwo rozmawiać z kimś obcym o swojej bolesnej przeszłości, będąc przy tym całkowicie szczerym aby terapia przyniosła jakikolwiek sukces, zdaję sobie z tego sprawę. Dodam również, że mam w swoim życiu pewne sekrety, o których nikt nigdy się nie dowie. Nie ma takiej opcji, nawet terapeuta. Założę się, że każdy w swoim życiu ma podobne tajemnice. Forsujesz tutaj pogląd, że osoba z potencjalną nerwicą, dda, ddd, fobią czy czymkolwiek jeszcze innym musi być przezroczysta jak lustro, ktoś musi wiedzieć o niej wszystko, natomiast zwykła normalna osoba, która ma setki sekretów i kłamstw może stać z parawanem i funkcjonować o niebo normalniej. Nie tędy droga.

Poza tym to wymaga wyjścia z domu.

Wychodzę z domu. Był okres w moim życiu, że nie wychodziłem przez jakiś czas prawie wcale ale to się pozmieniało. Wyszedłem dzisiaj wieczorem na spacer, szedłem, szedłem i na początku byłem smutny i prawie płakałem, później usłyszałem jak jakaś kobieta mówi coś dla mnie śmiesznego i ciągle później się z tego śmiałem jak szalony, śmiałem się aż do łez, a ludzie się na mnie dziwnie patrzyli ale miałem to w dupie bo gdy mam dobry nastrój to jest mi wszystko jedno, później znowu zrobiło mi się smutno i miałem łzy w oczach, czułem zażenowanie i wstyd, później znowu się śmiałem itd. Zauważyłem, że moje emocje skaczą jak szalone, wystarczy, że coś usłyszę, coś sobie przypomnę, coś ktoś powie, coś zobaczę itp. a moje emocje i stan psychiczny skacze raz w jedną, raz w drugą stronę.

Głupota innych to tylko tak mur obronny.

Może źle się wyraziłem. Nie uważam, że reszta jest głupia ale nieświadoma. Uboga świadomość gatunku ludzkiego to będzie najlepsze określenie. Przykładowo wspomniane, w którymś ze wcześniejszych moich postów zoo dobitnie o tym świadczy.

Ps: dobrze że masz tylko schize prostą a nie krzywą ;)

Do czego pijesz? Do tej schizofrenii prostej o której była wczesniej mowa? Objawy z wikipedii pasują jak ulał ale jest to bardzo podobne z opisu do zwykłej depresji. A schizofrenia krzywa to ta ciężka, w której nie odróżniamy jawy od wyobraźni, tak? Nie mam jeszcze takich problemów, całe szczęście.
monooso
Offline

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez blue_girl 12 kwi 2014, 01:05
A co znaczyły Twoje łzy podczas spaceru? Co one mówią?
Kobiety nie zmienisz. Możesz zmienić kobietę. Ale to nic nie zmieni.
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
17 sty 2010, 19:34

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Avatar użytkownika
przez Raffuss 12 kwi 2014, 10:35
monooso napisał(a):Powiem Ci coś. Właśnie ja uważam, że widzę wszystko, a nawet o wiele więcej niż taki terapeuta by zobaczył. Będę bezczelny ale powiem, że czuję się wyjątkowy. Czuję się wybrańcem i w głębi siebie nie chcę tego zmieniać. Uważam, że jestem bardziej rozwinięty umysłowo niż większość osób żyjąca na tej planecie, a przynajmniej te, które poznałem, widzę na ulicach, w telewizji itp. Postrzegam ich wszystkich jako 'roboty', które bezwiednie podąrzają za popędami swoich zaprogramowanych szablonów myślowo-emocjonalnych. Czuję jakbym brał udział w jakimś wielkim projekcie badawczym. Myślą, że mają na coś wpływ, myślą, że sami podejmują decyzje, a tak naprawdę to są wodzeni za nos. Każdy reaguje automatycznie na każdą reakcję. Wystarczy usiąść na ławce w parku i popatrzyć jak się zachowują. Powiem szczerze, że gdybym poszedł do takiego terapeuty to bym go przejrzał na wylot, bym wszystko wiedział z góry jak to się potoczy. Musiałbym mu później tylko przytakiwać, że niby podsunął mi jakieś cudowne rozwiązanie, cudowną myśl, cudowny pomysł, a tak naprawdę ja wiedziałem o tym dużo wcześniej od niego. Przytakiwałbym mu aby nie poczuł się głupio. Pisałaś wcześniej, że jestem inteligentny. Dziękuję ale tu nie chodzi o taką zwykłą inteligencję w powszechnym rozumieniu. W szkole zawsze mi powtarzano, że jestem bardzo zdolny ale leniwy i gdybym sam chciał to bym mógł wiele osiągnąć. W testach na IQ też nie wypadam najlepiej. Większość osób, które poznałem uważało mnie za dość przeciętną osobę. W realnym świecie za bardzo się spinam i to może dlatego. Gdy piszę samotnie teksty lub nagrywam wypowiedzi na dyktafon to jestem całkowicie rozluźniony więc myśli płyną swobodniej. Nie jestem w stanie sprecyzować na czym ta moje inteligencja polega. Po prostu czuję się poziom wyżej niż reszta, uważam ich za głupich nieświadomych ludzi.


Słuchaj dzieje się tak dlatego, że nazwijmy to "uszkodzenia psychiki" powodują wyostrzenie innych zmysłów. Tak jak z niepełnosprawnością, nie widzisz ale słyszysz o wiele lepiej niż inni. Jednak ten stan nie znaczy że jesteś lepszy od terapeuty/psychologa. I stawiam dobrego JW, że psycholog podczas terapii otworzyłby Tobie oczy na coś czego nie dostrzegasz, albo czego nie umiesz w sobie odblokować.

Na pocieszenie powiem Tobie, że co najmniej co druga osoba czuje się tak jak Ty, mając takie problemy. Natomiast uważanie ludzi dookoła za głupich i nieświadomych świadczy o sporym problemie z psychiką, z którym należałoby zrobić porządek.
Codzienna walka o lepsze jutro nerwoblog.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
331
Dołączył(a)
14 lip 2010, 21:04
Lokalizacja
Gdańsk

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 12 kwi 2014, 10:58
blue_girl napisał(a):A co znaczyły Twoje łzy podczas spaceru? Co one mówią?


Przewertowałem Inernet i na polskojęzycznych stronach, a szczególnie forach jest o tym bardzo niewiele. Osoby z fobią społeczną/nerwicą/depresją, a raczej mieszanką tego wszystkiego bo to wszystko na siebie się nakłada mają bardzo podobne objawy do mnie, a nawet mogę powiedzieć, że identyczne. Chociaż w głównej mierze chodzi tutaj o fobię społeczną. Niestety nikt nie znalazł żadnego skutecznego sposobu na zmniejszenie tego dyskomfortu, nie mówiąc nic nawet o pozbyciu się tego całkowicie, każdy tylko wymienia się swoimi doświadczeniami i półśrodkami. Później zabrałem się za anglojęzczyną część sieci i tam znalazłem o wiele więcej informacji o tej przypadłości. Nazywają to watering eyes/watery eyes ale jest to nazwa taka nieoficjalna, nie mająca nic wspólnego z oficjalnym schorzeniem o takiej samej nazwie. Przeczytałem tam wiele tematów na forum dotyczącym fobii społecznej i zdzwiłem się, że aż tyle osób to ma. Niestety również nikt nie umie sobie z tym poradzić i musi z tym żyć co jest bardzo niekomfortowe, a wręcz to udręka. To co większosć pisze idealnie pokrywa się z moimi obserwacjami bo rozpracowałem to do prawie cna. To uczucie i łzawienie występuje tylko gdy jestem w miejscach publicznych wśród innych, obcych ludzi, gdy jestem obserwowany, gdy jestem w centrum uwagi, gdy muszę zrobić coś samodzielnie, gdy kogoś mijam, gdy ktoś na mnie się patrzy lub ja na jego się patrzę, gdy z kimś rozmawiam, gdy zrobię coś głupiego lub niestosownego itp. Jest to cały zestaw różnych sytuacji, w których może to wystąpić. Uważam, że u normalnej, zdrowej osoby również to występuje, np. gdy ośmieszy się i bardzo tego się wstydzi ale nie aż w takim szerokim wachlarzu różnych sytuacji jak u mnie. Częstotliwość tej reakcji jest ściśle powiązana z niskim poziomem dopaminy w mózgu. Jedno jest zależne od drugiego. Niski poziom dopaminy jest spowodowany tymi reakcjami, a te reakcje są spowodowane niskim poziomem dopaminy. Tak samo jak nerwica i jej objawy somatyczne są spowodowane przez fobię społeczną, a fobia społeczna jest spowodowana przez objawy somatyczne nerwicy. Po spożyciu substancji podwyższających poziom dopaminy lub 'wykonaniu pewnych czynności mentalnych' (np. coś zrobię dobrze, ktoś mnie pochwali itp., pisałem o tym wcześniej) to uczucie nie występuje wcale lub jest znikome. Jednak ZAWSZE poziom dopaminy wraca do swojego pierwotnego, zaniżonego stanu. Po jakichś używkach może to trwać kilka godzin lub parę dni, po jakiejś pochwale może trwać to 20 minut, zależy, jest z tym różnie ale tą regularlność widać jak na dłoni. Kiedyś nie mogłem tego rozgryźć ale teraz jestem tego pewien. Ktoś może mi powiedzieć, że chcę całe życie być na haju, a ja powiem ok dobra tylko ja na tym haju czuję się jak normalna osoba na trzeźwo, wtedy wracam do stanu normalności bo mój poziom dopaminy jest obniżony na codzień. Możliwe, że mam coś w mózgu uszkodzone, źle rozwinięte z powodu swojego dzieciństwa, wychowania, przeżyć itd. bo poziom dopaminy wzrasta jako odpowiedź na różne bodźce. Zaburzone schematy myślowo-emocjonalne powodują niski poziom dopaminy, który powoduje dalsze reakcje somatyczne. Czasami przez parę dni nie mam prawie żadnych objawów, czuję się jak normalny człowiek, a czasami przez parę dni jak wychodzę z domu to czuję się tak, że kompletnie nie chcę nikogo mijać nawet na ulicy bo objawy są bardzo nasilone. Ostatnio też zauważyłem, że identyczne uczucie wysątpiło ostatnio gdy chciałem przejść przez przejście dla pieszych, wszedłem już na jezdnię ale nie byłem pewien czy samochód się zatrzyma. Wyglądało tak jakbym podświadomie czuł, że robię coś źle i będę za to ukarany, że nie poczekałem, aż przejdzie tylko wjebałem się na jezdnię na chama. Właśnie z tego powodu wystąpiło to też. Zauważyłem również, że gdy idę ulicą i nie chcę aby wystąpiło to uczucie to muszę zrobić lekkiego zeza (takiego prawie niewidocznego, co bardzo łatwo mi wychodzi, od ręki), gdy zrobię tego zeza to wszystko co jest widziane jest lekko rozmazane przez co nie widzę kompletnie twarzy innych osób i te uczucie nie występuje lub jest bardzo słabe. Występuje tylko myśl co oni o mnie pomyślą, wyglądam teraz jak idiota itp. Czyli możemy dojść do wniosku, że gdyby nie oczy, gdyby nie moje postrzeganie wzrokowe to te uczucie by nie wystąpiło. Czyli jedziemy dalej, czyli moje oczy odbierają te fotony, które są BŁĘDNIE interpretowane w moim mózgu. Ta BŁĘDNA interpretacja, która się dzieje Z AUTOMATU (ja jej kompletnie nie kontroluje, to jest tak szybkie jak błysk światła, nawet tego nie postrzegam, to po prostu dzieje się w tej samej chwili kiedy to jest postrzegane) właśnie prowadzi do spinania się mięśni mojej twarzy, co otwiera te kanaliki i powoduje łzawienie. Później moja osoba widzi co się dzieje z jej ciałem, widzi, że inne osoby tak nie mają i jest to bardzo niekorzystne, zawstydzające, ujmujące i wszystko co najgorsze w codziennym funkcjonowaniu. Wtedy ta osoba chce się tego pozbyć ale nie może bo to jest już jakby wgrane w system, może tylko wyciszać objawy ciała lekami z masą skutków ubocznych. Przecież to jest ujmujące w naszym społeczeństwie płakać publicznie, tak nas zaprogramowano. Więc taka osoba walczy z 2 programami. Z jednej strony płacze publicznie, a z drugiej strony nie może tego robić i tu powstaje lęk oraz nerwica. Właśnie wiele osób na forum pisało, że gdyby nie to uczucie to byliby kompletnie normalni i to jest ich główny problem. Problemem jest tutaj właśnie nasze społeczeństwo, w którym płakanie publiczne uchodzi za coś 'wstydliwego', że tak ujmę. Zresztą chodzi tutaj o płakanie bez powodu, któremu towarzyszy te uczucie zażenowania. Uważam, że jest to mój główny problem, który odpowiada za WSZYSTKIE inne problemy w moim życiu, za wszystkie moje niepowodzenia, za moją bezczynność, za moje wyizolowanie i za wszystko najgorsze. Czyli jestem zakładnikiem tego 1 problemu? Tak. Dodam również, że nie utożsamiam się już z nim jak kiedyś, a nawet w ogóle. Nie jestem tym smutkiem, tym pogrążaniem się, tą depresją. Nie, nie, nie. Czuję się świetnie, naprawdę. Czuję się zajebiście, po prostu postrzegam to i widzę ten cały automatyzm naszych pozornych żyć. Teraz po prostu idę ulicą, widzę oooo uczucie rośnie, później widzę ooooo łzy, później widzę ooooo strach, później widzę oooooo ktoś na mnie się patrzy bo mam łzwy w oczach i twarz się wykrzywiła, później uczucie zażenowania, później myśl aaaaaa co mi tam popatrzę mu też w oczy, później uczucie speszenia, później obtarcie oczu, dalej idę, a ja w głębi siebie się śmieje z tego wszystkiego hahahahaha. Bo to jest kabaret, a co mam płakać hahahaha? To sobie po prostu jest ok ale chcę zmienić to tylko z 1 powodu. Gdy tego nie zmienię to nie będę mógł w ogóle funkcjonować swobodnie społecznie ze względu na te automatyzmy wgrane. Zawsze zostaje mi rozwiązanie w postaci używek lub być może jakichś leków ale na razie szukam innych rozwiązań. Dziękuję.

-- 12 kwi 2014, 11:17 --

Raffuss napisał(a):Słuchaj dzieje się tak dlatego, że nazwijmy to "uszkodzenia psychiki" powodują wyostrzenie innych zmysłów. Tak jak z niepełnosprawnością, nie widzisz ale słyszysz o wiele lepiej niż inni. Jednak ten stan nie znaczy że jesteś lepszy od terapeuty/psychologa. I stawiam dobrego JW, że psycholog podczas terapii otworzyłby Tobie oczy na coś czego nie dostrzegasz, albo czego nie umiesz w sobie odblokować.

Aha, dzięki. Bardzo trafne spostrzeżenia. Uważam, że ten stan jest 'błogosławieństwem'. W żadnym wypadku nie chcę pomniejszać swojej 'świadomości' (tak to będę nazywał). To był by umyślny krok w tył. Po co miałbym to robić? Chcę tylko wyeliminować parę objawów (szczególnie zewnętrznych), które utrudniają mi swobodne funkcjonowanie z dzisiejszym społeczeństwie, a nie kastrować wszystko jak leci aby upodobnić się do przeciętnego człowieka. Nie chcę być idealny, nie wiadomo jaki, po co? Nie chcę żyć jak większość ludzi. Może by coś mi pokazał, a może nie, to jest gdybanie. Nie zaprzeczam, że kiedyś tam pójdę z czystej ciekawości. Na razie eksperymentuje samemu, a co nie moge?

Na pocieszenie powiem Tobie, że co najmniej co druga osoba czuje się tak jak Ty, mając takie problemy. Natomiast uważanie ludzi dookoła za głupich i nieświadomych świadczy o sporym problemie z psychiką, z którym należałoby zrobić porządek.

Akurat ta kwestia nie jest dla mnie problemem, to jest fakt.

-- 12 kwi 2014, 11:25 --

Aha i dodam jeszcze aby ktoś mi nie wytknął, że za wszystko odpowiada tylko dopamina, dopamina, dopamina. Nie, tak nie jest. Mózg człowieka jest bardzo skomplikowany i wpływ na to ma wiele neuroprzekaźników czy jak to się fachowo nazywa oraz innych rzeczy ale piszę tylko to co zaobserwowałem u siebie samego. Używki oraz sytuacje, które według badań podnoszą poziom dopaminy, powodują u mnie normalne funkcjonowanie.
monooso
Offline

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez blue_girl 12 kwi 2014, 11:47
Nie odpowiedziałeś na pytanie.
Kiedy płyną łzy one zawsze coś z znaczą.
Zawsze są reakcją na EMOCJE i UCZUCIE.
To nie fotony i nie dopamina tylko Twoje uczucia.
Nerwica i wszystkie wszystkie jej objawy są tylko reakcją organizmu na konflikt wewnętrzny.
Jednemu łzawią oczy drugi dostaje na ulicy biegunkę.
Załóż ciemne okulary, nikt nie będzie widział że płaczesz.
I od tego zacznij.

Ok wiec rodzi się poczucie winy i zażenowanie - na skutek tych reakcji.
Ale wciąż nie jest powiedziane co oznaczają te łzy, czego są wyrazem.
Z pewnością nie są wyrazem wyjscia na ulicę czy reakcji innych ludzi, są tylko Twoją odpowiedzią
na to co się dzieje w środku.

Ludzie są sami pogubieni dlatego trzeba wyznaczyć jasno granice swoje i cudze.
Szanuj moje granice, granice forumowiczów i odpowiadaj czytelnie i krótko.

Co Ciebie obchodzi co piszą inni.
Oni to oni a Ty to Ty.
Poza nimi znam mnóstwo osób którzy po atakach paniki a autobusie i sklepach
powrócili do normalnego życia i bardzo dobrze się mają.

Robisz dokładnie to samo co hipochondryk googlający sobie objawy
i zyjący objawami innych, bo jego są podobne dochodzi więc do wniosku że ma hiv, raka i sm jednocześnie.
Po pierwsze poczucie własnej wartości i własne granice.
Inni ludzie to inni ludzie a Ty to Ty.
Nie każdy po grypie będzie miał zapalenie mieśnia sercowego ;)

-- 12 kwi 2014, 10:57 --

Ps: nikt nie każe Ci zmiejszać świadomości!!! :) Dlaczego na sugestię kolegi że ktos może zobaczyć coś czego
sam nie widzisz reagujesz w ten sposób?
Trzeba umieć sobie przyznać "mam kłopoty i przyda mi się wsparcie"
Hydraulik choć jest fachowcem nie będzie się brał za elektrykę i nie będzie uważał że wsparcie
innego fachowca to zmiejszanie świadomości czy podkopanie jego wartości.
Własnie to też odróżnia poczucie własnej wartości od poczucia gorszości.
Człowiek który zna swoją wartość i ma wyznaczone granice nie będzie czuł zagrożenia ze strony drugiej osoby.
Kobiety nie zmienisz. Możesz zmienić kobietę. Ale to nic nie zmieni.
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
17 sty 2010, 19:34

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Avatar użytkownika
przez Raffuss 12 kwi 2014, 12:04
Akurat ta kwestia nie jest dla mnie problemem, to jest fakt.

Dobrze.. każdy ma prawo decydować za siebie i każdy ma prawo błądzić. Życzę w takim razie byś dotarł do miejsca w którym rozpoczniesz terapię i dostrzeżesz jakimi błędnymi założeniami się kierowałeś. Powodzenia :)
Codzienna walka o lepsze jutro nerwoblog.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
331
Dołączył(a)
14 lip 2010, 21:04
Lokalizacja
Gdańsk

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 12 kwi 2014, 12:29
blue_girl napisał(a):Nie odpowiedziałeś na pytanie.
Kiedy płyną łzy one zawsze coś z znaczą.
Zawsze są reakcją na EMOCJE i UCZUCIE.
To nie fotony i nie dopamina tylko Twoje uczucia.
Nerwica i wszystkie wszystkie jej objawy są tylko reakcją organizmu na konflikt wewnętrzny.
Jednemu łzawią oczy drugi dostaje na ulicy biegunkę.
Załóż ciemne okulary, nikt nie będzie widział że płaczesz.
I od tego zacznij.

Nie jest to taki płacz jaki następuje jako skutek smutku. Nie jest to taka sama reakcja, wygląda to troszkę inaczej. Są łzy ale takie puste, automatyczne, wymuszone. Porównałbym to z wpatrywaniem się w 1 punkt bez mrugania przez dłuższy okres czasu, tylko w tym przypadku to następuje w ciągu 1 sekundy, a na wpatrywanie trzeba poświęcić troszkę czasu. To uderza mnie w jednej chwili, później pojawia się myśl, że to ktoś zobaczy i szybciutko za tym podąża uczucie wstydu, zażenowania. Wtedy oczy zaczynają łzawić. Myślałem na początku, że może to jakaś zwykła choroba, np. zespół suchego oka od zbyt długiego przesiadywania przed komputerem. Bardzo możliwe, że w jakimś stopniu jest to tym spowodowane ale nie jest to główna przyczyna ponieważ ta reakcja uruchamia się TYLKO w określonych sytuacjach społecznych, inaczej trwałoby to ciągle niezależnie od tego kogo mijam, co robię itd.
Powiem tak, przypuszczam, że wiem co one znaczą ale nie będę tego tutaj pisał. To, że wiem czemu mogą powstawać, nie znaczy, że przestaną się odtwarzać. To kompletnie niczego nie zmienia.
Jeżeli to nie dopamina to dlaczego po używkach lub wydarzeniach, które według badań zwiększają znacznie poziom dopaminy to uczucie WCALE nie występuje? WCALE. Chyba jest coś na rzeczy. Nie są to moje jakieś przypuszczenia wzięte z nieba tylko wnioski wysnute z wielomiesięcznych obserwacji własnych reakcji. Nie wygląda to tak, że znalazłem coś w Internecie i przyjąłem to za pewnik, dopasowałem do siebie. W Internecie znalazłem tylko potwierdzenie tego co sam już wcześniej zauważyłem u siebie.
Ciemne okulary? Przerabiałem to, żadne wyjście. Nie mogę całe życie, w każdej sytuacji chodzić w ciemnych okularach. To będzie tylko zamiatanie problemu pod dywan, który i tak muszę rozwiązać. Gdy chodzę bez okularów to problem wraca. Gdy noszę ciemne okulary to wtedy to uczucie nie występuje bo umysł podświadomie zdaje sobie sprawę, że tego nie będzie widać. Świadomość tego, że moje łzy będą widoczne nakręca to podświadomie, ja nawet o tym nie myślę.

Ok wiec rodzi się poczucie winy i zażenowanie - na skutek tych reakcji.
Ale wciąż nie jest powiedziane co oznaczają te łzy, czego są wyrazem.
Z pewnością nie są wyrazem wyjscia na ulicę czy reakcji innych ludzi, są tylko Twoją odpowiedzią
na to co się dzieje w środku.

Właśnie, że ta reakcja jest w ogóle bez sensu. Nakręca się samoistnie tym, że ktoś to zobaczy... Nie da się zaobserwować żadnej konkretnej przyczyny ponieważ taka nie istnieje. Nawet po substancjach spowolniającyh czas nie jest to możliwe, a co dopiero na trzeźwo. Mogę tylko przypuszczać czemu tak się dzieje, mam pewne mocne przypuszczenia, są to wydarzenia z przeszłości ale co to zmieni?

Ludzie są sami pogubieni dlatego trzeba wyznaczyć jasno granice swoje i cudze.
Szanuj moje granice, granice forumowiczów i odpowiadaj czytelnie i krótko.

Co Ciebie obchodzi co piszą inni.
Oni to oni a Ty to Ty.
Poza nimi znam mnóstwo osób którzy po atakach paniki a autobusie i sklepach
powrócili do normalnego życia i bardzo dobrze się mają.

Tak oni to oni, a ja to ja tylko, że mamy ten sam problem, który wygląda identycznie więc szukam rozwiązania.

Robisz dokładnie to samo co hipochondryk googlający sobie objawy
i zyjący objawami innych, bo jego są podobne dochodzi więc do wniosku że ma hiv, raka i sm jednocześnie.

Wcale tak nie jest.

Po pierwsze poczucie własnej wartości i własne granice.
Inni ludzie to inni ludzie a Ty to Ty.
Nie każdy po grypie będzie miał zapalenie mieśnia sercowego ;)

To czcze gadanie. To nic nie zmienia, problem dalej istnieje.

Ps: nikt nie każe Ci zmiejszać świadomości!!! :) Dlaczego na sugestię kolegi że ktos może zobaczyć coś czego
sam nie widzisz reagujesz w ten sposób?
Trzeba umieć sobie przyznać "mam kłopoty i przyda mi się wsparcie"
Hydraulik choć jest fachowcem nie będzie się brał za elektrykę i nie będzie uważał że wsparcie
innego fachowca to zmiejszanie świadomości czy podkopanie jego wartości.
Własnie to też odróżnia poczucie własnej wartości od poczucia gorszości.
Człowiek który zna swoją wartość i ma wyznaczone granice nie będzie czuł zagrożenia ze strony drugiej osoby.

W jaki sposób?
Tak mam kłopot ale nie w tamtej kwestii, która została poruszona. Chcę zająć się tym co mi naprawdę przeszkadza, a nie wyszukiwać problemy na siłę. Dla jego to mogą być głębokie problemy psychiczne, mam to gdzieś, dla mnie wiem czym to jest.

-- 12 kwi 2014, 12:37 --

Raffuss napisał(a):
Akurat ta kwestia nie jest dla mnie problemem, to jest fakt.

Dobrze.. każdy ma prawo decydować za siebie i każdy ma prawo błądzić. Życzę w takim razie byś dotarł do miejsca w którym rozpoczniesz terapię i dostrzeżesz jakimi błędnymi założeniami się kierowałeś. Powodzenia :)

Dziękuję, mam nadzieję, że nie będzie konieczna. Tobie również życzę wszystkiego dobrego! :)
monooso
Offline

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

Avatar użytkownika
przez Raffuss 12 kwi 2014, 12:38
Dobrze, postawmy zatem inaczej pytanie: Dlaczego mówisz że szukasz rozwiązania, a gdy koleżanka naprowadza Cię na właściwą ścieżkę, odpowiadasz jej że wcale tak nie jest?

Wybacz porównanie ale to tak jak z alkoholikami. Oni uważają na początku że nad wszystkim panują i alkohol nie jest źródłem ich problemów. Rozumiem takie podejście, bo większość takie ma. To się fachowo nazywa wyparcie. Każdy przez ten stan przechodzi, prędzej czy później. Powinieneś zrozumieć że nie ty umiesz się zdiagnozować (zakładam że nie posiadasz dyplomu medycznego w tej dziedzinie). Możesz wyszukiwać w sieci mnóstwo symptomów pasujących do Twoich ale to nawet nie jest minimum diagnozy. Dlatego koleżanka nazwała takie zachowanie, zachowaniem zmierzającym w stronę hipochondrii.

Sam zobacz. Jak Cię boli ząb, nie szukasz po sieci jak rozwiercić sobie zęba, tylko idziesz do stomatologa. Z psychiką jest dokładnie tak samo. Nie jest dobrze szukać do czego pasują moje objawy, bo tą drogą zdniagnozujesz u siebie nawet nowotwór (zauważ że do forów medycznych nie masz dostępu, zatem patrzysz po ogółach i wypowiedziach szczątkowych innych ludzi nie znających się na medycynie). Poza tym szukająć po sieci, wchodzisz powoli w pętlę przekonań że na pewno wiesz co się z Tobą dzieje. Gdy tak naprawdę nawet nie zdajesz sobie sprawy, co jest prawdziwą przyczyną takiego stanu rzeczy.

Zacznij się otwierać na innych i inne światopogolądy. Na inne spojrzenie na samego siebie. Jestem przekonany że odkryjesz tą drogą wiele pozytywnych cech w sobie.

monooso napisał(a):Dziękuję, mam nadzieję, że nie będzie konieczna. Tobie również życzę wszystkiego dobrego! :)

A wiesz że od terapii powinno się zacząć? Jest ona jedynym rozsądnym wyjściem.. wiem są jeszcze leki, albo tkwienie w miejscu, tylko czy taką drogę chciałbyś wybrać?
Terapię stosuje się nawet przy epizodach depresyjnych.
Codzienna walka o lepsze jutro nerwoblog.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
331
Dołączył(a)
14 lip 2010, 21:04
Lokalizacja
Gdańsk

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez blue_girl 12 kwi 2014, 12:57
Tak oni to oni, a ja to ja tylko, że mamy ten sam problem, który wygląda identycznie więc szukam rozwiązania.


Moim skromnym zdaniem nie tam gdzie trzeba.
Ludzie którzy z tego wychodzą nie rozpisują się na forach bo nie mają na to czasu.
Ale to Twoje życie, Twoja sprawa i Twoje wybory :)

Słusznie napisal kolega Raffuss o wyparciu, jak u alkoholika.
Kobiety nie zmienisz. Możesz zmienić kobietę. Ale to nic nie zmieni.
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
17 sty 2010, 19:34

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez monooso 12 kwi 2014, 12:58
Raffuss napisał(a):Dobrze, postawmy zatem inaczej pytanie: Dlaczego mówisz że szukasz rozwiązania, a gdy koleżanka naprowadza Cię na właściwą ścieżkę, odpowiadasz jej że wcale tak nie jest?

A o co konkretnie chodzi bo nie wiem? Po prostu przerabiałem to już co koleżanka mi podsuwa i nie tędy droga, TO NIE USUNIE PROBLEMU. Rozumiesz? Przerabiam to od dłuższego czasu, a nie, że wbiłem sobie na forum i odrzucam wszystkie rady bo jestem wszechwiedzący. Mogę w tym brodzić przez kolejne lata ale będzie to bezcelowe, tutaj potrzeba spróbować coś innego.

Wybacz porównanie ale to tak jak z alkoholikami. Oni uważają na początku że nad wszystkim panują i alkohol nie jest źródłem ich problemów. Rozumiem takie podejście, bo większość takie ma. To się fachowo nazywa wyparcie. Każdy przez ten stan przechodzi, prędzej czy później. Powinieneś zrozumieć że nie ty umiesz się zdiagnozować (zakładam że nie posiadasz dyplomu medycznego w tej dziedzinie). Możesz wyszukiwać w sieci mnóstwo symptomów pasujących do Twoich ale to nawet nie jest minimum diagnozy. Dlatego koleżanka nazwała takie zachowanie, zachowaniem zmierzającym w stronę hipochondrii.

To jest tylko Twoja opinia. Ja mam inną.

Sam zobacz. Jak Cię boli ząb, nie szukasz po sieci jak rozwiercić sobie zęba, tylko idziesz do stomatologa. Z psychiką jest dokładnie tak samo. Nie jest dobrze szukać do czego pasują moje objawy, bo tą drogą zdniagnozujesz u siebie nawet nowotwór (zauważ że do forów medycznych nie masz dostępu, zatem patrzysz po ogółach i wypowiedziach szczątkowych innych ludzi nie znających się na medycynie). Poza tym szukająć po sieci, wchodzisz powoli w pętlę przekonań że na pewno wiesz co się z Tobą dzieje. Gdy tak naprawdę nawet nie zdajesz sobie sprawy, co jest prawdziwą przyczyną takiego stanu rzeczy.

Z leczeniem psychiki jest inaczej ponieważ lekarze się tym zajmujący bazują tylko na swoich własnych HIPOTEZACH zbudowanych na tym co im powiesz, które nie są do końca trafione, według mnie ponieważ problem leży gdzie indziej, temu tak mało osób zostaje wyleczonych, dla pierwszej części latami jest prany mózg przez różne rodzaje terapii (zakładanie bluzeczek w tych samych kolorach, i inne przedziwne nakazy), druga część zamiata problem pod dywan lekami (każdy głupi umie przywalić procha). Później okazuje się, że ludzie chodzą latami na różne terapie bo myślą, że to ich uzdrowi. Albo zmieniają leki jak rękawiczki bo tolerancja się zwiększyła i nie działają już tak dobrze. A Wy łykacie to wszystko jak pelikany, że tak trzeba i już. Obecnie szukam alternatywy, sam to badam, jak będę chciał to tam pójdę bo każdy głupi może to zrobić w każdej chwili.

A wiesz że od terapii powinno się zacząć? Jest ona jedynym rozsądnym wyjściem.. wiem są jeszcze leki, albo tkwienie w miejscu, tylko czy taką drogę chciałbyś wybrać?
Terapię stosuje się nawet przy epizodach depresyjnych.

Ty tak uważasz, ja uważam inaczej. Na terapię, do psychologa lub psychiatry mogę pójść w każdej chwili. Gdy uznam, że nic więcej nie jestem samemu zrobić to taki krok uczynię, pisałem już o tym. Gdybym tam poszedł to ten wątek prawdopodobnie nigdy by nie powstał.

Poza tym poproszę o nie rozpieprzanie mi wątku. O co my w ogóle się sprzeczamy? Nie po to powstał ten temat. Ma on inny cel, a nie namawianie na konwencjonalne leczenie, tak samo jak świadkowie Jehowy namawiają nachalnie aby przejść na ich wiarę.
monooso
Offline

Nic do stracenia (Walka z fobią społeczną, nerwicą, depresją

przez blue_girl 12 kwi 2014, 13:05
ok :)
Kobiety nie zmienisz. Możesz zmienić kobietę. Ale to nic nie zmieni.
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
17 sty 2010, 19:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do