Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez Raffuss 09 kwi 2014, 13:46
w sumie dość szybko, lub wolno jak kto woli. Tylko wtedy jeszcze zostałem kompletnie olany przez panią psychiatrę. Bardziej myślała że symuluję żeby nie trafić do wojska :/
Kilkanaście lat później trafiłem już na mądrzejszą lekarz, która stawia mnie na nogi.
Codzienna walka o lepsze jutro nerwoblog.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
331
Dołączył(a)
14 lip 2010, 21:04
Lokalizacja
Gdańsk

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez piotr31 04 maja 2014, 22:19
Kiedy samotność zaczęła mnie podduszać konkretnie, kiedy zauważyłem, że stoję w miejscu, że wiele rzeczy w życiu mi umyka.
Wielcy ci, którzy nie mają nic do powiedzenia i nie ubierają tego w słowa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
556
Dołączył(a)
14 kwi 2014, 09:17
Lokalizacja
lubelskie

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez terminal 06 maja 2014, 23:00
W 2011 roku, kiedy było juz ze mna tak źle, że kolega zaproponował, że da mi kase na psychiatrę. Z troska to powiedzał, nie złosliwie.
napady leku panicznego miałam od dziecka, ch.. wie skąd to dziadostwo sie wzięło.
Napady powtarzały się zanim skończyłam 20 lat, później było różnie, raz lepiej raz gorzej.
Myślę, że doszła do tego depresja, gdy mój ojciec zachorował na raka. Wtedy chyba nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z tego, że jestem chora, bo zawsze byłam silna i dawałam sobie radę z nie takimi rzeczami.
Zaczęły się nocne lęki, spanie przy świetle, raz nawet obudziłam się i przy swoim łózku zobaczyłam twarz faceta. Trudno stwierdzić, czy był do mnie nastawiony zle czy dobrze. Jakby przyczajony ale czy do skoku? Raczej nie. Dziwne było to, że w pokoju było ciemno, a jego twarz była jasna, jak w dzień, ale tylko twarz.
Nigdy więcej go nie zobaczyłam, ale zaczeły mi sie snic pająki.
Najpierw zrywałam się z łożka, zapalałam światło, zwalałam pościel i szukałam gdzie się schowały. Po chwili docierało do mnie, że to był sen.
Pająki śniły mi się coraz częściej, później już nie było nocy bez nich.
Krótko przed śmiercią ojca snił mi sie już tylko jeden pająk. Im bliżej było smierci taty, tym pająk był powolniejszy i niezgrabnie chodził. Nie bałam sie go, myśle nawet że się ze sobą zaprzyjaźnilismy. Ja się budzilam gdy on przechodził obok mnie i patrzyłam jak wchodzi na ścianę, wielki, srebrny, mechaniczny i jak rozpływa się pod sufitem.
Ojciec zmarł w sobote w południe, to była pierwsza noc po jego śmierci gdy pająk nie przyszedł. Od tamtej pory minęło 7 lat, pająki nie wróciły.

Po smierci taty rzuciłam się w wir pracy i zupełnej zmiany swojego zycia. Wydawało mi się że dobrze funkcjonowałam - do 2009 roku. Wtedy też zmieniłam prace która okazała sie ściemą, a facet z którym wiązałam nadzieje - biseksualnym seksoholikiem.

Rok bez pracy i codzienne picie alkoholu zrobiły swoje.
Na początku alkohol sprawiał mi przyjemność. Było mi wesoło i wyluzowywałam się. Po jakichś 7 miesiącach popijania doszłam do momentu w którym po alko było tylko gorzej i gorzej.
Płakałam dzien i noc. Płakałam nad nieszczęściami tego świata, swoimi, smiercią taty, niesprawiedliwością w zyciu, zawaliłam nową pracę.
Z łozka wychodziłam praktycznie tylko po to, zeby zawiezc corke do szkoły i odebrac. Zawoziłam ją i odbierałam w piżamie albo w dresie w którym spałam.
Nie miałam siły sie wykąpać, siedziałam w wannie nie mając siły sięgnąc po gąbkę. Mycie zębów sprawiało mi wielki wysiłek, serce waliło mi jakbym przebiegła kilometr.
Duzo spałam, ale w nocy budziłam sie z atakami paniki, serce stawało mi w miejscu, myślałam wtedy: "To już. Teraz właśnie umieram."
często mówiłam bez zastanowienia, że nie chcę żyć. Po zastanowieniu jednak doszłam do wniosku, że chcę życ, ale chcę, żeby moje życie było lepsze.
Wymyslałam sposoby na wyjście z dołka. Ubzdurałam sobie, że ktoś rzuciła na mnie urok i znalazłam szeptuchy na podlasiu. Kombinowałam żeby pojechac 500 km odczyniac uroki.
Myslałam, że opetał mnie diabeł, bo nic mi sie nie udawało.

Do lekarza poszłam bez wiekszej nadziei, ale on poświęcił mi chyba 2 h na rozmowę i za pierwszym razem zdiagnozował mnie bezbłędnie.
Okazało się, że mam depresję, lęk przed lękiem i agorafobię. Bałam sie zamkniętych pomieszczeń, samolotów, pociągów, sklepów, oddalania sie od domu, dalszych wycieczek, bezpiecznie czułam się tylko we własnym łożku.

Dostałam Mozarin i nie mogłam trafić nim do ust. Bałam się, że po nim umrę, że będzie jeszcze gorzej. Dobry miesiąc od wizyty u lekarza i wykupienia leków przymierzałam się do rozpoczęcia leczenia. Ustaliłam że najlepszym momentem będzie połowa grudnia, przed świętami, więc jak coś mi odbije to nikt sie nie dowie bo będe w domu.

30 stycznia leciałam juz do Londynu, co prawda wspomagając się Sedamem i Xanaxem ale poleciałam. bałam się, ale wiedziałam, że to moja ostatnia szansa żeby w końcu zacząc życ jak normalny człowiek. Mialam 37 lat i nigdy nie byłam za granicą z wyjątkiem małego epizodu w 1994 roku.
Odkąd zaczęłam brac leki zaczęło mi się układac życie. Ludzie zaczeli byc inni, świat był inny, nikt nie rzucił na mnie uroku, poznawałam nowych ludzi i oni lubili spędzac ze mną czas. Zebrałam się w sobie, znalazłam nową pracę, później następną i jestem tu, gdzie jestem: 2 miesiące po odstawieniu leków po 2,5 rocznym leczeniu.
Jestem inna osobą, po psychoterapii, zrozumiałam wiele rzeczy które wydarzyły sie w moim zyciu. Polubiłam siebie, a nawet pokochałam. Zaakceptowałam wiele swoich wad za które się nienawidziłam. Zrozumiałam, że często to inni mają z czyms problem, a nie ja i to ze oni mają z tym problem - nie jest moim problemem.

Czasem mam huśtawki nastrojów, nie wiem sama czego chcę, motam się, ale myślę że w życiu wiekszośc się mota.
Lęk czasem wraca ale w 5% siły, a nie w 100% jak kiedyś.
Staram się myslec pozytywnie, choc to trudne bo jestem malkontentką i dla mnie trawa zawsze jest zielona gdzie indziej, niż tam, gdzie jestem ja.
Staram się byc bardziej wyrozumiała dla ludzi; po psychoterapii zrozumiałam i zobaczyłam, jak inni mają zryty beret i wspólczuje im.

Podsumowując: decyzja o leczeniu był jedną z najlepszych w zyciu. Jesli choroba wróci znów zawalczę o siebie, pójdę do mojego zajebistego lekarza i zajebistego terapeuty (miałam wiele szczęścia że na takich trafiłam, jednak musze przyznać że sama ich znalazłam bo ich mocno szukałam) i znów zacznę leczenie.
Na razie planuje życie bez antydepresantów. W zapasach mam Sedam i Xanax i sięgam po nie gdy czuje lęk. Bo lęk nigdy mnie nie opuści, wiem o tym i staram się z nim życ.
Dobry wieczór państwu. Minęła godzina 20:53. Za chwilę przedstawimy ostatni odcinek serialu "Poprzez prerię Arizony". Ze względu na ogromne zainteresowanie serialem prosimy telewidzów o wyłączenie telewizorów, ponieważ podwyższony pobór mocy może spowodować częściową awarię w podstacji.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
196
Dołączył(a)
01 maja 2014, 20:33
Lokalizacja
3city

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

przez lissa80 07 maja 2014, 11:13
Decyzję o leczeniu podjęłam po drugim wypadku samochodowym, czyli dwa lata temu, powinnam iść od razu gdy zaczęło coś się ze mną dziać, czyli w 2010 roku, gdy przeżyłam pierwszy poważny wypadek samochodowy. Miałam ataki lęku, bałam się wszystkiego, budziłam się po nocach z krzykiem, miałam przywidzenia, omamy, wpadłam w depresję, odizolowałam się od wszystkiego i od wszystkich, zrezygnowałam ze studiów.. byłam tylko ja. Zaczęłam nienawidzić ludzi, i myśleć o najgorszym. W końcu pomogła mi mama, która wręcz siła wyciągnęła mnie siłą do psychologa, który skierował mnie do psychiatry. Przypisał mi tabletki, których nie brałam, ale sama rozmowa z nim zaczęła mi pomagać w przypadku depresji, lęki nasilały się i ginęły, niestety ale powróciły, mam kolejne wizyty u psychiatry i psychologa. Na studia nie wróciłam, i chyba już nie wrócę, przynajmniej na razie, jeszcze jest mi ciężko, nie potrafię rozmawiać z ludźmi, zaczęłam anonimowo pisać na portalach społecznościowych. Wtedy gdy nie mam ochoty na rozmowę, po prostu wyłączam komputer, i znów jestem sama dla siebie. Mam nadzieję że moja aktualna terapia przyniesie skutki..
zegarki męskie odmierzają mój czas..
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
07 maja 2014, 10:58

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez Kalebx3 07 maja 2014, 12:38
decyzje o leczeniu podjąłem kiedy w klucz w drzwiach nie był ustawiony w pozycji pionowej , tylko siedział w zamku krzywo ,,, a na dodatek tak mnie to męczyło ,że "wszystkie klucze do pionu i ulga na jakiś czas " . Początki nerwicowej szajby w 1988 roku .
>>> Jesteśmy żebrakami żyjącymi na koszt Boga >>>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9027
Dołączył(a)
26 cze 2011, 00:09
Lokalizacja
człowiek śmiertelny i grzeszny

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez runaway 10 cze 2014, 19:04
Ja jak większość osób powiem: "za późno"...
Do lekarza poszłam po ponad pół roku męczarni, po decyzji, że nie jestem w stanie normalnie żyć i oprócz siebie doprowadzam do ruiny swoich bliskich. Na pierwszej wizycie Pani doktor powiedziała tylko "i dlaczego dopiero teraz się widzimy?, przecież tak się nie dało funkcjonować!". Tę wizytę spędziłam przez godzinę płacząc, druga była spokojna, a na trzeciej obie się uśmiałyśmy. Oprócz terapii bez wątpienia pomogły mi leki, dlatego każdemu, kto ma wątpliwosci czy iść do lekarza mogę tylko poradzić, że nie ma nic do stracenia, a do zyskania wiele.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
15 kwi 2013, 12:09

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez bei 10 cze 2014, 22:56
Myślicie, że może być za późno na leczenie (tzn. wyleczenie)?
Mam wrażenie, że wszystko zawaliłam, że za bardzo tym wszystkim przesiąkłam, że już się z tego nie wygrzebie... .
Ja już nawet nie bardzo pamiętam jak to jest być zdrowym, pomijając fakt że na początku w ogóle nie zdawałam sobie sprawy, że to choroba.
Żeby zacząć żyć normalnie musiałabym się niektórych rzeczy nauczyć od nowa i trochę sobie tego nie wyobrażam, bo niby jak?
(...)
Jak do ładu z sobą dojść
Kiedy siebie mam już dość
(...)
Jak nadzieję w sercu mieć
Kiedy wszystko wali się
(...)

A. Szewczyk,


Wierzę w Boga
Żyj i pozwól żyć innym
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II
Avatar użytkownika
bei
Offline
Posty
990
Dołączył(a)
14 lut 2014, 01:01
Lokalizacja
Podkarpacie

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

przez mangiferaindica 11 cze 2014, 00:30
bei, ja nigdy nie mialam zycia "normalnego" i male obecnie sa szanse, by to sie zmienilo. Mozna sie uczyc od nowa, tylko trzeba trafic na dobra terapie, wowczas wiele sie w glowie wyklarowuje. Mam taka nadzieje.

Ja do psychiatry po raz pierwszy trafilam w wieku 16 lat na skutek tego, ze rodzice zalamywali nade mna rece. Nie polecam nikomu przechodzic przez depresje i glebokie leki i sluchac kazdorazowo, jak nade mna placze wlasna mama.
Offline
Posty
2335
Dołączył(a)
25 mar 2014, 13:43

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez bei 11 cze 2014, 00:42
mangiferaindica, to u mnie trochę inaczej, moi rodzice w ogóle nie wiedzą że się leczę i lepiej niech tak zostanie.
Ja czułam się kompletnie niezrozumiana przez rodzinę. Mama jeśli już powiedziała/wykrzyczała coś o lekarzu to w nerwach na zasadzie "idź się leczyć", gdy nie chciałam np. wstawać z łóżka.
Pewnie można się uczyć od nowa, tylko jak o tym powiedzieć psychoterapeucie?
Mam nerwicę natręctw i żeby w ogóle funkcjonować zrobiłam/ robię wiele rzeczy w sposób "nienormalny", problemem są dla mnie rzeczy na które "normalny" człowiek w ogóle nie zwraca uwagi :roll: . Są rzeczy których tak się wstydzę, że nawet myśleć o tym nie chcę.
(...)
Jak do ładu z sobą dojść
Kiedy siebie mam już dość
(...)
Jak nadzieję w sercu mieć
Kiedy wszystko wali się
(...)

A. Szewczyk,


Wierzę w Boga
Żyj i pozwól żyć innym
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II
Avatar użytkownika
bei
Offline
Posty
990
Dołączył(a)
14 lut 2014, 01:01
Lokalizacja
Podkarpacie

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

przez mangiferaindica 12 cze 2014, 17:48
bei, to, ze moi rodzice wiedza, nie znaczy, ze rozumieja - jest przeciwnie.

Psychoterapeucie powiedziec o swoich dylematach dokladnie tak samo, jak powiedzialas tutaj, dalas rade to ujac w slowa. Ja sie swojego tez pytam "ale cholera jak"?.

-- 12 cze 2014, 16:49 --

bei, to, ze moi rodzice wiedza, nie znaczy, ze rozumieja - jest przeciwnie.

Psychoterapeucie powiedziec o swoich dylematach dokladnie tak samo, jak powiedzialas tutaj, dalas rade to ujac w slowa. Ja sie swojego tez pytam "ale cholera jak"?.
Offline
Posty
2335
Dołączył(a)
25 mar 2014, 13:43

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez bei 12 cze 2014, 18:22
Oj mangiferaindica, ja tutaj wszystkiego nie powiedziałam, codziennie o tym myślę, a nawet myśleć jest mi trudno.
Wkurza mnie tez to że wiem że są ludzie z większymi problemami (niektórzy przeszli przez prawdziwą traumę), a ja tak nad sobą jęczę.
Chodzi o to ze wstydzę się mówić o tym co jest moją winą, o tym co złego zrobiłam. Nie mówię ze to wszystko to tylko moja wina, ale jednak wiele rzeczy bardzo żałuję.
Mam wrażenie, że dlatego staram się zrzucać winę na innych. Boję się, że przedstawię innych jako gorszych niż są w rzeczywistości, że to co powiem zostanie odebrane w sposób zbyt przerysowany.
Ostatnio edytowano 12 cze 2014, 18:29 przez bei, łącznie edytowano 1 raz
(...)
Jak do ładu z sobą dojść
Kiedy siebie mam już dość
(...)
Jak nadzieję w sercu mieć
Kiedy wszystko wali się
(...)

A. Szewczyk,


Wierzę w Boga
Żyj i pozwól żyć innym
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II
Avatar użytkownika
bei
Offline
Posty
990
Dołączył(a)
14 lut 2014, 01:01
Lokalizacja
Podkarpacie

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez acherontia-styx 12 cze 2014, 18:26
bei, czasami coś co jest dla nas straszne gdy o tym myślimy, wypowiedziane na głos przestaje tak straszyć ;)
Świat zwariował, a wielu z nas wraz z nim...
Jemy szybko, pracujemy szybko, odpoczywamy szybko...
i umieramy zaskoczeni, że nasze życie już się skończyło.


Sertralinum 200mg
Quetiapinum 75mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5534
Dołączył(a)
27 paź 2012, 19:34

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez Po prostu maciek 12 cze 2014, 18:31
Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Nie podjęliśmy hihihihihihi :twisted:
Rok 2015 będzie niewątpliwie inny.
Wraz ze zniknięciem Jej z mojego życia umarła połowa mnie. Natomiast druga połowa, która pozostała nienawidzi mnie jeszcze bardziej niż Ona.
Posty
2016
Dołączył(a)
17 lis 2013, 18:47

Kiedy podjęliście decyzję o rozpoczęciu leczenia?

Avatar użytkownika
przez bei 12 cze 2014, 18:31
acherontia-styx, o nie :hide: .
Nie tyle straszne co wstydliwe, tak strasznie jest mi wstyd :oops: .

Po prostu maciek, dlaczego hihihi?
(...)
Jak do ładu z sobą dojść
Kiedy siebie mam już dość
(...)
Jak nadzieję w sercu mieć
Kiedy wszystko wali się
(...)

A. Szewczyk,


Wierzę w Boga
Żyj i pozwól żyć innym
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II
Avatar użytkownika
bei
Offline
Posty
990
Dołączył(a)
14 lut 2014, 01:01
Lokalizacja
Podkarpacie

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do