Coś o nieśmiałości

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 08 kwi 2007, 21:56
Inutka napisał(a):pogodę ducha, by pogodzić się z rzeczami, których zmienić nie można, odwagę - by zmienić te rzeczy, które zmienic można..oraz mądrosć, aby odróznić jedne od drugich


Hej! To moja ulubiona "modlitwa"!!! Odkryłem ją czytając bodajże "Rzeźnię nr 5" Voneguta, albo jakąs inną jego książkę, teraz już dokładnie nie pamiętam...
W każdym razie te słowa w którejś umieścił.

Dla mnie są genialne!!!

P.S. Nie wiedziałem że są autorstwa Reinholda Niebuhra, ale teraz już wiem :)
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez Inutka 09 kwi 2007, 14:36
:) powiedzcie mi tylko...jak te wszystkie mądre słowa zrealizować w praktyce...W teorii jestem bardzo dobra...w analizowaniu, układaniu jak powinnam sie zachować w danej chwili...a potem nagle nowa sytuacja i jestem zupełnie zaskoczona...Nie zawsze...ale jednak o wiele częściej niz bym tego chciała.
Przypomina mi to "syzyfową pracę": toczę ten mój kamień, a kiedy wydaje się, ze juz szczyt...ten mi spada...
smutnośmieszna
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
29 mar 2007, 10:55

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 09 kwi 2007, 20:09
Hej! Inutka! - fajny masz avatarek ;)

a wracając do tematu to właśnie najgorsze jest to jak całą naszą wiedzę realizować w praktyce. :(
Dawać rady innym jest bardzo prosto(przecież w teorii -jak sama piszesz- jesteśmy dobrzy), ale samemu wdrażać pewne zachowania i postawy we własne życie już takie proste nie jest...

To trudne, ale najlepszym rozwiązaniem w zachowywaniu się w nowych sytuacjach jest po prostu nie koncentrowanie się zbytnio na sobie samym(znowu rady!- ehhh) tylko po prostu trzeba próbować koncnetrować się(jeśli już trzeba się koncentrować) na innych osobach i na tym co robią i mówią. Wtedy może będziemy mieli bardziej spontaniczne reakcje, bez zbytniego ich analizowania.

Ja w życiu bardzo dużo analizowałem i kalkulowałem. Zastanawiałem się jak to będzie, co inni powiedzą, jaka będzie ich reakcja. Miałem gotową odpowiedź chyba na każdą sytuację, ale tak naprawdę każdej sytuacji NIE DA SIĘ PRZEWIDZIEĆ i zaplanować. To nie jest życie. Życie po prostu jest nieprzewidywalne i trzeba po prostu wyznaczać sobie w nim cele i dążyć do nich, a to co będzie PO DRODZE do tych celów przyjować i akceptować to albo odżucać a nie TYLKO i wyłącznie analizować co się powinno robić.
Eh... chyba to troszkę zakręcone co pisze, pewnie można by to lepiej napisać i prościej, ale cóż... :roll:
W każdym razie pozdrawiam!
;)
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Inutka 09 kwi 2007, 20:24
:) bardzo dobrze to napisałeś C(c)złowieku
i dziękuję :) :oops: Tylko te nieoczekiwane sytuacje czasem mnie paraliżują...powodują ogromny dyskomfort i wywołują uczucia, które wywołują uczucia, z którymi mi źle...stąd taka chcęć do planowania sytuacji, unikania tego co spontaniczne....Czasem, owszem...ale bardzo rzadko bywam spontaniczna...ale jeśli uda mi się nawiazać relacje...to gdzieś po drodze i tak je gubię, uciekam....
Nie znaczy to, że sie poddaję - próbuję coś z tym zrobic...ale nie wychodzi tak pięknie jak zakłada to teoria niestety
No i dość kiepsko radzę sobie z tymi porażkami....zanim znowu sie odwazę... :oops:
smutnośmieszna
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
29 mar 2007, 10:55

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 10 kwi 2007, 11:29
Eh... na właśnie. Ja chyba podobnie się zachowuje. Wiem że trzeba to zmienić, ale jednak czasami ciężko samemu wprowadzić to wszystko w życie. :?

Chyba wszystko sprowadza się do własnej samooceny i wiary we własne siły. Eh... :roll:

Trzeba się po prostu zmusić do lepszego spojrzenia na siebie samego. Najważniejsze to zrobić pierwszy krok, nawet malutki, a później nie przestawać i kontynuować robienie takich małych kroczków i myśle, że z tego może powstać coś wielkiego. Najważniejsze to się nie zatrzymywać i iść dalej, choćby powolutku, ale iść.

Ja się w pewnym momencie zatrzymałem, ale teraz znowu próbuje podążać dalej swoją własną drogą. Co prawda na razie powoli, ale już nie stoje w miejscu. Hm... mam nadzieje, że w końcu do czegoś dojde.
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez Inutka 10 kwi 2007, 23:49
Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku...

ja chyba chodzę w kółko...
smutnośmieszna
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
29 mar 2007, 10:55

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 11 kwi 2007, 09:54
:roll:

Hm... chyba mam jakieś "zaburzenia poznawcze" bo nie wiem co teraz powinienem napisać...

Chyba do wejścia na właściwą ścieżkę potrzebny jest jakiś bodźec, który wyrwie człowieka z takiego właśnie chodzenia w kółko, czyli tak naprawdę stania w miejscu.

A takim bodźcem -najlepszym- to myśle, że zawsze będzie druga osoba, która odpowiednio pewnymi słowami pomoże co i jak należałoby zrobić; która uświadomi, że coś jest nie tak. Ja na przykład próbuje ciągle iść do przodu, nie stać w miejscu, czy nie chodzić w kółko, czasami jest to bardzo ciężkie - szczególnie jak się nie ma praktycznego wsparcia, ale do tego już się przyzwyczaiłem.

P.S. Hm... mam nadzieje, że ty masz gdzieś taką właśnie osobę, która może ci pomóc iść z otwartymi oczami przez świat. :smile:
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez Inutka 11 kwi 2007, 12:47
sama muszę sobie pomóc najpierw :)
tylko jeszcze nie wiem jak...czasem...znajduję ten bodziec, motywację o których piszesz...to działa przez jakiś czas...potem ginie, ucieka...Nie mówię o ludziach...Ci przychodzą i odchodzą - mówię o wewnętrznej sile...To miałam na myśli mówiąc o chodzeniu w kółko...

A ludzie? mają swoje własne problemy...sprawy...
smutnośmieszna
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
29 mar 2007, 10:55

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 11 kwi 2007, 22:34
Tak sobie poczytałem twoje inne posty z forum by dowiedzieć się coś więcej o osobie z którą -miałem i mam nadzieje że nadal- mam przyjemność zamienić pare słów na tym forum.

Nie wiem czy o tym wiesz, ale piszesz bardzo mądrze i wiarygodnie. Nie wiem też, może to moja wada, że za szybko przypisuje pewne cechy -można powiedzieć obcym mi osobom- ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że masz silny "kręgosłup teoretyczno-życiowy" i dużą wiedzę. Oczywiście mogę się mylić, ale...

W każdym razie znowu musze się z tobą zgodzić, jeśli już coś się zaczyna dziać(np. u mnie) to to *coś* się dzieje przez pewien okres czasu a potem to *coś* ginie i nie mogę do tego wrócić. To znaczy na początku jest dobrze, ale potem nagle pojawia się wycofanie i pewnego rodzaju zakończenie jakiejś tam powiedzmy relacji międzyludzkiej.

Pisząc prosto: chodzi o to, że w początkowej fazie nawiązywania kontaktów to nie mam żadnych problemów, ale potem by je utrzymać - wtedy coś się dzieje u mnie - ja tego po prostu wyjaśnić nie umiem(chyba) i zaczynam się z tych kontaktów wycofywać i nie ważne jaka to była by osoba, z którą taki kontakt nawiązywałem. Trwa to już dość długi okres czasu i chyba doszło nawet do tego, że OBECNIE to i to w czym byłem kiedyś dobry czyli nawiązywanie kontaktów zupełnie mi nie wychodzi. Eh... chyba już na tej płaszczyźnie nie mogłem spaść niżej... :(

A co do ludzi to oczywiście, że mają własne sprawy, własne życie, że najważniejsze to akceptacja siebie samego - to właśnie jest PODSTAWA wszystkiego. Ale... dobrze by było żeby czasami ci inni ludzie się zatrzymali, oderwali się choć na chwilkę od swych "normalnych" problemów i od czasu do czasu pomogli komuś, kto tej pomocy potrzebuje. Komuś kto chciałby mieć ich "normalne" problemy...

Eh... czasami myśle, że mój przypadek to beznadziejna sprawa... już myśle, że jest dobrze, że normalnie mogę żyć, że akceptuje siebie samego i radze sobie z rzeczywistością, ale gdy dochodzi do czegoś konkretnego, to jakoś nagle pojawiają się te niechciane uczucia... i w konsekwencji wycofanie..., wątpliwość..., rezygnacja..., hm...

wewnętrzna siła... hm... to chyba z niej trzeba czerpać energię do własnego życia... tyle tylko jak zrobić by była ona cały czas w nas samych? Czy tylko akceptacja siebie samego wystarczy by ta energia się pojawiła? A może po prostu rozpoczęcie tak zwanego "życia" sprawi, że taka energia się pojawi? Gdy w życiu będzie się rozmawiało, pomagało, doradzało, rozwiązywało konflikty, ufało i realizowało swoje cele itp. to może wtedy będzie się inaczej patrzyło na wszystko?

Eh... chyba już zupełnie i niepotrzebnie się zagłębiam z pewne pytania. Najlepiej pozostawić je bez odpowiedzi, tylko zacząć coś robić pożytecznego dla siebie i dla innych - bo to chyba jest też ważne.
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez Inutka 12 kwi 2007, 00:12
Dziękuję :oops:

doskonale rozumiem o czym mówisz...nawiązanie kontakt nie jest najtrudniejsze, potem zaczynają się schody...ja nazwałam to "uciekaniem" - od bliskości....głównie...Przy czym ciągle to silniejsze ode mnie....doskonale wiem, czego nie chcę...a te uczucia (piszesz o niechcianych uczuciach - więc pewnie odczuwamy podobnie) pojawiają sie nagle i niemal paraliżują...potrafie wtedy zablokować się i choć strasznie z tym źle - nie umiem powiedzieć sobie: stop, a nawet jeśli mówię, to nie działa.

wolałabym nie mieć doświadczenia życiowego...niestety jest, jakie jest i stąd zapewne te wszystkie "demony" i tylko dziwię sie coraz bardziej, że teoria nie idzie w parze z praktykę...ze nie umiem zastosować tego co wiem...albo jeśli próbuję wprowadzic to w życie to efekty giną, są niewidoczne...

Oczywiście, to nie utrzymuje się cały czas...robię wiele rzeczy....pracuję...z zewnątrz pewnie nie widać ego, z czym przychodzi się zmierzyć - czasem mnóstwo obowiązków pomaga, zagłusza i nie ma sie wtedy czasu na blizsze relacje..ale...jak wiadomo potrzebujemy się nawzajem :)


Piszesz:

"Eh... chyba już na tej płaszczyźnie nie mogłem spaść niżej..." - spójrz obok...ktoś tam jeszcze w tym dołeczku siedzi ;)
smutnośmieszna
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
29 mar 2007, 10:55

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 13 kwi 2007, 00:53
Inutka napisał(a):"uciekaniem" - od bliskości....głównie...


Tak to chyba dobrze jest nazwane. Wciaż jednak wierze że uda mi się to pokonać i uwolnić się z tej klatki emocjonlanej w której teraz się znajduje. Eh... :/

P.S. Wysłałem ci pw.
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez Inutka 16 kwi 2007, 23:56
Przypomniałam sobie stare, dobre hasło..."Cokolwiek będzie - będzie dobrze"...coś o szukaniu maleńkich pozytywnych elementów w dużych, ogromnych nieprzyjemnościach...w przeciwnościach...cos jak znane :Kiedy ciemność jest największa - wtedy szykują się dla nas nowe możliwości"

W te "lepsze" dni - i ja wierzę....
smutnośmieszna
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
29 mar 2007, 10:55

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do