Robię krok w przód... ale czasem coś ciągnie mnie do tyłu

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Robię krok w przód... ale czasem coś ciągnie mnie do tyłu

przez niewielka 12 lut 2012, 18:13
Ciężko jest mi określić moją sytuację.

Problemy z ojcem alkoholikiem: znęcanie fizyczne i bardziej psychiczne trwa/ trwało bardzo długo.

Żyję w dwóch światach.

Mam 23 lata wspaniałego męża, pracę, studia, grupę wspaniałych znajomych, częste spotkania, wyjazdy, wakacje wszystko jest wspaniałe jakby z obrazka. Mieszkam z teściami - cudowni ludzie.

I jest drugi świat... ojciec, który nie chce dać mi spokoju. teoretycznie nic mnie już z nim nie łączy... ale to jest taki człowiek, od którego cięzko jest się odciąć. Aktualnie żyjemy w konflikcie: co jakieś pół roku są awantury z jego strony, później przez kilka miesięcy kontakt z nim jest ograniczony (moja mama aktualnie wyprowadziła się od niego), po tych kilku miesiącach zwykle wracamy do stanu "pozornej dobroci" i tak dzieje się od dwudziestu lat....


cała ta sytuacja jest chora.

Tym razem postawiłam się i otwarcie powiedziałam, że nie chcę utrzymywać z nim kontaktu... że te czasy kiedy mówi mi co mam robić minęły. Że nie mamy nic wspólnego ze sobą. I tego chcę się trzymać....

Ale dzwoni... nie odbieram, pisze smsy, a nawet maile. Nie odzywam się.
Wiem, że pisanie z nim kłótnie i tłumaczenie pewnych spraw nie ma najmniejszego sensu. Jest to człowiek pełen nienawiści, który po prostu musi zatruwać komuś życie.

Nie chcę zmieniać nr tel... oprócz niego maja go jeszcze dziesiątki innych osób, nie chcę uciekać w ten sposób.

gdy widzę, na tel połączenie od niego, albo smsa od razu zaburza się moje pełne harmonii życie. Życie pełne szczęścia i radości które wypracowałam sobie sama z moim mężem.

Gdy pomyślę o nim zaczyna się inny świat pełen łez, smutku i strachu.
Nie wiem na jak długo starczy mi sił?
Chcę założyć własną rodzinę mieć dzieci... ale wiem, że dopóki nie uporam się z tą sytuacją nie mogę myśleć o własnych dzieciach. Nie mogę narażać nikogo na takie coś.

Zmienność mojego życia jest po prostu wykańczająca.

Jak oddzielić te dwa światy?

Wiem, że opisałam tę sytuację bardzo chaotycznie proszę o pytania w razie jakiś niejasności.
Proszę o porady jak uwolnić się od tego złego świata i zacząć w pełni żyć moim wspaniałym życiem????


Jeśli chodzi cechy DDA... owszem z moja samooceną bywa czasem kiepsko... ale właśnie w sytuacji kiedy jest źle z ojcem, lęki - owszem są zawsze praktycznie przed każdą nową nieznaną czynnością ale staram się z tym walczyć. Mam przecież wspaniałego męża obok, który codziennie zapewnia mnie o tym że jestem bardzo wartościowym człowiekiem.

Mam do napisania jeszcze wiele... ale nie chciałabym na samym początku zanudzać wszystkich forumowiczów...


proszę o opinie.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 lut 2012, 18:09

Robię krok w przód... ale czasem coś ciągnie mnie do tyłu

Avatar użytkownika
przez premullo 15 lut 2012, 02:03
Witam! to co zrobił ci Twój ojciec niewątpliwie odcisneło wielkie piętno w Twojej psychice i tak szybko sie go nie pozbędziesz. Nie da sie tak z dnia na dzień odciac sie o tego wszystkiego i zyc normalnie. Napewno potrzeba duzo czasu. Jestes jeszcze stosunkowo bardzo młoda i powinno byc Ci coraz lzej. to czego doświadczyłaś , zostaje w psychice na bardzo długi czas, byc może do końca życia. Choc napewno bedzie to coraz mniej odpijac sie na Twoim zyciu. Nie wymagaj od siebie za duzo, poświec czas swojej noewj rodzinie, zajmij sie swoimi sprawami a napewno wszystko sie ułozy. Serdecznie pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
02 wrz 2010, 17:51
Lokalizacja
Słupsk

Robię krok w przód... ale czasem coś ciągnie mnie do tyłu

przez niewielka 15 lut 2012, 17:38
Dziękuję za wypowiedź.
Właśnie tak jest wszystko potrzebuje czasu... a ja przez wiele lat go marnowałam. Zawsze dawałam szansę... dawałam czas w którym rany lekko się goiły tylko po to by za kilka miesięcy on rozszarpał je na nowo.

Za każdym razem było coraz ciężej.

Zrywam z nim kontakt choć on na to nie pozwala.

Wiem jaki jest wściekły, że nie odbieram, że nie może już na mnie wpływać.... złość go pewnie rozrywa stąd maile smsy, próbuje już wszystkiego żeby tylko do mnie dotrzeć....

Ja mam swoje życie wspaniałe życie, cudownego męża... wszystko jest ze mną dobrze dopóki on nie da o sobie znać....

Wiem, że on nigdy nie odpuści... jak nauczyć się bycia obojętną na niego? Na jakiekolwiek wiadomości od niego? jak w ogóle nie reagować?

Jak się nie zamartwiać i nie przejmować?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 lut 2012, 18:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Robię krok w przód... ale czasem coś ciągnie mnie do tyłu

Avatar użytkownika
przez premullo 16 lut 2012, 00:49
myśle , że na Twoje pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi. ciezko byc w obec tego obojętnym i sie nie przejmowac. Tak jak powiedziałem wcześniej napewno czas a po drugie silna wiara w to, ze sie jednak uda. może twoj ojciec tez z czasem zmieni stosunek i nie bedzie Cie juz tak nękac.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
02 wrz 2010, 17:51
Lokalizacja
Słupsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do