Moja mała beznadzieja

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Moja mała beznadzieja

przez kroli3ek 27 sie 2011, 16:07
Witam,
Chyba nie am dla mnie odpowiedniego działu bo większość by sie do mnie odnosiła, więc postanowiłem założyć swój pierwszy temat tutaj, to miejsce wygląda najbardziej przyjaźnie :).
Nigdy nie byłem u psychologa, ale ostatnio coraz częściej o tym myślę, inni mi też o tym mówią, więc chyba już jest zbyt fatalnie ... .
Może od początku :)

Upadek samooceny.
Zawsze byłem chudym i słabym dzieckiem, które miało swoje zdanie i chyba lubiłem mówić. W przedszkolu przez to byłem zrzucony na margines społeczny przez "panujących" kolegów. W pierwszej klasie byłem skutecznie upokorzony przez nauczyciela i zmuszony do milczenia, już zawsze byłem milczący. Zawsze na marginesie społecznym w klasie. Od 4 klasy do 8 byłem prześladowany. Moja samoocena już nie była zerowa, już w ogóle jej nie było.
Od dziecka nikt się ze mną nie chciał bawić w to co ja chciałem, zawsze musiałem się dostosowywać do innych. Przez to chyba nauczyłem się przegrywać i traktować to jako część gry.

Kontakty z innymi.
Spotykałem się tylko z paroma sąsiadami. W szkole podstawowej już z nikim. Nigdy nie miałem przyjaciela, kogoś z kim mógłbym porozmawiać. W domu mnie nie rozumieją, krzyczą, wyśmiewają, odtrącają.
Nigdy nie miałem dziewczyny, chętne były, ale ja zawsze uciekałem. Już w tedy miałem zniszczoną samoocenę i się bałem. Nigdy się nawet nie przytuliłem do obcej dziewczyny, osoby. Jak bym chciał mieć teraz dziewczynę to raczej nie znajdę takiej, która mnie zrozumie, patrzyła by na mnie jak na wariata i sztywniaka. Raz próbowałem, ale z tych powodów mnie nie chciała. Już nawet myślę, że może dziewczyny nie są mi pisane.
Szkoła średnia, to trafiłem na wyrozumiałych ludzi, ale i tak nie miałem z nikim kontaktu po lekcjach. Sam w domu cały czas, coraz bardziej ogarniało mnie uczucie samotności. Miałem dość siedzenia w szkole, prawie się do nikogo nie odzywałem.

Moja fobia społeczna.
Od małego nie lubię chodzić do sklepów, nawet jak mam iść to często przejdę obok. Wydaje mi się, że będą się na mnie gapić, wyśmieją, za wygląd. Wyglądam jak przestraszony, co już mi niejedna osoba powiedziała.
Jestem małomówny, a wręcz można by powiedzieć niemowa, przez to mam skreślone życie towarzyskie bo nikt mnie nie chce nigdzie.
2 razy zostałem wyrzucony ze studiów bo sobie nie poradziłem, pierwszy raz za duszo na głowie, za dużo stresów, uważam że już nerwy straciłem przez to. Drugi raz teraz mnie wyrzucili, nie miałem nerwów, odwagi żeby zakończyć studia, a już prawie był koniec, wszystko pozaliczane, nie umiem sobie z tym poradzić.
W tym roku zachorowałem na kolejną w moim życiu nieuleczalną chorobę, lekarz mówił, że mogę przez to mieć depresję.
Zawsze jestem spokojny, cichy, strasznie introwertyczny, małomówny, boję się wyjść z pokoju, z domu, w ogóle odezwać się nawet do domowników, nieraz jak coś powiedziałem to na mnie krzyczeli.
Mam też małe sukcesy w przełamywaniu siebie, takie jak samotne wyjazdy do innych miast na wycieczki, jakieś zgrupowania.
Siedzę praktycznie cały dzień w pokoju przy komputerze, schudłem kilkanaście kilo, obecnie 53 kg, średni wzrost. Wegetarianin, można powiedzieć, że nigdy mięsa nie jadłem, nie cierpię go.
Często dostaję z nerwów drgawek rąk, powiek, spocone ręce. Nie potrafię niektórych rzeczy załatwić jak dużo o nich myślę. Jak coś zaplanuję to nie zrobie tego, tylko muszę wszystko spontanicznie robić.
Do tego natręctwa czystości przy jedzeniu, tak bym to ujął. Sam muszę sobie myć naczynia, praktycznie sam gotuję i robię jedzenie.

Od dziecka mam problemy z alergią, kręgosłupem, bólami głowy.
Ostatnio mam problemy z zapamiętywaniem, co przyczyniło się do zawalenia studiów. Byłem dobrym uczniem, tak 4-5, a ostatnim czasie ledwo zaliczałem. W ogóle nie mogę się skupić, uczyć, uczyć na pamięć. Już się nie nadaje na studia.
Do tego wszystko straciło swoją wartość, stało się takie bezpłciowe, beznadziejne, nic nie sprawia mi przyjemności. Żyję bo muszę. Nie chcę.

Śmierć.
Myśli samobójcze, tak, w wieku kilkunastu lat zniszczony przez rodziców, zabił bym się jakbym miał możliwość skoczyć, ale mieszkam za nisko. Odłożyłem to, na kiedy to nie wiem, nie widzę powodu żeby coś z tym zmieniać. Ostatnio znowu o tym myślałem dużo. Może przez ludzi których poznałem w internecie. Mam tak, że przejmuje zachowanie osób z którymi się zadaję, ale zachowania które kiedyś miałem, tak jakby one je wzmacniały.

Siedzę w domu, boję sie wyjść gdziekolwiek, odezwać do kogokolwiek.
Nawet mam problemy żeby załatwić wizytę u lekarza, teraz u psychologa prubóję. Ostatnio przez ponad 2 lata wybierałem się do pewnego specjalisty.

Mam dość tego, samotności, braku zainteresowania mną i braku zrozumienia. Życie jest tylko czekaniem na śmierć. Mogę w każdej chwili umrzeć i mi to wisi. Najbardziej teraz mnie dobija samotność i braku kogoś do porozmawiania o moich chorych myślach.
ps. Zwykle napadają na mnie, tak raz do roku, nawet na policji były sprawy. Nigdy tego nie zapomnę jak mnie pobili. Jestem jednym wielkim pechowcem :(
Za łatwo przywiązuję się do ludzi.

Mówią mi, że okropnie wyglądam, jestem za chudy. Że jestem uzależniony od komputera - a nie jestem.

To chyba wszystko, no może o czymś zapomniałem.
Może ktoś by coś doradził, powiedział co robić, może to ja jestem do niczego ... pesymista, pechowiec, nieudacznik, aspołeczny
Nie rozpiszę się więcej bo mam dość. Jestem strasznie małomówny.

Nie wiem czy ktoś przez to przebrnie, ale czasem dobrze jest wyrzucić coś z siebie, ale to pomaga na krótko.

-- 28 sie 2011, 14:19 --

do usunięcia mój post, adminie :)
jak możesz
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
27 sie 2011, 15:17

Moja mała beznadzieja

przez gosiulaa 28 sie 2011, 21:30
Witam.
Ja zarejestrowałam się na tym forum ponieważ mam podobne objawy. Boję się ludzi, często stronię od nich, od dziecka zawsze wyśmiewana, zero poczucia własnej wartości, brak umiejętności kontaktów z innymi ludźmi- nie nabyłam ich od małego- byłam odizolowana. Nie potrafię zbudować relacji międzyludzkiej, podtrzymać jej itp. Nie mam w sobie takiej umiejętności wyćwiczonej. Dodatkowo poczucie utraty tożsamości, wykluczenia ze społeczeństwa i olbrzymia samotność. Szukam kontaktów a jednocześnie unikam. Wynajmuję pokój, zamykam się i nie wychodzę. Boję się współlokatorów, unikam ich, nie potrafię zagadać, podświadomie nie chcę. Mam taki swój świat nad którym tracę kontrolę, dodatkowo nienawidzę go. Tej pustki, samotności. Nie umiem się zorganizować, sprawia mi trudność zebranie się do prostych czynności, żyję w kompletnym chaosie. Lekarze i psycholodzy nie umieją mi pomóc, sama też sobie nie umiem. Bo nie ma lekarstwa na samotność, nudę pustkę, narastające problemy. Dodatkowo mam liczne problemy psychosomatyczne, problemy z jedzeniem posiłków, nie mogę jeść, mam wyrzuty sumienia po jedzeniu, czuję że na nie zasługuję i głodzę się choć przez to gorzej się czuję. A wszystko przez to że od dziecka zawsze byłam ta najgorsza, wyśmiana, upokażana i strasznie samotna. Potem nauczanie indywidualne-odizolowanie (podstawówka i gimnazjum). W liceum normalnym trybie się uczyłam, ale przez 3 lata ja sama izolowałam się. Mam fobię społeczną i fobię przed samotnością. Teraz wyjechałam do Łodzi z nadzieją że coś się zmieni-zmieniło się ale na gorsze. Na początku poznałam chłopaka, zaczęłam pracę i wszystko straciłam (napiszę innym razem). Pozostało tylko uczucie niemocy, olbrzymiej pustki, osamotnienia i nienawiści do siebie. Wiem co czujesz. Nie wiem czy to Cię pocieszy ale wśród ludzi nie jesteś sam z tym problemem. Wielu ludzi jest samotnych, czuję się nieudacznikami, aspołecznymi itp. Ja po prostu myślę że w dzieciństwie gdzie śmiano się z Ciebie i nie umiałeś wtedy nawiązać kontaktu z dziećmi bardzo cierpiałeś. I blizna samotności i beznadziei została do dzisiaj i boli w taki a nie inny sposób. Tak jak i u mnie. Co można z tym zrobić? Nie wiem. Ja na siłę próbuję normalnie żyć, ale nie wychodzi. Jestem jednak za tym aby przeszłość potraktować jako wyzwanie, aby uporać się z demonami przeszłości. To trudna i mozolna walka. Mam nadzieję że z czasem ją wygramy. Ps. Możesz skorzystać z pomocy psychologa jeśli sam wiesz że tego nie pokonasz. Ja kiedyś korzystałam a teraz czuję że muszę sama...

-- 28 sie 2011, 21:33 --

Sorry, nie zauważyłam postu. Nie usuwaj go. Rozumiem że żałujesz go, ale tu każdy ma jakiś problem i o to chodzi aby się wygadać i pomagać nawzajem. Twój post jest jak najbardziej mądry i opisuję ważny dla Ciebie problem.
Pozdrawiam
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
28 sie 2011, 20:59

Moja mała beznadzieja

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 28 sie 2011, 21:48
Cóż Gosiu mogę Ci chyba jedynie powiedzieć,że nie jesteś z tym sama,z tego co piszesz to...jestem podobny do Ciebie......też jestem fobikiem społecznym i zachowuje się bardzo podobnie w stosunku do ludzi.....też w dzieciństwie byłem wyśmiewany i to do tej pory siedzi we mnie;/.A nawiązywanie aaaaa kontaktu podtrzymywanie go to dla mnie chyba niemożliwe.I tak nawet może jesteś na wyższym levelu niż ja bo jeszcze nie miałem jakiejś relacji uczuciowej udanej chociaż przez chwilę.
Także hmm nie jesteś sama Gosiu ;)
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do