Problem z poczuciem "bycia"

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Problem z poczuciem "bycia"

przez damiandoles 01 sie 2011, 22:11
Witam wszystkich, aby nie przeciągać tego co chcę powiedzieć i prosić o radę postaram się pisać krótko i możliwie zwięźle. Napiszę najpierw troszkę mojej historii aby wprowadzić to tematu i coś na początek. Mam 21 lat, pochodzę z Grudziądza a mieszkam i studiuję w Łodzi na Politechnice Łódzkiej (teraz idę na 3 rok). Problem zaczął się gdy skończyłem liceum...Czasy liceum i że tak powiem szczeniacką młodość wspominam bardzo dobrze. Miałem głównie z klasy fajnych znajomych...super kumpli na których mogłem polegać. Na pewno się nie nudziłem i miałem do kogo się odezwać. Po 1 liceum poznałem pierwszą w swoim życiu miłość. Było po prostu cudownie, wszystko mi się układało, miałem mnóstwo znajomych, kogoś kto mnie kocha i na kim mogę polegać zawsze. Każdy dzień był czymś nowym, ciekawym. Odkąd skończyło się liceum skończyło się wszystko...Po maturze jeszcze kilkanaście osób zostało z którymi miałem kontakt, to było przykre. Wszyscy zaczęli się od siebie odłączać. Zaczęły się też poważne kłótnie z dziewczyną z którą byłem. Szło o wzniosłe tematy - o naszą przyszłość. Ja idąc na studia miałem swoje plany i idee, wykształcenie, dobra praca. Ona po prawie 4 latach okazała się osobą z innej półki społecznej. Dopóki nie było mowy co po liceum to było dobrze. W końcu wyjechałem na studia. Ponad 250km od domu. Byłem już wtedy z dziewczyną 2 lata a kumpli z byłej klasy których znałem miałem już tylko jednego. Od początku był on moim największym przyjacielem. Chwała Bogu, bo mogę na nim polegać do dziś :) (jako jedyna osoba, która mi została i w ogóle wie że ja żyje). Wyjazd na studia wiązał się z co 2-3 tygodniowym widzeniem się z dziewczyną oraz z braku czasu raz na kilka miesięcy z przyjacielem...W związku rodziło się coraz więcej kłótni, przestawaliśmy się zupełnie rozumieć. Zmieniłem się strasznie, strasznie wydoroślałem pod paroma względami i nabrałem oleju w głowie. Ona też się zmieniła, ale niestety na minus. Wszystko zaczęło się zmieniać i było coraz gorzej w związku i życiu towarzyskim. Fakt, w Łodzi poznałem nowych ludzi i znajomości. Mam kilku znajomych którzy wiem że zawsze mogę na nich polegać i pomogą mi w potrzebie mimo, że teraz w wakacje mamy mały kontakt. Jednak jest coś nie tak. Nie martwcie się, zmierzam ku końcowi. Było coraz to gorzej, straciłem zupełnie poczucie bycia. 2 semestr studiów był ciężki pod kątem emocjonalnym, natomiast 3 semestr był już koszmarem. Cały semestr mieszkałem sam w akademiku, nie odzywając się do nikogo. Było mnóstwo nauki, a jakiś znajomy przyszedł do mnie tylko wtedy gdy coś chciał. Ogólnie wtedy byłem odludkiem...bardzo wpłynęło to na mnie, zamknąłem się w sobie. W tym samym czasie były już masakryczne kłótnie w związku i totalny brak dogadywania się. W tej samotności do osoby którą kochałem ? (tak wtedy już sam myślałem czy i co do niej czuje) nie miałem już kontaktu...była już 1 wiadomość SMS co kilka dni...Nie rozumieliśmy się już, ja nie rozumiałem życia w Łodzi, nie umiałem tam znaleźć sobie miejsca, gdy przyjechałem do Grudziądza chciałem wracać do Łodzi. Totalny brak poczucia bycia, który został mi do dziś. Nie wiem już kim jestem i gdzie moje miejsce. W lutym zerwała ze mną, wszystko wygasło. Wcześniej najprawdopodobniej mnie zdradziła. Poryczałem sobie 1,5 miesiąca, schudłem ponad 12kg i wróciłem psychicznie mniej więcej do normy. Jednak 4 semestr był nie za lekki duchowo. Od tamtej pory jestem totalnie zagubiony, nie wiem gdzie się podziać w ogóle. Nie wiem co ze sobą zrobić i gdzie "puścić" korzenie. Spotykałem się z kilkoma dziewczynami, ale nie dłużej jak tydzień, dwa... Nic nie było jak dawniej. I do dziś nic nie jest. Mój problem polega na tym, że nie umiem się po prostu odnaleźć. Ciągle żyję przeszłością, fajnymi latami i wspomnieniami. Nie umiem zrozumieć teraźniejszości i z nią się jakoś pogodzić, ustalić coś co dalej. Chciałbym aby moje dotychczasowe życie się trochę odmieniło...Marzy mi się aby poznać kogoś, kto zawróci mi w głowie jeszcze bardziej niż kiedyś. Niestety wątpię w to, że kiedyś jeszcze tak będzie...Każdą osobę porównuję do niej, myśl o innym związku przypomina mi tamten. Chciałbym aby wyglądał podobnie...choć sam już nie wiem. Od jakiegoś czasu, czyli odkąd wróciłem na wakacje do domu zacząłem myśleć o mojej byłej. Chodzi mi często po głowie...:/ jeszcze 2 miesiące temu myślałem, że zniknęła już ze mnie i sprawa jest zamknięta. Jednak myśli wracają :( co mam robić ? Na pewno nie próbować od nowa, nie znamy się już a poza tym totalnie do siebie nie pasujemy. Jak wspomniałem, po czasie zobaczyłem, że pochodzimy z dwóch różnych rodzin o innych priorytetach i morałach. Totalnie do siebie nie pasujemy a z nią kojarzą mi się nie tylko dobre chwile. Nie chcę jej znać, ale tęsknię za tym czasem ? Tęsknię za tym, że mogę na kimś polegać, za miłością po prostu. Nie chodzi mi o nią jako osobę, ale jako czas. Czekam aż znów nadejdzie taki czas, tylko że przestaję wierzyć w to powoli. Ponoć jestem bardzo przystojny, a niestety powodzenia żadnego nie mam. Na samą myśl, że kolejny rok studiów będzie wyglądał jak poprzedni utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że muszę powoli myśleć chyba nad jakimś psychologiem, który pomógłby mi radzić sobie z teraźniejszością. Co o tym myślicie? ... Czy to, że o niej myśle znaczy że coś jeszcze czuje... ? chciałbym w końcu o niej zapomnieć....Na dodatek wrócić do Łodzi po wakacjach i czuć się tam jak w domu. Bo narazie (co jest okropne) nigdzie nie czuje się dobrze.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
03 sty 2009, 22:43

Problem z poczuciem "bycia"

Avatar użytkownika
przez *Monika* 02 sie 2011, 00:07
damiandoles, Witaj, nic nie bedzie wiecznie stałe. Wszystko się zmienia. Ty masz trudności z zaakceptowaniem tego.
Cóż, że pochodzicie z różnych rodzin? Moglibyście stworzyć swoją, nie musiałaby przecież być na podobieństwo Twojej rodziny, czy Jej.
Myślę,że można też powiedzieć o trudnościach separacyjnych.
Psycholog/psychoterapeuta to dobry pomysł.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do