Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

przez dziewczynka24 20 lis 2010, 11:47
Od jakiegoś pół roku powoli wygrzebuję się- narazie niestety tylko psychicznie z ogromu nadopiekuńczości mojej mamy. Pierwszym takim czynem dokonanym bez jej zgody i świadomie żeby jej się postawić było pójście na wesele, na które zabroniła mi pójść. Normalnie zawsze rezygnowałam i nawet wmawiałam sobie, że pewnie wcale nie byłoby fajnie, że może mama ma racje, że i tak nie warto się kłócić dla jakiejś tam wymyślonej przeze mnie przyjemności. Ale tamtym razem postanowiłam zrobić coś dla siebie niezależnie od wybuchów mamy.
Następny taki krok do wolności będzie już zdecydowanie trudniejszy: wyjeżdżam za granicę na stypendium na studiach. Do Irlandii. Wiem, jak to się skończy, że ona i babcia dostaną szału i będzie wielka wojna, ale mimo to chce spróbować… Bardzo boję się, że nie poradzę sobie sama, że nie znajdę tam mieszkania, że się nie dogadam, że na złe mi to wyjdzie, czyli wszystko to co wmawiają mi mama z babcią. Ale bardzo chcę zrobić coś dla siebie, coś o czym ja zadecyduje a nikt inny, podjąć taką swoją własną decyzję!
Nie wiem, czy mi się uda kiedykolwiek uciec od tego histeryzującego tandemu mamy-babci i usamodzielnić się, ale wiem, że podjęłam już pewne kroki, że (może zbyt późno, bo mam już 25 lat, ale jednak) zaczęłam się buntować i zaznaczać swoją autonomię.

Trzymajcie za mnie kciuki, bym znalazła dogodne furtki którymi można uciec (dobra praca, wyjazd za granicę, itp.). Podzielcie się swoimi sposobami na demolowanie „klosza”, szukanie ucieczki od władczych, toksycznych , nadopiekuńczych rodziców, budowanie samodzielności w utrudnionych warunkach. Jeśli komuś udało się pokonać nadopiekuńczość matki- niech również się pochwali.
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 lip 2009, 16:47

Re: Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

Avatar użytkownika
przez TheGrengolada 20 lis 2010, 13:50
Wow, brawo! Trudna decyzja z tą Irlandią, ale gratuluję siły, żeby w ogóle walczyć o swoje. U mnie podobnie, też próbuję zacząć robić wszystko po swojemu. Zaczęłam od przestania spowiadania się mamie ze wszystkiego, co dzieje się w moim życiu i zauważyłam, że wpływa to na mnie dość pozytywnie... normalnie zawsze mówiłam jej wszystko i czekałam na coś w rodzaju rozgrzeszenia (czy wolno mi tak, czy to jest dobre itp.). Teraz odczuwam trochę poczucia winy, że nie mówię jej wszystkiego, ale z drugiej strony mam wrażenie, że zaczęłam żyć dla siebie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
535
Dołączył(a)
28 maja 2010, 22:52
Lokalizacja
Warszawa

Re: Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

przez dziewczynka24 20 lis 2010, 14:20
Brawo TheGrengolada !
Ja również miałam ostre wyrzuty sumienia jak nie powiedziałam czegoś mamie, zwierzyłam sie z tego psychoterapeutce u której kilka razy byłam i ona powiedziała mi coś takiego: jakbyś się czuła jakby ktoś kazał ci zdjąć ubranie i iść tak na spacer po mieście. To nienaturalne, nie do zniesienia, naganne. Tak samo jest z wybebeszaniem się przed mamą, trzeba mieć takie swoje własne pole na które po prostu nikt nie wchodzi, bo to nienaturalne przekraczanie takiej granicy.
Dziś już nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Kupiłam drobiazg koleżance na imieniny- nie powiem mamie, bo wiem że wygłosiłaby kazanie, zadzwonił mój dawny chłopak- nie powiem jej, bo by się nadal wściekała, że z nim zerwałam. To są moje sprawy.

Ona z kolei zwierza się babci ze WSZYSTKIEGO i to dobrowolnie. Nie ma prywatnego życia.
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 lip 2009, 16:47

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

przez stardoll 20 lis 2010, 14:22
Ja po częsci zyje tak pod kloszem rodzicow, ale niestety nie mam czym sie pochwalic w tym temacie. Nie mam sil zeby podjac jakies kroku ku usamodzielnieniu sie :( .
stardoll
Offline

Re: Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

Avatar użytkownika
przez TheGrengolada 20 lis 2010, 14:47
dziewczynka24, jeszcze tylko muszę się jakoś uodpornić na jej wszystkie komentarze, umieć się jej bardziej stanowczo sprzeciwiać i znosić bez winy kary za moje sprzeciwy, czyli dość chłodne traktowanie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
535
Dołączył(a)
28 maja 2010, 22:52
Lokalizacja
Warszawa

Re: Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

przez dziewczynka24 20 lis 2010, 14:53
Stardoll, nie mów tak, nie ma że nie mam szans, jak ja się wyczołguję z naprawde nieprzeciętnej, ogromnej nadopiekuńczości to już chyba każdy może! Napisz ile masz lat, co robisz w życiu, czy uczysz się, czy pracujesz, no i przede wszystkim dlaczego uważasz, że nie ma perspektyw na zmiane...

TheGrengolada , nie wiem jaka jest twoja sytuacja, ale ja mam na swoją "prywatną" mamę taki sposób, że powierzchownie się z nią zawsze zgadzam, przytakuje dla świętego spokoju, nie wyrywam się ze swoim zdaniem, bo to tylko przynosi kłótnie. Jedyny sposób to, UNIEZALEŻNIĆ sie FINANSOWO ! Tak, żeby wytącić jej z rąk argument, że "mama cię utrzymuje, a ty taka niewdzięczna". Niestety, ale... chodzi o pieniądze. Trzeba je mieć żeby pękł klosz!
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 lip 2009, 16:47

Re: Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

przez stardoll 20 lis 2010, 15:18
dziewczynka24 napisał(a):Stardoll, nie mów tak, nie ma że nie mam szans, jak ja się wyczołguję z naprawde nieprzeciętnej, ogromnej nadopiekuńczości to już chyba każdy może! Napisz ile masz lat, co robisz w życiu, czy uczysz się, czy pracujesz, no i przede wszystkim dlaczego uważasz, że nie ma perspektyw na zmiane...


Dziewczynko, jestem w zblizonym wieku do Twojego i niestety nie pracuje. Jestem w tak dziwnej sytuacji, ze zdaje sobie sprawe z nadopiekunczosci, ale jednoczesnie to mama jest jedyną osobą, ktora mnie kocha i ktorej na mnie zalezy. Ja też ją kocham mimo, ze traktuje mnie jak mała dziewczynke. Gdyby nie ona czuje, ze bylabym teraz pewnie w rynsztoku, duzo jej zawdzieczam. Dlatego tez trudno mi byloby cos zmienic w naszych relacjach, nie chcialabym od niej odwracac sie bo ona na to nie zasluguje. Jest dla mnie bardzo dobra tylko moze przez przyzyczajenie przenika przez kazda czastke mojego zycia. Tylko, ze ja juz jestem dorosla (przynajmniej formalnie)... Moze jestem tez zbyt wygodnicka na zerwanie więzi bo jakby nie patrzec mama mnie utrzymuje dalej... :(
stardoll
Offline

Re: Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

Avatar użytkownika
przez TheGrengolada 20 lis 2010, 15:43
stardoll, jeżeli zaczniesz prowadzić swoje własne życie to wcale nie znaczy, że przestaniesz swojej mamę kochać. Chyba też odczuwasz pewne poczucie winy w stosunku do niej, prawda?

U mnie nie ma szans na finansowe uniezależnienie się, co więcej, rodzice płacą za moje mieszkanie, ale nigdy nie usłyszałam od nich wymówek na ten temat. Zresztą w sytuacji, w której jestem obecnie raczej nie o to chodzi, a o wsparcie kogoś bliskiego. Moja mama nadopiekuńczością to niszczy, bo wszystko ma się dziać tak jak ona chce, a nie tak, jak dla mnie byłoby najlepiej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
535
Dołączył(a)
28 maja 2010, 22:52
Lokalizacja
Warszawa

Re: Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

przez dziewczynka24 20 lis 2010, 15:58
stardoll , posłuchaj, wszystkie dzieci nadopiekuńczych rodziców wiele im zawdzięczają. To w większości osoby słabe, o tzw. wyuczonej niezaradności, które oderwane od maminej spódnicy szybko by utonęły. Ja swojej mamie również dużo zawdzięczam: poświęciła dla mnie właściwie całe życie, gdy zostawił nas tata ona nie szukała sobie innego mężczyzny, by, jak twierdzi, poświęcić się wychowywaniu mnie. (Co z tego, że ja wolałabym widzieć moją mamę szczęśliwą, zrelaksowaną, zakochaną, a nie wiecznie płaczącą i pochyloną nade mną).
Również jest mi szkoda mamy (i babci), że kiedyś będę je musiała zostawić i pójść własną drogą, bo dla nich oczywistym wydaje się, że na zawsze pozostanę przy nich, z wdzięczności za poświęcony mi trud. I tak działa chyba większość tych toksycznych mam, obarczają winą swoje dzieci, za to, że je opuszczają, dostają zawałów, zapadają w choroby, (albo tylko grążą że zachorują), płaczą nad tymi dziećmi i w rezultacie te osoby utopione w poczuciu winy nie ruszają się z miejsca.

Piszesz, że jesteś na jej utrzymaniu. Uczysz się? Jeśli zaocznie to możesz podjąć pracę, jeśli dziennie- też możesz. Ja studiuję dziennie i pracuję. Owszem, jest ciężko, i wygodniej byłoby pouczyć się trochę a potem porelaksować się, a tu trzeba lecieć jeszcze do pracy. Ale to już zależy jak bardzo cię „przypyli” żeby czegoś dokonać, jak mocno dostaniesz kopa w d…e od nadopiekuńczości, to górę przenieszesz w tę i spowrotem,
Doskonale rozumiem Twoje wyrzuty sumienia, stardoll . Ale pomyśl o tym w ten sposób: Twoja mama na pewno (tak zakładam) chce dla Ciebie jak najlepiej. Na pewno też chciałaby aby i jej życie było przyjemne i wolne od trosk. Czy w takiej sytuacji, kiedy dorosła kobieta jest związana przysłowiową pępowiną z matką można mówić o szczęściu jednej lub drugiej? Po mojej mamie i babci wnioskuje że nie, to kobiety zgorzkniałe, bojące się panicznie życia, tonące w swoich strachach i nerwicach. Czy twoja mama będzie na prawdę szczęśliwa mając przy sobie niezadowoloną, skrywającą w sercu cierń córkę? Bo czy Ty będziesz zadowolona, to już nawet nie pytam… Pomyśl, że gdy przetniesz tę pępowinę zaczniesz nowe życie jako Ty, a nie jako „Ty z Twoją mamą”, po pewnym czasie, nie od razu, również Twoja mama zrozumie, że tak powinno być, będzie dumna ze swojej samodzielnej, dorosłej córki, będzie się cieszyła na każde spotkanie z Tobą, a może jeśli przeprowadzisz sie do innego miasta/kraju będzie co rok z wypiekami na twarzy czekała świąt, kiedy będzie mogła pojechać Cię odwiedzić, zwiedzić kraj… Ty będziesz szczęśliwsza i ona…. Zakładam, że twoja mama jest dobra i nie atakuje cię celowo i świadomie nadopiekuńczością, ona o tym po prostu nie wie, może nie czyta takich forów, Ty masz tu akurat przewagę, więc TWOIM zadaniem jest rozwiązywać ten problem!!!
Przyznam się, do czegoś, chodź może to będzie zbyt drastyczne dla niektórych i niedopuszczalne, z góry przepraszam, że piszę tu o takich „osobliwych „ przemyśleniach. Otóż zastanawiałam się co byśmy mogły powiedzieć sobie z moją mamą, gdy ona byłaby na łożu śmierci (za sto lat, nie prędzej, daj Boże). Czy gdyby zapytała mnie jaką matką była, mogłabym odpowiedzieć, że nie mam jej nic do zarzucenia? Musiałabym skłamać. A co by było gdyby nagle, w obliczu końca zrozumiała, że BYŁA NADOPIEKUŃCZA, i powiedziała mi : dziecko, czemu nie walczyłaś o swoją autonomię, czemu się nieraz nie sprzeciwiłaś….
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 lip 2009, 16:47

Re: Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

Avatar użytkownika
przez Polanka 20 lis 2010, 16:50
Przyłączam się do Ciebie bo rowniez mam ten problem z mamą i babcią.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
16 cze 2008, 13:03

Re: Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

przez lakuda 20 sty 2011, 22:13
u mnie w domu, mama i babcia szantażują mnie emocjonalnie..
wręcz,że dostanie babcia zawału, albo wylewu :(
coś okropnego...
lakuda
Offline

Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

przez Zapętlona 20 lut 2011, 22:17
Miałam dokładnie tak jak Wy. Mama kierowała każdym moim krokiem. Okazało się, że mam zaburzenie osobowości zależnej, terapie nie pomagały.
Wyprowadziłam się od mamy, mam własną rodzinę. Jeśli mi się udało (a miałam potworne napady lękowe), Wam też się uda.
Nie liczcie, że mama czy babcia się zmienią. Będą cały czas próbowały utrzymać kontrolę. Podstawa to uniezależnienie się finansowe. Na początek może jakaś praca dorywcza, e-biznes, handel na Allegro, jeśli trudno Wam zdecydować się na cały etat.
Też mi żal mamy, ale jak tylko ją odwiedzam, zaraz gorzej się czuję. Mamy bardzo mi żal, jest całkiem sama ALE kiedy się wyprowadziłam, znalazła sobie koleżanki! Bo ona też się męczy w takiej toksycznej relacji (chociaż nie dopuszcza tego do świadomości), więc pomagam Jej w wyzdrowieniu oddalając się.

Mama zawsze źle się czuje, kiedy chce coś wymusić. Jak osiągnie cel, zaraz zdrowieje w oczach:) Krytykuje mojego męża i synka i robi wszystko, żebym do niej wróciła. Nie wrócę i z przesadądbam, żeby nie stać się nadopiekuńcza dla Synka.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
10 lip 2010, 23:20

Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

przez Pustocień 08 cze 2011, 21:06
ja również mam nadopiekuńczą mamę.

w zasadzie to ona wie co jest "dobre" dla wszystkich.

dla taty, dla dziadków,dla sąsiadki- trudna sprawa...

była ze 3 razy u psychologa, ale bez terapii zawsze będzie chciała kontrolować życie innych
Offline
Posty
103
Dołączył(a)
08 cze 2011, 13:17

Wychodzenie spod klosza nadopiekuńczej mamy

przez onanek 09 cze 2011, 17:58
Zapetlona pisze, ze praca dorywcza, owszem handel na Allegro czy praca w Mc'Donaldzie pozwoli zarobic na drobne przyjemnosci, ale nie oszukujmy sie: na zycie na wlasna reke to to nigdy nie wystarcza:( Wlasnie tego boje sie najbardziej: ze nigdy w zyciu nie znajde pracy w ktorej bede zarabiala na tyle, zeby np. cos skromnego wynajac i nie umzec z glodu:(((
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
04 kwi 2010, 22:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do