Nasze postępy...

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Re: Nasze postępy...

przez GreenGo 27 lis 2010, 20:34
I o tych krokach pamiętaj, o ich pisz tutaj systematycznie... kiedy tylko masz siłę.
Na pisanie na forum to ja mam zawsze siłę, tylko na pracę i naukę już nie.
Oszukiwanie się, że jest lepiej niż jest mi nie pomoże, z psychiką jest całkiem dobrze, problem jest taki, że kilka lat nerwicy sprawiło, że mi organizm odmówił posłuszeństwa, a tego jak narazie nie potrafię obejść.
GreenGo
Offline

Re: Nasze postępy...

przez mimi1982 27 lis 2010, 21:15
Skoro na pisanie na forum masz siłę to wydaje mi się, że nie do końca satysfakcjonuje Cię praca i nauka. Nie wiem, czy studiujesz, czy chodzisisz jeszcze do szkoły... Myślę, że jeśli nie masz siły na pracę już od dłuższego czasu może czas na jej zmianę, albo chociaż warto spróbowac. Jeśli studiujesz to jeśli dopiero zacząłeś to może tez warto zmienić kierunek na coś bardziej interesującego Cię. Jeśli to już ostatni rok to warto skończyć i dać radę do końca. Życie ma się jedno, trzeba starać się robić tak by było dobrze. Nie zawsze wychodzi, człowiek upada ale potem trzeba się podnieść. Zanim mi lekarz nie uzmysłowił, że to ode mnie zależy czy wyjdę z tego czy nie to bym nie dała rady. Bo jak upadłam to leżałam i żaliłam się że nie mam siły się podnieść. Ja też mam nerwicę, ale dzięki książkom, które czytam, staram się już tak nie złościć na to na co nie mam wpływu. A jeśli ktoś mnie zezłości staram się wkurzać krótko, potem sobię myślę, że życie jest na tyle sprawiedliwe, że los się odwróci przeciwko takiej osobie. Zawsze tak jest. I zaraz mi przechodzi. Miewam czasem podły nastrój ale teraz coraz rzadziej. Mam fałszywych ludzi w pracy, którzy obrabiają tyłki wszystkim dookoła i wiem, że jak będę się tym wkurzać to zrobię im przysługę bo o to im chodzi, żeby mnie czy kogo innego zdołować. Staram się tym nie przejmować bo to tacy ludzie są. Chcą, niech gadaja. Ludzie, którzy są nieszczęśliwi w życiu często przerzucają się na innych, żeby nie myśleć o swoich problemach. Współczuję im. I pracuję mimo to i staram się o tym nie myśleć. Odkąd wiem, że tabletki mi nie pomogą tylko ja sama, zaczęłam sobię dawać z tym radę, bo co mam zrobić. Użalać się nad sobą?

[Dodane po edycji:]

Najłatwiej powiedzieć nie dam rady. Dotąd myślałam, że jestem chora a tabletki sprawialy ze czułam się jeszcze gorzej. Poddałam się chorobie i wierzyłam, że one mnie naprawią. Gówno prawda. Sama sobie mogę tylko pomóc o ile chce życ normalnie. Napewno jest coś co sprawia Ci przyjemność. Coś co lubisz robić. Rób to. Napisz coś więcej o szkole i pracy czy lubisz to tylko nie masz siły czy po prostu wypaliłeś się w tym...Pozdrawiam

[Dodane po edycji:]

Ja wiem, że łatwo się radzi...ale uwierz mi mi też nie jest łatwo ani Tao... ale staramy się, walczymy z tym gównem. Nie damy się. Trzeba żyć dalej. Po to jest ten temat bo żalenie się, typu jest mi źle sprawia, że się nakręcasz... a tu chodzi o to by myśleć pozytywnie i choć ciężko każdemu z nas, walczyć tak na prawdę ze sobą o siebie. Wierzę, że i Ci się uda. Tylko musisz podjąć walkę.
mimi1982
Offline

Re: Nasze postępy...

przez GreenGo 28 lis 2010, 12:23
@mimi1982
Dzięki za odpowiedź.
Odkąd wiem, że tabletki mi nie pomogą tylko ja sama, zaczęłam sobię dawać z tym radę, bo co mam zrobić. Użalać się nad sobą?
No użalanie nic nie daje, masz rację.
Napewno jest coś co sprawia Ci przyjemność. Coś co lubisz robić. Rób to.
Lubię się uczyć ;-), ale niestety nie mogę za dużo, bo mam stale migreny i bóle napięciowe, to nie takie proste. Pozytywne myślenie na ból fizyczny nie pomoże, zresztą ja myślę pozytywnie... przecież jeszcze żyję ;-) :roll:
Próbuję zrobić coś, żeby wkońcu poczuć luz, na stałe, żeby mi napięcie puściło, ale to bardzo trudne, nie potrafię jak narazie, a czas leci, obowiązki czekają. Na codzień raz czuję się znośnie, po krótkim czasie ból głowy, mięśni mnie obezwładnia, że nie mogę się na niczym skoncentrować, po czym znowu troche spokoju i tak wkółko, a to wszystko na podłożu napięciowym, lękowym, żadna choroba fizyczna. Jak oglądam TV, czytam coś mało ważnego, przelądam interenet, to jest ok, gorzej jak planuję się zająć czymś pożytecznym. To nie lenistwo, tak mi się po prostu robi, nawet zwykłe bezczynne siedzenie podnosi mi ciśnienie i sprawia, że dostaję zawrotów głowy i napięć. Żeby nie było, wcale się nie użalam i nie panikuję, tak po prostu się dzieje. :bezradny:
GreenGo
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nasze postępy...

przez mimi1982 28 lis 2010, 16:01
Na to też możesz poradzić sobie sam. Mam coś wspólnego z Tobą. Cały czas czuję napięcie mięśni. Nawet jak z kimś rozmawiam, moje ciało jest całe napięte i zaczynam mówić nerwowo i szybko. Musisz zwracać uwagę na to, kiedy to się dzieje...np. ja jak rozmawiam z kimś i czuje napięcie...rozluźniam mięśnie, czuję wtedy nawet ból, bo jak cały czas masz napięte mięśnie, to jak puścisz to napięcie to dopiero czujesz ból wynikający z tego, jaką pracę wykonuja mięśnie i to jak długo. Ale staram się kontrolować. jak czuję, że napinam się i denerwuję, to sama zmuszam się rozluźnić, mówić wolniej( to trudne ale da się wypracować)...ale pomaga. Nic dziwnego, że boli Cię głowa, skoro masz takie napięcie organizmu. Jak masz choć trochę kasy to spróbuj masaże relaksacyjne pleców i karku raz w tygodniu lub co drugi tydzień. Wiem, że wyda Ci sie to głupie...ale mi pomaga i to bardzo. Organizm się tak rozluźnia, że po takim masażu nawet wzrok mam spowolniony. Spróbuj ćwiczenia fizyczne jak wolisz...po takim wysiłku jak się zmęczysz, to sam organizm będzie tak zmęczony, że napięcie puści. Musisz coś z tym zrobić, bo możesz zachorować na serce lub wrzody żołądka lub jeszcze coś innego. Pomyśl i daj znać co o tym sądzisz:)
Ja mam dzisiaj dzień lenia. Leżę w łóżku i nie robię kompletnie nic, tylko teraz weszłam na forum. Ale nie mam wyrzutów sumienia, bo kiedy będę się byczyć, jak będę miała dziecko kiedys? Wtedy zapomnę co to wylegiwanie się beztroskie:)))
mimi1982
Offline

Re: Nasze postępy...

przez GreenGo 28 lis 2010, 18:01
Ćwiczę kiedy mogę, to pomaga zawsze tylko na moment.
Pomyśl i daj znać co o tym sądzisz:)
Z tym masarzem to skojarzyłem sobie, że może bicze wodne pod prysznicem mogą być dobrym pomysłem, raz zimna, raz ciepła woda, ciężko się napisać kiedy się stoi pod lodowatą wodą, może to coś pomoże choć odrobinę.
GreenGo
Offline

Re: Nasze postępy...

przez ATakaJedna... 03 gru 2010, 11:27
Mój postęp?
To,że w końcu poszłam do psychologa i zaczęłam działać...
ATakaJedna...
Offline

Re: Nasze postępy...

przez TAO 07 gru 2010, 02:16
nooo rezygnuję z poczucia winyyyyyyyy
kurde cały czas próbuje mnie atakować...
no i tak:
odśnieżanie
narty
pizza paluchy lizać
popłacone rachunki :D
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Re: Nasze postępy...

Avatar użytkownika
przez Prusak 07 gru 2010, 22:59
Mój postęp, jeśli mogę to nazwać postępem:

W niedzielę nie mogłam zasnąć, nagle coś mnie tknęło i poczułam w sobie siłę walki o lepsze jutro - w efekcie za namową :mrgreen: ponownie zrobiłam własny plan dnia i od dwóch dni staram się go trzymać - oczywiście nie wszystko wychodzi mi idealnie, ale czuje, że chce coś w końcu dla siebie zrobić.

Dziwi mnie tylko to, że przed niedzielą byłam w totalnej rozsypce, traciłam resztki pewności siebie, a w niedzielny wieczór, który nie różnił się niczym od poprzednich - uznałam, że mogę już coś zrobić i to robię. Dla mnie takie skoki w w wewnętrznej sile są co najmniej dziwne, ale wolę takie dni jak teraz niż to co ostatnio :mrgreen: Choć pewnie znów nadinterpretuję moje zachowanie ;)
I'm heavy handed - To say the least
My mother thinks I'll be an awful clutcher
'Cause I spill things from stirring 'em too quickly
I'm far too loud
It's like, as soon as I've got an opinion
It just has to come out
I laugh at stupid things
Just 'cause they tickle me
Avatar użytkownika
Offline
Posty
422
Dołączył(a)
16 lis 2010, 16:34

Re: Nasze postępy...

przez TAO 08 gru 2010, 00:46
następny rachunek uregulowany,
3/4 podłogi przełożone,
ostatni tydzień dyżuru w kotłowni... :P :lol:
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Re: Nasze postępy...

przez mimi1982 12 sty 2011, 15:02
Mój postęp: Przejrzałam na oczy i rzuciłam wszystkie psychotropy które mi przepisywali i które sprawiły że nie mogę spać, nie wysypiam się i traciłam zasób słów, do tego doszły lęki...rzucam to gówno. Wiem jednym pomaga...szczerze napewno nie mi. Po wszystkich zle sie czulam ale ostatnio to juz byla przesada. Dopiero zaczynam powoli dochodzic do siebie. Zrozumialam ze jak sama sobie nie pomogę to nikt mi nie pomoże...no i zaczęłam psychoterapię.
mimi1982
Offline

Re: Nasze postępy...

przez coma 12 sty 2011, 19:30
Dzisiaj widziałam się z psychologiem, rozmawiałam z nim na temat psychoterapii. Mam się zastanowić nad moją motywacją do leczenia, mamy się zobaczyć znowu za tydzień :roll: Wtedy dopiero dowiem się kiedy zaczynam terapię...

I tak czuję, że się cofam...
coma
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do