Co nas jeszcze trzyma?

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Co nas jeszcze trzyma?

przez Wombwell00 14 lut 2010, 00:54
Przeanalizowałem swoje załamania, przygnębienia i tego typu rzeczy od samego początku. Myślałem nad tym co je naprawde wywołało i dzięki czemu udało mi się je zwalczyc lub po prostu się nie załamać.
Wniosek wydaje się błahy ale naprawdę udało mi się to dzięki... kumplom...
Dla mnie samego brzmi to troche dziwnie, bo kumple raczej nie byli mi jakoś wyjątkowo bliscy, nie rozmawiałem z nimi nigdy o swoich 'zaburzeniach' ale jednak to ich obecnosc pozwolila mi na chwile zapomnienia :D W podstawowce nie mialem żadnych naprawdę dobrych kumpli i kiedy popadłem w depreche to czułem się strasznie, zreszta nie trzeba wam tego chyba tłumaczyc. Potem poszedlem do gima i trafilem na takich ludzi, ze nie było szans trafic na kogos lepszego :D Po prostu aż sie chciało chodzic do szkoły... w LO zaczalem naprawdę za nimi tęsknić i nawiązałem z nimi 'blizszy' kontakt niz przez 3 lata gimnazjum :D Przed całe gimnazjum inne aspekty mojego życia (niż koledzy) nie zmieniły się jakoś znacząco - nadal miałem problemy z rodzicami, nadal miałem kompleksy, nadal niewiedziałem co ze sobą począc ale z tymi ludzi potrafiłem po prostu o tym wszystkim zapomnieć.
Nadszedł czas liceum... trafiłem do NAJGORSZEJ, pod względem integracji, klasy. Cięzko mi było z kimkolwiek nawiązać jakis kontakt, co wydało mi się dziwne bo na imprezach typu kolonie, obozy nigdy takich problemów nie miałem. Chciałem zmienić klase, ale dyrektor potraktował mnie jak kolejnego frajera, którego można olać... załamałem się troche przez to i w koncu zostałem w tej malo przyjaznej klasie dla mnie. I deprecha zaczeła powoli wracac... znów zdarzało mi się spędzać bezcelowo lekcje wpatrując sie w jakieś drzewo czy cos... byle nie myśleć o tym wszystkim. Miałem kumpli POZA klasa i naprawdę, gdyby nie oni... nie wiem w jakim miejscu byłbym teraz, bo to oni potrafili mi dostarczyć choc krztę rozrywki w tym całym bagnie... nic się u mnie nie zmieniało oprócz otoczenia w szkole. Heh, kilka miechów wczesniej sam bym takiej roli znajomym nie przepisał :D

Gratuluje jeśli ktoś przeczytał całą moją opowieśc. A co wam pozwoliło naprawdę delektować się życiem i radzic sobie w trudnych sytuacjach? Czekam na wasze odpowiedzi.
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
09 lut 2010, 19:09
Lokalizacja
Suwałki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do