dzien z lękiem to dobry dzien

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

dzien z lękiem to dobry dzien

przez eldruto 02 sty 2010, 21:24
Byłem sobie wczoraj u rodzinki na spotkaniu:) Bałem sie tam pojechac, ale zdecydowalem sie ze to zrobie. Siedzialem sobie z nimi, wszystko bylo by fajnie, gdyby nie ciagle uczucie i mysl - patrz, oni buduja sobie nowy dom, on ma dziewczyne, ten pracuje w salonie samochodowym...a z cieibie takie gowno, nic nie potrafisz.
Rano obudzilem sie wczesniej. Balem sie, serce mi bilo za szybko. Otworzylem okno (uwielbiam gdy mam zimno w pokoju, a pod koldra cieplo), poszedlem sie napic jakiejs wody i wrocilem do lozka.
Sytuacja pogarszala sie z minuty na minute. Wreszcie dopadl mnie lek, ze w domu zrobilo sie zimno przez moje otwarte okno i wejdzie ojciec i mnie opieprzy. NIe wytrzymalem, musialem zamknac okno.
Ojciec obudzil mnie pozniej - mialem mu pomoc w remoncie jaki wlasnie przeprowadzamy. To nic ze mialem sie uczyc, to nic ze nie mialem w ogole ochoty...poszedlem potulnie. Ojciec czesto sie wscieka i narzeka na mnie i rodzenstwo, czasem za pierdoly, za cos czemu czasem nikt nie jest winny. Ale z drugiej strony zeszlego lata dal mi 7000 na motor (Virago 250). Jak tu sie sprzeciwic, jak go czasem op*******c, jak dal mi (mi, takiemu g) tyle kasy na motor. Jestem na niego nie raz wciekly - prawde mowiac, nienawidze go...ale i......kocham skurwysyna...bo to moj ojciec, bo jednak o nas dba...czasem nie potrafi stanac na wysokosci zadania, woli dac nam pieniadze, niz powiedziec "fajny jestes". Ale to moze moja potrzeba milosci, bo rodzenstwo nie ma takich problemow jak ja....ale moze jednak powinienem to jakos wyrazic?
Dzien mialem do dupy...ciagle sie balem...zwlaszcza bezsilnosci... nie wiem dlaczego, ale im bardziej czuje sie bezsilny, tym bardziej sie boje. Opieprzyl mnie pare razy, a to za to, a to za tamto.
A pozniej wieczorem...wraz z mama gadali mi zebym uwierzyl w siebie, zebym zostawil studia jak mam sie z nimi tak meczyc (fobia spoleczna) zebym kupowal sobie duzo owocow, jadl magnez, i sie nie przejmowal, bo przeciez pieniadze w domu sa i nie musze tak oszczedzac (jestem chyba mistrzem w NIEWYDAWANIU pieniedzy...kupilem sobie tel za pare zl, gdy mlodzi w gimnazjum gonia z najnowszymi modelami).
I co mam myslec? Czy mam prawo czasem opieprzyc ojca? Jednak, czesto jego krytyka jest sluszna. Ale jednak za duzo jej. I co robic. I jeszcze ten motor. Czuje sie winny czasem ze go dostalem. I taka oto mieszanka uczuc we mnie trudnych.
Wieczor, kran zaczal ciec. Uszczelke w glowiczcie trzebabylo wymienic. Zazwyczaj nie robie takich rzeczy...bo znow cos spieprze, bo znow sie osmiesze, bo znow ojciec mnie za cos opieprzy...
Wzialem klucz (19) odkrecilem...srubka wczesniej nie chcala sie odkrecic, bo zardzewiala...wymienilem cala glowiczke z innego, starego kranu.
Dlaczego to pisze? Bo postawilem sobie cel (naprawic kran) i zrobilem to. Teraz juz wiem, ze potrafie naprawic kran... Zawsze ktos stawial mi zadania, a ja je potulnie wypelnialem... a teraz sam to zrobilem...ja sam...i choc to niewiele...jednak jest we mnie cos takiego malego jak duma...ze potrafie...i zadowolenie z siebie. A teraz wiem, ze kupie sobie ksiazke o mechanice (do motora), ze zmienie w nim olej... sam, bez pytania kogokolwiek...bez uciekania od odpowiedzialnosci... i jak to zrobie znow poczuje sie zadowolony z siebie... i bede sobie stawial kolejne, pewnie co raz wieksze wymagania...nie neurotyczne, nie niebotyczne, ale moje wlasne... i przestane czuc sie gorszy.
A lek bedzie mijal...bo bede czul ze potrafie co raz wiecej rzeczy, ze jestem za cos odpowiedzialny i ze potrafie stanac na wysokosci zadania. Chwala bogu, jezeli istnieje, za takie dni jak ten, jak sie boje... bo jak sie boje, to wiem, ze musze cos zrobic. I kiedys, mam nadzieje ze jak najszybciej przyjdzie czas, ze lek minie...a pozniej zrobie kolejne i kolejne rzeczy...z mysla o sobie, dla swojego dobra...i bede zdrowy. Moze bedzie to jeszcze w tym miesiacu, moze potrwa z 10 lat...a ja wiem ze dam sobie rady. I wam tego zycze. Ruszamy dupy, bierzemy sie do kochania siebie.
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
14 gru 2009, 19:26
Lokalizacja
wioska

Re: dzien z lękiem to dobry dzien

przez Pstryk 02 sty 2010, 23:04
eldruto, to ja się biorę za rozkręcanie tej przeklętej rury w kiblu - przecieka od miesiąca:) nie ważne że jest 22ga:) Dzięx za świetnego posta - tak trzymać ;) Zarażaj optymizmem - potrzebne nam jak powietrze:)
Pstryk
Offline

Re: dzien z lękiem to dobry dzien

przez eldruto 02 sty 2010, 23:18
Cholera wie, czy zadziała, ale probowac bede, juz postanowilem... jak nauczylo mnie doswiadczenie, i jak zobaczylem gdzies na tym forum - 2 kroki do przodu i 1 do tyłu - mimo dola/lęku i tak jestes o krok blizej. Wiec nie ma co sie przejmowac, lęk to normalna kolej rzeczy. Kiedys bedziemy sie smiac z tego wszystkiego:) Z tego jak przejmowalismy sie glupotami, gdy zycie takie piekne. Tak bedzie!:)
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
14 gru 2009, 19:26
Lokalizacja
wioska

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: dzien z lękiem to dobry dzien

przez polakita 06 sty 2010, 16:07
eldruto, bardzo fajny twój post. Podoba mi się twoje podejście. Co do ojca, to mój tata też zawsze nas opieprzał i źle o nas mówił (a zwłaszcza o moim bracie). Ale my z tatą nie mieszkaliśmy (bo rodzice się rozwiedli). Myślę że rodzice nas kochają ale tego nie umieją okazać tak jakbyśmy chcieli, (może im też nikt nie okazywał miłości wprost?) no i mają też czasem trudny charakter - bo kto z nas ma łatwy. Ale historia z motorem i z kranem są fajne :)
polakita
Offline

Re: dzien z lękiem to dobry dzien

Avatar użytkownika
przez *Monika* 11 sty 2010, 01:30
eldruto

:-)

pisz jak Tobie idzie z tą poprzeczką :-)

Miły ten Twój post. Uśmiecham się. Dziękuję.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: dzien z lękiem to dobry dzien

przez eldruto 12 sty 2010, 22:59
Pisze pisze....ehhh....jest cudnie:) Sam boje sie pisac...zeby nie zapeszac...ale jest o niebo lepiej....od kilku lat nie rozmawialem z nikim o swoich problemach...nagle, w ciagu tygodnia czy dwoch czasu powiedzialem o tym rodzinie - mama, babcia zwlaszcza, ciotki.... dalej gadalem o tym z 2 kumpelami na studiach.... Zeby podniesc pewnosci siebie postanowilem raz tak poprostu zaczac rozmowe w autobusie, ktora zakonczyla sie tym ze poznalem fajna dziewczyne i porozmawialismy sobie o naszej edukacji. Pozniej zachecony sukcesem zagadalem do innej dziewczyny - ta tylko odparla "yhy" i zalozyla sluchawki z powrotem... Dalej, mam w domu plyty z dezerterem - bardzo polecam piosenke "musisz byc kims" bo traktuje o wolnosci osobistej.
Teraz w planie mam wychodzic podczas zajec na studiach na chwile (ze niby do ubikacji) zeby miec znow wieksze poczucie ze panuje nad sytuacja...
Gdy mam gorsze chwile pije nerwosol, ale juz nie krytykuje sam siebie za branie go, a ponadto nie ukrywam sie z tym. Czuje ze powoli, powoli zaczynam byc soba...teraz w planie mam powoli dojsc sobie do tego, na czym tak naprawde mi w zyciu zalezy, zebym nie stawial sobie zawyzonych poprzeczek i nie rozbudzal glupich ambicji... gdy przychodze do domu, czasem pracuje - szukam sobie zajecia zeby poczuc sie silnym, to ze cos potrafie i nie jestem do dupy. Stawiam sobie pytania typu "a kto pokocha mnie takim jakim jestem, bez zadnych ulepszen i starania sie dla innych", "z czego jestem w stanie zrezygnowac by byc szczesliwszym?" itd.
Cale moje zycie bylo jak staranie sie, zeby ciagle byc lepszym......teraz probuje przestac starac sie....byc tylko soba...a moze az soba...ucze sie akceptacji samego siebie...i to mnie uzdrawia....widze czasem jak sam siebie nie lubie....choc wiem, ze nie ma ku temu powodu, jak czuje sie winny, choc nie ma za co....i powtarzam sobie ze to tylko jakies dziwne uczucia i ze nie maja racjonalnej podstawy bytu....i olewam je...jak na dzis to pomaga mi.
Traktuje siebie jak normalnego czlowieka. Marze by byc zerem....bym nie musial dbac o swoja dobra reputacje - ucze sie zrezygnowac z wlasnej glupiej dumy, ktora nie pozwala mi byc soba. Dzis np znalazlem w autobusie fajna bandamke....ktora poprostu lezala...byla tez jakas panna, ktora mogla sobie o mnie pomyslec ze jestem jakis dziwny ze biore cos co do mnie nie nalezy, ale olalem to i wzialem ja - bo tak to wzialby pewnie ktos inny.
w Planach mam przestac planowac, starac sie byc bardziej beztroskim (bo za duzo zdecydowanie mysle o problemach) - jak gdzies przeczytalem - "licz blogoslawienstwa a nie problemy", gdy mam problem, ide do rodzinki...nie wstydze sie juz tak bardzo siebie i wlasnej slabosci ktora przez wiele lat chcialem ukryc. Jeszcze troche tego zostalo, ale jak mam takie dni jak dzis, ze bez obaw potrafie zjejsc sniadanie miedzy ludzmi, ze pomimo 2 kolokwiow nie zalewa mnie fala strachu, ze jestem soba, ze nie musze udawac silnego, a moge byc poprostu soba, to mam takiego kopa, ze mi sie wydaje ze za chwile caly swiat zdobede:)
Ale ja tego nie chce, a to co chce to to kilka malych rzeczy:)
A moim marzeniem jest zakochac sie.
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
14 gru 2009, 19:26
Lokalizacja
wioska

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do