Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

przez Kapitan Zbik 19 lip 2009, 22:29
Przeszedłem już wiele. Nerwicę mam od 2 lat, od roku aktywnie ją zwalczam.
W obecnej chwili czuję znaczną poprawę. Mogę jeździć sam samochodem nawet do 50 km poza miejsce zamieszkania - był okres, że bałem wyjechać się na miasto... Przejechałem na wczasy 700 km autobusem - wcześniej nie pojechałbym pod namiot nawet 5 km za miasto... Bałem się pić alkohol, że gdy dopadnie mnie atak paniki, nie będę miał możliwości połknięcia leków - mogę pić... Nie mam ataków paniki, dobrze zasypiam, można by rzec że powracam do normalności, a wielu by dało, by tak się czuć, bo sam rok temu bym za to wszystko oddał. Ale czuję, że to nie to... Mam jakiś jeszcze niepokój wewnętrzny, jakieś obawy, czasem marny nastrój przez cały dzień, jeszcze w napiętych sytuacjach nie zachowuję zimnej krwi jak to było przedtem... Co dalej? Czy to jest już ostatni stopień wyzdrowienia i taka trauma pozostanie na całe życie? Czy jednak da się wyleczyć do tego stopnia, ze ze wspomnienia po przeżyciach z nerwicą pozostaną tylko wyciągnięte wnioski, a żyć będzie się pełnią życia, bez hamulców jakie powoduje przeżycie nerwicy?
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
14 kwi 2008, 21:46
Lokalizacja
inąd:)

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

przez vanderlei 19 lip 2009, 22:43
witam,jestesmy na podobnym etapie(choc ja na nieco gorszym) normalnie funcjionuje , tez się nad tym zastanawiam ,kiedys psycholog mi powiedział że nigdy nie bedzie tak jak kiedys i ze z nerwicą trzeba nauczyc sie życ.ale na pewno da sie to ulepszyc te zycie do maxsimum a nerwice bardzo zminimalizowac, ale zawsze czegos brakuje i jest nie do konca dobrze,niech sie inni wypowiedza ale chyba jednak nerwica jak tatuaż na całe życie...
vanderlei
Offline

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

przez wciacia 20 lip 2009, 08:51
proszę Was kochani,nie myślcie tak. sama nie cierpię na nerwicę tylko na depresję i na pewno nie wiem jak to jest.
odwiedzam to forum od jakiegoś czasu i zauważyłam jedną rzecz-ludzie z tego forum dzielą się na 2 grupy-1 to grupa osób,które chcą się wyleczyć naprawdę,chcą wyjść ze swoich przypadłości i nie biorą pod uwagę innej opcji i rzeczywiście wychodzą z nerwicy,z depresji itd... bo tego chcą i dążą za wszelką cenę i takich jest garstka. 2 grupa to osoby wiecznie chore,wiecznie borykające się z depresją i nerwicą,którym trudno uwierzyć w wyzdrowienie i rzeczywiście nigdy z tego nie wychodzą tylko bujają się z tym przez całe życie-jest im raz lepiej,raz gorzej.
wierzę bo chcę wierzyć,że sama jestem inicjatorem,artystą i reżyserem własnego życia i to ja sama decyduję o tym jak się czuję i nawet jeśli chorowałam na depresję-to postanowiłam,że z tego wyjdę-brałam leki,chodziłam na terapię,czytałam książki psychologiczne,słuchałam afirmacji,pracowałam nad sobą każdego dnia,pisałam sobie karteczki z pozytywnymi myślami,które czytałam codziennie do znudzenia,do dziś mam je pozawieszane na ścianach. ALE MIAŁAM CEL-ŻE WYZDROWIEJĘ. i osiągnęłam teraz ten cel. jestem zdrowa i szczęśliwa. nie biorę już leków i nie korzystam z terapii. ciągle czytam,bo lubię psychologię-fascynuje mnie.nie wiem tak naprawdę czy depresja nie wróci-bo miałam już nawrót a leczyłam się od nowa. ale moim celem jest zdrowie psychiczne i emocjonalne i do tego dążę i NIE MA INNEJ OPCJI.
Niektórzy tutaj są jakby uwikłani,w pętli. z boku wygląda to tak jakby nie chcieli się wyleczyć ,jakby gdzieś w podświadomości mieli zakodowaną nerwicę,jakby czuli się z nią bezpiecznie bi ją znają. a zdrowie jest niebezpieczne bo go nie znają.
co myślicie o tym?
wciacia
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

przez Lili-ana 20 lip 2009, 09:49
Zgadzam się z Tobą wciacia, ja również dążę do zdrowia, NIE MA INNEJ OPCJI. Ja nie chcę cierpieć, chcę ŻYĆ :D Bo życie jest tylko jedno.
Już jak byłam nastolatką to zaczęłam interesować się psychologią, czytałam książki, "charaktery" to było moje ulubione czasopismo... Moja droga potoczyła się inaczej niż chciałam, bo chciałam bardzo iść na psychologię ale moja mama mi w tym przeszkodziła, a niedługo później urodziłam dziecko, następnie przyplatała się nerwica i depresja, z którymi radziłam sobie sama przez 6 lat, dopiero teraz zaczęłam stosować leki za namową mojego męża, idę też na psychoterapię. I jestem pełna nadzieji że będzie dobrze, musi być dobrze, nie biorę w ogóle innej opcji pod uwagę.
Lili-ana
Offline

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

przez vanderlei 20 lip 2009, 11:20
wciacia piszac o tym że nerwica zawsze jest i bedzie,nie miałem na mysli jakiejs załamki że do konca życia z nerwicą lękami i w samotnosci nie chodzi mi o to że przy normalnym funkcjonowaniu w sytuacjach pewnych zawsze przychodzi i tylko my sami potrafimy ją zminimalizowac,zawsze gdzies z boku jest (wiedzą to na pewno ci którzy są blisko wyzdrowienia) ja tez zeszłem dawno z tabletek wykonałem kawał dobrej roboty nad sobą i jescze wiecej mam przed sobą, chodzi tu o całkowity powrót do zdrowia .
vanderlei
Offline

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

Avatar użytkownika
przez hanca84 20 lip 2009, 13:00
Wiesz, wiele osób w niektórych sytuacjach traci zimną krew, zachowuje się histerycznie, przewiduje najgorsze rozwiazania, cześć z nich ma nerwicę nieleczoną a cześć po prostu taką osobowość. Wiele osób ma też gorsze dni. I wiesz w takich sytuacjach ludzie którzy nigdy nie chorowali, tracą głowę, martwią się, podejrzewają jakieś ciężkie choroby (tak samo ich rodziny, środowisko).

A Ty już wiesz, że tak masz, wiesz, że coś się może zdarzyć, ze się gorzej poczujesz, wiesz co wtedy robić, mozesz przygotować najbliższych (np. partnerkę - wytłumaczyc ze czasem nie masz na nic ochoty, ze zdarzają Ci się gorsze dni - żeby się tym nie przejmowała).

Myślę sobie też zawsze, ze osoby, które doświadczą tego typu dolegliwości (czy to nerwice, lęki, depresje, obniżony nastrój), potrafią się bardziej cieszyc życiem gdy czują sie w miarę dobrze. Tak jak Tobie daje radość prowadzenie samochodu (może nie radość a wewnętrzną satysfakcję), czerpiesz przyjemność z wakacji - niektórzy traktuja to jako codzienność i nie dostrzegają, że mogłoby być znacznie gorzej.

A czy się wyleczysz do końca? Myślę że się wyleczysz, ale na zawsze mozesz pozostać człowiekiem bardziej wrażliwym, może nieco bardziej podatnym na stres - ale wcale nie musi to być jakiś etap niewyleczenia - po prostu ludzie tak mają po jakiś życiowych doświadczeniach. Czasem ludzie zmieniają się z wiekiem, robią się twardsi, albo wrażliwsi bardziej.

Nie przejmuj się tak tym, zyj jak mozesz najlepiej, bo jest z Tobą dużo, dużo lepiej. I pamiętaj, że dzięki tej wrażliwości będziesz mógł w przyszłości komuś pomóc, komuś kto się będzie za bardzo denerwował, albo wpadnie w dołek.
"Pan jest moim Pasterzem, niczego mi nie zabraknie...
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
222
Dołączył(a)
09 maja 2009, 13:47

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

przez wciacia 20 lip 2009, 18:31
vanderlei napisał(a):wciacia piszac o tym że nerwica zawsze jest i bedzie,nie miałem na mysli jakiejs załamki że do konca życia z nerwicą lękami i w samotnosci nie chodzi mi o to że przy normalnym funkcjonowaniu w sytuacjach pewnych zawsze przychodzi i tylko my sami potrafimy ją zminimalizowac,zawsze gdzies z boku jest (wiedzą to na pewno ci którzy są blisko wyzdrowienia) ja tez zeszłem dawno z tabletek wykonałem kawał dobrej roboty nad sobą i jescze wiecej mam przed sobą, chodzi tu o całkowity powrót do zdrowia .

Vanderlei! ja też nie miałam na myśli totalnej załamki. napisałam,że takie osoby czują się raz lepiej a raz gorzej. ale nie widzą perspektywy na wyleczenie i to powoduje,że nigdy nie wychodzą z tego tylko ciągle to do nich wraca-są jakby uwikłani,jakby nie mogli żyć bez nerwicy. rozumiesz o co mi chodzi? zauważasz,że wielu tak właśnie ma?
wciacia
Offline

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

przez Kapitan Zbik 20 lip 2009, 19:26
hanca84, dzięki ci wielkie za odpowiedź :) O to mi właśnie chodziło, bo zastanawiałem się jak to może być w przyszłości, czy takie niepokoje będą, czy to już może ostatni kroczek do powrotu do życia na pełnych obrotach, tak jak było przed tą straszną chorobą.
wciacia, nie zrozumiałaś moich intencji które chciałem przekazać w swojej wypowiedzi zarówno ja jak i vanderlei. To nie jest tak, że nie wierzę w wyzdrowienie, bo w porównaniu do tego co było kiedys już jest o niebo lepiej, ale jako człowiek dociekliwy lubię wiedzieć na jakim etapie się znajduję i chcę się po prostu dowiedzieć jak będzie dalej od osób, które ten etap mają już za sobą.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
14 kwi 2008, 21:46
Lokalizacja
inąd:)

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

Avatar użytkownika
przez hanca84 20 lip 2009, 20:44
Myślę, ze pozostaje pewien rodzaj wrażliwości na choroby i tego typu przypadłości, zdolność obserwowania ludzi i wychwytywania objawów - przynajmniej ja tak mam. Ale wiem, ze są też osoby, które całkowicie wyszły z depresji i są takie jak dawniej i wcale nie rozumieją, że można mieć lęki itp. To zależy od jednostki.

ale taka wrażliwość czy wyczulenie jeśli zostaje - jest pozytywne, bo może się przerodzić w empatię na wszelkich poziomach, czyli potrafienie zrozumienia ludzi, którzy mają różne problemy, czasem nawet wyolbrzymione.

A co do tego czy leki i gorsze dni zostaną - to też zależy od sytuacji życiowej. Niestety to na nas bardzo wpływa, i czasem może w gorszych momentach będziemy bardziej smutni czy pojawią się lęki.

Ale lęki, histerie, dołki, zdarzają się wszystkim, tym bardziej w sytuacjach stresowych - choroba, podejrzenie choroby, wizyty w szpitalach, ciąża, poród, choroba dziecka, egzaminy, zmiana pracy. Tylko u nas jest to łatwiejsze do przewidzenia, i nie powinniśmy się bać (bo nikt nie powinien) swoich reakcji. Lepiej z góry poprosić kogoś o towarzystwo, rozmowy, czy zażyć jakieś leki, niż nagle poczuc ze sytuacja nas przerasta (co w przypadku nieleczonych często się zdarza - ktos mdleje, gdy dziecko się oparzy, albo histeryzuje, gdy szef zagraża zwolnieniem).
"Pan jest moim Pasterzem, niczego mi nie zabraknie...
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
222
Dołączył(a)
09 maja 2009, 13:47

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

przez vanderlei 21 lip 2009, 07:09
wciacia tutaj właśnie chodzi o jej akceptacje,to nie jest tak że nie widze perspektyw mówiąc że nerwica na zawsze,własnie jest odwrotnie żeby ja pokonac trzeba ją zaakceptowac, w przeciwnym razie człowiek będzie próbował sie rzucac pod wiatr, w gre wchodzą moje uczucia,lęki,emocje to nie jest choroba że się wezmie tabletke i po chorobie,,zadałas pytanie i to jest tez prawda że niektórzy nie widzą szans na "wyzdrowienie" pewnie z przyczyn takich że nie rozumieją co się z nimi dzieje i ciagle sie czują zle a przeciez tabletki w nerwicy to tylko dodatek do terapii.pozdrawiam
vanderlei
Offline

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

przez wciacia 21 lip 2009, 08:15
ok. rozumiem. i wiem,że tabletki to tylko dodatek. tak naprawdę całe wyzdrowienie jest w naszej głowie,w pracy jaką prowadzimy ze sobą. i chyba właśnie o to mi chodziło.
z tą wrażliwością też macie rację.jak ktoś przeżył depresje to zauważa ją u innych nawet prędzej niż ktoś sam to u siebie dostrzega.
spotykam wiele takich osób bo chyba w ogóle teraz więcej osób cierpi na tego typu schorzenia.
niektórzy nie potrafią nic z sobą zrobić. jest im żle i są nieszczęśliwi ale boją się szukać sposobów na uleczenie,bo stare i złe w którym tkwią daje im złudne poczucie bezpieczeństwa i boją się nowego-zdrowego-bo tego nie znają.
tylko o to mi chodziło.
cenię sobie wasze spostrzeżenia i uczucia,którymi jesteście gotowi się dzielić.
pozdrawiam...
wciacia
Offline

Re: Wyleczenie na pół gwizdka... A dalsza droga?

Avatar użytkownika
przez hanca84 21 lip 2009, 08:22
Ja też z jednej strony wierzę w wyleczenie, wierzę że osiagnę jakiś minimalny życiowy sukces, ale nie łudzę się, ze kiedyś będę inną osobą. Od 8 lat jestem raczej typem myśliciela i smutasa (a smutasa dlatego, że doskwiera mi samotność), myślę, ze z tym smutkiem można sobie jakoś poradzić, jeśli życie nam będzie sprzyjało. Ale ja już pozostane refleksyjnym typem, takim nieco uduchowiony, który lubi rozmyślać, rozważać, który ma często wątpliwości. Ale chociaż mi to czasem przeszkadza, bo wolałabym działac spontanicznie i bezrefleksyjnie, też to doceniam, bo wiem, że to pozwala mi być dobrym słuchaczem, pozwala współczuc innym i im pomagać, a wreszcie dzięki temu udało mi się napisać kilka tekstów naukowych, które wyróżniały się spośród innych własnie głeboką własną refleksją. I mam nadzieję, ze napiszę jeszcze coś kiedyś.
"Pan jest moim Pasterzem, niczego mi nie zabraknie...
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
222
Dołączył(a)
09 maja 2009, 13:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do