co mi pomogło/pomaga- ludzie, to się da wyleczyć! hurra! :-)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Avatar użytkownika
przez SenThamarai 24 lip 2006, 12:57
mnie pomaga medytacja i joga.. nie jest łatwo sie zmusić bo nic sie nei chce

przede wszystkim odbyłam pewną naukę ćwiczeń oddechowych oraz porcje wiedzy która jak najcudowniejsze lekarstwo pozwoliła mi myśleć pozytywnie!
jeśli ktoś jest zainteresowany moge udzielic wiecej informacji, ale nie tu zeby nie wyszło ze coś rekllamuje :/
"Jesli chcesz rozśmieszyc Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
23 lip 2006, 16:44
Lokalizacja
warszawa

Avatar użytkownika
przez Lukasz1983 24 lip 2006, 17:40
Tyle, że jakoś tak się trafia, że pierwszy atak przychodzi bez nakręcania,
a mi się wydaje że tez sie nakręcamy że cos sie stanie i tak dalej tylko że jak ktoś tego ataku nie miał wcześniej nie wie że to o to chodzi i dlatego miewamy wrazenie że ten atak był sam z siebie a nie przez nakrecanie.Ja tak osobiście miałem że przez upał i osłabienie i zmęczenie poczułem się źle potem wszystkie objawy które prowadziły do ataku no i wkońcu atak.NIe wiedziałem co to i przez co tak sie stało dlatego bałem się ze znowu zaatakuje ale jak przemyślałem wszystko stwierdziłem że nie ma sie czego bać jeśli da sie to opanować.Dlatego też tak bardzo sie tym przejołem bo sie nioe spodziewałem tego ataku choć objawy były bardzo czytelne (strach lęk niepokoj itd) i gdybym wtedy wiedział równiez bym go opanował a tak jak napisałem wcześniej wydawał sie ze przyszedł sam z siebie lecz patrzac z perspektywy czasu to podczas tego ataku równiez sie nakręciłem tyle ze nieświadomie dlatego jak widać wszystko zależy wyłacznie od nas i moim zdaniem nie ma ataku bez nakręcania....Pozdrawiam BuBo :roll: :roll: :lol: :lol: :lol:
"Czuj Się Dzielny, Działaj Tak, Jak Był Bys Dzielny ... Jest Bardzo Prawdopodobne, Że Atak Odwagi Zastąpi Atak Lęku"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
18 lip 2006, 12:55
Lokalizacja
Jaworzno

przez anoolka 21 sie 2006, 14:41
zdaję nowy raport: ponieważ zdarza się, że mi to wraca, niestety, czasem są piękne dni, kiedy czuję że prawie jestem normalna, taka jak kiedyś (kiedy było kiedyś?...tak na marginesie) a kiedy indziej jest tak, że się nakręcam od chwili kiedy otworzę oczy... dobra, ale nie o tym w tym wątku-teraz np. czuję się lepiej i dlatego szybko tu coś klikam, może komuś pomoże, kto wie, przynajmniej wyciszy trochę...

Co pomaga:

-lista rzeczy sprawiających nam przyjemność, ulgę, dających chwilową odskocznię itp. -wywiesic nad biurkiem, nosic w portfelu itp. i konsekwentnie realizować z niej punkty,chociazby po jednym-dwóch dziennie. Moga tam byc ulubione potrawy, tyłuły filmów książek i sto tysięcy innych rzeczy, każdy musi stworzyć własną listę.

-praca, fizyczna przede wszystkim -naprawdę niezle tłumi, po prostu starać się zacisnąć zęby, wyznaczyć sobie jakieś od-do i... realizować.
Pomaga, naprawdę, przynajmniej doraznie

-kontakt ze zwierzakiem, najlepiej kotem/psem, takim, ktore można objąć, przytulic, pogłaskać-dotyk naprawdę może zdziałać cuda-ale oczywiscie to nie jest dla wszystkich, nic na siłę, jsli masz umierac ze strachu jakie bakterie pies ma w pysku i na siersci i czym cię moze zarazic :roll: , to daj sobie spokoj

-filmy-komedie,niekoniecznie romantyczne, chociaz tez sa ok-miła odskocznia, oczywiście przy lżejszych formach lęku

-ksiązki "tematyczne" -w lepszych chwilach czytam na przemian, ale nie od deski do deski, tylko wybrane fragmenty -obecnie "Jak uwolnić się od lęku" W. Mueller i "To,jak sie czujesz,zalezy od ciebie" autorzy G.McKay i D. Dinkmeyer
Ja mam jeszcze wiele innych, zawsze gdzies pod ręka, ale te ostatnio jakos sobie upodobalam


To tak ode mnie,oby wam pomogla ktoras z tych propozycji.
szczerze? To nie jest uniwersalna super metoda, bywaja dni, kiedy mi zadna z tych rzeczy nie pomaga, kiedy taki mnie nerw i lęk tłucze, ze komedie nie bawią a czytać nie mam siły-i wlasnie dlatego podobnie jak bodajze littleprince uważam, ze ostatecznie kazdy musi chyba dojrzec do psychoterapii -i znalezc w sobie ten zalązek, to cos, co wyzwolilo tę chorobę,bo przeciez kazdemu sie to od czegos zaczęło...

A potem juz tylko (aż!) jedno-uporać się z tym.
Baaaardzo trudne zadanie.

Ale walczmy,bo...szkoda zycia :smile: tak sobie to nieustannie próbuje wytłumaczyć.[/b]
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
27 mar 2006, 09:21
Lokalizacja
Małopolskie

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez kingea 21 sie 2006, 20:03
kochani, dzieki!!
a myslalam,ze jestem sama...
od pierwszego ataku paniki u fryzjera poltora roku temu, myslalam ze jestem jedynym takim przypadkiem w historii :lol:
Anoolka, dzieki, ze napisalas wlasnie o fryzjerze!! bez propranololu i tranxene juz tam nie chodze, ale wierze,ze moze kiedys sie uda. najbardziej sie boje, ze zaczne sie trzasc, a fryzjerka to zauwazy. ech...a wiec nie jestem nienormalna? :smile:
pozdrawiam wszystkich
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 sie 2006, 18:57

przez pronto 23 sie 2006, 19:51
[b]littleprince[/bWitam,przeczytałem to co napisałeś i będę niecierpliwie czekał na Twój powrót.Jestem ciekaw ile z tego co napisałeś,sam zweryfikujesz.Ja cierpię już na nerwicę ponad dwadzieścia lat,przerobiłem już dwa pobyty w klinikach w Bydgoszczy w odstępie dziesięcioletnim.Wszystko było pięknie,tylko po miesiącu objawy nerwicy wracały!Wierz mi,przerobiłem wielu psychoterapełtów,łącznie z profesorem psychologii.I co?Szlag trafił wszystkie ich mądrości.Nie pozostaje nic innego jak z tym żyć!Rozmawiałem z różnymi ludzmi i dochodziliśmy do takiego własnie wniosku.Szkoda nabijać kasę wszystkim tym psychoterapełtom!!!Uważam co następuje;jedyne wyjście to grupy wsparcia,spotykać się co jakiś czas i wymieniać się doświadczeniami .To tyle.Pozdrawiam. :D
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
12 sie 2006, 19:09
Lokalizacja
Bydgoszcz

Avatar użytkownika
przez KrzysztofT 23 sie 2006, 20:04
pronto napisał(a):[b]littleprince[/bWitam,przeczytałem to co napisałeś i będę niecierpliwie czekał na Twój powrót.Jestem ciekaw ile z tego co napisałeś,sam zweryfikujesz.Ja cierpię już na nerwicę ponad dwadzieścia lat,przerobiłem już dwa pobyty w klinikach w Bydgoszczy w odstępie dziesięcioletnim.Wszystko było pięknie,tylko po miesiącu objawy nerwicy wracały!Wierz mi,przerobiłem wielu psychoterapełtów,łącznie z profesorem psychologii.I co?Szlag trafił wszystkie ich mądrości.Nie pozostaje nic innego jak z tym żyć!Rozmawiałem z różnymi ludzmi i dochodziliśmy do takiego własnie wniosku.Szkoda nabijać kasę wszystkim tym psychoterapełtom!!!Uważam co następuje;jedyne wyjście to grupy wsparcia,spotykać się co jakiś czas i wymieniać się doświadczeniami .To tyle.Pozdrawiam. :D


Jedyne wyjście to kaliber 9mm i tyle. Z czym mam żyć. Z zawrotami głowy, ze strachem przed włanym cieniem, z lękiem przed położeniem się? Wolne żarty. Grupy wsparcia - nie rozśmieszaj mnie. Objaw goni objaw, a niestety to nie jest normalność. A my nie jesteśmy normalni, a to jest nieuleczalne. I po co mamy z tym żyć....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
10 lip 2006, 18:15
Lokalizacja
Skoczów

przez pronto 30 sie 2006, 19:52
KrzysztofT:Pozdrawiam Cie,z takim nastawieniem jak Twoje rzeczywiście trudno żyć!Posłuchaj:Trzy tygodnie temu,zmarł mój brat.Myślałem,że świat zwalił mi się na głowę.I co?Musiałem jechać na pogrzeb,być na mszy żałobnej. Mogłem nie jechać,mogłem uciec!Mimo moich lęków,obaw pojechałem i powiem Ci, dobrze zrobiłem.Bałem się bardzo,ze umrę,ze zasłabnę!Musiałem stawić czoła problemom rzeczywistym,nie stworzonym przez moją wyobrażnię.Uważam,ze problemy nerwicowe funduje nam właśnie ona.Trzeba się otworzyć bardziej( na świat zewnętrzny)na ludzi i walczyc!Mimo lęków,mimo ataków paniki.A nagrodą będzie,zmniejszenie dolegliwości.Ja tak robię,na siłę przetrzymuję ataki.Póżniej spotykam się ze znajomymi z "kliniki" i użalamy się nad sobą,póżniej się smiejemy z siebie.I tak żyjemy dalej,bo tak trzeba.Jak tu ktoś napisał:pracować musimy nad sobą.Nikt za nas tego nie odrobi.Zaden terapeuta nie odrobi za nas tego!Także całe życie przed nami,do pracy nad sobą.Im wcześniej to zrozumiemy,tym lepiej.Nikt za nas zycia nie przeżyje,nikt nie mówi,ze będzie łatwo,trzeba przestać tłumaczyc problemy zyciowe,nerwicą.Jestem chory,to nie mogę...........Mogę,wbrew przeciwnosciom.Tyle,pozdrawiam.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
12 sie 2006, 19:09
Lokalizacja
Bydgoszcz

Avatar użytkownika
przez KrzysztofT 31 sie 2006, 17:08
pronto napisał(a):KrzysztofT:Pozdrawiam Cie,z takim nastawieniem jak Twoje rzeczywiście trudno żyć!Posłuchaj:Trzy tygodnie temu,zmarł mój brat.Myślałem,że świat zwalił mi się na głowę.I co?Musiałem jechać na pogrzeb,być na mszy żałobnej. Mogłem nie jechać,mogłem uciec!Mimo moich lęków,obaw pojechałem i powiem Ci, dobrze zrobiłem.Bałem się bardzo,ze umrę,ze zasłabnę!Musiałem stawić czoła problemom rzeczywistym,nie stworzonym przez moją wyobrażnię.Uważam,ze problemy nerwicowe funduje nam właśnie ona.Trzeba się otworzyć bardziej( na świat zewnętrzny)na ludzi i walczyc!Mimo lęków,mimo ataków paniki.A nagrodą będzie,zmniejszenie dolegliwości.Ja tak robię,na siłę przetrzymuję ataki.Póżniej spotykam się ze znajomymi z "kliniki" i użalamy się nad sobą,póżniej się smiejemy z siebie.I tak żyjemy dalej,bo tak trzeba.Jak tu ktoś napisał:pracować musimy nad sobą.Nikt za nas tego nie odrobi.Zaden terapeuta nie odrobi za nas tego!Także całe życie przed nami,do pracy nad sobą.Im wcześniej to zrozumiemy,tym lepiej.Nikt za nas zycia nie przeżyje,nikt nie mówi,ze będzie łatwo,trzeba przestać tłumaczyc problemy zyciowe,nerwicą.Jestem chory,to nie mogę...........Mogę,wbrew przeciwnosciom.Tyle,pozdrawiam.


Więc co masz naprawdę z życia? Użalanie się nad sobą i innymi bo tak trzeba? Nie rozśmieszaj mnie. Co ty masz z życia? NIC! I to jest bolesna prawda. Łazisz do roboty, której nie cierpisz, łazisz do szkoły, której nie cierpisz, łazisz i spotykasz się z innymi "czubami" (tak sam siebie określam, więc nie będę pisał inaczej) i użalasz się. Niby walczysz? Tia. Wmawiaj to sam sobie - wejdziesz do pierwszego lepszego samolotu i polecisz byle gdzie - nie? To z czym walczysz? Z wiatrakami. A społeczeństwo wmawia ci, że tak trzeba. Wcale nie trzeba - tak czy siak zostanie ze mnie wieczny mrok i jakaś blada kość. Więc po co? Czy umrę dziś, czy za 40 lat - jeden biip. Kiedy całe życie podejmujesz błędne decyzje - nie da się tego później naprawić. I to jest bolesna prawda.

[ Dodano: Czw Sie 31, 2006 5:10 pm ]
I zapomniałem : Kondolencje z powodu śmierci brata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
10 lip 2006, 18:15
Lokalizacja
Skoczów

przez chaga 12 wrz 2006, 19:36
Witam. walczę z nerica prawie całe swoje dorosłe zycie, czyli ponad dwadziescia lat i z moich doswiadczen wynika,że tak do końca to chyba nie mozna sie ujej pozbyc co nie znaczy , ze nie moga być nawet całe lata wzglednie normalnego zycia.Okresliłam to w ten sposób bo uwazam,że ostatecznie nie kazdy koniecznie musi odbywac dalekie podróże czy prowadzic intensywne zycie towarzyskie.To są ograniczenia, oczywiscie, ale bez tego mozna zyc i byc całkiem zadowolonym. Moim zdaniem jedną z najwazniejszych rzeczy jest uswiadomienie sobie, że ma sie wlaśnie nerwice a nie jakas inna straszną chorobe i spróbowac pogodzic sie z tym. Zaakceptowac siebie tyle na ile się da, jesli cos mozna zmienic to zrobic to, ale nie szarpac sie wciąż ze sobą.Co mnie pomaga?
-mądre książki
-moje dwa kochane kundelki, ktore kochaja mnie taka jaka jestem
-kontakty z ludzmi, koniecznie trzeba wyjść z domu!
-wszelka aktywność fizyczna /trzeba sie zmusic, popracowac w ogrodzie, pójśc na basen czy na rower/
-wspierac sie lekami w sytuacjach kryzysowych ale starc sie nie brac ich stale
-usmiech /czasem na siłę ale starac sie/
- joga i muzyka relaksacyjna
- idealnie jest miec satysfakcjonujaca prace
-
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
29 sie 2006, 17:05

Re: co mi pomogło/pomaga- ludzie, to się da wyleczyć! hurra! :-)

Avatar użytkownika
przez littleprince 07 wrz 2010, 16:59
Teraz polecam w związku z pytaniami
Centrum Psychoterapii Psychodynamicznej INSIDE Psychoterapia Wrocław
Aby nie było wątpliwości mam to w podpisie. Pozdrawiam

[Dodane po edycji:]

littleprince napisał(a):Powiem krótko i na temat - jak myślę.
Mam objawy nerwicowe (czyli zespół różnego rodzaju zaburzeń związanych z przeżywaniem ( lęk, napady paniki, i tysiące innych dolegliwości)od około 6 lat. Przerobiłem już leki, psychiatrów, wróżki, metodykę, ćwiczenia, autoterapię, przeczytałem ze 100 książek etc. - Na podstawie mojej drogi którą przeszedłem uważam że dużo zrobiłem w tym kierunku. Jedyną metodą jest prawidłowa psychoterapia z kompetentnym psychoterapeutą który posiada certyfikat Polskiego Towarzystwaw Psychiatrycznego. Nikogo nie będę prowadził za rękę, nie o to tu chodzi aby dawać dobre rady. Nie mówię że różne metody nie skutkują - bo skutkują - ale tylko w sytuacji "jak sobie radzić z objawami, trudnymi sytuacjami" Te sposoby nie leczą i nie zmieniają człowieka. Problem nerwicy leży w charakterze, osobowości oraz w nieuświadomionych konfliktach wewnętrznych (nieprzeżytych emocjach lub źle przeżywanych) Często nerwica powstaje już w dzieciństwie ze względu na różne czynniki takie jak brak miłości, złe wychowanie, brak wzorców wychowawczych, traumy z dzieciństwa, śmierć, chorba w rodzinie i tak można jeszcze dalej wymieniać... Chętnie odpowiem na pytania. Jednak moja rada jest taka - proponuję wam zająć się psychiką (terapia psychodynamiczna lub podobne - u psychologa kompetentnego uzyskacie wszystkie informacje na ten temat ) - a nie próbą życia z tym co was spotkało. To nie musi trwać... życie z nerwicą to nie życie - to droga przez piekło. Zaleczanie nerwicy odwracaniem od niej uwagi lub tłumienie jej lekami, alkoholem etc. nie ma sensu - bo wierzcie mi że to wcześniej czy później wraca. W wielu przypadkach pomaga na krótką metę. Nie jestem też przeciwnikiem leków - uważam że niekiedy są bardzo pomocne (ale to niech oceni lekarz, który będzie współpracował z psychoterapeutą ) ( ja mam lekarza, który jest psychiatrą oraz ma uprawnienia i certyfikat PTP - czyli jest też zarazem psychoterapeutą ) dla mnie takie rozwiązanie było najlepsze gdyż miałem z lekami duży problem i ciężko było mi je odstawić - a objawów była tona. Teraz nie biorę już nic - a czuję się różnie/lepiej niż kiedyś - ale dalej uczęszczam na psychoterapię oraz od 6 tygodni jestem we Wrocławiu na Odziale Leczenia Nerwic na ulicy Gdańskiej. Jest to ośrodek państwowy jednak - uważam że bardzo dobry i fachowy. Trzeba czekać aby tam się dostać - ale warto. Terapia grupowa trwa tam 3 miesiące i jest bezpłatna płaci NFZ. Szczegóły na miejscu. Takie ośrodki wiem że są również w Warszawie oraz w Krakowie. Zdam relację jak już będę po całej terapii.
Wiem że niektórym wam wydaje się że nerwica to choroba którą można wyleczyć prosto i tabletkami - bez łez, lęku, bólu i cierpienia - NIC BARDZIEJ MYLNEGO. Proces leczenia jest ciężki, trudny i wymaga wiele wytrwałości - i wiem że jest możliwy do osiągnięcia aby już nigdy to nie wracało. Też wspomnę że nie tylko choroba i wasza świadomość się zmieni - podczas uświadamiania - zmieni się wasze życie (tak jest w moim przypadku) zmienią się znajomi, otoczenie, zainteresowania - bardzo dużo się zmieni. U mnie zmieniło się niemal wszystko Praca, zostałem bez dziewczyny, środowisko, ludzie, zainteresowania, postrzeganie świata, ambicje - które miałem zawyżone - etc... (można o tym książkę by napisać)
Trudno było mi się z tym rozstać i zrozumieć że moje życie będzie inaczej wyglądać. To był mój przypadek - wy możecie mieć inaczej - ale z tego co patrzę po moich znajomych co borykają się z tym samym wiem że zmiany w życiu są potrzebne. I kiedyś zauważycie że były konieczne - a nawet wskazane. Życie z nerwicą to nie tylko same cierpienie, lęk, krew, łzy, depresja, objawy, uczucie umierania etc... ( to przeważa) - - - jednak to również drugie życie, dążenie do prawdy i szukanie prawdy o sobie i o tym co się czuje - jak się to przeżywa. Nie jestem wstanie opisać wszyskiego, bo dużo mógłbym w tej sprawie powiedzieć. Proponuję abyście to przemyśleli to co piszę i sami zdecydujecie czy wykorzystacie moje doświadczenie. Nerwica nie wybiera - spotyka ładnych i brzydkich, normalnych i nienormalnych, bogatych i biednych - problem tkwi w rozwoju, budowie charakteru, złym wychowaniu przez rodziców, braku opieki, miłości, złe wzorce ( choć wiem że tego nie widać i niektóreym może się wydawać że w tych sprawach u was jest wszystko na miejscu - ja też tak myślałem dopóki ktoś nie wskazał mi prawdy - okłamywałem siebie) (najczęściej w dzieciństwie) ale żeby to odkopać zrozumieć i przeżyć jeszcze raz czasami trzeba lat. Jeżeli ktoś będzie miał pytanie - postaram się odpowiedzieć: littleprince@o2.pl

Żaden lekarz ani terapeuta nie powie wam jak wyjść z nerwicy - oni mogą was tylko wspierać, doradzać i prowadzić - - - jednak całą tą drogę będziecie musieli odbyć sami. Będziecie mieli do wykonania, ciężkie zadania, przeżywanie ciężkich emocji. Jest to ciężka droga - ale miewa też swoje zalety... teraz ich nie dostrzegacie - ale jak to minie - zauważycie to czego wcześniej nie było widać. . . Życzę szybkiego przepracowania i przeżywania - bo wiedza i pieniądze w tym przypadku mało działają. Tego nie da się kupić ani nauczyc !

W związku z pytaniami chodziłem tam: psycholog wrocław
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
21 cze 2006, 21:11
Lokalizacja
Wrocław

Re: co mi pomogło/pomaga- ludzie, to się da wyleczyć! hurra! :-)

przez Tenuis 07 wrz 2010, 23:42
Co jest najlepiej zrobić? Ja wiem jak chciałabym się czuć permanentnie. Chciałabym czuć wszystkie zapachy w zwiększonym natężeniu, słyszeć każdy najdrobniejszy dźwięk, widzieć każdy kolor na niebie... Chciałabym się czuć częścią tych zapachów, dźwięków i kolorów. Chciałabym wiedzieć, że świat jest harmonijny, że trzymają mnie jakieś niewidzialne szelki, które nie pozwalają mi na dobre upaść. Czasem długo się patrzę na siebie do lustra i myślę sobie, że to nie ja jestem panią samej siebie, że po coś zostałam stworzona, z jakiegoś powodu wyglądam tak, a nie inaczej i że powinnam jakby tańczyć ze swoim życiem, a nie się z nim boksować. Uwierzcie, czasem się tak czuję. Potem znów przychodzi ta siła, która zmusza mnie do napięcia mięśni, do ciągłego sprawdzania, czy aby na pewno nic mi się nie stanie. :(
Tenuis
Offline

Re: co mi pomogło/pomaga- ludzie, to się da wyleczyć! hurra! :-)

Avatar użytkownika
przez polo 11 wrz 2010, 13:27
hmmm, ja mam akurat zupelnie inne doświadczenia little prince, ale to na pewno zależy od przypadku. Chodziłem na taką psychodynamiczno-psychoanalityczną 2 lata i nic mi nie dała, a półroczna poznawczo-behawioralna plus leki wyleczyła mnie i dziś jestem szczesliwym człowiekiem.
W każdym razie zdawaj relację koniecznie jak tam Ci idzie, trzymam kciuki
trzymsie.pl - zapraszam na bloga o ukończonej drodze wyjścia z nerwicy (objawy wegetatywne, lęki i natręctwa), piszę tam jako paolo jones, z chęcią odpowiem na pytania
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
21 gru 2009, 23:15
Lokalizacja
Kraków

Re: co mi pomogło/pomaga- ludzie, to się da wyleczyć! hurra! :-)

przez Misiek_NL 11 wrz 2010, 13:28
Ale ja wam zazdroszczę....
Misiek_NL
Offline

Re: co mi pomogło/pomaga- ludzie, to się da wyleczyć! hurra! :-)

Avatar użytkownika
przez BEZsensuŻYCIA 20 wrz 2010, 22:07
Witajcie. wiem że jest tu wiele osób proszących o pomoc... Ja też jestem taką osobą... proszę pomóżcie mi. Opowiem wam pewną historie... będzie to mały skrót mojego życia...
Jest mi żle jak pomyśle o tym co było. Będąc dzieckiem miałam w domu źle alkohol, (ale mama nie piła)przemoc, bicie (katowanie kablem wszędzie po całym ciele,twarzy dosłownie wszędzie.kabel nazywał sie KACPER) Pamiętam do dziś mamę w krwi.. jak ojciec rzucał ją po ścianach,meblach, jak w zimę w piżamie wyciągnął ją na śnieg... jak ją gwałcił... Uciekliśmy od niego, siostra i brat i mama.. od razu odżyliśmy.. pierwsza gwiazdka.. bez kłótni pierwszy prezent pod choinkę..miałam wtedy 9 lat. dostałam pieska pluszaka.. mam go do dziś.. ale znów przyszły złe dni gdy mama poznała pewnego pana.. na początku był miły ale później też nas bił,mamę może dlatego że mama nie piła a z nim zaczęła pic..razem.. było piekło.. mój brat wtedy wrócił do ojca był mały miał 6 lat... ojciec go bije dalej.. moja siostra też uciekła później do taty w wieku 13 lat,myślę że wolała być bita przez własnego ojca niż obcego faceta... ja zostałam... byłam molestowana przez niego.. bita i poniżana.. postanowiłam się zabić.. nie chciałam żyć,nie umiałam patrzeć na to co robi mamie i mi... a w myślach tylko czy moja siostra i brat jutro będą żyć.. czy tata ich nie skatuje. i tak znalazłam żyletkę i zadałam sobie parę ran... nie umarłam obudziłam się w karetce,a potem na stole jak mnie zszywali.. miałam 30 szwów.. żyłam.. i zaczęło się piekło.. ja byłam słaba psychicznie, nie miałam sił żyć,uczyć się,nic.Wyłączyli nam prąd bo oni przepijali pieniądze,on traktował mnie i mamę jak śmieci i do tego mama urodziła dziecko..było tam zimno ciemno i strasznie.. gołe ściany... uciekałam z stamtąd do koleżanki ale jak wracałam zawsze on czekał na mnie.. codziennie dostawałam tak że nie mogłam przestać płakać,trząść się... pamiętam jak raz otworzył drzwi bo u góry było zamknięte na kłódkę bym nie weszła,złapał mnie rzucił o ścianę chwycił moją głowę i uderzał o ścianę,rzucił na podłogę i kopał specjalnie ubierał wojskowe trepy.. a mama nic nie mogła zrobić bo też by dostała.. nie miała połowy włosów,siniaki, oczy tak smutne i pełne bólu i cierpienia... Pani ze szkoły widząc co sie dzieje ze mną załatwiła mi ośrodek,placówkę opiekuńczo wychowawczą tam mieszkałam od 13 roku życia. Nie było tam żle ale nie było też dobrze. Uciekałam z stamtąd do mamy nie wiem dlaczego. w czasie mojego pobytu tam próbowałam wiele razy popełnić samobójstwo,nie dawałam sobie rady z przeszłością,sny mnie przerastały te sytuacje mi sie śniły jak bym tam znowu była. i u ojca i u matki to było straszne... byłam w szpitalach brałam leki na uspokojenie, samo-okaleczałam sie przez 3 lata walczyłam z tym, ale wcale nie chciałam walczyć ten ból był i jest przyjemny..psycholodzy,poradnie,leki to nic nie dawało to było silniejsze, te wspomnienia,myśli że teraz ojciec bije mojego brata... pamiętam gdy przyjechałam na weekend do ojca to on pił i uderzył mojego brata tak że otarł uchem o szybę od mebli i przeciął ucho. pies szczekał krew sie lała ja krzyczałam siostra leciała przez łóżko.. miała sznyty na twarzy nie mam pojęcia czym on ją bił.. teraz jest mężatką i ma dziecko ale nie ma dobrego męża on ją bije i traktuje jak szmatę. brat mieszka dalej z tata.. byłam tam jakiś czas temu ale było to samo, ojciec ma taki straszny wzrok taki wyraz twarzy że ja sie boje a mój brat choć jest bity katowany złego słowa na tatę nie powie i mówi że go kocha. ojciec nienawidzi mamy i mój brat też nie ma o niej dobrego zdania... praktycznie jej nie zna... nie pamięta. Ja mam 18 lat i teraz mieszkam sama,nie mam nikogo ani mamy ani taty,rodziny... jestem sama i nie daje sobie rady w tym życiu. Jestem nawet zmuszona iść do pracy rezygnując ze szkoły... niestety a jak nie znajdę to nie wiem co ze mną będzie.. nie wiem nie mam już sił.. to wszystko jest było i będzie tak trudne jak kiedyś. ja już nie umiem walczyć znowu sie samo okaleczam... nie mam nikogo.. pomóżcie choć to cząstka mojego życia ale mam nadzieje że możecie mi pomoc. JA JUŻ NIE WIERZE W ŻADNĄ POMOC...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
20 wrz 2010, 03:05
Lokalizacja
Puck

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do