Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

przez ankor1020 14 cze 2009, 17:00
(Witam)

Chciałabym, by było lepiej.
Właściwie nie wiem, co mi jest. 3 lata temu chodziłam na .. nie wiem co to było, ale chodziło wstępne rozpoznanie, a potem zastosowanie jakiejś terapii, jednak kiedy psycholog stwierdziła, że jest to silne zaburzenie osobowości, albo początki schizofrenii wyśmiałam ją w twarz i poszłam.
To nie była diagnoza, tylko takie wstępne coś. Zapowiedź w która stronę idziemy.
Ale mi się ta strona całkowicie nie podoba i definitywnie nie zgadzam się z nią. Chyba wiem co to jest schizofrenia i na pewno jej nie mam.
Jestem normalna.

Z drugiej strony po tych 3 latach widzę pogorszenie. Widze duże zmiany, niby na lepsze, już nie boję się np. wejść do metra czy zapytać kogoś o drogę. Dawniej było to wykonalne.
Z drugiej jednakże strony nienawidzę tych zmian, bo jestem bardziej otwarta do ludzi (i tak nie jestem, ale mimo wszystko jestem) co stwarza mojej osobie ogromne zagrożenie, mogę powiedzieć za dużo, zrobić coś złego, nie mam już kontroli nad sytuacją. Brzydzę się tym, ze umiem już rozmawiać z ludźmi i niekiedy nawet chce.

Czasem mam chwile zwątpienia i myślę sobie – może jednak pójdę.
Pójdę państwowo, a te kobiety w recepcjach na 10 jest tylko jedna miła i lecz się tu człowieku jak taki stosunek mają do pacjenta.
A ja nie po to płacę składki, podatki, pity, srity inne dziwne rzeczy, zęby jeszcze płacić za prywatnego psychologa który mi stwierdzi początki schizofrenii.
Chcę żeby było lepiej.
Ale boję się, zę zatracę wtedy siebie.
Przestaną mi napływać do głowy historie, które mogą wypisywać.
Przestanę zauważać, widzieć pewne rzeczy, które potem można utrwalać na płótnie, albo w słowach.
Zaniknie mi wyobraźnia, która maluje przede mną rożne obrazy, nierzadko lęk.
Ale żyję z tym i mam się dobrze. Jestem całkowicie normalna.
co, jeżeli zrobią ze mnie wg ich mniemania normalnego człowieka, pogrążonego w rutynie i codzienności.

Albo roślinkę, bo pierwsza psychiatra po 10 minutach rozmowy zaproponowala leczenie farmakologiczne w szpitalu zamkniętym.
Idiotka.
Ja nie mówię, ze wiem więcej, lepiej. Oni skończyli medycynę / Ew. psychologię, nie ja. Ale kiedy człowiek słyszy takie rozne farmazony to nie sposób się nie zdziwić.

Nie wiem, tak sobie napisałam.
poza tym leczenie jest bezsensowne jeżeli jest się w bezsensownym środowisku.
Jeżeli jest ojciec który np. napieprza swoje dziecko i gwałci to jaki jest cel w leczeniu tego dziecka i mówieniu mu: nie stresuj się, bądź spokojne, nie bądź znerwicowana WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE
i niech ten dzieciak nawet wyjdzie z pokoju zobaczy słońce zaciągnie się niewiarygodnie powietrzem i co z tego skoro wraca w to samo miejsce, do tego samego środowiska, do tego samego domu, otchłani beznadziejności i znów ma ciemność i stęchliznę i tego ojca.
Gdzie u jest sens?

Tak sobie napisałam.
Szukałam jakiejś internetowej grupy wsparcia. znalazłam to. no to piszę. co mi tam
Ne wiem czy to dobra kategoria w o ogole
ankor1020
Offline

Re: Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 14 cze 2009, 18:02
No wiesz jezeli widzisz rozne rzeczy czy slyszysz historie to objawy moga wskazywac na schizofrenie. Schizofrenia tez sie charakteryzuje tym ze sie odchodzi od ludzi, ma sie rozne lęki itd, Schizofrenicy to nie sa ludzie nienormalni a chorzy, ktorrzy sa takze wrazliwymi ludzmi. Z tych objawow trudno wywnioskowac co opisujesz co to moze byc, czy schizofrenia czy depresja. Najlepiej udaj sie do lekarza psychiatry, ktory Cie zdiagnozuje, nastepnie jezeli bedzie taka potrzeba zapisze Ci leki. Niestety leki moga wpłnac na zmiane Twojego postrzegania, ale zatracic siebie nie zatracisz, a otrzymasz pomoc :) Powodzenia !
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

przez ankor1020 15 cze 2009, 13:38
Mi nie chodzi tutaj o diagnozę.
Zechciałam napisać, ale sensem mojego postu nie jest sam fakt, co mi jest i nie da się tego stwierdzić przez forum. Omamy towarzyszą róznym chorobom nie tylko schizofrenii.
Mniejsza o większość.
Zmienie się czyli zatracę siebie. Skończą się niekyóre rzeczy. Bedę normalna, osowiała. A normalność wcale nie jest dobrym słowem, dla mnie jest wręcz pejoratywne.
poza tym drugi aspekt; sens leczenia kiedy jest sie uwiezionym w jakijs kuli. Ma sens?
Nie ma sensu. Trzeba by leczyc najpierw otoczenie - np. rodzine, a potem to co jest we wnętrzu kuli.
Inne rozwiązania nie maja sensu.
ankor1020
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 15 cze 2009, 14:29
Najpierw trzeba zaczac od siebie, trzeba siebie wyleczyc zeby miec wplyw na swoje srodowisko. Ja sie lecze juz pare m-cy i wcale nie jestem osowiała ani nie zatracilam siebie, mam wrazenie ze wiecej dostrzegam barw, kolorow, i slonca niz przedtem :)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

przez ankor1020 15 cze 2009, 15:24
Dziewczyno, co Ty chrzanisz.
Najpierw trzeba zaczac od siebie? w życiu nie slyszalam gorszych bzdur.
Czyli jak mnie ojciec codziennie napieprza kablem od zelazka i zamyka na klucz w domu to ja mam leciec i zaczynac od siebie i psycholog mi powie - spokojnie, damy ci rellanium, bedziesz spokojna, wypijesz melise, co tam ze z pokoju nie wyjdziesz bo jestes na klucz zamknieta, to przynies sobie czajniczek do pokoju.
Ojciec Ci prad wylaczy;. to moze na swieczce.

zaczac od siebie
powodzenia
zycze Ci zebys sie znalazla w takiej sytuacji. np. beda ci gwalcic przez 10 lat w domu a ja powiem: ty jestes glupia, co chcesz od domu, dom masz fajny, zmien siebie, to Twoja wina

Litosci.
ankor1020
Offline

Re: Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 15 cze 2009, 17:44
Maugoha mnie to nie dotyka, ja akurat pracowalam prze pol roku ze schizofrenikami, nie bede tu oceniac postawy powyzszej ale zdarzaly sie gorsze reakcje :)
Ankor jezeli jestes w sytuacji ze jestes gwalcona to jest np niebieska linia, dla ofiar przemocy gdzie sie mozesz zglosic, poza tym nie sadze zebys tak miala, a to czesto podajesz jako przyklad. Z Twojego agresywnego zachowania wynika ze nie chcesz sie leczyc a jedynie chcesz potwierdzenia dla swojego postu, to niestety...jak Ci nie pasuje srodowisko, a musisz w nim tkwic to musisz zaczac od zmiany siebie zeby i pozniej zmienic srodowisko, szkoda ze tego nie rozumiesz. Musisz miec sile by to zrobic, a aby to zrobic trzeba sie zaczac leczyc, bo z takim podejsciem niczego nie zmienisz, a staniesz sie bardziej agresywna i wyobcowana.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

Avatar użytkownika
przez linka 15 cze 2009, 18:01
ankor1020, radzę nabrać troszkę szacunku i pokory....
Tak trzeba zacząć od siebie.........Czyli jak cię ojciec codziennie napieprza kablem od zelazka i zamyka na klucz w domu to ja mam leciec i zaczynac od siebie - TAK WŁAŚNIE zaczynasz od siebie i dorastasz do tego aby wyjprowadzić się z tego domu i poszukać pomocy z zewnątrz. Leczysz się z syndromu ofiary i współuzależnienia, uczysz się cenić siebie i szanować własne dobro. Bo raczej ojca nie zmienisz..... :roll:

"i psycholog mi powie - spokojnie, damy ci rellanium, bedziesz spokojna." - tiaaa od kiedy to psycholodzy przepisują leki??

Jak oczekujesz rady to nie bądź taka agresywna.......
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

przez ankor1020 15 cze 2009, 22:23
Jak najbardziej szacunek posiadam i nie wydaje mi się, żebym się do kogoś odnosiła nie posiadając go.
To, ze się denerwuje wynika z tego, ze nie akceptuję danej opinii. Nie, nie atakuje od razu, tak robią ludzie głupi.
Ja wiem, zdaje sobie z tego sprawę, że póki ktoś się nie znajdzie w danym położeniu nie potrafi dobrze ocenić sytuacji.
przykład: moja koleżanka ma matkę alkoholiczkę, chodzi na terapie (koleżanka), próbuję się nie zachowywać np. agresywnie czy autodestruktywnie, lepiej dla niej, oczywiście, ale co ma zrobić z problem, który właśnie ją wpędził w takie a nie inne zachowania.
Jej matka po wypiciu sama się dziwnie zachowuje, ma chustawki nastrojów, na trzeźwo ją kocha, po pijaku potrafi uderzyć. Dziewczyna nie jest w stanie się odnaleźć w tej sytuacji, jest jej ciężko.
Owszem, może to coś pomaga, ale to jest bardzo malutkie coś, a co dalej?
Ja wiem, że byłabym normalna, o wiele normalniejsza i łatwiej przychodziłoby mi funkcjonowanie w społeczeństwie gdyby nie dom, w jakim się znalazłam. Mam dlatego ogromny żal, ale nie wiem do kogo. Do matki, że się nie rozwiodła z ojcem? Do kogo jeszcze? nie wiem.
Mam wszechogarniający żal.

Napisałam tu bo potrzebowałam napisać. Chyba wspominałam, że nawet nie oczekuję odpowiedzi. Coś niby blog, pamiętnik, cokolwiek. Potrzebowałam na[pisać to napisałam.
Proszę się już nie czepiać szczegółów, wiem że psycholog kieruje do psychiatry etc.etc.
Chodziłam do kilku psychologów, chodzi mi o sposoby, z niektórych jestem niezadowolona.
Chodzi mi o sam sens, mówiąc psycholog da ci leki i powie spokojnie chciał zobrazować, pokazać lepiej o co mi chodzi.
A mniejsza o to kto te leki de facto przepisuje jaka jest procedura itd.

Piszę, bo chciałam napisać. Szukałam jak już też chyba wcześniej wspomniałam jakiejś grupy wsparcia, znalazłam jedynie to. No i DDA, ale jakoś mi się nie chce zbytnio do DDa pisać.
Bierzesz terapie i dorastasz do tego by się wyprowadzić.
Owszem, ale jeżeli ja mam 16 lat i jeszcze nie mam jak się wyprowadzić?
nie mam rodziny żadnej? Mam tylko ojca, matkę i ciotkę, siostrę matki, która pomóc pomoże, zawsze mogę przenocować ale wyprowadzić się nie wyprowadzę. Dziadkowie umarli, rodziny ze strony ojca nie znam.
Nie wyprowadze się, nie mam jak.


I powiem więcej wyprowadziłam się ale się nie udało. Mniejsza o to co i jak. nie udało się i tyle. Ja wytrzymałam, wstawałam rano, o 5 wracałam z pracy o 24. mieszkałam na obrzeżach warszawy, bo tam tańsze mieszkania. ale nie wyszło.
I jeszcze wtedy nie byłam pełnoletnia, też pewien czynnik. ale chciałam uciec za wszelką cenę.
No nieważne.

Nie mówię ile mam lat, jest to nieważne. Może 16 może 18 może 25.
Ne mówię też o co naprawdę mi chodzi i jak jest wq domu, lubię dawać skrajne sytuacje by komuś to ładnie zobrazować – ażeby podziałało na zmysły ostrzej. Tak mam.

Napisałam, bo jak już mówiłam nie mogę sobie poradzić ostatnio.
Mój ojciec jest alkoholikiem, ja też zaczęłam nadużywać alkoholu.
Wtedy zapominam o domu. Ale jestem świadoma, ze to nie jest rozwiązanie, zę to bezsens, że tylko się ogłupie.

Chciałam zadzwonić do psychologa, mam numery, poszłam osobiście nawet. Tylko nie mam nic na koncie, na komórce, a ojciec powyłączał wszystkie domowe i nie mam jak zadzwonić. Muszę czekać do 19 czerwca.


boże, chciałam po prostu napisać, a mnie atakują ludzie.
nie chcę leków, widziałam ludzi po lekach, chodzące trupy, martwi w środku, żywi na zewnątrz. Dziękuje za takie leki. A bez leków jeszcze gorsze rzeczy.
Bezsens.
Chciałam tak sobie napisać i tyle. I na pewno ja nikogo nie atakuje.

PS nie lubię użalać się nad soba i nie lubię czegoś takiego w innych ludziach,. jeżeli to tak zostało odebrane, to zostało odebrane nieprawidłowo.
ankor1020
Offline

Re: Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

Avatar użytkownika
przez linka 15 cze 2009, 22:51
Dobrze dobrane leki nie powodują takich objawówjak opisujesz a pomagają stanąć na nogi, i tyle w tym temacie.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 16 cze 2009, 18:18
Zawsze sie mozesz z psychologiem umowic osobiscie, poza tym skoro dobrze wiesz ze picie nie jest rozwiazaniem to po co to robisz to ulga tylko na chwile, a nie widzisz ze to Cie doprowadzi do dna jak i ojca? Wiadomo ze potrzebujesz pomocy, nie poradzisz sobie z tym sama, jak sie nie mozesz wyprowadzic czy rodzina Ci nie moze udzielic schronienia to psycholog pomoze Ci sie nauczyc radzic z ta sytuacja, piszesz ze bylas u wielu psychologw ale ze wizyty Ci nie pomogly, moze sprobuj ich tez wysluchac, ludzie chca Ci pomoc, a Ty twierdzisz ze nie ma sytuacji do rozwiazania, owszem jest jezeli cos z tym sie robi. Poza tym rodzina moze skierowac alkoholika na przymusowe leczenie, takze jakies wyjscie zawsze jest.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Mogę się leczyć, ale boję się, ze zatracę siebie.

przez ankor1020 17 cze 2009, 10:18
Ja nie skieruję ojca na przymusowe leczenie. Matka tego nie zrobi, matka od mojego 9r. życia składa pozew o rozwód i wycofuje, bo ojciec ją straszy (psychicznie), poza tym po kilku m-cach od śliby on ją zdradził, a ona z nim jest.
A mi mówi żebym siedziała cicho. Kiedyś mnie powiezmy nie tyle co pobił, ale zdarzyła się kilka razy sytuacja że mnie uderzył porządnie, aże ja nie sam sobie i gto nienawidzę tak, że kiedy mnie dotyka czy mówi do mnie mam ochotę ropaść się na milion kawałków to mu oddałam, a też umiem mocno przywalić czy podrapać paznokciami, także zarówno on jak i ja mieliśmy ślady. Ja wezwałam na sam koniec policję po cichu ( tj. wyszlam na klatke ale mniejsza o szczególy) a matka potem na mnie nakrzyczała 'ze bedzie pieklo w domu', że 'co ja robie', 'czy zglupialam', 'moja wina' etc.
Wiec jeżeli chodzi o matkę to ją samą się powinno wysłać na jakąś ostrą terapię szokową, ale dla niej jest już za późno. Ja, ze się wyprowadzę to wiem.
Tyle, zę nie chcę srudiować zaocznie, chcę się dostac na uniwersytet!
To jest najgorsze, najbardziej demobilizujące. Nie wybieramy sobie rodziny. Dlaczego ja się urodziłam w takiej? dlaczego mam mieć odebrane prawo do jakichś tam moich marzeń. Dobrze, moe marzyć sama mogę, ale wystarczy dodać trochę realizmu by wiedzieć, ze można je spełnić, ale nie tu, nie w tej sytuacji.
Dlaczego ja mam uciekać, skoro ja nic nie zrobiłam.
Chodzi mi o taką swoistą bezsilność. Juz nie w stosunku do siebie, ja sobie mówię, że moje życie zależy ode mnie, że wszystko co robię jest moje, pociąga za sobą konsekwencje itd. mogę jeszcze zmienić dla siebie coś. Wiem, na pewno to zrobię.
Tylko dlaczego to ja mam uciekać, rezygnować, płacic cenę za to, ze jest tak, a nie inaczej. Dlaczego oni sobie żyją a ja mam mieć teraz problemy.
to jest niesprawiedliwe.
Ale dobrze. Już nie będe tu pisac.
Właściwie dziękuję za jakis odzew z waszej strony.
Tak czy inaczej zawsze w jakiś tam sposób rozmowa pomaga.

[Dodane po edycji:]

prosze panstwa, a jak ja mam sie usunac z forum, albo ew. zmienic moj nick, bo o to mi chodzi. ??
szukam szukam i nie moge znaleźć.

[Dodane po edycji:]

prosze panstwa, a jak ja mam sie usunac z forum, albo ew. zmienic moj nick, bo o to mi chodzi. ??
szukam szukam i nie moge znaleźć.
ankor1020
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do