Moja droga do zdrowia

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Moja droga do zdrowia

przez spinoza1988 22 mar 2009, 16:33
Okej.
Wszyscy w kółko mówią, jaka to nerwica jest uleczalna, że w pełni, że wystarczy pracować tylko powoli i systematycznie i że to nie wraca.
Więc dobra.
Zakładam tutaj mój wątek o moim wychodzeniu z nerwicy. Póki co jestem w jej ostrym stadium. Ale po kolei.

Od dziecka miałem skłoności neurotyczne. Jeszcze w podstawówce bałem się sam spać, w gimnazjum też. Ba, nawet w liceum często zamiast zrobić to co do mnie należy uciekałem przed problemami w smutek i rozpacz. Bojąc się zawsze jutrzejszego dnia, nie mogłem spać, albo chodziłem spać do pokoju do innych osób np na podłodze itd.
Przez cały ten czas (od podstawówki do liceum a czasem i teraz) moje zycie wypełniały gry komputerowe (szkóla, gry, szkoła gry i tak w kółko) z czasem przestałem się zwierzać rodzinie z moich problemów, zamknąłem sie w sobie i ograniczyłem kontakty ze znajomymi do minimum. Wszystko było "on-line". Byłem bardzo nieszczęśliwy, nie uczyłem się jak trzeba, bo wychodziłem z założenia wszystko super albo wcale. Przez to oceny moje były słabe. Nie rozwijałem żadnych zainteresowań, gdyż uważałem że jestem nikim, takie nic na swiecie, pamiętam ile to nocy przepłakałem z tego powodu, że nikt mnie nie kocha, że nie jestem nic wart i niepotrzebny itd itd. Uciekałem przed wszystkim w łzy, w samotności.
Przeprowadzka dała mi zmiany. Zmieniłem swoje podejście, pomyślałem"oto czas by wyrwać się od komputera i zacząć żyć własnym życiem". Było ciężko, na noc brałem persen, nie mogłem opaować uczucia skorzystania z komputera. Jednak udało się i po około półroku byłem praktycznie wolny. Nie dotykałem wręcz komputera, chciałem sam radzić sobie ze swoimi problemami, wyszedłem do ludzi, zacząłem o siebie dbać, poznawać nowe osoby. Było super. Przez około hmmm... rok? coś koło roku. Jednakże w międzyczasie przejawiałem skłonności neurotyczne. NIe był to co prawda komputer, ale np "że mam garba" (ostatecznie odstające łopatki) albo "że łysieję" (zakola). Fakt, moze były to jakieś problemy, ale ja miałem zupełnie katastrofalne podejście. Codziennie sprawdzałem ile mi włosów wypadło, płakałem, chodziłem do dermatologów, ba -pokłóciłem się nawet o to z dziewczyną! albo chciałem sobie robić przeszczep włosów za kilkadziesiąt tys. złotych. Tak więcodrazu widać że pomimo zmian mój poziom samoakceptacji wcale nie wzrósł. Dalej czułem się przed sobą fatalnie, i może tylko minimalnie zacząłem siebie bardziej cenić (z nierzeczywistym podejściem do życia).
Później wyjechałem na studia, pamiętam jak dziś, daleko od swojego rodzinnego miasta. Tam dowiedziałem się, że choruje na "ciężką i nieuleczalną chorobę" (okazało się to nieprawdą) zapalenia prostaty. Cały ten stres, plus rozstanie się ze swoja pierwszą dziewczyną, zrobiły mi siano w głowie do tego stopnia, że w drugim tygodniu przestałem zupełnie chodzić na zajęcia, zamknąłem sie na stancji, przestałem całkowicie o siebie dbać, zacząłem grać znowu w gry i cały czas siedziałem na Forach internetowych, tak jak i teraz siedzę tutaj, i szukać informacji o swojej chorobie (zanim podjąłem jakiekolwiek leczenie minęły chyba conajmniej 2 miesiące) byłem spanikowany, 100% myśli pochłaniało u mnie tylko zapalenie prostaty. Zrobiłem chlew w pokoju, w którym spałem w dzień a niespałem w nocy, pokłóciłem się z rodziną, miałem myśli samobójcze itp itd. naprawdę zachowywałem się tam jak w amoku jakimś, bez ładu i składu. Ta myśl owładnęła mną całkowicie. Nie docierało do mnie zupełnie nic, byłem przerażoy do granic granic.Życie wymknęło mi się spod kontroli.
Gdy wróciłem do odmu byłem totalnie skołowany, pokłócony z rodziną, w końcu po długich przebojach poszedłem na staż dopracy, jednak moje myśli o chorobie prostaty były obsesyjne. Myślałem o tym dosłownie non - stop, bez najmniejszej chwili przerwy. W międzyczasie poznałem dziewczynę z miasta w którym studiowałem. Była to znajomość na odległość, ale byłem tak zdesperowany, a wiadomo tonący brzytwy się chwyta (dzieczyna była ładna a ja głupi, bo myślałem że przez moją chorobę żadna mnie nie zechce) i brnałem w to wszystko, zero asertywności, czysta rozpacz.
Za zarobione pieniądze jeździłem do niej do Poznania. Totalnie rozwalony i załamany. Postanowiłem iść tam dla niej drugi raz na studia. Dostałem się. Jak przyjechałem, ona mnie zostawiła, z dnia na dzień, nawet się nie widzieliśmy ani razu później, tylko powiedziała że zawezwie policję jak się do niej tylko zbliżę (nie wiem czemu, nie miałem takiego zamiaru) zresztą ja też ją sporo skrzywdziłem, przed rozstaniem, m.in wyżywałem na niej swoje złe emocje, np że się rozstajemy, że jej nie kocham itd. , nie wiem, sprawiało mi to jakąś satysfakcję). Ale studia zostały, a to już drugie podejście, więc musiałem zostać. Zamieszkałem w akademiku (bardzo paskudnym akademiku), dopadła mnie tam oczywiście chandra (brud, smrod i debile, glosna muzyka i zero spokoju, nic) cierpialem okropnie.Nie moglem pic alkoholu, bo to moglo spowodowac nawrot choroby czy pogorszenie jakim jest u mnie zapalenie prostaty. Tez sie tam w koncu zamknalem i przestalem chodzic na zajecia, starym zwyczajem. Zaczalem palic fajki, a ze mieszkalem z cpunem, takze czasami marichuane i inne wynalazki. Siedzialem tam i cierpialem, wariowalem okolo 3 miesiace jeszcze.
Marihuane palilem bo ja wiem moze ze 3 razy (raz jakichs dopalaczy) jednak tylko dlatego ze mialem slaba psychike i dalem sie namowic na jednego "macha" ale nic po tym nie czulem za specjalnie, nie pamietam żadnej fazy, wkrety czy cos takiego.
Przyszedl grudzien, 17, pamietam jak dzis. Ja w akademiku, poklocony, zaklamany w sobie, z poczuciem beznadziei, nic mnie juz nie cieszylo zadna rzecz na swiecie, zadnego celu itd. Zylem bo zylem. Koledzy cpuny akurat cos tam palili to pomyslalem a wypale dzisiaj wiecej moze cos poczuje, sie rozluznie, jak alkoholu nie moge to narkotyk wezme (jeszcze rok temu to było dla mnie zupelnie nie do pomyslenia ) ale zrobilem to w akcie desperacji, i ogolnie bezsensu, bylo pozno, ja niewyspany, zmeczony tym wszystkim. Zapaliłem jakiegoś "smokea" z dopalaczy, a wczesniej jeszcze marihuane jakas dziwna, dosyc duzo tego wszystkiego.
Pol godziny pozniej mnie wzielo.
Nagle poczuem dziwne rozluznienie, brak panowania nad soba. Poczulem sie jak we snie, co wyzwolilo we mnie tak paniczny lek, ze chcialem aby minelo to jak najszybciej. Lęk jeszcze bardziej narastał, falowo. Wiedziałem gdzie jestem, ale nie wiedziałem co się ze mną dzieje, nie wiedziałem czy wszystko dookoła to prawda, czy ułuda. Byłem przerażony. KOledzy oczywiście mieli jakieś wkręty i mieli mnie głęboko w dupie.
Kilka dni później zrezygnowałem ze studiów. Objawy od tamtego czasu nie wiem czy zelżały, bardziej je chyba tylko zrozumiałem i się przyzwyczaiłem. Bardzo bardzo cierpię, niesamowite katusze. Juz nie raz miałem myśl aby zamknąć się w psychiatryku, nawet dzisiaj.
Przez pierwszy tydzień umierałem, byłem na pogotowiu. Powiedzieli że to nerwica. Później szukałem jakiegoś dobrego neurologa, w końcu znalazłem. Zbadał mnie dokładnie nie mam uszkodzeń czysto neurologicznych i stwierdził nerwicę natręctw z akcentem lękowym co jest jakby projekcją lęku sprzed wielu lat. Dostałem xanax 0,5mg. Umierałem 2 miesiące. 3 miesiąc był lepszy odstawiłem. Czułem się średnio.

moje objawy na dziś:
derealizacje (rzadkie mniejsze) wcześniej właściwie non stop, depersonalizacje
- komplety brak koncentracji na czymkolwiek (reset)
- wczuwanie się we własne członki (nogi, ręce)
- dreszcze ,podwyższone cisnienie
- paniczny lęk, zamułka cały czas.
- poczucie nierealności otoczenia.
- obawy przed chorobą psychiczna, uszkodzeniem mózgu.
- myślenie o rzeczach z przyszłości i przeszłości, totalnie odpływam w nie.
przypominanie sobie wielu dawnych wydarzeń, o których już nie pamiętałem
- zaburzenia nastroju (jednego dnia mogę czuć się fatalnie, później nagle cały w skowrokach)
- bezsenność.

teraz biorę 3 dzień asertin, źle to znoszę, wczoraj miałem derealkę i nie mogłem spac, musiałem wziąść persen i xanax a i tak nie spałem.
w piątek miałem pierwszą wizytę u terapeuty (terapia) ma być co tydzień, zobaczymy co przyniesie.

jeżeli nerwica jest uleczalna, to tu będę pisał postępy jakie udao mi sie osiągnąć, jakie mam plany, cele i zamierzenia, aby przezwyciężyć lęk i wyjść z tego okropnego stanu.
jeżeli jest uleczalna, to mi się uda z niej wyjść. i napiszę o tym w tym właśnie temacie.
Pozdrawiam wszystkich i zyczę wytrwałości i odwagi.
wszystkie Wasze

[*EDIT*]

dobra, dzisiaj czulem sie fatalnie. nie moge sie uspokoic, skupic, jestem przerazony, odplywam.
nie moge z nikim pogadac, jak wstaje zawraca mi sie w glowie, mam siano we lbie.
nie wiem co robie, nie moge kojarzyc najprostszych rzeczy, wyrazac uczuc i emocji.
dzisiejszy dzien był okropny ! mam nadzieję że chociaż zasnę

[*EDIT*]

dobra, dzisiaj czulem sie fatalnie. nie moge sie uspokoic, skupic, jestem przerazony, odplywam.
nie moge z nikim pogadac, jak wstaje zawraca mi sie w glowie, mam siano we lbie.
nie wiem co robie, nie moge kojarzyc najprostszych rzeczy, wyrazac uczuc i emocji.
dzisiejszy dzien był okropny ! mam nadzieję że chociaż zasnę

jak ktoś może mi to wytłumaczyć, polecić dobrego lekarza, porozmawiać, pomóc - bardzo proszę!
Offline
Posty
117
Dołączył(a)
25 gru 2008, 20:22
Lokalizacja
Częstochowa

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do