Ku pokrzepieniu serc... Po ponad-roku...

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Ku pokrzepieniu serc... Po ponad-roku...

przez Dzwoneczek 26 maja 2008, 20:32
Nie bylo mnie tu juz bardzo dawno. Nie wiem nawet czy ktos jeszcze mnie pamieta... Wielu ludzi wspieralo mnie tu w ciezkich chwilach, mialch komu sie wyzlic, zapytac o rade... Ale dzis nie o tym...

Pisze pierwszy rz od ponad roku i chce sie pochwlic że..
Wyszlam z depresji!!

W moim zyciu zaszlo cholernie wiele zmin. Chlopk z ktorym bylm 3 lata ktory mil byc tym wspanialym, wymarzonym okazal sie maxymalnie toksycznym" mezczyzna. J glupia zakochana robilam dla niego wszystko. On potrafil zadzwonic nawyzywac mnie od szmt.. dziw*** i innnych a ja zaslepiona potrfilam plaszczyc sie przed nim i wychodzilo ze przepraszam go za to ze na mnie krzyszal (!) ;/...
Ale zrozumilam ze to NIE JA JESTEM SLABA! nie ja.. To on okazal sie malym , zakompleksionym, slbym chlopczykiem ktory potrzebuje kogos takiego jak ja...

Zaczelam rozwija swoje pasje. Maluje - rembranda z tego nie ebdzie ale co tam ! Liczy sie radośc chlapania pedzlem. Fotogrfuje - chyba nie ma kwiatka z ktorego nie otrafie sie cieszyc i ktorego nie am na zdjeciu xD
Kupilam gitare - i spelniam moje marzenie - ucze sie na niej grac.

Przyszla wiosna idzie lato - we mnie coraz wiecej radosci.
Sa przyjaciele. Nie jest ich wielu - ale za to jacy ! Kocham ich i nie potrzebuje slepego brnieci na sile w jakies zwiazki i poszukiwania milosci.. Mam w sobie tyle optymizmu ze z checia obdziele nimi jeszcze 1000 osob!

A co z samookaleczaniem ? Za kazdym rane kiedy patrze na blizny - usmiecham sie. Tak, usmiecham sie... Nie szyderczo, nie z litoscia. Jestem dumna z tego ze potrafilam upasc, poczuc sie slaba do granic mozliwosci i wstac, odbic sie i wzleciec na nowo!


Pozdrawiam wszystkich tak cieplo jak tylko moge i Wszystkim bardzo, bardzo, bardzo dziekuje za to ze poswiecili chwile by kiedys odpisac na moje posty, Niestety (przepraszam) nie pamietam kto, ale pamietam i to bardzo dobrze,ze pewien chlopk zadzwonil do mnie tlyko po to bym sie usmiechnela. Dziekuje wam z calego serca chociz to jk wdzieczna jestem wyrz dziekuje nie wyrazi.


Pozdrawiam

Dzwoneczek
To nie tak, że boję się umrzeć. Po prostu nie chciałbym być w pobliżu, kiedy to się stanie....
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
18 lip 2007, 18:21

Re: Ku pokrzepieniu serc... Po ponad-roku...

przez szatz 26 maja 2008, 20:51
Dzwoneczek, to cudownie :!: GRATULACJE i pomyślnych wiatrów :D :D :D
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

Re: Ku pokrzepieniu serc... Po ponad-roku...

przez celineczka3 26 maja 2008, 20:58
Naprawde to niesamowite co opowiedzialas nam....bede brac z Ciebie przyklad bo teraz jestem w najgorszym punkcie swojego zycia i czuje ze sie zalamuje, zapadam. Ale za to takie przyklady jak Twoje daja nadzieje ze z tego da sie wyjsc i ze nie jestesmy bezwolni w w tym co sie z nami dzieje, choc czasem tak sie wydaje. Dziekuje Ci ze zechcialas sie podzielic swoimi odczuciami:)Zycze Ci aby Twoje szczescie trwalo juz na zawsze:):):)
celineczka3
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ku pokrzepieniu serc... Po ponad-roku...

przez Zagubiona=> 26 maja 2008, 23:09
Dzwoneczek Twój post pała energią i radością, aż zazdroszczę. Życzę wszystkiego najlepszego,OBY TAK DALEJ
Zagubiona=>
Offline

Re: Ku pokrzepieniu serc... Po ponad-roku...

Avatar użytkownika
przez anonim 26 maja 2008, 23:36
Pamiętam Cię dzwoneczku, byłaś taka załamana, a teraz... Zupełnie inny człowiek, gratuluję! mam nadzieję, że też będe kiedyś tak szczęśliwy jak ty.
Pozdro.
"MUSZĘ LECZYĆ SIĘ NA BÓL I STRACH
GDZIE JEST CZŁOWIEK KTÓRY Z SIEBIE SAM POKAŻE MI JAK
KTO POKAŻE MI JAK ?"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

Re: Ku pokrzepieniu serc... Po ponad-roku...

przez iwka73 28 maja 2008, 17:33
...Ja również witam po roku... tak jak dzwoneczek..:)
Jestem po leczeniu, dokładnie po dwóch terapiach. Pierwsza 8 lat temu , druga rok temu.
Okazało się , że również żyłam w toksycznym związku, przez 15 lat.
Mąż mnie nie kochał ,czułam to a i on się przyznał do tego gdy wniosłam pozew o rozwód.Ja natomiast go kochałam , ale nie było mi dobrze z nim bo jeśli ktoś wie o co mi chodzi po prostu "go nie czułam" nie mogłam na nim polegać. Chcieliśmy się rozwieść po ludzku, w zgodzie.
Ostatnią terapię skończyłam z super nastawieniem do życia , pełna energii i wigoru , pełna planów i zmian...
Podjęłam decyzję o rozwodzie po 15 latach małżeństwa.
Mamy córkę już teraz 16 sto letnią :D
Aktualnie jestem po rozwodzie już 7 miesięcy , poznałam wspaniałego mężczyznę , który mnie kocha tak jak na to zasługuję i jest taki jak sobie wymarzyłam, zupełnie inny niż były mąż - dba o mnie , jest opiekuńczy , czuły , jest po prostu ze mną a nie koło mnie...
Ja czuję że też go bardzo kocham , ale...

Wszystko byłoby ok , dopóki nie dowiedziałam się że mój wtedy obecny jeszcze mąż zdradza mnie z najlepszą koleżanką. W zasadzie oboje mnie zdradzali.Dowiedziałam się tego już podczas trwania sprawy rozwodowej , dokładnie po pierwszej rozprawie. Dostawałam wcześniej sygnały od znajomych, że ich gdzieś widywali, żebym uważała na nią , ale ja nie wiem może nie chciałam przyjąć tego do wiadomości?
Ale w końcu dużo zaczęło mi pasować i dowiedziałam się a oni się przyznali , chociaż najpierw chcieli zrobić ze mnie chorą idiotkę , tłumacząc się tym że mam bujną wyobraźnie.
Bardzo mnie to zraniło , było to już po terapii , załamałam się...
Obecnie on mieszka z nią , są razem , są cały czas obecni w moim życiu...ze względu na to że córka chodzi do nich często , ponieważ ma dobry kontakt z byłym mężem...
Chciałabym o nich zapomnieć , zapomnieć jak mnie zranili. Ale nie da się.Córka nieświadoma tego że oni skrzywdzili mnie opowiada o nich o ich planach na przyszłosć co mnie wyprowadza z równowagi.
Czuję że jak nie przestanę o nich myśleć to zwariuje , wracają objawy , cały czas to przeżywam i mam dużo nienawiści w sobie nie do niego bo my i tak mieliśmy się rozwieść, chociaż on tez przecież jest winny. Ale do niej mam większą nienawiśc. Wyszło na to że ona kłamała mi w oczy , przebywała z nim a ze mną udawała przyjaźń.


Kocham mojego obecnego partnera , planujemy wspólne życie , on też został bardzo zraniony , jest nam ze sobą dobrze , ale ja cały czas nie mogę zapomnieć o tym co mi zrobili.
Mój partner to czuje i nie wiem co mam zrobić , boję się że nie dam rady że nigdy nie zapomnę że on straci cierpliwość...i odejdzie...

Nie potrafię w pełni cieszyć się tym co mam.
A mam wszystko to o czy marzyłam , ale tamto nie pozwala mi żyć w pełni.... :(


Może jest ktoś kto potrafi poradzić , kto przeżył coś podobnego?
iwka73
Offline

Re: Ku pokrzepieniu serc... Po ponad-roku...

Avatar użytkownika
przez scrat 02 cze 2008, 14:37
Dzwoneczek, pamiętam cię... :) Iii... Powodzenia w roznoszeniu grona pedagogicznego :D

iwka73, wiem jak bardzo to boli. Oj wiem... I nie wiem co ci poradzić, właściwie jedyne co leczy rany to czas i twój nowy partner. Tyle że u mnie nie było córki, ogniwa, które sprawiałoby, że te dwie mendy nadal byłyby w moim życiu.

A może możesz porozmawiać z córką o tym co czujesz? Jest już duża, powinna zrozumieć, że oczywiście świetnie że ma kontakt z ojcem, ale niekoniecznie chcesz słuchać o ich planach.

Powodzenia, trzymaj się.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do