Co my robimy? Przebudźmy się!

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

przez malaczarna_8 31 sty 2008, 21:22
ashley napisał(a):No to musisz je zlapać!!! nie pozwól im dlużej uciekać. Przelam się przebij się przez ten stan bierności i zacznij aktywnie zyć, nawet jak przez jakiś czas będzie trudno to za to potem zaczniesz te piękne chwile które teraz przelatują Ci przez palce brać


zazdroszcze Ci takiego podejscia. Jak tak czytalam co napisalas, to az mnie dreszcze przeszly, bo masz racje w tym co piszesz i robisz to z pewnoscia w glosie, ktorej mi brakuje.
nie mam pomyslu co moge zrobic, zeby lepiej sie poczuc. strach totalnie mnie blokuje, mysle tylko o tym ze czuje sie zle, ze cos mi jest, ze umieram i tak w kolko. ciezko wtedy zrobic cos, cokolwiek bym zmienila tok myslenia.
A jesli juz choc troche lepiej sie czuje i mam ochote cos zmienic, wyjsc gdzies, zajac mysli, zrelaksowac sie to... to i tak mnie lek dopada:(
Now I'm lost and I'm screaming for help
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
02 lut 2007, 18:27
Lokalizacja
wawa

przez Autodestrukcja 01 lut 2008, 00:20
Przeczytałam właśnie te dwie strony... moze trochę po łepkach, więc przepraszam jesli napiszę tu coś bzdurnego z powodu niedopatrzeń w powyższych postach...
Czytając wypowiedzi ashley, usmiechała się w duchu...
Włąściwie nie wiem od czego zacząć ten post...
Moze od tego, że ktoś ( przepraszam ze nie podaje cytatów....) pisał o słabych osobowościach... Warto tu chyba rozróżnić pojęcie osobowość z psychiką. Psychika, która narażona jest na ataki emocji lezy wydaje mi się na innej, niezaleznej płaszczyźnie od osobowości, charakteru wyposażonego w wolę walki, lub pozbawionego jej.

Hm.. rok temu. Właśnie wtedy zrozumiałam że JUŻ udało mi się stać najszcześliwszą osobą na świecie. DLaczego? Bo pomimo obezwładniających mnie, bolesnych, chorych ( etc. ) problemów w domu... w kontaktach z bliskimi ludźmi ( chyba nie potrafię o tym pisać ) umiałam być silna. Bo czułam że nauczyłam się stąpać po możliwie najcięższym gruncie, i siłę brałam z tego kim jestem. Wydawało mi się żę człowiek , poznawszy samego siebie może rownież być kim chce, poprzez przyjmowanie odpowiedniego nastawienia czy naginanie swojej podświadomosci. Czułam się spęłniona. Brałam z zycia pełnymi garściami. Od czasu do czasu miewałam ,,doły" polegające bardziej na eksplozji negatywnych emocji które kumulowały sie we mnie, bo ukrywałam i tłumiłam swoje problemu. Mój umysł próbował maksymalnie najlepiej ochronić moją psychikę i uczucia przed paranoją w której chyba żyłam. Myslałam : kiedy ja na prawdę zacznę pragnąc szczęscia, będę zdrowa ( wtedy mi sie udało wyjść z bulimii sportowej ) . Myslałam , że kiedy powiem : JESTEM szcześliwa i zdrowa w czasie teraźniejszym, AKCEPTUJĘ wszyscko, nie oczekuję niczego, będę dalej silna...

Ale węwnętrzne kłótnie miedzy emocjami, charakterem, potrzebami chyba umieją prowadzic do wariacji... Te moje piękne idee szukania szczescia w sobie zaczeły niknąć gdzieś ogłuszone walką mej natury, która naprowadzała mnie w danych sytuacjach ( rodzina..;/) na konkretne stany emocjonalne z czystym poczuciem etyki i sumieniem które spowodowało że za własną naturę , wyzwalającą np nienawiść, zaczęłam si winić...

Parę miesięcy borykałam się z... dziwnym uczuciem do kogos :) MAm niestety chore ciągoty do wiecznego analizowania wszystkiego...więc sytuacja mnie wytrąciła z równowagi. Potem zaczęąłm dowiadywać sie kolejnych jakże soczystych faktów na temat rodziny ... Stwierdziłam że muszę zająć się sprawą rodziny osobiście. To była ciężka decyzja, bo o pewnych rzeczach dziecko decydować nie powinno. Jednak powiedziałam KONIEC ( jako chyba osoba o najbardziej dominujacym charakterze w tej rodzinie ). NIe nawidze udawć wiec zaczęłam coś z problemem robić... cholernie skomplikowana sprawa. Popadłam w cholerne poczucie bezsensu, utrata entuzjazmu..Biernosć bierność bierność. I poczucie winy . Za to ze ejstem bierna i za to ze nie mam energii. BO zawsze byłam energiczna i zarazałam innych entuzjazmem. NIe rozumiałam więc i nienawidziłam blokady która się we mnie pojawiła.
I ok 6 miesiecy..wychodziłam z dołka. Depresja ale nie do końca. Nie miałam ochoty na nic. Czułam bezsens. Potrafiłam płakać. Ale o ideach ktore dawały mi szczescie pamietałam. I gdzies znów chciałam walczyć . Nie dać się. Nie dałam się depresji. TO było tak jakbym każdego dnia pokonywała kolejny schodek, by wreszcie wyjść z tego doła. ALe momentami czułam jakby mnie nie było. Prawie jakbym nie istniała. Nie mówiąc o kwestii sensu życia, bo z tym sobie poradziłam ( nie ma to jak własna mała filozofia ) . W kazdym razie czułam tylko bez sens. Było mi obojętne czy jestem kimś...
Jednak wspominając dawne czasy ^^ miałam ambicje być kimś szczególnym. Najlepszym. I kiedyś czułam że jestem ;) Bo chciałam być tym kim kiedyś. Być tą samą osobą co wtedy gdy sobie radziłam. Tyle że wiedziałam ze jestem wyjątkowa tak jak każdy z nas, ale nie czułam tego. Czułam pustkę, niechęć, obojętność...
Cały czas..całe 6 miesięcy dzień w dzień mówiłam sobie : BIERZ SIĘ ZA SIEBIE ! ALe już nic mnie nie cieszyło...spacery z psem, konie, rysunek, książki, bieganie.
Teraz mam chyba nerwicę. Raz się cieszę życiem...potem potrafię płakać cały wieczór wypalając na raz 3 papierosy. WIem że to słabość psychiczna i głupota. Ale kiedy cuję bezsens, nie mam motywacji zeby być kimś.
Obecnie jest troche lepiej... ale ponieważ juz wiecej w sprawach rodziny zrobić nie mogę - czuje sie skrępowana i zakneblowana. Jakbym czekała na jakieś wyzwolenie...oczyszczenie... Cały czas hibernuję. Mam wspaniałych przyjaciół. Śmieję się. Heh, nawet BIORĘ SIĘ ZA SIEBIE. Ale skomplikowany kłębek emocji, uczuć, myśli i sumienia, który stale analizuje już mnie omotał. JEst coraz lepiej. Ale nie do końca. Chcę być szczęśliwa. A może i nie.
Własne emocje się mną bawią.

Zgadzam się: dobre nastawienie to cudotwórca. Ale jak daleko leży nastawienie od sytuacji, w której nienawidzisz części siebie za uczucia , które motywują do zupełnie inych zachowań niż etyka? Z którymi nie sposób walczyć ?

Powiem tak: czuję jakbym była w klatce. I wiem, że nigdy się nie uwolnię do konca. Z klatki wyjdę. Ale będę na GPS-ie, bo sumienie nie daje zerwać odpowiedzialności za świadomość własnego pochodzenia. Staram sie być szczęśliwa, to wszystko. Tylko jak na razie, zbyt wiele mną miota żebym przystanęła i wykombinowała takie śmieszne lustro, które pokazałoby mi kim jestem.
Autodestrukcja
Offline

Avatar użytkownika
przez ashley 02 lut 2008, 00:29
malaczarna rozumiem, że masz ciężką sytuację i wiem że często jest bardzo ciężko. Ale jestem zdania, że mimo wszytsko powinno się walczyć o swoje, iść do przodu, szukać sensu, rozwiązywać problemy. Do tego też Cię zachęcam- powolutku rób swoje aż będzie lepiej. Zacznij od tych lęków i strachu staraj się je zmniejszac to moze być pierwszy krok. Może psycholog Ci pomoże no tu są już rózne metody. Wierzę w Ciebie i pamiętaj że nawet jak jest ciężko jest nadzieja ;) ktora się często sprawdza.

Autodestrukcja napisał(a):I ok 6 miesiecy..wychodziłam z dołka. Depresja ale nie do końca. Nie miałam ochoty na nic. Czułam bezsens. Potrafiłam płakać. Ale o ideach ktore dawały mi szczescie pamietałam. I gdzies znów chciałam walczyć . Nie dać się. Nie dałam się depresji.

malaczarna bierz przyklad;) jesteśmy silni nawet w slabosciach i dajemy rade.
Autodestrukcja napisał(a):Obecnie jest troche lepiej... ale ponieważ juz wiecej w sprawach rodziny zrobić nie mogę - czuje sie skrępowana i zakneblowana. Jakbym czekała na jakieś wyzwolenie...oczyszczenie... Cały czas hibernuję. Mam wspaniałych przyjaciół. Śmieję się. Heh, nawet BIORĘ SIĘ ZA SIEBIE. Ale skomplikowany kłębek emocji, uczuć, myśli i sumienia, który stale analizuje już mnie omotał. JEst coraz lepiej. Ale nie do końca. Chcę być szczęśliwa. A może i nie.
Własne emocje się mną bawią.

chcesz tego szczęścia, napewno. moze czasem to omotanie sprawia, że wątpisz, widzisz sytuacja sie zmienila na lepsze i to tylko dzięki Tobie Twojej walce. Dalsza droga przed Tobą. Idź nią ;)
Autodestrukcja napisał(a):Zgadzam się: dobre nastawienie to cudotwórca. Ale jak daleko leży nastawienie od sytuacji, w której nienawidzisz części siebie za uczucia , które motywują do zupełnie inych zachowań niż etyka? Z którymi nie sposób walczyć ?

Nawet jak jest daleko jest cieńka linia która lączy. To nastawienie pcha nas do produ dodaje sil. Dlatego warto je w sobie mieć.
Tylko jak na razie, zbyt wiele mną miota żebym przystanęła i wykombinowała takie śmieszne lustro, które pokazałoby mi kim jestem.

szukaj siebie a znajdziesz. naprawde- ja siebie znalazlam i tego Ci rownież życze.

Imponujące jest jak czlowiek mimo sytuacji ciężkiej walczy tak jak np Ty. Podoba mi się to co piszesz, jesteś mądra poradzisz sobie. Troche się zagubilaś może bardziej niż trochę ale po to żeby sie odnalezc. podtrzymuj w sobie tą silę i mow dalej przez kolejne 6 miesięcy bierz się za siebie. I dzialaj. Powodzenia;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Autodestrukcja 02 lut 2008, 12:24
Dzięki za wiarę. Chodź nieuchwytna przez umysł, chyba jest niezbędna by wyzdrowieć :)

,,Imponujące jest jak czlowiek mimo sytuacji ciężkiej walczy"
Jednocześnie przerazające jest, że nie niest do końca zdrowy mimo, jakby się zdawało, pełnej świadomości choroby i przyczyn jej rozwinięcia...

Moze nerwice i deprechy to bardziej choroby duszy niż psychiki po prostu. Jak widac analizowanie , usiłowanie zdobycia pełnego panowania nad sytuacją i samym sobą nie daje od razu oczekiwanego rezultatu. A wiara i nieuzasadniana na siłę nadzieja może nie oznacza ślepoty umysłu... Może tu codzi po prostu o nie wiele więcej niż pełną akceptaję siebie i ufność w tą przestrzeń niedotykalną przez umysł ^^ poszarpany przez chore emocje.
Trochę pachnie Pascalem :P

Cieszę się że trafiłam na to forum, bo ubranie uczuć w słowa zawsze jest jakimś krokiem do wolności.
Autodestrukcja
Offline

Avatar użytkownika
przez ashley 03 lut 2008, 20:45
Nie jest latwo :/ ciężko się wyrobić z tym wszytski i jednocześnie rezygnować na to konto z innych rzeczy. Ale mam czas na te rzeczy do niedzieli- ciekawe czy mi się uda. No coż w niedziele sie okaże ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do