Mania na temat Boga

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

:(

przez nerwosol24 08 paź 2007, 18:15
Dzięki...ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że zamykasz się we własnej skorupie, jakbyś się odcinał od życia, czuję niesłychane wręcz poczucie odrealnienia, jeśli mnie rozumiecie...nie wiem co się ze mną dzieje...ja taki nie byłem ale jedyne co mi pozostaje to tłumaczyć to tym, że przechodzę "załamanie nerwowe", bardzo silne i bardzo bolesne ale życie toczy się dalej, tylko nie wiem jeszcze jak długo. Zamykam się na miłość, czuję jedynie nienawiść, staram się rozgrzać moje serce ale jak na razie nie wychodzi mi to za bardzo..bo do wszystkich dziewczyn potrafię albo nie czuć nic albo jakąś chorą złość i nienawiść.....zamykam się w sobie coraz szczelniej, dobrze że chociaż nie straciłem kontaktu z przyjaciółmi i z bliskimi bo bym zwariował, właśnie...ile mi jeszcze zostało czasu aż taki dzień nadejdzie....???KUR...ja nie chcę tak żyć!!!...pier...to, mam już tego dość, chciałbym wyrzucić z siebie cały ten gniew...tylko w co lub w kogo???nie wiem....życie toczy się dalej a ja mam wrażenie, że odgrywam jakąś postać, jakbym nie był sobą w tym całym galimatiasie...przerąbane :( pozdrawiam...ale wiem o co ci chodzi!!!jeśli tylko będziesz miał siły to wprowadź ten plan w swoje życie!!! :)
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
05 paź 2006, 12:17

przez gigs77 18 paź 2007, 17:12
Posłuchaj stary natrętne myśli na tle religijnym to normalny objuaw nerwicy .Najwięcej natręctw pochodzi od tego czego się boimy,np kochasz BOGA jesteś wierzący to jak nazłość pojawiają sie natręctwa na tle religijnym.Wiem bo też przez to przechodziłem, lecz wiem jedno ze jeżeli świadomie kochamy BOGA to i on nas kocha wybacza i służy nam pomocą a psychiatra to narzędzie w rękach BOGA. Ja też miiałem pretęsje że mi nie pomaga ,ale teraz już wiem że on cały czs mi pomagał i dalej pomaga.Czasami nietrzeba szukać daleko Boż ;) ej pomocy ona jest zawsze tylko trzeba ją dostrzec. ;) ;) ;)
By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
17 paź 2007, 18:04
Lokalizacja
GRYFINO

przez Amy Lee 30 lis 2007, 00:11
A ja się zaczęłam bać, że do nieba nie pójdę :cry:
Chciałabym być taką religijną osobą, jaką byłam jakiś czas temu, ale wydaje mi się, że na łaskę Boga musiałabym sobie zasłużyć siłą i wytrwałością, której mi brak i umiejętnością wyrzeczenia się czegoś, a tego nie potrafię.
Amy Lee
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez ane23 06 gru 2007, 20:01
Też miałam obsesję na punkcie tego że Bóg mnie ukarze, że zada mi karę na ziemi, że na coś zachoruję, albo umrze ktoś z moich bliskich. Bałam się że poniosę karę za różne okropne myśli na temat Boga i księży, za seks przedmałżeński - więc na 3 miesiące na wszelki wypadek go porzuciłam ;)
Poszłam do kościoła, spotkałam tam fajnego księdza, nie ze wszystkimi jego poglądami się zgadzam, ale bardzo mi pomógł. Uświadomił mi że po pierwsze Bóg nie karze ludzi za życia na ziemi, po drugie każdy ma prawo do poprawy i to Bóg rozsądzi co mamy w sercu, po trzecie takie myśli nie są nasze, nie akceptujemy ich, nie sądzimy tak naprawdę, te myśli nie przynoszą ci żadnej korzyści, nie czujesz się od nich lepiej, więc nie są ważne, a po czwarte Bóg wie więcej niż nam się wydaje, i naprawdę nie ma się czego bać, luzie z gorszymi grzechami idą do nieba :)
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez ~~ 06 gru 2007, 23:39
tez miałem kiedyś nerwicę natrectw miedzy innymi na tle religijnym ale Bóg ze wszystkiego mnie wyprowadził. Mimo iż ja nie widzialem nawet najmniejszego wyjscia z sytuacji w ktorej sie znalazlem to On je widział.

Czasami probowalem prowadzic handel z Bogiem tzn gdy On udzielił mi jakiejs łaski ja zaraz zmuszałem sie do modlitwy lub czegos innego aby Mu za to odplacic. Tak naprawde to człowiek nie moze niczym odplacic sie Bogu za Jego łaski poniewaz On udziela ich bezinteresownie ze Swego Miłosierdzia. Nie mowie tutaj o tym zeby przestac sie modlic i stac sie niewdziecznym w stosunku do Boga lub popadac w tzw lenistwo duchowe ( np nie modlenie sie rano i wieczorem poniewaz mi sie nie chce itp )ale aby robic to tylko i wylacznie z miłości i czystej wdzieczności, a nie w wyniku natrectw. Bycmoze czasami trzeba sie zmusic do modlitwy lub zachowania postu, poprostu trzeba byc konsekwentnym w swojej praktyce religijnej ale nie moze to wynikac z wewnetrznych natrectw, tylko z (jeszcze raz powtarzam) miłości, poniewaz Pan Jezus bardzo nie lubi obłudy :)

Prosze was modlcie sie do Boga o uzdrowienie i proscie Go o to by zrobil z wami to co chce. Amy Lee mowisz ze brak Ci wytrwałosci i sily; czlowiek sam nie moze zrobic nic bez Boga. To własnie On moze dac Ci te sile i wytrwalosc ktorej potrzebujesz. Ofiarujcie sie cali Matce Bożej a Ona was juz poprowadzi tak jak czyni to ze mna;)

Czasami miewam natretne mysli, o ktorych juz sam nie wiem czy sa wynikiem mojej woli czy poprostu jakims natrectwem i doslownie kilka dni temu Bóg sprawil ze natrafilem na fragment dzienniczka siostry Faustyny ktora kusil szatan. Mozna powiedziec ze ten fragment zwalil mnie z nog i dal mi nadzieje ze pewnie nie wszystkie te natretne mysli sa moim grzechem:

"Silna pokusa. Kiedy mi Pan dał poznać, jak miłe Mu jest serce czyste, a przez to udzieliło mi się głębsze poznanie nędzy mojej; a kiedy zaczęłam się przygotowywać do spowiedzi św., uderzyły na mnie silne pokusy przeciw spowiednikom. Nie widziałam szatana, ale go czułam, jego straszną złość (1715)
(...)
Na drugi dzień czuję wyraźne słowa: Widzisz, Bóg jest tak świę­ty, a ty jesteś grzeszna. Nie przystępuj do Niego, a spowiadaj się codziennie. — I rzeczywiście, com pomyślała, zdawało mi się grze­chem. Jednak nie opuściłam Komunii świętej, a do spowiedzi po­stanowiłam iść w swoim czasie, nie mając wyraźnej przeszkody. Jed­nak, gdy się zbliżył dzień spowiedzi, przygotowałam całą furę tych grzechów, by się z nich oskarżyć. Jednak gdy się zbliżyłam do krat­ki, z dwóch niedoskonałości pozwolił mi się oskarżyć Bóg, choć się siliłam, aby się tak spowiadać, jak byłam przygotowana. Gdy ode­szłam od konfesjonału, powiedział mi Pan: Córko moja, te wszyst­kie grzechy, z których się chciałaś spowiadać, nie są grzechami w oczach (142) moich, dlatego odjąłem ci możność wypowiedzenia ich. Poznałam, że szatan, chcąc zamącić mój spokój, daje mi myśli przesadne. — O Zbawicielu, jak wielka jest dobroć Twoja. (1802)"

Zachecam was do czytania dzienniczna siotry Faustyny, a przede wszystkim Pisma Świetego, znajduja sie tam wszystkie odpowiedzi ktorych szuka czlowiek ale pomodlcie sie przed czytaniem chociaz troszeczke do Ducha Swiętego bo jak to ktos kiedys powiedzial: tylko glupi czyta po ciemku :PP Wyrzekajac sie CAŁKOWICIE grzechow zarowno ciezkich jak i lekkich dajecie Bogu znak chęci podażania za Nim. Oddajcie Mu swoje grzechy, słabości, zmartwienia, dylematy, radości, dobre uczynki i całcyh siebie :)

Bóg moze udzielic czlowiekowi pomocy takze przez lakarza lub innego czlowieka wiec gdyby komus pomogl przez lakarza to nie mowcie ze "leee Bóg o mnie zapomnial i mi nie pomogl" bo Jego pomoc przychodzila do mnie czesto z zupelnie innej strony niz sie jej z poczatku spodziewalem :) Przytoczony fragment dzienniczka wkleilem ze strony: http://faustyna.pl.w.interia.pl/Slowa%2 ... ustyny.htm
~~
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
06 gru 2007, 18:23

przez Amy Lee 07 gru 2007, 01:59
ane23 napisał(a):Poszłam do kościoła, spotkałam tam fajnego księdza, nie ze wszystkimi jego poglądami się zgadzam, ale bardzo mi pomógł. Uświadomił mi że po pierwsze Bóg nie karze ludzi za życia na ziemi, po drugie każdy ma prawo do poprawy i to Bóg rozsądzi co mamy w sercu, po trzecie takie myśli nie są nasze, nie akceptujemy ich, nie sądzimy tak naprawdę, te myśli nie przynoszą ci żadnej korzyści, nie czujesz się od nich lepiej, więc nie są ważne, a po czwarte Bóg wie więcej niż nam się wydaje, i naprawdę nie ma się czego bać, luzie z gorszymi grzechami idą do nieba :)

Nadawałby się na kapelana nerwicowców :smile:
Amy Lee
Offline

Avatar użytkownika
przez luthien 07 gru 2007, 08:01
ane23 napisał(a):Też miałam obsesję na punkcie tego że Bóg mnie ukarze, że zada mi karę na ziemi, że na coś zachoruję, albo umrze ktoś z moich bliskich. Bałam się że poniosę karę za różne okropne myśli na temat Boga i księży, za seks przedmałżeński - więc na 3 miesiące na wszelki wypadek go porzuciłam ;)


Boga nie trzeba się bać. Bóg jest dobry, zawsze daje nam szansę poprawy jeżeli żałujemy, że zgrzeszyliśmy. Ostatnio na rekolekcjach usłyszałam coś, co bardzo podniosło mnie na duchu, że "Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem".
Ja nigdy nie bałam się Boga, miałam za to chwile zwątpienia, oddaliłam się od Niego. Ale on mi wybaczył, bo jestem "jedną z wielu cegieł, ale równie ważną jak pozostałe".
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez sredniowieczna_panna 16 gru 2007, 01:19
Boga nie trzeba się bać.


tylko, ze niestety czesto Kosciol pokazuje Boga jako Osobe, ktorej trzeba sie bac, ktora nas ukaze:( Wydaje mi sie, ze to moze byc przyczyna mojego leku przed tym, ze pojde do piekła:( Bardzo sie zdziwilam, kiedy kiedys kolezanka pokazala mi taki madry tekst o milosci Boga, o tym, ze kazdy jest niepowtarzalny i ma do wypelnienia misje przez Boga dana itp i mnie to zdziwilo, ze mimo bledow ludzkich tak jest to wszytsko przedstawione, bo bylam zawsze uczona zupelnie inaczej. Tzn bylam uczona roznie, ale zazwyczaj to straszenie karą za kazdy nawet maly grzech do mnie najmocniej docieralo.

Pisalam kiedys o tym, ze mialam natrectwa dot bliskosci fizycznej a odniesieniu tego do grzechu. Wyjasnily mi to 2 osoby: ksiadz i teolog, z czego wynika, ze nie postepuje blednie i ze to w takim razie ma podloze neurotyczne.

Ale dzis jakos pomyslalam o czyms innym i teraz siedzi mi ten natret w glowie:/

Kojarzycie cos takiego, ze mowi sie, ze tzw" brudne mysli" to grzech, no nie? Na chlopski rozum wydaje mi sie, ze te "brudne mysli" to mysli o seksie bez milosci, o seksie samym w sobie, a nie o elemencie zwiazku dwojga kochajacych sie ludzi. Z tym, ze mowi sie, ze brudne mysli to po prostu mysli o seksie - bez okreslenia, o jakim. Czyli wynika z tego, ze mysl o kochaniu sie z kims, kogo sie kocha najbardziej na swiecie, tez jest zla:/ Zeby nie bylo, nie mowie tu o jakich wymyslnych/ostrych/wyuzdanych/itp fantazjach, a o takim w sumie mimowolnym pragnieniu bycia z ta osoba blisko tak, jak to bedzie po slubie.

Wydaje mi sie to niewlasciwe (w sensie, ten natret i to wciskane ludziom przekonanie), no bo co, przed slubem mam udawac, ze mnie moj facet nie kreci, a po slubie wlaczyc sobie przycisk w glowie "mozesz o tym myslec" i sobie 'fantazjowac', a wczesniej sie tlumic kazdy przejaw takiej mysli, bo inaczej pojde do piekla?

Cos mi tu nie gra, bo czemu cos, co jest z autentycznej milosci, ma byc "brudne" tylko dlatego, ze z powodow m.in. finansowych nie mozna jeszcze wziac z kims slubu?

Ta mysl mi przyszla do glowy chyba jedynie dlatego, ze chce jutro isc do spowiedzi przedswiatecznej. Wczesniej nie wydawalo mi sie niczym zlym, ze przez glowe przemknie mi taka mysl - w sumie chociazby hormony wplywaja na takie rzeczy, bo mam 21lat i to normalne. Az tu nagle ciach! Ale staram sie to ignorowac. Szczegolnie, ze na religii padla kiedys taka kwestia, aby nie spowiadac sie z czegos, czego sie nie zaluje. Ja nie zaluje, tylko mam ntreta jakiegos. Niech spada na drzewo;P
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

Avatar użytkownika
przez luthien 16 gru 2007, 11:37
sredniowieczna_panna napisał(a):tylko, ze niestety czesto Kosciol pokazuje Boga jako Osobe, ktorej trzeba sie bac, ktora nas ukaze:(


Kościół to my :smile: . A jeżeli chodzi o księży i władze Kościoła, to faktycznie zdarzają się tacy, którzy nie potrafią w odpowiedni sposób przekazywać wiary. Jednak dużo ludzi też nie umie słuchać.
Oprócz tego, że chodzi się na msze itd. Trzeba samemu zasięgać wiary. Czytając Pismo Św. znajdziesz wiele przykładów jak Bóg jest dobry. Chrystus do tego stopnia nas kocha, że był w stanie przyjść na ziemię i umrzeć ZA NAS na krzyżu, za nasze grzechy. Pomyśl ile On poświęcił, zstąpił z nieba, żył tu na ziemi normalnym ludzkim życiem, a do tego przed śmiercią tyle wycierpiał. Więc nie wiem skąd ludzie biorą to przekonanie, że Bóg jest srogi i tylko czeka żeby nas ukarać. Bóg poświęcił swojego syna dla nas, to chyba dużo. Jednak jeżeli On poświęca dla nas tak dużo, to my musimy również zastosować się do jego zasad, dać coś od siebie, nie tylko brać.

sredniowieczna_panna napisał(a):ze kazdy jest niepowtarzalny i ma do wypelnienia misje przez Boga dana itp i mnie to zdziwilo, ze mimo bledow ludzkich tak jest to wszytsko przedstawione, bo bylam zawsze uczona zupelnie inaczej. Tzn bylam uczona roznie, ale zazwyczaj to straszenie karą za kazdy nawet maly grzech do mnie najmocniej docieralo.


Każdy jest cegłą budującą Kościół, jedną cegłą ale równie ważną jak pozostałe. Człowiek popełnia błędy (grzechy), ale Bóg jest dobry. Pamiętaj, On nigdy nie męczy się przebaczaniem, jeżeli żałujesz i przychodzisz do Niego prosząc o łaskę.
Widocznie nie trafiłaś na odpowiednich ludzi, którzy by ci przekazali odpowiednio wiarę. Ja do pewnego czasu też nie wiedziałam wiele rzeczy. Bardzo się zdziwiłam, jak podczas 3 dniowych rekolekcji dowiedziałam się dużo więcej niż w ciągu całego życia na lekcjach religii. Mało jest takich ludzi, którzy są prawdziwymi świadkami wiary i umieją ją przekazać w taki sposób żeby inni zrozumieli. Ja na tych rekolekcjach trafiłam na wspaniałych ludzi. W ich każdym geście i słowie było widać że żyją z Chrystusem. Atmosfera tego miejsca była niepowtarzalna, dzięki nim. Nigdy i nigdzie nie czułam tak autentycznej obecności Chrystusa jak właśnie tam. Ale to dzięki tym ludziom, bo oni umieli stworzyć taką atmosferę, swoją dobrocią i miłością do Boga.
Rozpisałam się :D ale chodzi mi o to, że trzeba trafić na odpowiednich ludzi, którzy będą umieli przekazać wiarę, a nie straszyć Bogiem.

sredniowieczna_panna napisał(a):Kojarzycie cos takiego, ze mowi sie, ze tzw" brudne mysli" to grzech, no nie?


Przykro mi, ale nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Nie czuję się władna do wyrokowania co jest grzechem, a co nie. Znajdź "fachowca" :D , czyli odpowiedniego księdza lub inną osobę duchowną, ale taką z którą dobrze będzie ci się rozmawiać i zapytaj go o to.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez sredniowieczna_panna 16 gru 2007, 20:12
Wydaje mi sie, ze to jest po prostu tak samo, jak z bliskoscia - na wiecej mozesz sobie pozwolic z osoba, ktora szczerze kochasz i z ktora chcesz wziac slub, niz z osoba, z ktora jestes bez planowania przyszlosci, na chwile, dla zabawy. O tym rozmawialam z dwoma "fachowcami" i oboje potwierdzali ta roznice:) Na tej bazie wnioskuje, ze fantazjowanie na temat kogos, z kim sie nie jest (np. rozbieranie w myslach osoby, z ktora sie nie jest;P) albo z kim sie jest jedynie ot tak to jest zzupelnie cos innego, niz przelatujaca raz na jakis czas przez glowe mysl o tym, jak to po slubie fajnie bedzie;P i sorry, ale trudno mi zaliczyc taka ulotna mysl zrodzona z milosci do drugiej osoby jako cos brudnego;P trudno, aby brac z kims slub nie myslac o tym, ze jednym z elementow zycia malzenskiego jest seks;P no ale co z tego, natreta, ze byc moze sie usprawiedliwia teraz, i tak mam;P natrectwo z bliskoscia dzialalo identycznie, to powinien byc sygnal dla mnie...;P

probowalam znalezc cos na ten temat w katechizmie, ale w sumie zadne konkrety - tyle, co "nie pozadaj zony blizniego swego", a ja o nikim "czyims" przeciez nie mysle;P tylko o kims, z kim moze bym juz miala slub, gdyby nie rozne przeciwnosci losowe, glownie materialne;P moja mama kieds zartowala, ze mam obraczke w sercu- ale cos w tym jest;P

ale i tak chyba sie jeszcze kogos spytam, jak zwykle kiedy mam takie jazdy=_='
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

przez ane23 16 gru 2007, 21:15
też się obawiałam tego 'fantazjowania' tym bardziej że moje netręctwa to myśli o podłożu seksualnym, ale ksiądz powiedział że wie trochę o nerwicy natręctw i zapewnia mnie że te myśli to konsekwencja tych zaburzeń i to nie grzech, niezależnie czego dotyczą.

inny problem - ja mam tylko ślub cywilny, przed każdymi świętami, czy rodzinnymi uroczystościami kościelnymi odczuwam strach i wielki dyskomfort że nie mogę się wyspowiadać, to jest jakby obsesja która mija po świętach. boję się że bóg mnie za to ukarze, mimo że jak już pisałam rozmawiałam o tym z księdzem, ale to i tak wraca
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez sredniowieczna_panna 16 gru 2007, 23:29
tzn powiedzial Ci, ze obawianie sie fantazjowania to natrectwo, czy fantazjowanie samo w sobie?

wg mnie to moje trudno nawet nazwac fantazja seksualna, jak dla mnie to po prostu mysl o tym, ze juz po slubie bedziemy mogli wspolzyc i ze fajnie bedzie i tyle (wydaje mi sie, ze kazdy w takiej sytuacji tak ma, zdrowy czy chory)-trudno, abym zaczela sobie wymazywac z glowy mysl o tym, ze moj facet mi sie podoba i jest pociagajacy, no sorry!!!... czesciej takie mysli sa mimowolne, jakby po prostu kwestia hormonow (teraz dodatkowo biore tabletki hormonalne i jestem w rozlace z chlopakiem, tesknie i marze sobie o tym, zeby juz byc razem na zawsze-we wszystkich aspektach zwiakzu, seks to jedynie elemnt przeciez i to wcale nie najwazniejszy, wg mnie to wplywa). A nawet jesli sa bardziej konkretne, to ich nie kontynuuje celowo, bo nie chce byc 'zlym czlowiekiem', al e itez p prostu nie czuje takiej potrzeby-wiem, ze wszystko w swoim czasie.

Gadalam z chlopakiem (uwaza, ze to nic zlego i ze to znowu mysli mi na zlosc robia) i myslalam duzo o tym sama, doszlam do wniosku,z w to tak samo, jak z bliskoscia i z natrectwem, ktore bylo z nia zwiazane (tzn ze nasza bliskosc jest zla, mimo, ze nie wspolzyjemy przed slubem-na szczescie ksiadz i teolog mnie wyprowadzili z bledu) . Czyli musze po prostu zaczac to ignorowac. I troche mi lepiej juz, niz rano, wtedy bylam podlamana, tzn jakas taka smutna...
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

przez ane23 17 gru 2007, 22:21
[quote="sredniowieczna_panna"]tzn powiedzial Ci, ze obawianie sie fantazjowania to natrectwo, czy fantazjowanie samo w sobie?

[quote]
rozmawialiśmy o natrętnych myślach, fantazjowanie u mnie to jedno, a obrzydliwe myśli to drugie. rozmawialiśmy o tych drugich.
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez sredniowieczna_panna 18 gru 2007, 21:12
napisałam troszke tu:

http://www.forum.nerwica.com/viewtopic. ... 409#134409

wydaje mi sie, ze to, co tam napisalam (moj dzisiejszy wniosek) to wazne odkrycie dla mnie. Ciekawe tylko, czy na samym odkryciu sie skonczy. PEwnie tak, bo kto mi udowodni,z e sie nie usprawiedliwiam? ;(
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do