Mania na temat Boga

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez nerwosol24 28 cze 2007, 08:41
Widzę, że masz/miałaś to co ja....chodzi mi z tym antychrystem :), mam już tego serdecznie dosyć i tyle, mam już dosyć bycia kimś kim nie chcę być, chcę być kim byłem i tyle
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
05 paź 2006, 12:17

Myśl

przez hisahs 28 cze 2007, 12:47
Witajcie,mam problem jestem nastolatkiem i przez okres ok.3 miesiecy meczy mnie cały czas myśl

Pan Bóg jest głupi. Głupio brzmi ale tak jest,jestem wierzacy i nie wiem czemu tak myslę wiem, ze to grzech i nie chce tak myslec.Normalnie siedze w szkole i nachodzi mnie ta myśl w domu i wszędzie.
POMÓŻCIE BŁAGAM.

Obudzę się i tak myśle,podczas jedzenia itp.
Natomiast jak mam zajecie to nie myślę tak,albo pomyśle raz na jakiś czas.

Wiecie jak to denerwuje?

Help me...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
27 cze 2007, 16:05

Pomoc nadchodzi

przez nerwosol24 28 cze 2007, 14:54
sluchaj, przeczytaj sobie pare moich postow i jezeli nie chcesz sie doprowadzic do takiego stanu jak ja, a mam 25 lat, to prosze cie zebys poszedl do psychologa, bo mozesz zle skonczyc. PS. ile masz lat
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
05 paź 2006, 12:17

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez apsik84 28 cze 2007, 20:39
te mysli to nie grzech, nawet jak bedziesz w 100% myslec ze jest inaczej.
Ja miałam mnóstwo bluznierczych myśli. Co chwile latałam do mamy pytać czy zgrzeszylam... Wiem jakie to okropne. nn jest okropna, bo robi sieczke z mózgu. Tak czy inaczej, nie dręcz się że grzeszysz. To nie jest grzech i to nie Twoja wina.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez MankaManka 06 lip 2007, 19:02
Hej Nerwosol,

chłopie, śmigaj czym prędzej do lekarza nim poważnie sobie zaszkodzisz. Zobacz: sam sobie z tym nie radzisz, ergo: musisz szukać wsparcia zewnętrznego, oprócz lekarza oczywiście jacyś bliscy ludzie są niezastąpieni. My tu na forum, na odległość i bez pogłębionej wiedzy o Tobie i Twojej sprawie mamy możliwości bardzo ograniczone.

Ja powiem Ci tylko tyle, że nie powinieneś źle o sobie myśleć. Czytam Twoje posty i bardzo kumatego i kulturalnego człowieka w nich widzę. Osobiście Cię proszę, żebyś się nie dał temu czemuś, szkoda Cię po prostu na taki syf, ziom :)

No i teraz to dajesz, jedziesz. Chwyć za telefon i interweniuj. Powodzenia.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 lip 2007, 17:32

przez Sabina 24 lip 2007, 20:11
czesc;) Ja nie mam akurat problemu w sferze wiary, chociaz moje natrectwa te troche jje dotykaja, np. ustalam sobie, kiedy moge a kiedy nie moge isc do spowiedzi itp. Ale raczej sie tym, nie przejmuje, chociaz to, ze moje natrectwa istnieja tak dlugo, wprawia mnie w zaklopotanie i wrecz zmusza do zastanowienia sie na tym, czy prztypadkiem nie jestem opetana? Ostatnio rozmawialam o tym z moim psychologiem i stwierdzil, ze nie jestem (;)) ale zawsze mozna prosic kaplamna o moditwe, a ta zawsze sie prtzyda;)
Chcilam podzielic sie z wami moimi pogladami na wkrety zwiazane z wiara. Nerwosol, slauchaj, nie zalamuj sie!!! wiem, ze to latwo powiedziec, czesto inni mowia mi to samo, a na mnie to niedziala, ale wazne jest to, ze ktos z toba jest, podtrzumuje Cioe na duchu. Sam moiwle, ze masz kochajaca rodzine, i to jest wazne!!! Tak naprawde nie wiem, ale wydaje mi sie, ze chyba bez psychiatry i posychologa trudno sobie poradzic z naszymi problemami, zalezy jeszcze w jakim stopniu one istanieja.
To samo, ze boiszsie, ze nie zostaniesz zbawiony, czy jestes synem szatana, tem Twój strach, swiadczy o tym, ze zwracasz uwage na wiare i ze jestes wierzacy!!! Szatan jest zlem i chce walczyc z Bogiem, a Ty nie mozesz mu na to pozwolic! Boisz sie, a wiec czujesz respekt przed Bogiem, czy to nie swiadczy dobrze?! Nie znam Cie, moeze moje rady sa za smiale, ale z tego co piszesz, pisyujesz, to nie mozesz byc zlym czlowiekiem. Ogarnia Cie po prostu strach, co jest normalne w naszych dolrgliwosciach...Pamietaj...nie jeztes sam! Nie mysl o samobojstwie, bo kazde zycie ma sens. Pomysl, ze wyjdziesz z tego i bedziesz mogl dalej rozwijac swoje piekne zainteresowania;) wszystko zalezy od nas!!!;) nie wiem, czy Cie choc troche pocieszylam, ale sie staralam...tymczasem pozdrawiam Was wszystkich bardzo goraco;))) piszcie!!
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
24 lip 2007, 18:27
Lokalizacja
Grudziądz

przez Zaciekwawiony 01 sie 2007, 02:57
Ja chyba na pewno po części wiem co czujesz...

Sam przechodzę teraz podobną sytuację. Teraz zastanawiam się czy zjedzone 4 ciastka sprowadzą na mnie nieszczęście, że coś złego się wydarzy za sprawą szatana... 3 lub 5 mogły by mnie uratować, i sam myślę teraz czy może jeszcze jedno zjeść... Wiem... takie myśli to schiza i codziennie podejmuje ich setki. Gdy coś robię, nagle w mym umyśle pojawia obraz, że jak to dokończę, zrobię to, coś podobnego się stanie.

Ktoś napisał na tym forum, że takie myśli nas ograniczają. Dopiero wtedy zastanowiłem się nad NN głębiej. Nie zliczę ile razy rezygnowałem z czegoś z powodu myśli które mnie nachodzą.

Kolejną rzeczą jest samotność. Na swoim przykładzie, i pewnie większości osób chorych na NN, ucieka do samotności, bojąc się braku zrozumienia, czy nawet samego siebie. Podobnie jak Nerwosol24 nie podejdę do dziewczyny i nie "zagadam". Wiem jak w moim przypadku, ona by bardzo pomogła... wystarczy by była.

Samotność jest jeszcze gorsza... to właśnie gdy jestem sam więcej myśli przychodzi. Ciężko z nimi walczyć, gdy nawet do nikogo nie można podejść, pogadać przez chwilę(taka jest moja taktyka gdy przychodzą ciężkie myśli).

Wiem co prawdopodobnie powiecie: wizyta u psychiatry... Bardzo chciałbym się teraz tam znaleźć, ale boję się, że lekarz jak wysłucha mnie(czasem robie jeszcze gorsze rzeczy...), to wyśle mnie do szpitala.

Na koniec dodam, że to jest straszna choroba. Bardzo męczy psychicznie i odbiera optymizm z naszego życia. Życzę wyleczenie z tej choroby wszystkim na nią cierpiącym.

P.S. Odnośnie psychiatry... Trzeba mieć skierowanie by zasięgnąć porady?
<Furious Angel>
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
16 gru 2006, 01:58

przez soleil 15 sie 2007, 16:38
Jestem tu od jakiegos czasu ale jeszcze nie miałam okazji się wypowiedzieć. Od jakichś 12 lat też mam myśli bluźniercze i nie tylko czasem słyszę zdania zapraszające złego do mnie( oczywiscie to wszystko wbrew mojej woli ), miałam tez inne jazdy np. musiałam umyc ręce okresloną ilość razy, bo jak nie to wydawało mi się, że cos się stanie albo jak piłam czerwony napój wydawało mi się, że może za chwilę stać się krwią złego, w ogóle mam do dzisiaj lęki przed szatanem. Czasem bałam się opętania.
Przez parę lat byłam przekonana, że te mysli bluźniercze to moja wina i że pójdę za to do piekła. Wykombinowałam sobie, że muszę popełnić samobójstwo żeby więcej nie obrażać Boga. Cudem tego uniknęłam. Do tego byłam bardzo nadwrażliwa ( to niestety trochę jeszcze mi zostało ), ciągłe wyrzuty sumienia, do spowiedzi przygotowywałam się parę dni chociaż była z okresu 2 tygodni. Pół godziny zastanawiałam sie czy to co zrobiłam było grzechem czy nie. Przed pójsciem do Komunii to samo - moge czy nie. Po paru latach od momentu jak się to zaczęło postanowiłam opowiedzieć o myślach bluźnierczych księdzu.Parę lat minęło aż trafiłam na takiego, który sam zaproponował rozmowę poza konfesjonałem. Różnie bywało, jeden zaproponował egzorcystę, więc poszłam. Usłyszałam, że to nie moja wina, zasugerował wizytę u psychologa. Poszłam, usłyszałam , że powinnam poszukać sobie dobrego psychologa ale nigdy tego nie zrobiłam. Zwyczajnie wstydziłam się.
Wydaje mi się, ze w takich sytacjach najlepiej poszukać mądrego księdza i dobrego psychologa i korzystać z pomocy ich obu. Ja niestety zmarnowałam sporo czasu zamykając się w sobie, w domu. Zaczęłam bać się ludzi jeszcze bardziej niż kiedyś chociaż wydaje mi się, że fobia społeczna to zbyt mocne słowo.
Sory, ze tak szczegółowo ale musiałam w końcu komuś o tym opowiedzieć, wyrzucic to z siebie.
Jeżeli ktos z was zna albo jakiegos mądrego księdza albo psychologa z górnego śląska, najlepiej z Rybnika to będę bardzo wdzięczna za namiary.
Pozdrawiam
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
30 lip 2007, 10:50

Re: Mania na temat Boga

Avatar użytkownika
przez cheyenne 15 sie 2007, 20:47
Soleil, kiedy miałam bluźniercze myśli też zastanawiałam się nad samobójstwem. Wiem, że to gorszy grzech niż te bluźnierstwa, ale ja już nie mogłam dłużej znieść tego ciągłego obrażania Boga. Modliłam się do Niego, żeby uwolnił mnie od tych bluźnierstw albo zabił. Myślałam, że jestem opętana. Nigdy się z tego nie spowiadałam i chyba nigdy się nie odważę. Znalazłam wtedy w necie egzorcystę i napisałam do niego, ale też dokładnie nie wyjaśniłam o co chodzi. Odpisał. Był bardzo miły i powiedział, że będzie się za mnie modlić. To było ponad rok temu. Teraz już nie mam tych myśli i mam nadzieję, że one nie wrócą.
I am a machine
No longer living, just a shell of what I dreamed
Avatar użytkownika
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
20 maja 2007, 19:08

przez nirdnyne 18 sie 2007, 09:48
MarionetaDeTrapo napisał(a):A ja myslę, że najpierw musisz udać się do księdza i opowiedzieć mu swoją historię.


do księdza to Ty go nie wysyłaj... tu jest potrzebny lekarz, a nie ksiądz.
ksiądz to sobie może narobić... jeszcze bardziej mu zryje czachę.

idź do psychiatry i tyle. on Ci na pewno pomoże.

swoją drogą myślę, ze ateizm wyleczyłby Ciebie na pewno. ;)
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
16 sie 2007, 23:25

przez Panna P 30 sie 2007, 00:23
O matko. Normalnie aż czuję ulgę, że są ludzie, którzy mają takie coś podobne, jak ja. MOja rodzina jest religijna, więc zawsze od dzieciństwa kościoł, modlitwy itd. Już jak byłam bardzo mała miałam takie niechciane myśli. Ciąlge, w każdyej chwili. Jak miałam, to musiałam się modlić. Jak się modliłam- miałam te myśli jeszcze bardziej. NIe potrafiłam powiedzieć słowa "Bóg", żeby nie mieć jakichś przekleństw w głowie. Zresztą dalej nie umiem. Ciągle słyszę w głowie jakby fragmenty piosenek, w któych są zmienione słowa, tak, żeby obrazały Boga. Myślałam, że jestem opętana. A potem się dowiedziałąm, że to zok. Wcześniej ciąlge się żegnałam- chodząc oi ulicy, ukradkiem w domu, wszędzie. Teraz mam te myśli, ale jakoś sięprzyzwyczaiłam, tylko czasem, jak się nbad tym zastanowię i sobie z tego zdaje psrawę, to czuję jakby zło w mojej ręce i muszę wtedy np. cztery razy uderzyć w myszkę zanim ją wezmę do ręki jak jestem przy kompie. Nie wiem, jak to jest mieć ciszę w głowie. Jak próbuje, to się strasznie boję. Tych myśli.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
29 sie 2007, 22:46

Avatar użytkownika
przez Twilight 30 sie 2007, 06:29
Ano, podręcznikowy wręcz objaw nerwicy natręctw. Zwykła choroba, z której się zwyczajnie wyleczysz :smile:

Cała rzecz w tym, że to akurat na temat Boga, bo doskonale odciąga Twoje myśli od czegoś,czego sie naprawdę obawiasz. I weszło Ci w nawyk uciekanie w to przed wszelkimi obawami. A jakie jest Twoje źródło lub źródła, przed czym uciekasz, powinna Ci pomóc terapia...

Czemu akurat Bóg? A cholera wie, bardzo możliwe, że przez tendencje do wywoływania sztucznego poczucia winy i wstydu w tej właśnie religii, której jesteś członkiem - akurat trafił sie podatny grunt na wyjątkowo upierdliwe natręctwo. Ale nie przejmuj sie, bo podmiot rytuałów, znaczy sie to, co Cię dręczy, kompletnie nie jest ważne - wszystko to zasłona dymna przed prawdziwym problemem. Dojdziesz do niego, wierzę w Ciebie.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

...

przez nerwosol24 23 wrz 2007, 02:00
Mieliście tak, że śmierć wydaje wam się łatwiejsza i lepsza niż życie, bo ono przynosi ci tylko ból???!!non stop myśli samobójcze...ja już dłużej tak nie mogę :( nie wiem co mam ze sobą zrobić...to kim byłem jakieś dwa lata temu, ten okres, to dla mnie jak piekło a niebo....czuje się jakbym był w piekle...nie obchodzi mnie nic...nie umiem czytać w spokoju książki bo non stop dręczące mnie myśli...w dodatku sytuacja w domu robi się nie do zniesienia a nie mam siły żyć swoim życiem...nie chcę żeby mnie ktoś całe życie prowadził za rękę...jestem wyjałowiony z wszelkich uczuć do osób, które powinienem kochać :( ja taki nie byłem!!!!!!!co się ze mną stało na litość boską???zna ktoś odpowiedź?jest druga w nocy a ja ślęczę przed kompem...dobrej nocy życzę wszystkim
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
05 paź 2006, 12:17

przez teykey 08 paź 2007, 15:01
co by tu odpowiedzieć... czuje sie tak beznadziejnie, że najchętniej postawiłbym tylko 3 kropki na znak, że czytałem twoje posty nervosol i je rozumiem. czy pomoże Ci jeśli Ci powiem, że kiedyś też byłem normalnym chłopakiem, a teraz cierpię na dezintegrację osobowości, widzę wszystko totalnie bez sensu?kompletnie? jakbym był w jakimś nierealnym świecie. jakbym był obok życia, a nie w życiu. tak mam i się na wszystkich wściekam. nie chcę już niczyich rad. chrzanię to. I tobie nerwosol też nie daję rad, choć... tu muszę o czymś wspomnieć... rozumiem, że tracisz więź z ludźmi i tak naprawdę jesteś sam ze swoimi problemami...
napisałeś, że za parę lat będziesz się śmiał z tego co się teraz z tobą dzieję?
chłopie to co się dzieję z tobą to... bunt przeciwko miłości. gybyś dopuścił kogokolwiek do ciebie... człowieku ogieniek w tobie zgasł. potrzebujesz drugiej osoby która go rozpali.k**** ja sam mam taki plan. moje serce umarło. czuję się nie raz wrogiem publicznym numer jeden. czuję się jak ta blondynka w tym dowcipie , gdy w radiu jest komunikat "uwaga na drodzen numer 12 jeden kierowca jedzie pod prąd". a blondynka na to: jeden? raczej wszyscy!. Przyczyna twego stanu może być w tej dziewczynie która Cię nie chciała. Powiem Ci tak...... sam mam podobny (rozpoznaję NAPRAWDĘ podobne symptomy co u Ciebie) problem.
I mam plan, który spróbuję wprawić dziś w życie. Głupio mi o tym pisać.
Ale zrobię tak: (naprawdę mi głupio)jest na świecie jedna jedyna osoba,
którą jeszcze kocham. To nie jest moja mama, babcia, ciocia czy wujek. oni wszyscy mnie zawiedli (a ja zawodzę ich). Jest to dziewczyna, którą kocham od dawna.... (rety jak to piszę czuję że mój plan nie ma sensu)
Plan jest taki, że być może (a może i na pewno) jest to jedyna osoba na świecie, której jestem w stanie zaufać... pokazać jej jaki jestem na prawde a tym samym zadać kłam wszytkim kłamstwom jakie na mój własny temat stworzył mój mózg. Nervosol, ty jesteś bardzo dowcipny, naprawde fajny, ale musisz tego ponownie doświadczyć...
Myślę, że tylko ponowny kontakt z SAMYM SOBĄ Cie uleczy... jak ja to mówię - "zdejmie z ciebie zły urok". Ja mam tak : ani przy starych przyjaciołach, ani przy rodzicach nie jestem TYM KIM JESTEM, bo... no sam nie wiem - boję się. Nie doświadczam w swym życiu miłości. Może nie była mi dana od starych, dlatego nauczyłem się tak chować w środku. I teraz mam taki problem : mam w głowie tyle myśli, które mnie blokują, wręcz taki obszar tabu, którego z innymi ludźmi nie poruszam, bo obawiam się, że mnie za to potępią. Nie okażą mi akceptacji. Nie wyrzucę tego z siebie, tylko to do mnie wróci. A ta warstwa mnie przytłacza. Warstwa absurdu. Póki tego nie wyrzucę... nie odblokuję się. Każdy człowiek w depresji jest trochę jak zatkany zlew... Ma problemy ale nie dzieli się nimi. Ma swój świat. Człowieku Twój własny świat stał się dla ciebie tak groźny, że czujesz się groźny dla innych. Musisz to unieszkodliwić! Napradę twój mechanizm wewnętzny jest strasznie silny i sieje ogromne spustoszenie!Może nawet większe niż u mnie! Powaga - musisz kogoś znaleźć. Nie na forum. Nie psychologa. Kura Tu potrzeba miłości. Dosłownie. Zbawienia. Trochę plotę, ale wiem co mówię. Znajdź kogoś. Nie księdza, nie psychologa. Kogoś z kim poczujesz się pewnie,kogoś kto nie będzie Cię oceniał, ani komentował tego co mówisz, zaufasz tej osobie i wyrzucisz to z siebie - cały twój problem obróci się w żart i być może na chwilę ujrzysz prawdę i może... może nastąpi zmiana, ktora pozostanie na zawsze i przywróci Cię do Twojego "pierwotnego stanu" Jest nadzieja... licze na to... pamiętaj pokonaj absurd w swojej głowie!!!
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
06 paź 2007, 20:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do