Mania na temat Boga

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez Ania:) 14 cze 2007, 00:26
sredniowieczna_panna napisał(a): jedynie wspolzycie jest grzechem, inne bliskie kontakty z osoba, ktora kocham-nie

Nie wiem o jaka bliskośc i kontakty tu chodzi, ale takie zachowania jak np. petting czy "namietne" całowanie, to tez grzech.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
13 cze 2007, 23:28

przez Gagarin 16 cze 2007, 00:22
Ja też mam myśli obrażające Boga. Wspominałem o tym w innym temacie. Kiedyś miałem tych myśli więcej. Np takie, że ktoś niszczy obraz, albo go hańbi w jakiś sposób. Myślałem, tak, że ktoś to robi, żeby jakby zrzucić z siebie winę za te myśli. Jak się modliłem to kilka razy zaczynałem modlitwę, bo zawsze coś źle pomyślałem o Bogu i bałem się Jego gniewu. Dlatego przestałem się modlić. Kiedyś częściej chodziłem do kościoła, ale było to raczej związane z wychowaniem. Nie jestem mocno wierzący, ale mimo to boję się kary Bożej. Pozdrawiam wszystkich znerwicowanych
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
22 kwi 2007, 17:56

Re: Mania na temat Boga

Avatar użytkownika
przez Lekom-NIE 16 cze 2007, 07:42
nerwosol24 napisał(a):Witam ponownie. Pisałem tu już pare razy, ale postanowiłem napisać po raz kolejny. Jest tragicznie, nie jestem tym samym człowiekiem co kiedyś. Chodzę po tym świecie i nie wiem co się ze mną dzieje. Nie potrafię się skupić na niczym. Dzisiaj byłem w Krakowie na rynku (nieważne), patrzę się po tych wszystkich ludziach, a w głowie tylko jedno:Bóg i szatan. Już zaczynam wariować. Nie potrafię się skupić na otaczającej mnie rzeczywistości. Takiej depresji to ja jeszcze nie miałem. A wszystko zaczęło się (ponownie) kiedy rzuciła mnie dziewczyna. Nie jestem w stanie zrozumieć siebie, kim jestem i po co tu jestem. Mam chore myśli, nie wiem czy jestem synem szatana czy zwykłym człowiekiem (Bożym stworzeniem). Nikomu nigdy nie zrobiłem nic złego i nie mam takiego zamiaru a jednak uważam się za zło tego świata. Poza tym jakieś nerwice, jak zwykle na tle religijnym. Palę papierosa, wydmuchuję dym i oczywiście podświadomie mówię "Panie jezu", przełykam ślinę - to samo, jestem tak zeschizowany że zaciskam wargi i zęby, nie potrafię myśleć o niczym innym. To samo z rodziną, jakieś chore myśli, chociaż bardzo ich kocham i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Jest to moja życiowa tragedia. Nie byłem takim człowiekiem, przez parę lat, jakieś 5 czy 6. A wszystko zaczęło się w dzieciństwie kiedy to słuchałem muzyki satanistycznej, nie mogłem ogarnąć swoich myśli, to było straszne, trauma. Panicznie bałem się grzechu przeciw duchowi świętemu chociaż nie wiedziałem co to tak na prawdę jest, klnąłem na Boga jak jakiś opętany (może jestem??), pamiętam to jak dziś. Przed snem chore myśli, że moje życie nie ma sensu, skoro i tak nie ma miejsca dla mnie w niebie. To jakaś trauma była chyba. Przyklejałem sobie żółte kartki z różnymi napisami, że jednak "Bóg mnie kocha", że "Mam po co żyć" itd, modliłem się po kątach, wszędzie i zawsze gdzie tylko się dało. Pamiętam myśli tego typu że "Wolałbym być kaleką, wolałbym być paskudny z wyglądu, być chory, ślepy niż być tym kim jestem". Sam nie wiem jak udało mi się z tego wyjść? W wieku 13-16 lat. Pamiętam też jak pojechałem na kolonie, płakałem pod kołdrą, czułem się inny, gorszy, błagałem Boga żeby mi wybaczył bo przecież nic złego nie robię, chcę być dobrym człowiekiem, to wszystko. No ale nic, jakoś z tego wyszedłem. Parę lat spokoju, jakoś chyba 7 lat. I znowu to samo, znowu się zaczęło. Byłem z dziewczyną, którą bardzo kochałem, strasznie, można powiedzieć że najbardziej na świecie, byłem wesoły, radosny, szczęśliwy, roześmiany, byłem taki jaki zawsze chciałem być (zajebistym człowiekiem :)) i nagle się załamałem, płakałem, bo znów czułem się gorszy, pisałem jej że "może powinnaś znaleźć sobie kogoś innego" itd...chociaż tego nie chciałem. To mnie najbardziej boli, bo jeśli jeszcze raz tak zrobię prawdopodobnie już mnie nie będzie. Mniej boli mnie ten fakt bo okazało się że dziewczyna z którą byłem i tak mnie nie kochała, też mi życia trochę zmarnowała. Nie rozumiem siebie. Jestem zajebistym człowiekiem, każdy mi to mówi, a widzę siebie po raz kolejny jako zło tego świata. Kur... o co w tym wszystkim chodzi. Ostatnio jest tragicznie, potrafię tylko spać, nie mam siły na nic, kompletnie na nic. Rzeczy które do tej pory mnie interesowały jakoś powoli tracą swoje znaczenie skoro przecież i tak moje życie jest bez sensu :( Znowu potrafię klnąć na Boga, sam nie wiem kim jestem, pogubiłem się znowu w tym wszystkim. Ludzie, ja nie mogę umrzeć. Jestem za mądry, za dobry. Boże tyle zainteresowań: perkusja, książki, film, gry karciane i masa innych a nie widzę sensu życia, to straszne....:( ma ktoś tak???pomóżcie!!!Wmawiam sobie schizofrenię a tak na prawdę sam nie wiem czy ją mam. Niektóre moje myśli są tak wyraźne że masakra, nie potrafię usnąć, bo oczywiście myślę, cały czas kur...myślę. Doprowadza mnie to do szału. Pamiętam też w liceum kiedy nie mogłem zapanować nad swoimi myślami, to było np coś w stylu: Jak napiszę tą literę to moja matka umrze..więc pisałem z przerwami, aż babka raz mi się zapytała czy ja jestem nienormalny. Ciężko mi było się otrząsnąć z tego wszystkiego. Długo bym tu jeszcze pisał ale tak ogólnie to jak na razie wszystko co chciałem napisać. Pozdrawiam wszystkich zeschizowanych tak jak ja, choć nie wiem czy tacy istnieją :( ja chcę żeby moje życie wreszcie nabrało jakiegokolwiek sensu, cieszyć się życiem jak dawniej, mam nadzieję że kiedyś tak będzie, "twardym trzeba być a nie miętkim" :)



Witaj

Jezeli to konflikt faktycznie na tle religijnym to jedynym i skutecznym lekarstwem dla Ciebie bedzie poznanie prawdy o Bogu czyli studiowanie Bibli , po pierwsze , wyzej napsiales "nie bede w niebie " z Bibli dowiesz sie ze zycie wieczne ktoro obiecal Bog ludziom prawym znajdzie miejsce w raju na ziemi , do nieba pujdzie tylko 144 000 ludzi wybranyh przez samego Boga ktorzy sa juz dawno zapisani , na czele wraz z Jezusem obejma Krolestwo czyli wladze na zimi .

Biblia bardzo poetycko to opisuje , wiadomo ze tej wladzy sprawowanej przez Jezusa i 144 swietych nikt z zywych ludzi widziec , zobazcyc nie bedzie mogl , Jezus i 144 000 wybranych sa postaciami duchowymi i ciezko nam to w sumie sobie wyobrazic ale tak po prostu jest .

Studiujac dalej Biblie dowiesz sie rowniez o tym , jakie zamierzenie ma Bog w stosunku do ludzi , co dzieje sie z czlowiekiem po jego smierci , dowiesz sie duzo wiecej .

Twoje slowa mnie przerazily w jednym miejscu

" Panicznie bałem się grzechu przeciw duchowi świętemu chociaż nie wiedziałem co to tak na prawdę jest,"

Mysle ze Twoj problem jest bardzo powazny , poniewaz i niewaidomo z kad a wlasciwie wiadomo bo Bog to wszystko w nas swietnie "zaprogramowal"

Twoja podswaidomosc wie , ze jesli zgrzeszysz przeciw duchowi swietemu to umrzesz .(i to jest prawda )

Co znaczy zgrzeszyc przeciw Duchowi Swietemu ?

Tutaj mysle ze Szatan probuje odciagnac Cie cale zycie od Boga , nie wiem czemu akurat Ciebie sobie upodobal , (ale napewno nie tylko Ciebie) odciaga Cie od dziecinstwa od poznania prawdy a z drugiej strony te slowa ...

" Panicznie bałem się grzechu przeciw duchowi świętemu chociaż nie wiedziałem co to tak na prawdę jest "

Mysle ze powinienes wlasnie poznac prawde i sie jej trzymac , najwieksza tarcza obronna w takich sytuacjach kiedy Szatan ma juz na Ciebie taki wplyw , jest poznanie i modlenie sie do Boga .

Byc moze Szatan wie dokladnie ze ja poznasz (bo poznasz ) byc moze po tym mmoim poscie Cie ona zainteresuje , dlatego probuje Cie juz od dziecinstwa odciagac , z drugiej strony nie wiem jaka sila mowi Ci ze jesli zgrzeszysz przeciwko duchowi .... to jest przynajmniej jak dla mnie bardzo interesujace ale dodam i mozliwe ze Cie tym uspokoje , ze nawet jakbys zgrzeszyl porzeciwko Duchowi Swietemu to i tak tylko sam Bog ma ostatnie , decydujace slowo czy umrzesz czy tez nie (jesli jestes chory) to on wie o tym lepiej i wtedy to on osadza i decyduje , tzakze mysle ze nie powinienes sie tym zamartwiac wogoel , a raczej szukac Boga ( to ze go wyklinales nic nie szkodzi poniewaz nie poznales jeszcez prawdy o nim , wiedz o tym ze Bog potrafi nawet wybaczyc zabojstwo jesli ktos wczesniej nie znal prawdy o Bogu ...zainteresuj sie Biblia a poznasz wszystko na ten temat , znajdziesz w niej odpowiedzi na swoje nekajace Cie pytania i byc moze ze wtedy przestanie Cie to nekac .

Czy jestes opetany przez samego Szatana czy tez Demona ..? to jest mozliwe a jesli sie jezcez tym kiedykolwiek zajmowales to jest to abrdzo prawdopodobne .

Pierwsza moja rada ktorej moge Ci udzielic , pozbadz sie wszystkich satanistycznych rzeczy jakie masz w domu ! ale to koniecznie spal to wszytko , ale to wszystko plakaty jakies , muzyke doslownie wszystko to spal !

Sporo w zyciu widzialem i slyszalem na te tematy , interesuje sie roznymi Religiami od dluzszego czasu .

A jeszez takie pytanie , czy kiedykolwiek brales grzybki halucynogenne ?
One wywoluja wlasnie halucynacje i przewaznei na tle religijnym , bydz mozliwe ze problem lezy tez tutaj ,..ale znowu w dziecinstwie to cyhba ich nie mogles brac ;)

pozdr...

Ps; Dowiesz sie tez z tamtad czym jest sens zycia .

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:55 am ]
MarionetaDeTrapo napisał(a):A ja myslę, że najpierw musisz udać się do księdza i opowiedzieć mu swoją historię. Okaże się, że wcale nie jesteś aż tak grzesznym człowiekiem za jakiego się uważasz.

Kiedyś cierpiałem na podobne dylematy religijne i moralne. Zaczęło to się po Pierwszej Komunii. Otóż zacząłem analizować swoje wszystkie czyny pod kątem popełnianych grzechów. Cały czas miałem dylematy czy to co robiłem, bylo sprzeczne z wiarą czy można było to zignorować jako grzech. W końcu doszedłem to takiego stanu, że czułem się jak największy grzesznik świata, miałem wprost giogantyczne poczucie winy, czułem się brudny na duszy, żadna spowiedź nie dawała mi ulgi.

Chodziłem do kościoła bardzo często (przez pewien okres codziennie), modliłem się dużo i cały czas miałem przekonanie, że napewno nie trafię do Nieba, bo przecież jestem grzeszny. Rozważałem wstąpienie do zakonu, bo przecież tylko tak zasłużę sobie na Niebo.

Miałem wtedy nie wiecej niż 11 lat.

Później uznałem, że jestem tak zmęczony tym wszystkim, że w końcu zacząłem się stopniowo odcinać od tego. Przetłumaczyłęm sobie, że przecież nic złego nie robię, nikogo nie krzywdzę. Wierzę w istnienie Boga, zatem nie mogę być potępiony, a tak żyć dalej nie można z gigantycznym poczuciem winy. W końcu zniknęła ta obsesja z grzeszeniem, bo uznałem, ze w końcu człowiek jest stworzony na Boże podobieństwo, więc to co robię nie może być aż tak złe, tak godne potępienia.

Chodziłem do spowiedzi, ale przeżywałem ją tak samo jak wielu innych standardowych i powszechnych "wierzących", bez głębokich analiz, bez lęku przed utratą szans na Życie Wieczne, bo być może coś zataiłem.

Jakiś czas temu uznałem, że trzeba się wybrać do prawdziwej spowiedzi. Zastanawiałem się czy pewna sfera mojego życia nie obraża Boga. Byłem pewien, ze żadnego rozgrzeszenia nie dostanę. Rozmowa z księdzem bardzo wiele mi dała, a jak się okazało, wcale nie byłem takim złym człowiekiem jak mi sie zdawało. Poczułem się naprawdę dobrze.

Nie chodzę do kościoła, nie odmawiam modlitw mamrocząc utarte regułki bez zastanowienia. Wierzę w Boga, ale żyję po swojemu i nie potrzebuję się Go bać, poprostu myślę o Nim.

Ta odpowiedź nie jest w pełni tym o co pytasz w poście, ale opowiadaniem jak ja sobie poradziłem ze swoim życiem w sferze wiary.



Hi

Akurat Kosciol nie ma nic wspolnego z prawdziwym Bogiem , Ksiadz Ci niestety nic nie pomoze , Religia Kosciola stoi pod plaszczykiem szatana , jest religia falszywa , nazwe ja polityka pieniadza .

pozdr..
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
61
Dołączył(a)
12 cze 2007, 20:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez wiatr 16 cze 2007, 12:23
nerwosol24

Lekom-NIE napisał(a):mam nadzieję że kiedyś tak będzie, "twardym trzeba być a nie miętkim" :)

ja chcę żeby moje życie wreszcie nabrało jakiegokolwiek sensu, cieszyć się życiem[/quote] i najprawdopodobniej tak będzie i mam dziwne uczucie że calkowicie jesteś o tym przekonany. I to dobrze.
Czytając Twój post wiem że i Ty jesteś przekonany że tak będzie., Dlaczego tak myślę :idea:
..........prosisz o pomoc, a tak naprawdę jej nie potrzebujesz ponieważ robisz wrażenie, że doskonale znasz odpowiedzi na pytania jakie Cie nurtują. To tak ,jakbyś z jednej skrajności popadał w drugą skrajność , a tak naprawdę Twoja siła wew. ustawia Cie do,, pionu " i tu następuje odprężenia, wew. spokój.
Ps. Czy rozmawiałeś już z kimś :shock: na ten temat ?..................Pozdrawiam
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

re

Avatar użytkownika
przez AronFtv 16 cze 2007, 12:58
Jakiś czas temu chciałem sie zagłębić w sens ducha i tematu religii
W tym temacie wolę sie nie wypowiadać bo jest to dla mnie nie wytłumaczalne. Mi religia pomaga, otrzymałem wiele łask od Matki Boskiej ale radził bym sie nie zagłębiać w ten tema. Czemu dla ludzi ten problem jest
nie do wytłumaczenie. Religia i Wiara dają siłę. W tych czasach bez religii i wiary człowiek by zwariował. Znalezienie w Bogu przyjaciele nie jest stanem złym.

Jeśli mamy jakieś problemy spróbujmy sobie wyobrazić że jesteśmy na pustyni i bóg chce abyśmy z tego wyszli ale on zawsze jest przy nas aby nam
pomóc.
Myśli natrętne na temat Boga hmm twój kierunek myślenia w czasie problemu i kłopotów skoncentrował sie ba Religi i tyle
Nie można powiedzieć że jeśli zrobimy coś żle Bóg od nas sie odwróci, Bóg nasz ojciec jest miłosierny.
Ja wiem jedno zagłębianie sie w ten temat doprowadza do wariacji nie jest to na ludzki umysł.
Podpis usunięty przez administratora.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
204
Dołączył(a)
17 maja 2007, 21:14
Lokalizacja
Planeta Zwana Ziemią :)

Avatar użytkownika
przez Lekom-NIE 16 cze 2007, 13:05
wiatr chyba sie pomyliles , to nie ja pisalem tylko nerwosol 24 pisal :-)


"mam nadzieję że kiedyś tak będzie, "twardym trzeba być a nie miętkim" :) "

Ps; Ale cos w tym jest , z agorafobia nie nalezy sie piescic czy tez innymi tego typu ....

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:09 pm ]
ArontFtv "Religia i Wiara dają siłę" i tutaj sie nie zgodze zupelnie zrszta Ty sam za chwile przyznasz mi racje , religi jest wiele i wiadomo ze nie wszystkie religie podobaja sie prawdziwemu Bogu ! Wiara daje sile ale jesli jest to wiara w prawdziwego Boga i to on daje sile za to ze wierzymy i mu ufamy .

pozdr...
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
61
Dołączył(a)
12 cze 2007, 20:44

przez wiatr 16 cze 2007, 13:11
AronFtv napisał(a):Religia i Wiara dają siłę.


AronFtv napisał(a):Znalezienie w Bogu przyjaciele nie jest stanem złym.
zapewno wielu jak i ja sama jestem przekonana,że tak jest. Mało tego , On nigdy mnie zostawił samej sobie. Co nie oznacza że należałoby się dogłębnie wdrażać czy zagłębiać. Nie sądzę. Lecz myślę tylko , jeśli postępuję zgodnie z samą sobą nie raniąc ludzi po drodze jakich napotykam w swoim życiu to już jest coś. Mam wówczas wew.poczucie spokoju. I chyba, co do mnie, pozostanę pamiętając o zasadach- nie ranić drugiego człowieka słowami, sama nie pragnę być raniona................
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

Avatar użytkownika
przez AronFtv 16 cze 2007, 13:19
. Pozdrawiam wszystkich zeschizowanych tak jak ja, choć nie wiem czy tacy istnieją Sad


A widziałeś kogoś normalnego na tym świecie. Żyjemy w ciężkich czasach ale
to nasze życie i wykorzystaj je jak najlepiej potrafisz.
Załamania miłosne są bardzo przykre w młodym wieku i mogą oddziaływać na człowieka wiele lat jest to związane nie obraź sie ale z niedojrzałości emocjonalnej

Pisałeś dziewczynie że niech znajdzie sobie kogoś innego ... wtedy traciłeś już poczucie własnej wartości a jesteś młody skoro miałeś dziewczynę musisz być przystojny :P (posłodziłem troszkę ) więc zastanów sie jeśli twój związek sie rozpadł to czy twoja choroba była tego warta
Zastanów sie nad własnym poczuciem wartości samego siebie
Jesteś silny skoro nam napisałeś to wszystko na forum. Wyjedz gdzieś na wakacje odpocznij zrelaksuj sie zapanuj nad własnym duchem i ciałem a potem pomyśl o Duchu Świętym. Myślisz że Bóg i Duch Święty jest dumny z tego co Ci sie stało nie. Bóg Dał Ci Życie Kochaj Je i szanuj siebie bo jestem stworzony na podobieństwo Boga . I potraktuj Boga jako przyjaciela.
A co do diabła. Pan Jezus był kuszony przez djabła i dał rade pomyśl może
twoje dolegliwości są wystawieniem Cię na próbę ? Ja tak samo to przemyślałem. Jestem przekonany że Kochasz Boga i wygrasz z tym złem !

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:24 pm ]
Lekom-NIE religii jest wiele ale Bóg jest jeden. Czy Bóg chciał aby tak było ? Skoro inne narody chcą wysławiać Boga w swój sposób mają do tego prawo ale nikt nie może im tego wypominać. To tak jak z rasami ludzkimi czarni biali kolorowi. Wszyscy jesteśmy tacy sami rożni nas tylko kolor skóry ale wszystko mamy tak samo poukładane jak inne narody( STOP RASISTOM)
Tak samo jest z religią Bóg jest jeden ! Ale wszyscy mamy prawo myśleć inaczej
Podpis usunięty przez administratora.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
204
Dołączył(a)
17 maja 2007, 21:14
Lokalizacja
Planeta Zwana Ziemią :)

Avatar użytkownika
przez malva 23 cze 2007, 23:43
Nie bardzo moja wypowiedź tutaj podpasuje, ale w pewnym stopniu dotyczy także Boga.
Pochodzę z bardzo wierzącej rodziny, moi rodzice uważali, że ich obowiązkiem jest wychować mnie w wierze i tradycji katolickiej i przekazać mi wiarę i ufność do Boga. Niestety, ja poszłam swoją drogą. Teraz do kościoła chodzę tylko po to, by się mnie nie czepiali, w sumie dobrze mi się tam myśli :P, wyłączam się z rytuału mszy, stoję jak słup soli. Staram się odrzucać Boga, także dlatego, że "przeszkadza" mi. Może moje obsesje mniej, choc pojawiają sie takie: Bóg mnie ukarze; to moje kompulsje w dużej mierze powiązne są z paramodlitwą, żeganiniem się, klękaniem, "rozmową" z Bogiem. Nie chcę tego, bo te wszystkie regułki-modlitwy (sorry) to dla mnie bełkot. O, już czuję, że źle że tak napisałam, że Bóg mnie ukarze. Próbuję pozbyć się tego, przekonując się, że Bóg nie istnieje, ale zaraz znów się boję, a co jak istnieje, i przepraszam, i klękam, i żegnam się...
Ma ktoś pomysł, co powinnam zrobić? Zastanawiam sie, może ja naprawdę wierzę w Boga jako siłę, tylko religię muszę znaleźć odpowiednią dla mnie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
19 cze 2007, 22:46

przez Gagarin 24 cze 2007, 19:21
U mnie to samo. Też chodzę(a raczej chodziłem, bo ostatnio jakoś mniej) właściwie po to, żeby mama sie mnie nie czepiała. Uważałem się za agnostyka, ale teraz to już nie wiem. Może jeszcze trochę jest we mnie agnostycyzmu. Też uważam, że klepanie z pamięci regułek jest bez sensu. Ludzie myślą, że jak pójdą do kościoła to od razu zostaną im wybaczone wszystkie grzechy(teraz też czuję, że grzeszę pisząc tak;)) Ja też się wyłączam z rytuału praktycznie i myślę o czym innym. Doskonale Cię rozumiem Malva;)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
22 kwi 2007, 17:56

To znowu ja

przez nerwosol24 26 cze 2007, 13:49
Witam...nie wiem co mam powiedzieć, na prawdę. Jestem tak strasznie zagubiony, że tracę kontakt z rzeczywistością i to bardzo mocno. Najgorsze jest to, że ja byłem zupełnie innym człowiekiem, wesołym, pełnym pogody ducha, a teraz patrzę na tamte czasy, jakby to było jakąś nieprawdą, jakby to w ogólne nie istniało, jakbym nie był sobą tylko kimś innym, kimś kim nie chcę być a nie mam siły „narodzić” się na nowo. Czuję się tak jakbym całą moją psychikę musiał budować od początku. A przecież było tak dobrze, byłem sobą, czułem, kochałem, nie miałem tych myśli, tych natręctw, tego całego burdelu w mojej głowie, a mam straszny i nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Każdego dnia powtarzam: „Boże dlaczego ty mnie tak nienawidzisz?” Już wiem, że zrobiłem sobie straszną krzywdę w dzieciństwie i nie wiem czy kiedykolwiek z tego wyjdę, mam taki niesamowity bałagan że już dłużej tego nie wytrzymam, poważnie. No nie ten sam człowiek. Kupa wątpliwości, masa pytań pozostawionych bez odpowiedzi. Czuję się tak jakbym się zamykał hermetycznie w jakiejś skorupie moich myśli, jakbym był niewolnikiem własnych myśli, od świata odgradzają mnie jakieś ściany, które są nie do przełamania…koszmar, piekło za życia. Nie wiem kim jestem, nie wiem po co tu jestem i nie widzę sensu swojego życia, to jest tak straszne, że sama myśl mnie przeraża..TAK PRZECIEŻ NIGDY NIE BYŁO!!! Potrzebuję pomocy ale sam nie wiem gdzie jej szukać. Tamtej nocy gdy ogarnął mnie jakiś lęk. Co to było???Czego może się bać zdrowy psychicznie człowiek? Czy osoba pełna radości życia może zmienić całe swoje rozumowanie w ciągu paru dni??? Czuję się tak jakby moje życie nie zależało ode mnie, nie chcę żyć bo już nie mam siły. Jedyne siły jakie mam to siły do spania, mógłbym spać i tylko to, bo tylko to daje mi w pewnym stopniu ukojenie. Nagle wszystkie twoje zainteresowania tracą jakikolwiek sens, a przecież miałeś ich tak wiele: perkusja, książki, myzyka, gry, przyjaciele…zastanawiam się nad rzeczami, nad którymi w żadnym stopniu nie powinienem się zastanawiać, bo to o czym myślę przechodzi ludzkie pojęcie. Kto jest dobry? Bóg czy szatan? Tylko te dwie rzeczy w mojej głowie, całymi dniami, tracę siły, umieram, psychicznie jestem wyczerpany, czytam książki tylko po to żeby nie myśleć o tych sprawach, ale przejrzę parę stron i wolę iść spać. Gram na garach a w głowie tylko Bóg i te cholerne natręctwa. Przełykam ślinę, mówię „Panie Jezu”, oddycham: myślę „Moje życie nie ma sensu”. Ja tak nie chcę, to jest nie do wytrzymania. Nie uśmiechałem się szczerze od dawna, stoicki spokój, brak jakichkolwiek emocji na mojej twarzy. Wcale się nie dziwię, że ludzie mogą się czasami dziwnie na mnie patrzeć. Wstaję rano a pierwsza myśl jaka mi przychodzi do głowy to taka, że moje życie nie ma sensu, że trzeba będzie skończyć ze sobą. Wyobrażam sobie jak się wieszam (nie jestem w stanie tego zrobić), ale moje cierpienie przerasta mnie. Kim jestem?Szatanem, człowiekiem…koszmar!!!!!A przecież było tak pięknie?Studia, przyjaciele, uśmiech na twarzy, radość, sens życia. Przecież minęło tyle lat od tych wydarzeń, zdążyłem o nich zapomnieć już z 1000 razy, nie zastanawiałem się nad tym co to było, co się ze mną działo, bo to już minęło, nie dotyczyło mnie, czarny rozdział w moim życiu. Nie chciałem być taki bo to doprowadziłoby mnie do destrukcji…i jak czas pokazał, doprowadziło. Nie potrafię sobie ułożyć życia, jestem bezbronny, rozłożony na łopatki. Czuję się tak jakbym walczył z czymś z czym nie da się walczyć. Gdyby ktoś powiedział mi, że ja to będę jeszcze raz przeżywał w swoim życiu to wolałbym chyba się nie urodzić…ja nie chcę istnieć, ja chcę czerpać radość z życia pełnymi garściami, tak jak dawniej, ale męczę się sam ze sobą, więc nie chcę rujnować komuś życia. Chcę być z kimś, bardzo, ale nie wierzę że ktoś mógłby chcieć być ze mną, bo jestem, ciężko to powiedzieć…nienormalny. Chcę cieszyć się ze swoich zainteresowań jak dawniej…teraz tylko pustka i kamienna twarz, bez żadnych reakcji, nie obchodzi mnie nic, tylko Bóg i szatan. Wiem, że to destrukcyjne myślenie, bo powoli umieram, może już umarłem, bo przecież nie kocham, rodzina staje mi się obca, matka, siostra, ojciec, ciężko się do tego przyznać. Powtarzam sobie: „Żałuję że się urodziłem”, ale gdy taka myśl przychodzi mi do głowy, gdzieś rodzi się następna: „Że przecież ranię moją matkę, która rodziła mnie w bólu”. Chciałbym osiągnąć spokój ducha, powiedzieć sobie za jakiś czas, że towszystko co mi się działo to tylko załamanie psychiczne, że wygrałem…ale z dnia na dzień coraz bardziej w to wątpię, hermetycznie się zamykam…może to tylko depresja, a może to już coś bardziej poważnego – np. schizofrenia. W sumie, będąc małym chłopcem myślałem, że jestem antychrystem, płakałem po nocach, tak strasznie, czułem ból, „mamo dlaczego ja się urodziłem”…tyle lat temu, tyle lat spokoju i co???....kilkanaście dni i nawrót…do tego te bóle głowy, jakby jakieś kłucia szpilką w głowę, fale gorąca, zaniki pamięci, nie potrafię się skupić na niczym, mam jakieś nerwowe tiki, tego się nie da opisać, to jest nie do zniesienia, ile jeszcze to potrwa, czy jestem w stanie popełnić samobójstwo???myślę że nie. Naturalnym odruchem mojej głowy jest myśl, że „przecież masz jedno życie”, ale co z tego skoro cierpię, umieram, nie mam już siły walczyć z samym sobą, ze swoimi słabościami. Tak, mam jedno życie ale co z tego skoro ja nie mogę kochać, nie potrafię, a do tego nie potrafię kochać swojego dziecka, dlaczego???Masakrycznie boję się o swoje życie, nie o sferę fizyczną, lecz o tą duchową, bo ona umarła, w momencie w którym sobie to wszystko przypomniałem sprzed lat i prawdopodobnie znalazłem odpowiedź. Następna myśl: „Przecież człowiek powinien być wolnym od narodzenia aż do śmierci”, więc czy Bóg jest dobry skoro pozwala na takie rzeczy???Całymi dniami walka ,ciekawe kto wygra??? Ja, ten dobry, kochany człowiek, mądry, inteligentny, z masą zainteresowań, nietuzinkowy, dusza towarzystwa??? A może ten drugi, zeschizowany, znerwicowany, sfrustrowany dziwoląg, dla którego nie ma miejsca na tym świecie bo ten świat jest popier….Wczoraj do moich drzwi zapukała sąsiadka (ma raka, leczy się chemioterapią chyba), waży chyba ze 30 kilo…pomyślałem „Boże, mam wszystko czym mógłbym się cieszyć, zdrowie (fizyczne), mam co jeść, przecież świat jest piękny, wszystko zależy ode mnie (czy aby na pewno), jeszcze rzucę palenie, zaczną się trasy rowerowe, grille ze swoimi ziomkami, może się jeszcze zakocham….ale przecież ja nie mogę, bo narodzi się szatan…boże kim ja jestem??? Widziałem dziewczynę, śliczną o ładnych oczach, dawniej podszedłbym do niej i zapytał czy nie mogę zaprosić ją na piwo. A teraz? Mogę się tylko popatrzeć jak mi życie ucieka przez palce, jak sobie marnuję to wszystko co dostałem….dlaczego ja nie potrafię kochać swojego przyszłego dziecka???odpowiedzcie mi na to pytanie???Przecież, pamiętam jak rozmawiałem z matką, że jak będę miał syna to będę mu czytał książki do snu te same co ja czytałem. Powiem mu w szóstej klasie podstawówki, „słuchaj synku, jest taka książka „Władca Pierścieni”, jesteś w takim wieku, że myślę że ci się spodoba. Wiesz jak tata ją przeżywał czytając po nocach nie mogąc się oderwać???” Chciałbym patrzeć jak się rozwija, chciałbym patrzeć jak się zakochuje, ale jeżeli ma przeżywać to samo co ja to nie wiem czy to ma jakikolwiek sens, bo chciałbym żeby był przede wszystkim zdrowy, tylko to jest najważniejsze, nic poza tym…a myślenie o pierdołach typu szatan doprowadza do destrukcji…chciałbym się od tego odciąć raz na zawsze, ale skoro to nastąpiło po tylu latach spokoju to już w nic nie wierzę, człowiek powinien cieszyć się życiem, powinien twardo stąpać po ziemi….umarłem, Bóg chyba mnie znienawidził już w momencie kiedy się urodziłem…to tylko moja kolejna myśl….

PS. Jesteście chyba jedynymi osobami, z którymi dzielę się tym wszystkim
PS2. Nie „chyba”. Na pewno nimi jesteście, bo nie jestem w stanie tego powiedzieć mojej matce, żeby nie cierpiała, i tak ma za dużo problemów na swojej głowie. Pozdrawiam..
PS3. Mógłbym tu jeszcze wiele pisać i pewnie nie raz napiszę a za kilka lat podejrzewam, że będę się z tego śmiał (oby)…
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
05 paź 2006, 12:17

Avatar użytkownika
przez inez3 26 cze 2007, 15:18
nerwosol24 az sie zdenerwowalam tym co piszesz. nawet nei wiesz jakbym chciala w tej chwili cie tylko przytulic, nic wiecej. przejmujace jest to wszystko o czym piszesz... wydaje mi sie jednak, ze musisz porozmawiac o tym z kims tobie bliskim. nie wiem czy chodzisz do psychologa, jesli nie to idz, opowiedz co sie dzieje, zapewne dojdziesz do tego co po tylu latach spowodowalo podobny stan co kiedys.
nie poddawaj sie, nie wolno, wiem, ze czasem brakuje sil... ja widze switalko w tunelu, widze, ze chcesz cos zmienic, ale z drugiej strony dopada cie bezsens twojego istnienia. NIE DAJ SIE!!! tak jak napisales, bedziesz sie kiedys z tego smial... pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez nerwosol24 27 cze 2007, 08:02
dzięki wielkie koleżanko za słowa otuchy
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
05 paź 2006, 12:17

przez apsik84 27 cze 2007, 20:38
nerwosol! ja tez okropnie bałam sie szatana itp... ten strach i tak dalej to cos obłędnego i to wrażenie że jest sie kimś tak obłędnie złym... ja potrafilam sobie wkrecic ze urodze dziecko, ktore bedzie antychrystem... niepojęty jest ból jaki sie wtedy czuje, strach który przepełnia całe ciało, to desperackie wołanie do Boga o pomoc, ale z takim lękiem i wstydem... to wszystko tak bardzo nieracjonalne jednak powoduje takie ataki paniki, że człowiek nie wie czego a boi się tak, jakby miał za chwile umrzec. Jedyne co Ci powiem, że już od pół roku nie boję się nocy, nie boję sie ciemności i siebie przede wszystkim :) chodziłam na psychoterapie, biorę leki i jest dobrze już od dłuższego czasu.
Idz, prosze Cie, do lekarza, zrób to dla siebie i dla swoich przyszlych dzieci, które tak na prawde już kochasz. Ja to widze po tym co napisałeś. Twoje przejęcie i uczuciowość aż biją z Twojego posta... Jesli Ty tego nie widzisz to ja Ci to gwarantuje:)
Może pójdz do spowiedzi, ale takiej głębokiej, może nawet lepiej na rozmowę duchową do jakiegoś zaufanego księdza. Nic nie tracisz, a może Cię to uspokoi.

Życzę cierpliwosci i sił.
Na pewno będzie dobrze :)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do