Mania na temat Boga

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

ja już nie daję rady!!! :(

przez nerwosol24 11 mar 2007, 19:53
ja już nie daję rady, codziennie mam myśli samobójcze, coraz bardziej trace sens życia, nie wiem po co tu jestem, skoro bóg mnie i tak nie kocha, nie wiem po co ktoś taki jak ja na tym świecie, a najgorsze w tym wszystkim jest to że wmawiam sobie jakieś pierdoły i nie mam siły się przed nimi bronić. Wmawiam sobie że jestem synem szatana i że nie mogę kochać i z dnia na dzień coraz bardziej usycham, do tego takie niesamowicie dołujące uczucie, że jestem samotny i że już nigdy nikogo nie będę miał, ludzie co ja mam robić???już nie daję rady, na litość boską. cały czas jakieś bluźnierstwa w mojej głowie przed którymi nie mam już siły uciekać :( totalna masakra. rój bzdur w głowie, że moje dziecko będzie jakieś złe, że nie mam już w sobie miłości. nie wiem czy wolałbym umrzeć czy żyć bo po co tu żyć skoro życie (moje) nie ma sensu żadnego. a i jeszcze jedno. najgorsze są te reakcje ciała na mój stan psychiczny. mianowicie: jakieś nerwowe tiki, skórcze twarzy, chodzą mi jakieś "mrówki" po głowie, jestem spięty, znerwicowany, dostaję migreny, głowa mnie boli masakrycznie, piję coraz więcej, nie wiem jak to się skończy???nie chce mi sie żyć!!!pozdrawiam
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
05 paź 2006, 12:17

przez apsik84 11 mar 2007, 20:36
zwroc się o poradę do specjalisty... naprawde!! wg mnie musisz iść na psychoterapię... i brać jakieś leki.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Avatar użytkownika
przez MarionetaDeTrapo 12 mar 2007, 00:50
Nervosolu,

powinieneś rozpocząć od rozmowy z księdzem. Kiedy ja miałem podobne stany, poprostu lub aż przestałem o tym wszystkim mysleć tzn. odsunąłem sprawy religii, wiary na drugi plan. Inaczej bym zwariował i wiedziałem, że w tej sytuacji Bóg mi wybaczy. Po latach szedłem na operację, miałem zle przeczucia, strasznie się bałem - poszedłem do spowiedzi.

Na wstępie zaznaczyłem, że bezwzględu na cokolwiek powiem, ksiądz niech da mi rozgrzeszenie. I tak się stało - jak się okazało, te wszystkie moje grzechy nie były aż tak godne potępienia, czułem się o wiele lepiej.

Pozwól aby ksiądz ocenił czy zasługujesz na potępienie. Choroba to choroba, nie robisz tego przecież swiadomie, specjalnie. To przecież nerwica natrętw, a nie przemyślany wybór. Nie możesz byc potępiony za coś, na co nie masz wpływu.
Posty
24
Dołączył(a)
11 lut 2007, 10:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Z dnia na dzień coraz gorzej!!!

przez nerwosol24 14 mar 2007, 13:23
Boże oszalałem, nie zazdroszczę nikomu takiego stanu!!!To jest udręka, mamy marzec.Sylwestra spędziłem w górach i na słowacji i ciągle to samo, ja już nie mogę tak dłużej wytrzymać. Nie potrafiłem się wyluzować, w ogóle. w głowie tylko jedno, bóg i szatan, można dostać pierdolca z tego wszystkiego. Umarłem psychicznie, nie czuję nie kocham, jestem pusty, czuję sie martwy, pozbawiony uczuć, jakbym był niepotrzebnym śmieciem pośród tych wszyskich ludzi.Czuję się zaszczuty, zniewolony, po raz drugi w życiu, po siedmiu latach wolności, to samo, ja już dłużej tego nie wytrzymam. Czuję się tak jakbym nie potrafił kochać, jakby moje życie nie zależało ode mnie, jakby to był jakiś film ze mną w roli głównej. Wierzycie w opętanie?Bo ja już nie wiem co mam ze sobą zrobić!Do egzorcysty czy jak? jestem wrak wewnętrzny, czuję się jakby mi dusza umarła. Fakt faktem, ponad rok temu czegoś się bałem w nocy, a stało się to po tym jak w pracy przeglądałem strony o opętaniu i grzechu przeciwko duchowi świętemu itd, dogłębnie analizując to co się działo ze mną w młodości, a dzieje się to ze mną po raz drugi. Tak się zastanawiam, jak to możliwe żeby człowiek po tylu latach świętego spokoju od tak sobie nagle się zmienił nie do poznania, czuję się tak jakby psychika obróciła mi się o 180 stopni, umarłem, nie wiem kim jestem...a najgorsze jest to że nie potrafię się podnieść, najchętniej spałbym całymi dniami bo moje życie nie ma najmniejszego sensu. POMOCY!!!
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
05 paź 2006, 12:17

Avatar użytkownika
przez Róża 14 mar 2007, 14:32
Nervosolu,my to wszystko bardzo dobrze poznaliśmy na własnej skórze.Współczuję ci bardzo,bo ten stan jest naprawdę niefajny,ale jednego nie rozumiem:wołasz POMOCY,ale nie pozwalasz sobie pomóc.Wszyscy moi przedmówcy dobrze ci radzą,podają ci pomocną dłoń,którą ty jednak zwyczajnie ignorujesz.Posłuchaj i idź do specjalisty jak najprędzej.Poza tym przestań pić,bo to tylko potęguje twoje "paranoje".A jeśli czujesz taką potrzebę-zwróć się również do księdza.Nikt z nas nie jest w stanie ci pomóc inaczej,tylko dobrymi radami.Nie odrzucaj ich więc i zacznij realizować,a wrócisz do normy szybciej niż się spodziewasz.Pozdrowienia.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez Neurotic Guy 14 mar 2007, 14:34
Tez miałem przez jakis okres ( pare dobrych lat temu ) natrętne mysli i wyobrazenia związane z Bogiem i Szatanem.Przez jakis czas chodziłem na psychoterapie ale okazała sie tak idiotycza że sam zrezygnowałem.Nasze problemy nie tkwią w żadnym dziecinstwie tylko w naszej ucieczce od odpowiedzialnosci.Sam doszedłem do tego czemu te natrectwa mnie atakują.
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 17:42

Avatar użytkownika
przez MarionetaDeTrapo 15 mar 2007, 20:32
Nie podamy Ci prostego sposobu jak sie tego pozbyc, nie powiemy, abys skrzyzowal nogi, wystawil lewa reke, odwrocil sie o 45' od slonca w zenicie... i przejdzie.

Idz chociaz do lekarza rodzinnego, napewno przepisze jakis antydepresant i po dwoch miesiacach bedzie lepiej. Uspokoisz sie i swiadomie bedziesz mogl przemyslec sprawe.

Rozpoznajesz problem (piszesz ze go masz, umieszczas temat w dobrym dziale, wiesz, ze to nerwica natrectw), zrob cos z tym!
Posty
24
Dołączył(a)
11 lut 2007, 10:12

bluzniercze mysli

przez Maggie19 14 kwi 2007, 18:35
witam,

ja tez mam podobne problemy. w niedziele wielkanocna cos mnie natchnelo, zeby otworzyc encyklopedie zdrowia i zobaczyc na nerwice serca a potem na nerwice natrectw bo wczesniej o niej cos slyszlam. potem przegladalam internet i znalazlam o forum i bylam w szkou...okazalo sie, ze to co uwazalam za potworne kuszenia i w ogole to nerwica natrectw. mam mysli bluzniercze, teraz juz moze troche zelzaly alecaly czas wydaje mi sie, ze komus sie stanie krzywda albo, ze ja komus zle zycze do tego stopnia, ze jak np. zrobie krok prawa a nie lewa noga, albo powiem jakies slowo czy np. ubiore jakis ulubiony ciuch to ktos straci zyce albo pojde do piekla. juz nie mam sily....naprawde:(
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
14 kwi 2007, 18:21

przez medina 17 kwi 2007, 11:25
czesc maggie19!
jestes tu nowa wiec nalezy Ci sie wsparcie... ja do tej pory przegladalam to forum ale sie nie udzielalam, ale teraz chyba nadeszla pora...

A co do Twojego problemu, to nie rozumiem, dlaczego nie potrafisz sobie tego wszystkiego poukladac? Piszesz, ze ostatnio znalazlas, ze to co Ci sie wydawalo kuszeniem to po prostu nerwica, wiec juz masz odpowiedz na swoje watpliwosci. Te mysli bluzniercze, ktore pomalu Ci przechodza i to, ze WYDAJE Ci sie, ze komus zle zyczysz albo ze stanie sie cos zlego to przeciez sa objawy nerwicy natrectw. I wiara ma z tym niewiele wspolnego. Te wszystkie natrectwa dotycza po prostu spraw dla Ciebie najwazniejszych (wiary, osob Ci najblizszych) i mysle, ze tak naprawde problem tkwi gdzie indziej. Moze np. mialas ostatnio jakies problemy z rodzina, przyjaciolmi, chlopakiem? A moze jestes przed jakims waznym wydarzeniem (egzamin, wyjazd,...) i to jest taka reakcja obronna organizmu?

Ja nie jestem psychologiem, nie mam tez zadnego pokrewnego wyksztalcenia ale pisze z wlasnego doswiadczenia. Pare lat temu, przed matura mialam podobne przezycia. Wydawalo mi sie, ze za wszystko co robie "kare" poniesie moj chlopak (a wszystko co robilam wydawalo mi sie zle: sposob, w jaki ulozylam ksiazki na polce; pora, o ktorej podlalam kwiatki; weszlam lewa noga do pokoju itp.). Bylam pewna, ze jemu sie cos zlego przeze mnie stanie. Doprowadzalo mnie to do obledu:( Balam sie, ze nie zdam matury, ze zawale wszystko, ze jestem najgorsza...

Trwalo to do matury, jak wyszlam z ostatniego egzaminu to poczulam taka ogromna ulge. I wszystko zaczelo mijac... To bylo 6 lat temu i jak do tej pory nie wrocilo.

Zastanow sie, czy u Ciebie nie jest podobnie. Zycze powodzenia!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
17 kwi 2007, 10:57

przez sredniowieczna_panna 13 maja 2007, 13:48
apsik84 napisał(a): ale z tym wszystkim wiąże mi się jeszcze jeden problem: gdzie jest granica między natręctwami a prawdziwym sumieniem? ja chyba nigdy do tego nie doszłam... gdzie kończy się wmawianie sobie czegoś a gdzie zaczyna się... rzeczywistość?


no wlasnie, ja tez sie nad tym zastanawiam:( czytam ten temat (przeszlam tu z linku z tematu "kiedy cos zrobie, czuje sie brudna i grzeszna", po wypowiedzi
I jeśli teraz wszyscy tutaj obecni dochodzimy wspólnie do wniosku, że nerwica niesłusznie wmawia nam te mysli to znaczy, że to my mamy rację a nie ta cholerna choroba!!!!
Czasem gdy myślę racjonalnie, mówie sobie: luz przecież nic się nie stało, ale gdy mnie znowu coś nachodzi pojawia się taka myśl: A MOŻE JEDNAK NIE.... A MOŻE TO MOJA WINA .... A MOŻE ZROBIŁEM COŚ ZŁEGO....
, która jest jakoby opisem tego, co przezywam) i tak sie waham... tzn nie wiem, czy dziala u mnie sumienie, czy tez nerwica (o ile to nerwica, wiele symptomow na to wskazuje, ale wciaz jeszcze nie poszlam do specjalisty, nie liczac 1 wizyty u psychologa pol roku temu, kiedy pani psych stwierdzila, ze objawy sa powazne i ze mam isc do psychiatry po diagnoze,; nie zrobilam tego); mam wrazenie, ze nerwica udaje, ze jest sumieniem...

Kiedys mialam problem z bluznierczymi myslami, na szczescie dowiedzialam sie, ze to NN i to ignoruje... ale chyba NN znalazlo sobie inna metode, zeby mnie gnebic:( Mianowicie: jako osoba wierzaca, postanowilam sobie, ze seks dopiero po slubie. Moj chlopak w pelni to akceptuje, sam z reszta nie chce sie spieszyc, podziela moje poglady itp.

Problem zaczal sie pojawiac w momencie, kiedy dosc obsesyjnie zaczelam sie zastanawiac, czy jest jakas wczesniejsza granica tego, co nam wolno, a czego nam jeszcze nie wolno i czulam sie z tym bardzo zle. Szukalam w roznych zrodlach, ale wszedzie nie bylo odpowiedzi: w katechnizmie jest po prostu, ze przed slubem nie mozna uprawiac seksu, na stronie opoka.org.pl w sumie tez + ze zlem jest przezywanie plciowosci poprzez przedmiotowe traktowanie drugiej osoby (czyli np. jesli np. nie szanuje woli drugiej osoby i zaspokajam tylko swoje potrzeby, o drugiej osobie nie myslac, a to nas nie dotyczy, dotyczylo mnie to kiedys, w moim pierwszym zwiazku, chlopak probowal mnie wykorzystywac i czulam sie brudna, a to co innego-to rzeczywiscie bylo zle z mojej strony, bo nie mialam do siebie szacunku, tak, jak i on do mnie), pytalam sie kolezanki teolozki, ktora juz jest zamezna i jej odpowiedz, chociaz dosc pomocna, takze nie dala mi pelnej satysfakcji....

Generalnie chodzi o to, ze w momencie, kiedy czuje, ze jest nam dobrze razem, np. kiedy sie przytulamy, calujemy, to pojawia sie jaki cien, jakby wyrzut sumienia, ktory mnie gani za to, ze jest mi przjemnie z kims, kogo kocham i z kim w przyszlosci wezme slub O_o' :roll: :cry: . Co jest dziwne, bo przeciez ani nie krzywdzimy siebie nazwajem, ani nie przekraczamy granicy wzajemnie ustalonej..:( to glupie, zeby winic siebie za to, ze mi poziom hormonow skacze=/ i myslec, ze sie za to pojdzie do piekla:/ :cry: czuje sie przez to jak jakas rozpustna kobieta, ktora przeciez nie jestem:( :cry:

Probuje sobie to racjonalnie wytlumaczyc, ze przeciez czlowiek to nie robot z przyciskiem on/off i ze nie moze sie absolutnie wylaczyc ze swoimi reakcjami, odczuciami, a potem nagle sie wlaczyc i to na calego. Ze to nie na tym polega plciowosc przed slubem, a na tym, aby sie wzajemnie szanowac i aby wytrwac, ale ze jednoczesnie mozna ta bliskosc zawezac, niemniej nic na sile. Szczegolnie, jesli sie wie ze sie bedzie z ta osoba. Gdyby to byl zwiazek "na chwile", bez przyszlosci, to co innego, wtedy czulosci bylyby raczej instrumentalne, bylyby dzialaniem przedmiotowym. Wspomniana wyzej teolozka sie z tym zgadza. Mimo to wciz odczuwam ten cien:( obsesyjnie sie nad tym zastanawiam:( i jakoby obsesyjnie sie boje, ze bede potepiona:( nie potrafie przyjac tej logicznej argumentacji. Nie potrafie do konca przyjac argumentu, ze byc moze to kolejny z objawow nerwicowych, ktore mam, bo wtedy w glowie pojawia sie mysl, ze byc moze tylko sie usprawiedliwiam i ze to oszustwo, a wiec ze samo usparwiedliwianie sie tez jest grzechem i za to tez pojde do piekla... tworzy sie zatem bledne kolo i czuje sie przez to zgnebiona:(

wsyztsko dodatkowo nakreca sie w niedziele, z tego wzgledu, ze ide do kosciola... dzis sie zastanawialam, czy skoro mam takie "wyrzuty" to moge jeszcze isc do Komunii... przez cala msze myslalam, ze nie, ale jakos zaraz przed Komunia cos mnie tknelo, ze nie tyle co moge/nie moge, a tym bardziej powinnam pojsc (przez wzglad na to, ze mam cos, byc moze nerwice, z czym mi ciezko) i poszlam, a potem sie zastanawialam, czy to dobrze, czy nie i wciaz nie wiem:(

Moj chlopak mi powtarza, ze nikt tak na prawde nie wie, jak jest dobrze, a jak zle i ze to dopiero Bóg rozsadzi i wiem, ze ma racje, ale NIE POTRAFIE przelamac błędnego koła :( nie potrafie pozbyc sie obsesyjnego myslenia o tym:( i przez to nie moge byc do konca szczesliwa w (jakze cudownym!) zwiazku:( i czuje sie taka malutka, beznadziejna, nic nie warta, wbita w glebe, przytloczona tym wszytskim... zmeczona soba i swoimi problemami:( ogarnia mnie straszna apatia:( i czuje sie dodatkowo przygnebiona fakte, ze ciagle musze(w sensie odczuwam potrzebe) rozmawiac o tym z moim chlopakiem, ze go obarczam takimi trudnymi sprawami... on mowi, zebym sie nie przejmowala nim, ze niedlugo pojdziemy do psychiatry (w koncu sie zdecydowalam), ale ja i tak sie przejmuje:(


Mam wrazenie, ze ma to jakis zwiazek z tabu kulturowym (i koscielnym, to wchodzi w sklad kultury ogolnie) nalozonym na sfere seksualna (bo szczerze mowiac to uwazam, ze wyrzuty sumienia powinnam miec z innych powodow, jak np. stale klotnie z rodzina, ale to sa zachowania spolecznie przyjete za typowe w domach, wiec jakos tak to schodzi na dalszy plan)... i z tym, ze moj zwiazek jest dla mnie bardzo wazny, a objawy nerwicowe ogolnie dotycza rzeczy waznych dla danej osoby...

Czasem mysle, ze bylabym genialnym przykladem na sredniowiecznego pokutnika... milamabym 10000000 powodow, aby ubrac wlosienice, kleczec na grochu i chlostac sie po plecach... :(
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

Avatar użytkownika
przez nike2013 13 maja 2007, 17:56
U mnie jest tak, że co jakiś czas pojawiają sie podobne lub te same natręctwa. Przypomina to takie koło, które sie obraca. Np załóżmu, że mam trzy natręctwa. Przez okres ok 20 dni męczy mnie nn nr 1, po 20 dniach włącza się nn nr 2 ( a nn nr 1 znika i się wogóle nie tym nie przejmuje ), następnie zaczyna działać nn nr 3 ( gdzie nn nr 1 i 2 też znikają ), póżniej przychodzi nn nr 1 ( gdzie nn nr 2 i 3 przestają mnie obchodzić ). Jest też kwestia jak długo trwają poszczególne fazy. Kiedyś przez 3 miesiące myślałem, że zrobiłem coś złego lub zrobię swojemu psu ( teraz się z tego śmieje i wydaje mi się to idiotyczne, bo to akurat udało mi się to wyeliminować ).
No i teraz jak doszedłem do tego, że mam nn. Jeżeli w danym momencie mam jakąs głupią myśl to uswiadamiam sobie , że wczesniej miałem inna głupią myśl, która teraz wogóle mnie nie obchodzi. I to samo stanie się z tą myslą, która teraz mnie męczy. Trzeba też pamiętać, że taka mysl potrafi czasami siedzieć w głowie nie dzień, nie dwa a dłużej i nie można się poddawać.
I często nn wkręca nam rzeczy, których nigdy bysmy nie zrobili i dlatego nas tak przeraza.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:00 pm ]
Nie macie wrażenia, że to przypomina trochę proces sądowy, w którym jesteśmy oskarżonymi. I tak raz stajemy się oskarżycielem a innym razem obrońcą.
hehe tak sobie siedziałem i wymysliłem :D
Jedni powinni w nagrodę żyć po raz drugi, inni za karę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
03 lut 2007, 19:39
Lokalizacja
K-PAX

przez Pietrass 29 maja 2007, 14:20
Ale widzisz .. jak lezales i modliles sie po kątach to ci przeszło az na 7 lat !
Bo bóg ci pomógł .. a po stracie dziewczyny wszystko sie zmienilo i pewnie pomyslales ze znów to wina boga ze ci ją zabrano i obwiniałes go za to.. Natręctwa wruciły .. ale mysle ze jakbys go nie obwiniał nie przeklinał na niego to by było dobze.. postaraj sie nie obwiniac boga za takie zeczy..
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
01 kwi 2007, 22:04

przez Stokrota 30 maja 2007, 10:35
Czy ktoś ma ze wydaje mu się ze cały czas Bóg na niego patrzy? ja się tłumaczyłam nawet z otworzenia drzwi z tego że czytam ulubiona książkę...wyobraźcie sobie co jest w toalecie albo podczas masturbacji(mimo wyrzutów robię to czasami i nie zamierzam przerwać mimo cholernych wyrzutów)...horror jakiś nie radze sobie z tym. wiem że nie jestem idealna i Bóg mnie stworzył w ten sposób i z tymi wszystkimi potrzebami a ja nadal się tłumaczę. Koszmar...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 maja 2007, 08:53
Lokalizacja
Wałbrzych

przez sredniowieczna_panna 03 cze 2007, 12:05
albo podczas masturbacji


no, ale to akurat jest uznawane przez Kosciol za grzech, wiec wyrzut za to nie jest raczej natrectwem... tzn chodzi mi o to, ze nie kazdy wyrzut mozna uznawac za natrectwo... mialam z tym problem (w sensie, z wyrzutami ogolnie), ze nie wiedzialam, czy cos jest wyrzutem natretnym, czy prawdziwym. opisywalam swoja sytuacje wyzej. W rozwiazaniu jej pomogla mi bardzo szczera spowiedz. Ksiadz jasno i wyraznie powiedzial, ze jedynie wspolzycie jest grzechem, inne bliskie kontakty z osoba, ktora kocham-nie. Od tej pory jest mi duzo latwiej:) Ciesze sie, ze moge sie cieszyc bliskoscia osoby, ktora kocham:)
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do