Mania na temat Boga

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Mania na temat Boga

przez nerwosol24 13 lut 2007, 00:01
Witam ponownie. Pisałem tu już pare razy, ale postanowiłem napisać po raz kolejny. Jest tragicznie, nie jestem tym samym człowiekiem co kiedyś. Chodzę po tym świecie i nie wiem co się ze mną dzieje. Nie potrafię się skupić na niczym. Dzisiaj byłem w Krakowie na rynku (nieważne), patrzę się po tych wszystkich ludziach, a w głowie tylko jedno:Bóg i szatan. Już zaczynam wariować. Nie potrafię się skupić na otaczającej mnie rzeczywistości. Takiej depresji to ja jeszcze nie miałem. A wszystko zaczęło się (ponownie) kiedy rzuciła mnie dziewczyna. Nie jestem w stanie zrozumieć siebie, kim jestem i po co tu jestem. Mam chore myśli, nie wiem czy jestem synem szatana czy zwykłym człowiekiem (Bożym stworzeniem). Nikomu nigdy nie zrobiłem nic złego i nie mam takiego zamiaru a jednak uważam się za zło tego świata. Poza tym jakieś nerwice, jak zwykle na tle religijnym. Palę papierosa, wydmuchuję dym i oczywiście podświadomie mówię "Panie jezu", przełykam ślinę - to samo, jestem tak zeschizowany że zaciskam wargi i zęby, nie potrafię myśleć o niczym innym. To samo z rodziną, jakieś chore myśli, chociaż bardzo ich kocham i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Jest to moja życiowa tragedia. Nie byłem takim człowiekiem, przez parę lat, jakieś 5 czy 6. A wszystko zaczęło się w dzieciństwie kiedy to słuchałem muzyki satanistycznej, nie mogłem ogarnąć swoich myśli, to było straszne, trauma. Panicznie bałem się grzechu przeciw duchowi świętemu chociaż nie wiedziałem co to tak na prawdę jest, klnąłem na Boga jak jakiś opętany (może jestem??), pamiętam to jak dziś. Przed snem chore myśli, że moje życie nie ma sensu, skoro i tak nie ma miejsca dla mnie w niebie. To jakaś trauma była chyba. Przyklejałem sobie żółte kartki z różnymi napisami, że jednak "Bóg mnie kocha", że "Mam po co żyć" itd, modliłem się po kątach, wszędzie i zawsze gdzie tylko się dało. Pamiętam myśli tego typu że "Wolałbym być kaleką, wolałbym być paskudny z wyglądu, być chory, ślepy niż być tym kim jestem". Sam nie wiem jak udało mi się z tego wyjść? W wieku 13-16 lat. Pamiętam też jak pojechałem na kolonie, płakałem pod kołdrą, czułem się inny, gorszy, błagałem Boga żeby mi wybaczył bo przecież nic złego nie robię, chcę być dobrym człowiekiem, to wszystko. No ale nic, jakoś z tego wyszedłem. Parę lat spokoju, jakoś chyba 7 lat. I znowu to samo, znowu się zaczęło. Byłem z dziewczyną, którą bardzo kochałem, strasznie, można powiedzieć że najbardziej na świecie, byłem wesoły, radosny, szczęśliwy, roześmiany, byłem taki jaki zawsze chciałem być (zajebistym człowiekiem :)) i nagle się załamałem, płakałem, bo znów czułem się gorszy, pisałem jej że "może powinnaś znaleźć sobie kogoś innego" itd...chociaż tego nie chciałem. To mnie najbardziej boli, bo jeśli jeszcze raz tak zrobię prawdopodobnie już mnie nie będzie. Mniej boli mnie ten fakt bo okazało się że dziewczyna z którą byłem i tak mnie nie kochała, też mi życia trochę zmarnowała. Nie rozumiem siebie. Jestem zajebistym człowiekiem, każdy mi to mówi, a widzę siebie po raz kolejny jako zło tego świata. Kur... o co w tym wszystkim chodzi. Ostatnio jest tragicznie, potrafię tylko spać, nie mam siły na nic, kompletnie na nic. Rzeczy które do tej pory mnie interesowały jakoś powoli tracą swoje znaczenie skoro przecież i tak moje życie jest bez sensu :( Znowu potrafię klnąć na Boga, sam nie wiem kim jestem, pogubiłem się znowu w tym wszystkim. Ludzie, ja nie mogę umrzeć. Jestem za mądry, za dobry. Boże tyle zainteresowań: perkusja, książki, film, gry karciane i masa innych a nie widzę sensu życia, to straszne....:( ma ktoś tak???pomóżcie!!!Wmawiam sobie schizofrenię a tak na prawdę sam nie wiem czy ją mam. Niektóre moje myśli są tak wyraźne że masakra, nie potrafię usnąć, bo oczywiście myślę, cały czas kur...myślę. Doprowadza mnie to do szału. Pamiętam też w liceum kiedy nie mogłem zapanować nad swoimi myślami, to było np coś w stylu: Jak napiszę tą literę to moja matka umrze..więc pisałem z przerwami, aż babka raz mi się zapytała czy ja jestem nienormalny. Ciężko mi było się otrząsnąć z tego wszystkiego. Długo bym tu jeszcze pisał ale tak ogólnie to jak na razie wszystko co chciałem napisać. Pozdrawiam wszystkich zeschizowanych tak jak ja, choć nie wiem czy tacy istnieją :( ja chcę żeby moje życie wreszcie nabrało jakiegokolwiek sensu, cieszyć się życiem jak dawniej, mam nadzieję że kiedyś tak będzie, "twardym trzeba być a nie miętkim" :)
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
05 paź 2006, 12:17

przez vnv 13 lut 2007, 01:07
Ufff... myślałem że tylko ja jestem neurotykiem który się bębnami interesuje! Pokrzepiłeś mnie stary :) A tak poważnie to myślę że dobrze by było wybrać się do lekarza i porozmawiać, dostać też odpowiednie leki na początek - aby znaleźć siłę by się z tego wydźwignąć... Nadmierne poczucie odpowiedzialności to typowa bolączka każdego szanującęgo się neurotyka (moja również, niestety), także nie bój się nic że to schizofrenia czy początki psychozy... Trzeba trochę zmienić podejście, popracować nad osobowością, nad daniem samemu sobie więcej swobody, więcej wyrozumiałości. Polecam psychiatrę, naprawdę - mi bardzo pomógł za pierwszym razem (a że od kilku miesięcy brakuje mi sił aby dalej wypierać nerwicę więc w przyszłym tygodniu wybieram się ponownie). Trzymam za Ciebie i pozdrawiam serdecznie!
vnv
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
12 paź 2006, 00:26

Avatar użytkownika
przez MarionetaDeTrapo 13 lut 2007, 10:31
A ja myslę, że najpierw musisz udać się do księdza i opowiedzieć mu swoją historię. Okaże się, że wcale nie jesteś aż tak grzesznym człowiekiem za jakiego się uważasz.

Kiedyś cierpiałem na podobne dylematy religijne i moralne. Zaczęło to się po Pierwszej Komunii. Otóż zacząłem analizować swoje wszystkie czyny pod kątem popełnianych grzechów. Cały czas miałem dylematy czy to co robiłem, bylo sprzeczne z wiarą czy można było to zignorować jako grzech. W końcu doszedłem to takiego stanu, że czułem się jak największy grzesznik świata, miałem wprost giogantyczne poczucie winy, czułem się brudny na duszy, żadna spowiedź nie dawała mi ulgi.

Chodziłem do kościoła bardzo często (przez pewien okres codziennie), modliłem się dużo i cały czas miałem przekonanie, że napewno nie trafię do Nieba, bo przecież jestem grzeszny. Rozważałem wstąpienie do zakonu, bo przecież tylko tak zasłużę sobie na Niebo.

Miałem wtedy nie wiecej niż 11 lat.

Później uznałem, że jestem tak zmęczony tym wszystkim, że w końcu zacząłem się stopniowo odcinać od tego. Przetłumaczyłęm sobie, że przecież nic złego nie robię, nikogo nie krzywdzę. Wierzę w istnienie Boga, zatem nie mogę być potępiony, a tak żyć dalej nie można z gigantycznym poczuciem winy. W końcu zniknęła ta obsesja z grzeszeniem, bo uznałem, ze w końcu człowiek jest stworzony na Boże podobieństwo, więc to co robię nie może być aż tak złe, tak godne potępienia.

Chodziłem do spowiedzi, ale przeżywałem ją tak samo jak wielu innych standardowych i powszechnych "wierzących", bez głębokich analiz, bez lęku przed utratą szans na Życie Wieczne, bo być może coś zataiłem.

Jakiś czas temu uznałem, że trzeba się wybrać do prawdziwej spowiedzi. Zastanawiałem się czy pewna sfera mojego życia nie obraża Boga. Byłem pewien, ze żadnego rozgrzeszenia nie dostanę. Rozmowa z księdzem bardzo wiele mi dała, a jak się okazało, wcale nie byłem takim złym człowiekiem jak mi sie zdawało. Poczułem się naprawdę dobrze.

Nie chodzę do kościoła, nie odmawiam modlitw mamrocząc utarte regułki bez zastanowienia. Wierzę w Boga, ale żyję po swojemu i nie potrzebuję się Go bać, poprostu myślę o Nim.

Ta odpowiedź nie jest w pełni tym o co pytasz w poście, ale opowiadaniem jak ja sobie poradziłem ze swoim życiem w sferze wiary.
Posty
24
Dołączył(a)
11 lut 2007, 10:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

:)

przez nerwosol24 13 lut 2007, 12:22
Kurcze no dzieki wam serdeczne, powaga. Byłem już jakiś czas temu u psychiatry, powiedział mi że mam osobowość schizoidalną, i tak po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku że w sumie tak jest, odnajduję siebie krok po kroku, tylko najbardziej boli to że ja taki nie byłem przez ponad 5 lat, aż tu nagle znowu stałem się kimś kim nie chcę być. Internet to dobra sprawa, można się dużo dowiedzieć o sobie :) szkoda tylko że pochodzę z małej miejscowości, gdzie wszyscy wszystkich znają a o poziomie psychiatrów nie mogę się wypowiadać bo nie wiem jacy są. U psychiatry byłem w Krakowie, na całe szczęście. Kobieta powiedziała mi że musimy się częściej spotykać, nie wiem czy mam rozumieć to przez jakąś psychoterapię czy coś innego, no ale nic, muszę mieć siły, jestem za fajny by umierać :) pozdrawiam wszystkich "UP THE IRONS" :)
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
05 paź 2006, 12:17

Avatar użytkownika
przez MarionetaDeTrapo 13 lut 2007, 18:03
Moim zdaniem powininneś po pierwsze wrocic do psychiatry po farmakologiczne srodki, jak to przy natrectwach. Nastepnie sam siebie zdiagnozowac czemu akurat padlo na religie - wiadomo natrectwa uderzaja w naslabsze ogniwo. Czego najbardziej boisz sie w zwiazku ze swoimi myslami?
Posty
24
Dołączył(a)
11 lut 2007, 10:12

Avatar użytkownika
przez nike2013 14 lut 2007, 15:03
Witam . Ja też mam podobny problem. To zaczeło sie gdzies rok temu, zacząłem wszystko analizowac pod kątem grzechu. Zacząłem się uważac za złego człowieka, który na nic nie zasługuje. Chociaż nie robiłem nic czego bym nie robił poprzednio.I codziennie te obsesyjnne mysli... Zaczeło mi się wydawać, że jak np wsiadam do samochodu i bede jechal 55 km/h a nie 50 to zaraz kogos zabije, albo jak nie skasuje biletu w autobusie to pójdę do piekła. I przestało mnie cieszyc to co dotychczas lubilem, bo po co jak i tak wszystko jest złe...
Ale kulminacyjnym punktem bylo zrozumienie, że te chore mysli to choroba i nie mają one żadnych podstaw. Do czasu kiedy tego nie rozumialem pogrążałem sie coraz bardziej i wymyślałem nowe obsesje
Jak mam gorsze chwile staram mysleć sobie , że Bóg przecież weznie moje dobre i złe uczynki i porówna, a przecież tych dobrych jest o wiele więcej :D Chociaż czasami przychodzą gorsze dni...
Życze Wam znalezienia sensu i czerpania radości z życia
Jedni powinni w nagrodę żyć po raz drugi, inni za karę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
03 lut 2007, 19:39
Lokalizacja
K-PAX

przez apsik84 17 lut 2007, 01:57
Witam!

Miałam podobne obsesje kiedy skonczylam 14 czy 15 lat... wszystko! wokoło było grzechem a myśl o tym napawała mnie okropnym lękiem... nawet źle ułożona szmatka była grzechem i musiałam ją składać jeszcze raz... a jakie jazdy przezywałam przed Mszą Św.!! zawsze to samo: "czy moge czy nie moge isc do komunii"... nie radziłam sobie z tym, wczesniej jeszcz emiałam okropne problemy z modlitwą, bluźniercze, niechciane myśli itd dużo mozna wymieniac... to mi przeszło wszystko aczkolwiek pozostały mi granice (bardzo wąskie) postępowania, które jako dziecko sobie przez natręctwa ustawiłam... przez kilka lat miałam spokoj... ale teraz mi ostatnio dopieprzyło jeszcze gorzej, (aczkolwiek na inny temat, choc i mojej wiary sie czepiło) tak ze trafiłam na psychoterapie... tak więc mój światopogląd musi runąć i odbudować się na nowo:) i te "dziecięce" granice muszą przestać istnieć, bo tak sie nie da żyć. Szkoda ze wtedy nie wiedziałam że to choroba... moze uniknełabym wiele bólu i błędnego unieszczęśliwiania oraz obsesyjnego ograniczania samej siebie.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Avatar użytkownika
przez nike2013 17 lut 2007, 14:50
apsik84 napisał(a):przez kilka lat miałam spokoj... ale teraz mi ostatnio dopieprzyło jeszcze gorzej

Właśnie najgorsze w tym jest to, że już sobie wszystko poukładasz w głowie i jest dobrze a tu nagle bach i znowu to samo :( Ja do 20 lat mialem wszystko poukladane, niczego sie nie balem, ogolnie bylem szczęsliwy i nie bylo problemów co jest a co nie jest grzechem. I teraz staram się pukładać to sobie tak jak było poprzednio gdy bylem zdrowy i wypieprzyć z głowy te głupie mysli. I z jednej strony mi sie to udaje ale za jakiś czas ogarnia mnie lęk i poczucie winy czy robie dobrze. Wiem jednak że nie moge zgodzić się na żadne ustępstwa bo za nimi przyjdą nastepne... i zeświruje już zupełnie :D
I przez te schizy nie moge się nad niczym skupić bo cały czas myśle.
Najchetniej chciałbym wrócic do swojego dawnego życia, i zastanawiam sie dlaczego to k**wa mnie spotkało
Jedni powinni w nagrodę żyć po raz drugi, inni za karę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
03 lut 2007, 19:39
Lokalizacja
K-PAX

przez apsik84 19 lut 2007, 12:52
masz racje nie wolno przechodzić na ustępstwa... ale z tym wszystkim wiąże mi się jeszcze jeden problem: gdzie jest granica między natręctwami a prawdziwym sumieniem? ja chyba nigdy do tego nie doszłam... gdzie kończy się wmawianie sobie czegoś a gdzie zaczyna się... rzeczywistość?
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Avatar użytkownika
przez MarionetaDeTrapo 19 lut 2007, 13:38
Jezeli glos sumienia uniemozliwia nam normalne zycie, myslenie i budzi tylko lęki to uwazam to za natrectwo, tym bardziej ze nic karygodnego nie zrobilem tzn. nic gorszego niz inni.
Posty
24
Dołączył(a)
11 lut 2007, 10:12

przez balbina 27 lut 2007, 04:26
Jak rodzina może pomóc choremu na zok?
Jestem mamą 18 latka i nie wiem jak mogę mu pomóc. Syn myje ręce i stale się modli. Modli się godzinami, ma kłopoty z koncentracją, a co za tym idzie i kłopoty w szkole
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
27 lut 2007, 03:39

przez apsik84 05 mar 2007, 01:36
na psychoterapie i to szybko... ja żałuję że gdy byłam dzieckiem mama nie wiedziała że to nn i mnie tam nie wysłała... ale dobrze, że teraz mnie do tego zmusiła ;)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez Zaciekwawiony 11 mar 2007, 11:46
Ja właśnie mam coś takiego. Jak siedzę sam w pokoju, jest po prostu masakra. Nie można nic zrobić i same bluźnierstwa przychodzą do głowy. Bardzo trudno jest mi się modlić. Wybierając się do Kościoła szykuję się już godzinę przed, mimo, że normalnie kiedyś zajmowało mi to 10 min. Jest tragicznie i brak mi siły by z tym walczyć:(
<Furious Angel>
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
16 gru 2006, 01:58

Avatar użytkownika
przez nike2013 11 mar 2007, 13:48
Samotność tutaj działa na naszą niekorzyść. Bo np ja w tygodniu jak chodzę na uczelnie, gadam z ludzmi i jestem zabiegany to zapominam i czuje się w miare normalnie.
A gdy coś głupiego przychodzi mi do głowy staram się "włączać" coś w rodzaju ZAKAZ WJAZDU.
Jedni powinni w nagrodę żyć po raz drugi, inni za karę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
03 lut 2007, 19:39
Lokalizacja
K-PAX

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do