Pierwszy krok do normalności

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Pierwszy krok do normalności

przez áschetos 29 cze 2015, 15:29
Cześć, to mój pierwszy post tutaj i chyba w ogóle pierwszy krok do zrobienia czegokolwiek ze swoim życiem. Nie wiem czy ktokolwiek to przeczyta, ale na pewno mi będzie lepiej, że w końcu chociaż trochę otworzę się na świat...
Mam 22 lata, jestem powszechnie uważana za normalną, zwyczajną dziewczynę, niczym się nie wyróżniam, studiuję na dobrej uczelni, wszystko pozornie idzie jakoś do przodu.
A teraz moja historia... Dobrze pamiętam, że od dziecka było "coś nie tak". Niby nic wielkiego, rodzinę zawsze to bawiło, bo mała dziewczyna bawi się włosami, kręci je na palcu, robi loczki, nikt nie uważał, że to nic dziwnego. To akurat niestety zostało mi do dziś, gdy się stresuję, gdy się nudzę, tak po prostu, gdy jestem zdenerwowana, bawię się włosami, plączę je, a później muszę wyrywać poplątane, powiązane supełki. Dziwne, ale daje mi to jakiś spokój, mimo, że z biegiem czasu uświadomiłam sobie jak bardzo to jest złe i jak niewiele mam włosów i jak są zniszczone przez to. Już przed przeprowadzką do nowego domu (miałam ok. 7 lat) pamiętam, że musiałam notorycznie sprawdzać wszystko, 10 razy czy wyłączyłam światło, wodę, czy zamknęłam drzwi, przed zaśnięciem musiałam powtórzyć coś określoną ilość razy (już nie pamiętam co to dokładnie było...), bo inaczej nie zasnę. Ciężko ogólnie było mi zasypiać, do dziś śpię owinięta kołdrą tak, że wyglądam jakbym spała w śpiworze, po prostu boję się wszystkiego w nocy. Zawsze uważałam, że jestem jakaś wybrakowana, skolioza, rehabilitacje, okropne krzywe zęby no i moja największa udręka - wada wymowy, nie mówiłam poprawnie "r". Poszłam do podstawówki - horror, byłam non stop wyśmiewana, kpiono ze mnie, byłam kozłem ofiarnym, a wszystko przez tą głupią wadę wymowy... Płakałam, było ciężko, ale dałam radę, miałam najlepsze oceny w klasie, bez żadnego praktycznie wkładu nauki, to jedyne dawało mi, 9 letniej dziewczynce, jakąś siłę, pokazywało, że nie jestem jednak aż taka beznadziejna. Z tego co pamiętam to w 6 klasie udało mi się zwalczyć u logopedy całkowicie wadę wymowy i w gimnazjum chciałam zacząć zupełnie nowe życie. Niestety, nie było tak łatwo... Do tego samego gimnazjum poszło również kilka osób które mnie dręczyło... Nie było już tak tragicznie, ale na pewno nie byłam zbyt lubianą osobą. Miałam kilku znajomych, przyjaciółkę, jakoś się to trzymało kupy. Mijał czas, a ja wciąż nie mogłam pozbyć się natrętnych zachowań, było to coraz bardziej uciążliwe... Drzwi, światło, woda, gaz, czy aby nie zapomniałam o jakimkolwiek zadaniu domowym, czy nastawiłam budzik... Wszystko sprawdzane po 10 razy, męczyło mnie to bardzo, ale nie uważałam, że to coś bardzo odmiennego, w końcu byłam dzieckiem/dorastającą nastolatką. Mimo kochającej rodziny, Babci, Dziadka, zawsze czułam się niekochana i nieakceptowana... Szukałam miłości wszędzie. Wiem, że to był błąd... Mój pierwszy pocałunek? Ze starszym o 10 lat chłopakiem poznanym w internecie, na siłę, prześladował mnie, namawiał na seks, na "loda", a ja przecież miałam tylko 13 lat, nic o tym nie wiedziałam, byłam głupim dzieckiem. Na szczęście do niczego nie doszło, ale to, że mnie dotykał zostawiło ogromne piętno na mojej psychice i pewnie dlatego do dziś nie lubię seksu (możecie myśleć, że to dziwne, ale tak... nie lubię, nie sprawia mi w ogóle przyjemności - kolejna rzecz, która sprawia, że się nienawidzę). Kolejny chłopak, jeden drugi, każdy mnie zostawiał. Płakałam bardzo dużo, zaczęłam się ciąć. Pamiętam, jak mama zobaczyła moje pocięte cyrklem przedramię, rozpłakała się i poprosiła bym więcej tego nie robiła, ja oczywiście w wielkim poczuciu winy i własnej beznadziejności się zgodziłam. Na siłę szukałam zainteresowania chłopaków, chciałam poczuć, że ktoś mnie chce jednak, że nie jestem taka najgorsza... Tak mijały miesiące, płacz, ciągły stres, zamartwianie się, dziwne natręctwa, było ich coraz więcej. Koniec gimnazjum - cudownie, poszłam do najlepszego liceum w mieście z kolejną nadzieją, że to coś zmieni w moim życiu... Kolejny raz się zawiodłam. Tym razem zauważyłam, że coś jest nie tak z moim wyglądem. Na twarzy miałam meszek, głównie nad górną wargą i na brodzie, to przysporzyło mi kolejnych drwin, badania hormonalne nic nie wykazały. Zaczęłam nosić aparat na zębach, to dodało mi trochę pewności siebie. Byłam typową zbuntowaną nastolatką, wbrew woli rodzicom robiłam kolczyki, farbowałam włosy na różne kolory (róż, zielony, niebieski...), nie wiem czemu to robiłam, pewnie dlatego, że tak bardzo chciałam pokazać jaka jestem nieszczęśliwa, tak bardzo szukałam akceptacji. Marzyło mi się, by iść na studia za granicę, długo prosiłam rodziców o zgodę, w końcu się udało. Zawsze lubiłam angielski, teraz zaczęłam się go więcej uczyć, zdałam certyfikat, miałam chłopaka i mimo wszystkich natręctw moje życie jakoś się układało. I nagle bum... Pojawiły się nagle spore przeciwności, nie mogłam iść na studia, o których marzyłam o tylu lat... Załamałam się, ale zaczęłam studiować normalnie w Polsce. Studia, rozstanie z chłopakiem, kolejny chłopak... Zaczęłam mieszkać z pewną dziewczyną, którą znałam wcześniej. Ten rok mieszkania zniszczył mnie psychicznie, miałam już dość mieszkania z nią, a byłam zbyt słaba psychicznie by cokolwiek powiedzieć.
I oto mamy dzień dzisiejszy - 29.06.2015. Ten rok mieszkania z nią wywarł na mnie tak ogromne piętno, że ciągle płaczę, mam ogromne wahania nastrojów. Znowu zaczęłam się ciąć, ale gdy mój chłopak to zobaczył - zabrał mi "narzędzie zbrodni". W zeszłym roku zdiagnozowano u mnie PCOS, to było przyczyną dziwnego meszku na twarzy, leczę się, ale mam ogromne poczucie swojej brzydoty i beznadziejności. Nigdy nie akceptowałam swojego wyglądu. To wszystko się na mnie jakoś zawaliło... Jestem tak zmęczona psychicznie, że nie daję sobie już rady. Powiedziałam chłopakowi o swoich problemach jakiś czas temu (nie o wszystkich, NIKT nie wie o moich natręctwach...), wspominałam o myślach samobójczych, o ciągłym smutku, załamaniach, ciągłym nieuzasadnionym płaczu. Zaczął być coraz bardziej tym zmęczony i to mnie jeszcze bardziej dobija. Błagam go o pomoc i wsparcie, potrzebuję tego, jestem z tym wszystkim zupełnie sama. Zapomniałam, że mam chyba jakiś lęk przed utratą "tej najważniejszej osoby". Ciągle wyobrażam sobie jak mnie zdradza, że mnie zostawi, płaczę, wydzwaniam, piszę milion smsów dziennie, boję się o wszystko... Zarówno on jak i jedna przyjaciółka powiedzieli "idź do terapeuty". A czy to takie proste? Nie dla wszystkich... Na tym temat się urwał. Mężczyzna, którego tak bardzo kocham, z którym chcę spędzić życie mówi mi, że jest już tym zmęczony. Jestem z tym wszystkim zupełnie SAMA. Ze swoimi natręctwami, z którymi borykam się już od ponad 15 lat, z lękami, strachem, codziennymi "dołkami", płaczem, myślami o samobójstwie (chociaż myślę, że bałabym się to zrobić, ale ciągle myślę, że byłoby to lepsze i przestałabym się męczyć), ze swoją "brzydotą", brakiem akceptacji. Dodam jeszcze, że każdą rzecz muszę wykonać określoną ilość razy, mam też obsesję na punkcie mycia rąk.
Nie mogę iść teraz na terapię, bo za tydzień wyjeżdżam na wakacje za granicę na 2 miesiące i to jest najgorsze. Wiem, że potrzebuję leczenia, pomocy. Po dzisiejszej porannej kłótni z chłopakiem postanowiłam zrobić coś dla siebie w końcu. Może to nie jest wiele, ale nikomu nigdy o tym wszystkim nie mówiłam, proszę, wybaczcie mi, jeśli coś jest nieskładnie napisane, ale piszę to pod wpływem emocji. Napisanie tego bardzo dużo mnie kosztowało i mam nadzieję, że to będzie mój pierwszy krok do jakiejś lepszej zmiany, chcę z tego wyjść, ale boję się, że bez żadnego wsparcia sobie nie poradzę.

Dużo tego, na prawdę docenię, jeśli ktoś to przeczyta. Nie wiem co mam zrobić ze sobą, ale wiem, że na pewno chcę wrócić do normalności.

Pozdrawiam,
áschetos
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
29 cze 2015, 14:33

Pierwszy krok do normalności

Avatar użytkownika
przez warrior11 29 cze 2015, 16:36
áschetos,
Pierwszy krok zrobiłaś,teraz czas zrobić kolejne..Spytaj siebie,czego pragniesz,co chcesz zmienić,
co chcesz naprawić w sobie i próbuj iść w tym kierunku,szukaj wsparcia..Uwierz,że małymi krokami
możesz dokonywać pozytywnych zmian w swoim życiu,nie wycofuj się,ale zrób to dla siebie.
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
996
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Pierwszy krok do normalności

przez áschetos 29 cze 2015, 17:42
warrior11 napisał(a):áschetos,
Pierwszy krok zrobiłaś,teraz czas zrobić kolejne..Spytaj siebie,czego pragniesz,co chcesz zmienić,
co chcesz naprawić w sobie i próbuj iść w tym kierunku,szukaj wsparcia..Uwierz,że małymi krokami
możesz dokonywać pozytywnych zmian w swoim życiu,nie wycofuj się,ale zrób to dla siebie.



Cały czas zadaję sobie te pytania i odpowiedź jest w sumie banalna, ale szczera - chciałabym być szczęśliwa i wolna od przeszłości, która cały czas mnie niszczy... Boję się, że ciężko mi będzie znaleźć wsparcie i będę musiała być zdana tylko na siebie.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
29 cze 2015, 14:33

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do