natręctwa nie oszczędzają nawet w święta

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

natręctwa nie oszczędzają nawet w święta

przez samotny 26 gru 2006, 17:06
Odkąd pracowałem w sklepie natrętne myśli się wyciszyły w pewnym stopniu...ponieważ zdarzyły mi się dwa takie "napady natrętnych myśli" ale wtedy szybko zajęłem się byle czym i starałem się o tym nie myśleć. Wszystko ostatnio wyglądało bardzo fajnie...znalazłem pierwszą pracę co prawda na miesiąc ale za to bardzo opłacalną i trochę pieniędzy wpadło przed świętami. Poza tym znalazłem spoko psychoterapeutę o którym pisałem wcześniej...no i poznałem świetną dziewczynę...Wszystko zmierzało ku normalności i nareszcie jakiegoś lepszego okresu dla mnie...a tym czasem sprawy nabrały innego tempa. Przed samymi świętami dziewczynę odwiedziłem w jej pokoju w akademiku i zastałem ją leżącą z moim kumplem na łóżku..do niczego niby nie doszło ale oznajmiła mi że ona już od pewnego czasu kręci z nim za moimi plecami...tym samym kumpel którego znam przeszło 15 lat mnie oszukał bo widząc to że się zakochałem i mając dziewczynę zaczął flirtować z moją....ale cieszę się że przynajmniej na początku się dowiedziałem o wszystkim a nie na końcu...wszakże bardzo mnie to zabolało...ale szybko się jakoś po tym pozbierałem...natręctwa myśleniowe na temat tego że mogę komuś zrobić krzywdę albo jakieś inne straszne myśli powróciły z podwójną mocą tuż przed samymi świętami, mój nastrój bardzo się obniżył ...ostatnio spałem u mojego młodszego brata w pokoju i miałem lęk że coś mu się może stać nie z mojej winy poprostu taki dziwny lęk....tak samo też ostatnio miałem iść załatwić sprawę dotyczącą braku internetu...biuro firmy co zakłada internet jest na tarasie na 1 piętrze dochodząc do góry odczulem bardzo silny lęk że coś mi się stanie że tu jest strasznie wysoko aż zeszłem na dół...mimo że mam lęk wysokości to nigdy nie bałem się 1 piętra....obecnie czuję się okropnie..bezsilnie i jakoś tak bez jakiejkolwiek nadzieji na to że będzie lepiej, na sylwestra pewnie będę sam...albo znowu z rodzinką...i jak zwykle z uczuciem takiej pustki...i totalnej beznadzieji....chciałbym się wkońcu z tego wyleczyć 3 lata męki to stanowczo za długo a ja mam już dość...tego cholernego natłoku myśli
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:18
Lokalizacja
Opole

Avatar użytkownika
przez alusia 27 gru 2006, 20:20
Powiem Ci wiem i rozumiem ale nie możesz mieć negatywnych myśli bo to pogarszam sprawe. Wiem że tak nagle nie da się myśleć pozytywnie ale małymi kroczkami, stawianiem sobie celu i realizowaniem go dasz radę. Najważniejsze jest nie myśleć negatywnie-postaraj się, zobaczysz uda się warto mieć nadzieję. Wiem że wiara dla nas prawie nic nie znaczy ale to bardzo ważne uczucie w naszym życiu którego nam właśnie brakuje. Pomyśl sobie że jutro będzie lepszy dzień i to co nas spotka jutro jest są chwilami wyjątkowymi, pozytywnymi. Poprostu postaraj się uwierzyć...... Powodzenia i nie łam się kilo optymizmu i powinno być odrobine lepiej
Dopóki walczysz-jesteś zwycięzcą!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
28 lis 2006, 18:19

Avatar użytkownika
przez Kejsi 27 gru 2006, 20:49
Czasem potrzeba dużo czasu żeby się podnieść, ale na pewno da się to zrobić. Bądź silny i nie patrz za siebie to moja rada. Wiem, że brzmi banalnie i jest to strasznie trudne, ale: dum spiro sper (póki oddycham mam nadzieję). Życie lubi dawać nam po nosie, ale musimy walczyć . Trzymaj się .
'Na pewno jesteś, bo wierze, ukrywasz skrzydła wtulone...'

Kocham..'

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
15 gru 2006, 22:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez samotny 27 gru 2006, 23:22
dzięki serdeczne za podniesienie na duchu...eh no cóż tak jak mówicie ja małymi kroczkami zbieram się do kupy ale nie będzie łatwo...do tego ostatnio doszła bezsenność...nie mogę spać bo mi się śnią koszmary :? eh...to naprawdę cholernie boli ...ale żeby o tym nie myśleć jutro postaram się dokładnie zorganizować sobie czas....może to coś da :cry:
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:18
Lokalizacja
Opole

Avatar użytkownika
przez alusia 30 gru 2006, 10:52
Wiesz ja też swego czasu cierpiałam na bezsenność ale mi to przeszło(oczywiście bez leków nie dałam rady) ale obecnie nie biorę wogóle. Ale czasami jest tak ciężko że wysiadam np. teraz :( ale muszę dać rady bo nikt za mnie nie da. Najgorzej dobija mnie to jak widze szczęśliwe pary obejmujące się to chce mi się ryczeć-oni są tak szczęsliwi a mnie dręczą jakieś powalone myśli....dlaczego????????? I znowu się nakręcam :(
Dopóki walczysz-jesteś zwycięzcą!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
28 lis 2006, 18:19

przez samotny 31 gru 2006, 05:50
z leksza jakoś mi przechodzi ta bezsenność..ostatnio psycholog podczas wizyty powiedział mi że mam skłonności do ruminacji...i faktycznie tak jest..mam bogatą wyobraźnie i szybko potrafię sobie coś wyobraźić ...wtedy gdy dzieje się to nieświadomie to najczęściej dochodzi do wyobrażenia danej sytuacji oczywiście w jak najczarniejszym scenariuszu mimo że nie chce się w ten sposób myśleć to myśli się podświadomie jeszcze więcej...ale najgorsze jest chyba to że czasami przejdzie jakaś straszna myśl i potem się kilkanaście razy coś sprawdza czy, aby to napewno tylko nasza myśl???....i ta analiza pomiędzy światem urojonym przez nasz mózg a realnym jest totalnie wykańczająca...te święta właśnie spędziłem pod takim znakiem z totalnie mizernym samopoczuciem i takim dołem że przez 5 dni z domu nie wychodziłem ...a myśli dalej mnie wykańczały a najgorsze jest jak dotyczą osób bliskich...z czasem to zaczyna być do tego momentu uciążliwe że poważnie można popaść w deprechę...ja dzięki bogu jeszcze jej nie mam...i nie mam zamiaru..do tego wszystkiego w te święta złapała mnie jeszcze grypa także po dwójnie zostałem uziemiony w domu....trudno jest w takich sytuacjach mieć wiarę że będzie lepiej..ale to chyba jedyna rzecz jaka nam pozostaje....dzisiaj w moim przypadku miałem trochę lepsz dzień bo zająłem się dużą ilością spraw..m.in . likwidacja po 6 latach mojego akwatrium, demontowaniem starego fotela i ....planowaniem wkrótce zbliżającego się remontu w moim pokoju...mimo że zdarzały mi się natrętne myśli typu (że jak wyciągnę termometr z akwarium to on może pęknąc i wypłynie z niego rtęć i ja nią zatruję siebie i moja rodzinę....) jedym słowem paranoja...myśl którą wyśmiewałem najpierw mnie zszokowała ale szybko zająłem się pracą żeby nie myśleć...czasami to coś daję ale wiem napewno...bezczynność to pokarm dla naszej choroby...dlatego warto coś robić...
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:18
Lokalizacja
Opole

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do