Nartęctwa "moralne"

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Nartęctwa "moralne"

przez wel2 23 gru 2014, 19:40
Jejku strasznie dużo do czytania :)
PawelMG, Przeczytałam ostatniego posta i powiem tak że twoje wnętrze jest bardzo ciekawe. Ta cała dyskusja w tobie jest intrygująca.
jeśli patrzysz na zachowanie drugiego człowieka i nie widzisz w nim piękna jego niezaspokojonych potrzeb, które stara się zaspokoić, to nieuważnie patrzysz.

jeśli mam ochotę krytykować, oceniać, jeśli czuję złość, to jest duża szansa, że patrzę tylko po wierzchu.
Offline
Posty
620
Dołączył(a)
04 gru 2014, 13:12

Nartęctwa "moralne"

Avatar użytkownika
przez khaleesi 23 gru 2014, 19:54
Miałam całkiem podobne myslenie nie pisz tego bo urazisz bo to bo tamto ale guzik ludzie nie dbają o moje uczucia przez net więc to samo zaczęłam robić. To doskonała terapia.
"Zajmij się życiem albo umieraniem"
Nie wystarczy mieć rozum, trzeba jeszcze posiadać go tyle, by go nie mieć za dużo.~~Andre Maurois
Jest cechą głupo­ty dos­trze­gać błędy in­nych, a za­pomi­nać o swoich
Avatar użytkownika
Offline
Mistrz Avatara
Posty
12625
Dołączył(a)
20 lis 2010, 22:09
Lokalizacja
Kraina Czarów ekm Smoczków! :)

Nartęctwa "moralne"

Avatar użytkownika
przez rikuhod 23 gru 2014, 20:46
PawelMG, to dobrze że masz większą pewność siebie to bardzo ważne w zwalczeniu nerwicy

co do pojawiania się natrętnych myśli w sytuacjach jak rozrywka, czytanie książek itp.; to najważniejsze jest wyrobienie sobie podejścia aby zobojętnieć na natrętne myśli

natrętne myśli stają się natrętnymi bo chcemy się ich pozbyć, chcemy aby sobie poszły odcinamy przez co tylko one nas dręczą bardziej(im bardziej z czymś walczysz tym mocniej uderza) dlatego najważniejsze to wyrobienie sobie zobojętnienia na te myśli. Podejść jak są te myśli to są jak ich nie ma to nie ma. Nie chcieć aby sobie poszły, nie obchodziło nas to czy są czy ich nie ma,

one są natrętne tylko dlatego bo chcemy się ich pozbyć -> jak na nie zobojętniejemy podejdziemy do nich z obojętnym podejściem to znikną. Do tego trzeba trochę czasu, ale wystarczy pamiętać by mieć do tego obojętne podejście.

Nie chodzi mi o ignorowanie i czekanie aż sobie pójdzie; tylko całkowite zobojętnienie na myśli. Pojawiają się myśli "co mnie to obchodzi robie dalej" myśl przeszkadza "co mnie to obchodzi robie jak mogę".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
441
Dołączył(a)
24 gru 2012, 00:25

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nartęctwa "moralne"

Avatar użytkownika
przez PawelMG 13 sty 2015, 17:09
Na sam początek proszę o wybaczenie za moją nieobecność w ciągu ostatniego miesiąca. Było to spowodowane brakiem pewnej rzeczy... nie, nie chodzi mi o czas. Nie chodzi też o dostęp do komputera. Chodzi po prostu o... wenę? Tak, chyba mogę to nazwać weną. Wiele razy zabierałem się do tego, aby coś napisać, ale najwięcej mam do powiedzenia tylko w określonych warunkach i przy odpowiednim samopoczuciu. Więc witam!

wel2, dziękuję, to miłe, że tak sądzisz. Co do obszerności moich postów, to ja po prostu lubię pisać... Wylanie z siebie swoich myśli i uczuć sprawia mi dużą ulgę i przyjemność. Mam nadzieję, że nie będzie to stanowić problemu.

khaleesi, rozumiem o co chodzi. Możliwe, że to rzeczywiście pomaga, jednak ja... tak, to nie jest takie proste, ale dobrze wiem, że co najmniej połowa wszystkich problemów, którymi się zadręczam to głupoty - takie, które ktoś "normalny" potrafiłby rozwiązać w kilka chwil, ale ja zawsze muszę analizować wszystko, każdą sprawę, której żadne z rozwiązań na dodatek nie będzie dobre...

rikuhod, w samorealizacji i rozrywce najbardziej przeszkadzają mi natrętne myśli - takie, które podsuwają mi różne absurdalne wyobrażenia i wizje, które tak niesamowicie bolą i napawają strachem, że wyjście jest tylko jedno - przestać. Znam ten schemat - im bardziej uciekasz od myśli, tym skuteczniej wdzierają się do świadomości. Nie mam pojęcia, z czym jest u mnie problem... Ja po prostu nie potrafię zobojętnieć na te myśli. Zaczynam nawet wątpić, czy to rzeczywiście jest wina mojej perfekcjonistycznej natury, czy też może skrajnego braku zaufania do siebie i pewności. Wiem, że moje myśli i czynności, jakie dyktują mi natręctwa są absurdalne, ale nie mogę sobie tego nadal uświadomić. Nie potrafię uwierzyć, że te wszystkie myśli to po prostu chore wytwory mojej przewrażliwionej wyobraźni.

Zobojętnienie na myśli jest tym trudniejsze, że atakują one albo mnie bezpośrednio albo moich bliskich - i to w taki okrutny sposób, że zawsze dobierają najstraszniejsze w danym momencie scenariusze, albo takie, które mają szansę wydarzenia się naprawdę. W ten sposób pojawia się u mnie myślenie magiczne - "nie rób tego, to uratujesz swoją rodzinę", albo "zrób to, to wszystko będzie dobrze" (myślenie życzeniowe?). To okrutne - zwłaszcza wtedy, gdy pomimo usilnych chęci... próba ratunku nie przynosi niczego dobrego, a nawet wręcz przeciwnie - poprzez wykonanie "ratowniczego" natręctwa, dzieje się coś, czego później żałuję...

Dziękuję za wszystkie rady. Pozdrawiam!
"Czy tylko ja im więcej wiem, tym gorzej się czuję?" ~ die Last, Hipochondryk
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
17 lis 2014, 18:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do