Boje się że, coś złego sie wydarzy, lub stanie rodzinie...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Avatar użytkownika
przez agapla 03 cze 2006, 21:19
A co ma do tego Bóg? tzn że człowiek niewierzący jest z góry skazany na przegraną dopóki się nie nawróci? :shock:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez kochajacy 03 cze 2006, 21:30
agapla napisał(a):A co ma do tego Bóg? tzn że człowiek niewierzący jest z góry skazany na przegraną dopóki się nie nawróci? Shocked


jak zauwazylas napisalem:

kochajacy napisał(a):afirmacja tych wartosci i wspieranie sie wiara w Boga to [b]wg mnie[/b/] najlepsza droga Idea


czlowiek niewierzacy ma prawo robic to na co tylko ma ochote :)
ale czlowiek wierzacy ma w sobie moc wyplywajaca z wiary
czlowiek wierzacy ma w sobie ufnosc w to ze kieruje nim i wspomaga go ktos kto ma nieograniczone mozliwosci ,ktos kto kocha miliony razy bardziej niz ktokolwiek inny.
to wyzwala ogromne poklady energii ,ogromna wole zycia i milosc

warto tez zwrocic uwage na wartosci jakie plyna z wiary ,sa one uniwersalne
milosc i akceptacja
czego wiecej nam trzeba :?: :)
"Człowiek doskonały posługuje się swym umysłem jak zwierciadłem. Zwierciadło niczego nie chwyta, niczego nie odrzuca; przyjmuje, lecz nie zatrzymuje." / Czuang Tsy /
Avatar użytkownika
Offline
Posty
603
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 21:03
Lokalizacja
z domu

Avatar użytkownika
przez no_fear 03 cze 2006, 21:40
Czesc Jurand!

Ja bym nie pakował się w żadne leki, skoro jakotako funkcjonujesz, pracujesz itp., no chyba że grupa lęków się powiększy i utrudni ci w dużym stopniu funkcjonowanie.
Te lęki o rodzinę i lokomocyjne mogą wynikać ze zbyt dużego poczucia odpowiedzialności oraz nadmiernej chęci kontroli twojego życia i twoich bliskich:
Wiadomo, ze w domu tez moze sie cos przydarzyc. Ale w domu tez wyeliminowalem wiekszosc niebezpieczenstw. I jestem bardziej spokojny kiedy mam nad czyms kontrole.

Brak kontroli pobudza twoją wyobraźnie do kreowania czarnych scenariuszy, możliwych, ale mało prawdopodnych. Pomyśl, że tak naprawdę każdy człowiek musi liczyć się z różnymi zagrożeniami, każdy teoretycznie jest tak samo "zagrożony". Świadmośc zagrożeń jest ważna, ale paraliżowanie swojego życia z tego powodu jest bezsensowne. Nie jesteś w stanie kontrolować wszystkiego w swoim życiu, nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkich zagrożeń, nie możesz mieć wpływu na wszytko co cie otacza. Czasami po prostu TRZEBA ŻYĆ.

W dłuższym okresie, dla własnego komfortu warto popracować nad tym z psychologiem, bo wiesz czas leci, a ty będziesz "zatykał" swoje lęki jakimiś półśrodkami. Technicznie, naprawdę warto znaleźć dobrego na miejscu, troche wysiłku i na pewno ktoś się znajdzie. Z tym jęzkiem to nie rozumiem, podejrzewam że angielski biegle skoro w norwegii, więc w czym problem?
Yes Can Do!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
13 maja 2006, 15:24
Lokalizacja
Wawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Coraz blizej

przez Jurand 03 cze 2006, 23:26
Super no_fear. Caraz bardziej zblizam sie do sedna problemu.
Chec kontroli albo inaczej lek przed niewiadomym, niepewnym itp..
Do tego to sie sprowadza.
Wyobrazcie sobie, ze gdy przed wyjazdem zony z dziecmi, zaloze sobie z gory czarny scenariusz i godze sie znim. Jest mi wtedy latwiej. Okropne ale prawdzine.
Jezeli wracaja cali i zdrowi jestem wtedy bardzo uradowany jakby cud sie stal i zartwych wstali. Natomiast gdy nie akceptuje czarnego scenariusza przed ich wyjazdem po ich powrocie jestem zly, ze pojechali i ja musialem sie o nich martwic.
Czy ktos z was podobnie sobie tlumaczy i pomaga w taki glupi sposob.

Czyli gdy pogodze sie z faktem, ze Jutro umieram, zalatwiam swoje prywatne srawy to moze bylbym w stanie poleciec nawet na ksiezyc bo juz pogodzilem sie z faktem smierci.
Kiedys czytalem ksiazke Bhagwana Shree Rajneesha "Sztuka umierania" i tam dowiedzialem sie, ze aby moc byc w pelni szczesliwy na ziemi i nie bac sie trzeba pogodzic sie z faktem smierci, a wlasnie w tym tkwi problem, ze ja jak na razie nie moge z tym faktem sie pogodzic.

Pozdrawiam Jurand
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
29 maja 2006, 00:06
Lokalizacja
Europa

Avatar użytkownika
przez no_fear 03 cze 2006, 23:59
Wydaje mi się, że docelowo to nie powinieneś od razu zakladać katastrof a później cieszyć się ze się nie wydarzyły :)
Ten mechanizm który opisałeś jest charakterystyczny dla natręctw i lęków. Boisz się czarnych scneriuszy i do tej pory panicznie ich unikałeś. Nie chciałeś pogodzić się tym że istnieją i mogą sie zdarzyć i że nie możesz ich kontrolować. W momencie gdy skonfrontowałeś się z czarnym scenariuszem wobrażając go sobie i godząc się z nim, że może się wydarzyć, tak naprawde twoja świadomośc zaakceptowała te fakty i obnażyła twój lęk :)

Teraz nie chodzi o to żeby za każdym razem sobie tak radzić, bo chyba nie chcesz życ czarnymi scenariuszami ?:)
Chodzi u UREALNIENIE swoich wyobrażeń oraz uświadomienie sobie że nie ma się kontroli nad zdarzeniami na które nie mamy wpływu, nie można się za nie winić i często nie można ich przewidzieć.
Yes Can Do!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
13 maja 2006, 15:24
Lokalizacja
Wawa

Dwa wybory

przez Jurand 04 cze 2006, 00:21
Wiec wlasnie dlatego mam dwa wybory w takich sytuacjach:
1. Przyjac czarny scenariusz i cieszyc sie gdy sie nie spelni
2. Unikac sytuacji stwarzajacych zagrozenia. Czyli namowienie zony na pozostanie w domu. Zalatwienie spraw za nia itp

Ktore z tych rozwiazan jest lepsze?

To tak samo ze strachem lotem samolotem. tam nie ma sie kontroli. Gdy jedziesz samochodem, Ty osobiscie kontrolujesz, gdy jedzie zona i ciebie nie ma przy niej nie masz kontroli.

Wiec wniosek jest taki. Ja staram sie unikac zdarzen nad ktorymi nie moge miec kontroli

Powiedzcie jak w takich sytuacjach zdrowy czlowiek reaguje. Czy zdrowi nie boja sie. Nie mysla o zagrozeniach. Przeciez na przyklad ryzyko w pojechania na wakacje smolotem (strach przed lotem). I kladac wszystko na wadze, wiadomo,ze wybiore zycie niz ryzyko smierci w wypadku samolotem, a po drugiej stronie 2 tygodnie fajnych wakacji.

Ludzie przeciez bycie normalnym to bycie nienormalnym. Czyzby caly swiat nalezal do lekkoduchow.

No to starczy na dzisiaj, dalszy ciag jutro, bo dzisiaj cos nieskladnie mi sie pisze
Jurand
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
29 maja 2006, 00:06
Lokalizacja
Europa

Re: Dwa wybory

Avatar użytkownika
przez no_fear 04 cze 2006, 01:05
Jurand napisał(a):Wiec wlasnie dlatego mam dwa wybory w takich sytuacjach:
1. Przyjac czarny scenariusz i cieszyc sie gdy sie nie spelni
2. Unikac sytuacji stwarzajacych zagrozenia. Czyli namowienie zony na pozostanie w domu. Zalatwienie spraw za nia itp

Ktore z tych rozwiazan jest lepsze?

3. Rozważyć zagrożenie, zrozumieć że jest realne, ale mało prawdopodobne i że ma się niewielki wpływ. Być świadomym konsekwencji i braku kontroli.

W ten sposób z czasem twoja psychika powinna przestac uruchamiac tę lawinę niepokojów. Tylko że tak naprawdę to podejrzewam że podejście powinno być bardziej kompletne, tzn. do nerwicy jako takiej - uciąć korzenie a nie gałezie - te potrafią odrastać.


Jurand napisał(a):Powiedzcie jak w takich sytuacjach zdrowy czlowiek reaguje. Czy zdrowi nie boja sie. Nie mysla o zagrozeniach. Przeciez na przyklad ryzyko w pojechania na wakacje smolotem (strach przed lotem). I kladac wszystko na wadze, wiadomo,ze wybiore zycie niz ryzyko smierci w wypadku samolotem, a po drugiej stronie 2 tygodnie fajnych wakacji.

Ludzie przeciez bycie normalnym to bycie nienormalnym. Czyzby caly swiat nalezal do lekkoduchow.

No to starczy na dzisiaj, dalszy ciag jutro, bo dzisiaj cos nieskladnie mi sie pisze
Jurand

Nie to nie jest chyba tak. Są ludzie którzy się boją ogólnie, boją w pewnych określonych sytuacjach i tacy jak nerwicowcy - rozregulowani potrafiący rozdmuchać byle lęk do niewyobrażalnych rozmiarów.

Ja podchodze w ten sposób - ostatnio sypał mi sie samochód - miałem świadomość konkretnego zagrożenia, unikałem jazdy albo jeździłem powoli, do momentu aż go naprawiłem (wcześniej technicnzie nie mogłem tego zrobić). Byłem świadomy ryzyka i je podejmowałem. Gdy już je podjąłem nie siedziałem sparaliżowany - "żeby tylko nic się nie zdarzyło!". Zdecydowałem, reszta jest w rękach losu i czegoś co było w danym momencie poza moją kontrolą - samochodu. W ten sposób przestałem myśleć o zagrożeniu, po prostu jechałem przed siebie :)
Yes Can Do!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
13 maja 2006, 15:24
Lokalizacja
Wawa

przez atrucha 06 cze 2006, 17:36
Jurand Twoja historia do złudzenia przypomina dramaty mojej koleżanki. Mieszka w Krakowie a rodzinę ma w Wieluniu. Kiedy mąż zabierał dzieci i jechał do Wielunia,ona wpadała w panikę. Dzwoniła do mnie i płacząc opowiadała o swoim strachu. Potwornie bała się,ze rodzinie przytrafi się coś w czasie drogi. Nie było sposobu na uspokojenie jej.. Żadne rozsądne tłumaczenia nie dawały efektu. Rozmawiając z nią odnosiło się wrazenie,ze jest chora psychicznie.. Z czasem zaczęła unikać miejsc publicznych np.środków lakomocji.Wolała trasę do przedszkola z dzieckiem pokonywać pieszo bo uważała,ze tramwaj jest siedliskiem bakterii,wirusów etc.. W zimie zamykała się szczelnie z dziećmi w dusznym mieszkaniu..bo choroby krążą światem. Nie pozwalała sobie w żaden sposób pomóc. Kiedy była już w sytuacjach podbramkowych szła do psychiatry a kiedy ten wystawiał jej receptę na leki,rezygnowała z niego i udawała się do kolejnego.. Trwało to ponad rok.. Rozmawiałam z moim lekarzem o niej. Pani dr. stwierdziła,ze nic nie można zrobić. Koleżanka musiałaby zagrażać sobie lub otoczeniu,by można było poddać ją przymusowemu leczeniu. Samo zamykanie dzieci przed światem w obawie przed chorobą nie jest wystarczającym powodem. Historia zakończyła się chyba pozytywnie. Min.ze względu na męża wreszcie zdobyła się na wykupienie lekarstw..Zmieniła się diametralnie. Jest teraz spokojną osobą i żałuje,ze wcześniej nie pozwoliła sobie pomóc. Choroba potrafi pozbawić człowieka logicznego myślenia.. Trzymam kciuki za Ciebie:) Pozdrówki.
Bądźcie dzielni! Pa :)
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

Logika i smierc

przez Jurand 06 cze 2006, 23:57
Czy logigika i statystyka jest czyms na czym powinnismy sie opierac.
Popatrz. Patrze logicznie z samolubnego punktu widzenia. Wole podrozowac razem z rodzina i wtedy szansa ze zginiemy wszyscy jest wieksza. A ja na logike wybralem, ze nie chce aby czlonkowie zgineli a ja bym pozostal ze smutkiem. Logika tez pozwala mi wybierac rodzaj smierci jaka wolalbym zginac. Samobojstwa nigdy bym nie popelnil bo kocham zycie, ale gdybym mial prawo wyboru smierci, chcialbym z niego skorzystac.

Jurand
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
29 maja 2006, 00:06
Lokalizacja
Europa

przez aska 07 cze 2006, 14:10
Jurand nie myśl ciągle o smierci bo tylko si e nakręcasz.ja od jakiegos czasu z tym walczę i znalazłam na to sposób,który z pewnością nie zabierze Ci z głowy wszystkich ;bań; ale może trochę pomoże.jak rodzinka pojedzie to nie mysl co sie moze stac tylko ,że nic nie ma prawa sie stac bo przeciezz nigdy sie nic nie stało.jezeli to nie pomoze to myśl(ja tak myślę)co ma sie stac to niech sie stanie i już. ja nie mam na to wpływu.takie życie.wiem ,że to nie łatwe ale pomożesz sobie i rodzinie ,bo jak znam życie to pewnie ich ciągle zadręczasz swoimi ;troskami;
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
17 lut 2006, 19:26

samoloty

przez Angelika 07 cze 2006, 16:00
Twoje obawa o zdrowie Rodziny sa bardzo normalnym objawem,swiadczy to iz podobnie jak kazdy z nas jetes bardzo zwiazany ze swoja rodzina.Moim zdaniem nie powinienes jednak sie tak dreczyc,pozwol odetchnac sobie od dreczacych Cie katastrofalnych wizji poniewaz one tylko poglebia Cie w stresie a to rowniez moze sie odbijac zle na samopoczuciu Twoich najblizszych.Zacznij wspolnie z nimi cieszyc sie zyciem,zorganizuj jakis piknik za miastem albo zabierz dzieci do zoo zobaczysz wtedy jaka bedzie z tego powodu radosc i frajda.Nie poddawaj sie zlym myslom-zycie jest piekne i naucz sie z niego korzystac!!!
Angelika
Offline

przez Mrówka 25 cze 2006, 14:48
No właśnie, tak trochę pobieżnie przeczytałam, ale wydaje mi się, że to chyba wymaga głownie pomocy psychoterapeuty, sama chemia może jedynie pomóc, żeby w ogóle jakos zacząc funkocjonować. Ja jestem trochę młodsza, nie mam jeszcze swojej rodziny, ale mam podobny problem jeśli chodzi o rodzinę, gł. Mamę, przeraża mnie to, że coś może jej się stać, że może umrzeć, nie wiem jak to przeżyję, stracę cały sens życia...ale wiem że mój stosuenk do tego jest chory i że nie mogę wszystkich uwięzić w domu, żeby się o nich nie bać...mi pomaga takie lakerstwo seroxat, ale i tak gł. problem polega na dłuższej psychoterapii.W końcu chyba znalazłam możliwość dobrej psychoterapii i wiem, że to mi potrzebne. A do samolotu też bym nie wpadła, choć w Polsce ginie 6 tys osób rocznie na drogach a w wypadkach samolotowych to są znikome procenty na całym świecie - licząc oczywiście proporcjonalnie do osobokilometrów odbywanych lotów (bo zaraz ktoś powie, że samolotem mniej osób lata itd.). Jednym słowem sugeruję psychoterpeutę, bo inaczej i Ty i Rodzina możecie przeżywć koszmar.
Cała rzecz w tym,by mieć trochę względów i troski o Innych - Kubuś Puchatek
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

pomozcie mi

przez mlody 12 lip 2006, 14:33
czesc od jakiegos czasu mam glupie mysli mozna powiedziec ze nawet bardzo.
ciagle mysle co sie stanie jak umrze moja mama , nie moge sobie wyobrazic co wtedy zrobie , ciagle placze, przypominam sobie ile dla mnie zrobila , jak bardzo sie o mnie trosczyla i kochala mnie.
gdy ide spac ciagle o tym mysle i placze rano wstaje placze , w dzien to samo.
pomozcie mi prosze :(
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
12 lip 2006, 14:29

przez Mrówka 12 lip 2006, 15:02
tez to mam. Zaczęło się jak miałam 3-4 latka, ale juz wiedziałam czym jest śmierć. Pamiętam, ze wtedy lezałam w łóżku i wymyśliłam, że chciałabym umrzeć przed Nią, żeby tego nie doświadczyć. I tak się ciągnie do dziś. Pamiętam nawet swój najgorszy sen, który miałam w wieku kilku latek i on dotyczył śmierci mojej mamy i był makabryczny. U mnie w domu nie było dobrze, ale moja mama się bardzo poświęcała całe życie i za 100000 spraw jestem jej wdzięczna.
Myślę, ze jedynym lekarstwem na ten lęk jest dłuższa pscyhoterapia, ale ja jakoś nie mogę trafić na dobrego terapeutę.
Pozrawiam
PS ja mam 26 lat i ciągle nie umiem sobie poradzić z tym lękiem przed śmiercią mojaj mamy.
Cała rzecz w tym,by mieć trochę względów i troski o Innych - Kubuś Puchatek
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do