Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez Lucy86 21 wrz 2007, 16:45
Nie ma nadziei, bo sobie znalazł jakąś nową kobietę, z którą w dodatku zaczął się spotykać, jak jeszcze był ze mną :/ porażka...nie chce mi się żyć...
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 21 wrz 2007, 17:05
to oznacza, że nie był wart twoich uczuć... ;( jeśli cię oszukał, to najgorsze co mógł kiedykolwiek zrobić... zobaczysz, jeszcze kiedyś będzie chciał do ciebie wrócić...
nie mów prosze, że życie nie ma już sensu... jesteś młoda, całe życie przed Tobą... poznasz jeszcze wielu ludzi.... trzeba żyć dalej, znaleźć kolejny sens życia... trzymam kciuki żeby ci się powiodło..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez apsik84 21 wrz 2007, 17:14
Cicha: większość ludzi myśli że nn jest tylko wtedy jak za często myjesz ręce, chodzisz po liniach chodnikowych i inne kompulsje. Nie zwracają uwagi, że nn to też myśli - wredne, męczące, torturujące myśli... to nawet cięższe od kompulsji.. wg mnie. Może ten Twoj psycholog był niedouczony? ;)

Lucy po takim koszmarze jaki przeszłaś dostajesz kolejnego kopa i to od osoby, o którą walczyłaś ze swoim największym wrogiem - chorobą. Tak mi się przykro zrobiło kiedy przeczytałam Twojego posta, że nie wiem co powiedzieć. Może tylko jedno małe szepczące pocieszenie, że zwyciężyłaś nn i że w przyszłości w następnym związku będziesz wiedzieć, że potrafisz kochać. Pewnie żadne to pocieszenie dla Ciebie w obecnej chwili... Przytulam Cię mocno i wierzę, że życie jeszcze Ci sprawi wiele miłych niespodzianek. Nawet jeśli Ty nie wierzysz to ja będę... z tej bezradności tylko tyle mogę dla Ciebie zrobić.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez cicha 24 wrz 2007, 18:37
apsik84 jesteś naprawde super!!
Lucy nie martw sie, będzie wszystko wporzadku! Chłopak nie byl wart Twoich uczuc...powinien byc swiadomy, ze bardzo Cie zranil...ale powinnaś starać sie o tym zapomnieć, rozumiem, ze bedzie Ci tak trodno, ale nie ma na to innej rady... tak jak powiedziala Bad Girl że "trzeba żyć dalej, znaleźć kolejny sens życia...". Na pocieszenie tez mocno Cie przytulam i zapewniam Cie że odnajdziesz w życiu szczeście, jakiego jeszcze nie miałaś ;)

A jesli chodzi o mnie, to jest wporzadku, radze sobie.. czasem mysli są bardzo uciazliwe, ale wiem ze to tylko myśli i ze wcale bym tak nie pomyslala! Najważniejsze NIE PODDAWAC SIE ;) !! chodz czasem jest trodno...
aha i mam jeszcze pytanko czy ktos z was tu forumowiczow brał kiedyś Xanaks ?
Pozdrawiam
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez kapralis 26 wrz 2007, 16:23
Witam,

Jestem nowym użytkownikiem forum ale przyznam się szczerze, że omawiany tu problem dotyczy mnie od czerwca tamtego roku, kiedy to nagle zaczely mnie atakowac mysli i przeczucia, czy aby kocham napewno swoja dziewczyne... tego dnia bylem ostatni dzien na delegacji, przed ktora 2 tygodnie wczesniej oswiadczylem sie mojej ukochanej. Bylismy wtedy ponad pol rok uze soba i byl onam cudownie razem, juz nawet zamieszkalismy razem :-) Te delefacje mnie wykanczaly, abrdzo tesknilem i pewnego dnia - ostatniej nocy przed wylotem powrotnym do warszyawy spojrzałem jak zwykle na moja komorke gdzie na tapecie znajdowala sie moja ukochana i stwierdzilem (az strach sobei to przypominac), że jej chyba nie kocham, bo nic nie czuje..... To byl najgorszy dzien i najgorsza noc w moim zyciu. Mecze sie z tym 1 rok i 3 miesiace juz. Szukalem pomocy w wielu miejscach, a dopiero neidawno trafilem na to forum - fakt, ze znalazlem ten topic bardzo mnie umocnil w przekonani , ze takie stany nie sa normalne i ludzie roztsajacy sie z prawdziwego "nie kochania" nie reaguja tak jak my tutaj... Bylem u paru psychologow i 2 psychiatrow, dopiero ostatni psychiatra stwierdzil, ze to zadna depresja - tak jak myslalem, ale objawy nerwicy adaptacyjnej (podobno reakcja na wyprowadzke z domu i zareczyny), oraz nerwicy antrectw. Zaproponowala mi 8 tygodniowe leczenie w klinice nerwic na ul. sobieskiego w Warszawie. chciałbym sie od was dowiedziec, przde wszystkim co u was i ja ksobie radzic z tym "czyms"? Wie ktos moze cos nt. tej kliniki, czy faktycznie jest taka dobra jak ta pani dr. mi mowila?
Swoja droga ona lecze w Centrum rozwoju osobowosci na Woronicza 15 i nazwya sie beata Klimaszewska-Janke - zna ktos? :-) Pozdraiwam Was wszystkich - wiem co przezywacie/przezywaliscie i wiem ze warto walczyc - ja sie chyba nie poddam :-)
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez apsik84 29 wrz 2007, 12:03
hej

Ja się nie poddałam i jeśli to wróci drugi raz też będę walczyć, bo wiem, że warto. Jestem szczęśliwa i upewniłam się w tym, że naprawdę kocham.

Widzę, że Ty musisz bardzo kochać swoją dziewczynę, bo miałeś całą "wycieczkę" po lekarzach i nie dałeś sobie spokoju, dopóki nie znalazłeś przyczyny. Nie chciałeś przyznać racji tym głupim myślom. I właśnie tak trzeba działać. Nie zgadzać się na to, by te myśli kierowały życiem. Mieć upór i go właściwie wykorzystać. Pomimo ogromnego bólu, niemocy i wątpliwości niemal nie do przejścia - mieć świadomość, że to czyste oszczerstwa i nieprawda. Poza tym psychoterapia i leki - ta mieszanka mnie wyleczyła. Przynajmniej tak mi się wydaje ;) od kilku dobrych miesięcy jest super. Tylko jeszcze muszę odstawić leki...

Życzę powodzenia i lektura tego wątku również może pomóc. Jak go znalazłam to przeczytałam cały (prawda, że wtedy był krótszy, ale mimo wszystko zachęcam do przeczytania ;) )- dzięki temu tak naprawdę miałam siły do walki i świadomość, że nie jestem sama.

Pozdrawiam wszystkich! Mam nadzieję, że sobie radzicie :)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez kapralis 29 wrz 2007, 19:24
Witaj apsik84 :-)

Dziękuje za odpowiedz na mojego posta - ciesze się, że odpisałaśbo już się martwiłem, czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda - fajnie, że jesteś :-) Co do wątku to jestem z wami od początku wrześniea - wtedy to trafiłem na to forum i ku mojej uciesze ujrzałem ten temat, wiec odrazu przystąpiłem do lektury. Napisałem pierwszego posta dopiero w momencie, gdy doczytałem całośc do 67 storny :-) Jestem z Wami i Waszymi problemami w zwiazku z tym na bbieżąco :-) Nie będe ukrywał, że lektura tego cąłego tematu przez 67 dłuygich stron bardzo mi pomogła i jeszcze bardziej upewniła mnie w tym, że to co mnie dręczy to nie strach przed odejsciem z powodu braku miłości, a jedynie problem choroby zwanej nerwicą w róznej odmianie (adaptacyjna, natręctw, jedno licho, ale kazda umiejetnie utrudnia czlowiekowi zycie). Od listopada mam byc 8 tygodni na zwolnieniu lekarskim z kliniki i uczeszczac na terapie do osrodka od poniedizałku do piatku od 8:00 do 16:00 - czeka mnie mnostwo pracy ale na moje pytanie do Pani dr z kliniki nerwic, czy wyjde z tego i jakie sa rokowania ;-) odpowiedziała z usmiechem: spokojnie, będzie Pan żył ;-) ;-). Ciesze się, że miałem Was - jesteście wielkim Skarbem i bardzo dobrymi ludzmi - pamietajcie o tym. Daliscie mi bardzo wiele, a nawet nie wiedzieliscie o tym bo ise nie odzywalem :-) teraz poczulem sie w obowiazku podziekowac wam za 67 stron porad, dzielenia sie trudnosciami, smutkami i drobnymi sukcesami, ktore dawały mi siłę do walki w najtrudniejszych chwilach - dziekuje :-) Mysle, że dam rade ;-) Mimo nerwicy i tych najtrudniejszych chwil, tego bolu w klatce piersiowej niewiadomoego pochodzenia i czestych lekow wieczorem i w nocy, che jak najszybciej z tego wyjsc :-) Planuje pobrac sie za rok w czerwcu z moja najukochansza narzeczona i mam nadzieje, ze do tego czasu bedzie duzo lepiej i troche sie "ogarne" :-) Ponadto stwierdzam jeden fakt - mialas racje, ze trzeba dojrzec, jestem juz z narzeczona 2 lata a od poltora roku ejstesmy narzeczenstwem - faktycznie teraz juz nic nie bedzie takie samo, co nie znaczy ze bedzie gorzej :-) Motyli i chemii juz dawno nei ma ;-) ale i bez tego da sie szczesliwie i bardzo przyjemnie zyc, takie zycie nie jest pasmem codziennych uniesien, jest po prostu zwykle, ludzkie, ale prawdziwe i przez to piekne :-) Chyba musialem do tego dojrzec i Wasze wypowiedzi w tym temacie bardzo mi pomogly :-), jako ze jestem tez 84 rocznik, wiec problemy z dojrzaloscia napewno podobne :-) Walczcie bo warto, trzymam za Was kciuki - dacie rade :-)

Pozdrawiam Serdecznie,
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez cicha 30 wrz 2007, 20:35
Witam Kochani!

kapralis pamiętaj, że "nie jesteś sam i nie będziesz sam..." Właśnie po to jest to forum żeby sobie na wzajem pomagać, żeby sie wyżalić i wypłakać, żeby sie cieszyć z życia, bo przecież ma sie tylko jedno i ono jest takie piękne!! Trzeba uwierzyć w siebie i powiedzieć nerwicy nie! "Nie będzie mną choróbsko rządziło!!" ;) Uwierz mi, że w końcu przyjdą takie chwile kiedy powiesz, ze nareszcie nie masz już tych lęków! Głowa do góry ;)

Jeśli chodzi o mnie to jest w miarę ok, nie mam leków ale myśli nadal sie pojawiają... Mam w domu lek "xanaks" , ktory zostawiam na tzw "czarną godzinę" zostawie go na te chwile kiedy będzie mi naprawdę źle! Myśli nadal sie pojawiają, modle sie żebym zawsze była z moim ukochanym i żeby on był ze mną i zeby ta miłość trwała już wiecznie!! Wierze w to, że zawsze będziemy razem i wiem, że tak będzie!! Nie poddam się!! Nawet jak ogarnie mnie lęk!
Nadal mam te mysli, ze moze to nie ten, moze ja juz nie kocham? A za chwile, kiedy mnie mocno przytula zachciewa mi sie płakać, bo czuje jak on bardzo mnie kocha, i czuje to jak ja go bardzo kocham! Nie umiałabym bez niego żyć! On żyje we mnie! W moim sercu i juz na zawsze razem!! Kocham Cię!!
Kochani piszcie jak u was, mam nadzieje, ze dobrze ;) Pamiętajcie NIE JESTEśCIE SAMI!! Pozdrawiam cieplutko i trzymajcie się!!!! ;) ;)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez kapralis 01 paź 2007, 19:17
Dzięki cicha za słowa oparcia :-) Jesteś wielka!

Wszyscy tu obecni wiemy przez co przechodziliśmy, przechodzimy i przez co przyjdzie nam jeszcze przejść i z czym sie w przyszłości zmierzyć. Ale wiemy również, że warto, że trzeba bo szkoda marnować życie na niepewności i wahania. Bardzo kochamy naszych partnerów i dla nich warto przez to przejść by stać się silniejszym człowiekiem i być jeszcze większym dla nich oparciem w trudnych chwilach by odwdzieczyc im sie za ich dobro, cierpliwosc i pomoc w trudnych chwilach, kiedy meirzym ysie z watpliwosciami. Jednak nadal dajemy rade i nie poddajemy sie iwierze ,ze kazdy z ans predzejczy pozniej przestanie tu zagladac, ze bedzie to tylko mile wspomnienie dzielenia sie smutkami z innymi nieznajomymi ludzmi bez zadnych obaw o powrot :-) Wierze, ze akzdy z ans zbuduje swoje szczescie, przechodzac przez cierpienie i udowadniajac sobie, ze obralo sie najlepsza z mozliwych drog :-) Tego sobie i wam serdecznie z calego serca zycze :-)
Czasem jest trudno - strasznie mnie boli klatka piersiowa., taki dziwny lek/strach i palenie w srodku, to jest najgorsze ale poki co daje rade :-)
Pozdrawiam WAS :-)
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez cicha 08 paź 2007, 16:47
witam was kochani!!
ahh..co tu duzo mowić, nerwica chyba mi nie przejdzie :cry: wczoraj miałam wrazenie, ze wracają mi lęki, mam coraz więcej myśli, tych złych ..boje sie wszystkiego! Na dodatek najbardziej przytłacza mnie to, że kiedyś byłam taką optymistką, a teraz pesymistycznie patrze na świat... nigdy tyle razy nie płakałam, a teraz....cierpie! Boje sie, że przestane kochać mojego ukochanego!! Tak bardzo się tego boje!!! Jest dla mnie największym skarbem na świecie!! Mam przed oczami różne sytuacje np. to że widze mojego ukochanego z inną, a za chwile zachciewa mi sie płakać, a potem zapominam o tej sytuacji! Matko..!! Zwariować mozna z tą nerwicą! Wiem, że nie można się poddać, walcze!!! W sobote wziełam 1\4 tabletki XANAX, czy ktoś z was brał tą tabletke?? Słyszałam, że jest to wspaniały lek!! Moja babcia ma depresje, przyjezdza do niej psychiatra i juz kilka miesięcy a nawet z ponad 2 lata przepisuje jej mianserin i raz sie czuje dobrze, a raz zle, i teraz babcia zaczela stopniowo brac pol tabletki XANAXU, i widze ją w dobrym nastroju, mówi, że chce jej się wszystko, ale od tego leku mozna sie uzależnić, wiedz boje sie sama go brać czesto! Będe brała tylko wtedy, gdy będe sie czuła naprawde żle! Najbardziej boje sie, że lęki wrócą, a wtedy koniec ze szkoła, nie będe umiala sobie poradzić w szkole i nie zdam...:(:( Najważniejsze, że wiem, ze to nerwica tak na mnie działa, a nie ja sama! Często pojawia się stres... nie tylko na punkcie tych myśli natrętnych o moim ukochanym, ale też na innym punkcie... :(

pozdrawiam!!
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez kapralis 11 paź 2007, 08:14
Witaj cicha,

u mnie póki co średnio - męczą mnie jeszcze bóle w klatce piersiowej i bezsenność ale ogólnie jest lepiej niż na początku moich zmagań. Czuje sie ponadto wypalony emocjonalnie, a najgorsze jest to, że planujemy ślub na lipiec a ja mam te wahania nastroju i te ciagle niepewności - to strasznie wykańczające. Trzymam za Ciebie kciuki - dasz rade - pamiętaj, że masz o co walczyć i że warto :-) Napewno dasz sobie rade.

P.S.: apsik i piko co u was? Bad girl mjeciu zagladacie tu jeszcze?
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez mieciu 12 paź 2007, 14:44
Zaglądamy, zaglądamy:). U mnie jest tak sobie ani strasznie ani super. Jakoś się trzymam. Pozdrowionka:)
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez cicha 12 paź 2007, 15:49
witaj kapralis !!
dzieki za słowa wsparcia! jak narazie od 3 dni jest mi "normalnie" czyli nie mam mysli, odpoczywam od nich ale i tak wiem ze za chwile sie pojawią! Kapralis wiem, ze jest Ci bardzo ciezko z tymi myslami, tak jak kazdemu z nas, wiemy ze kochamy, ale i tak sa jakies watpliwości... jesli chodzi o Twoj słub to napewno nie popelniasz rzadnego błedu, bo skoro bierzesz slub to oznaka ze osoba ktora za Ciebie wyjdzie jest wyjątkowa, a ja moge zyczyc Ci tylko szcześcia i pamietaj, ze mozesz liczyc tu na wszystkich:):) od tego jestesmy:)
Nadal boje sie czegoś... od czerwca mam te lęki a teraz doszlam do wniosku, ze tą nerwice mam od dziecka, kiedys juz mialam te lęki ale na innym punkcie, nie pamietam na jaki, lepiej nie pamietac;) Kochani trzymajcie sie cieplutko!! Pozdrawiam
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez karo1526 14 paź 2007, 16:52
witam
temat ten jest mi szczegolnie bliski. osoba, z ktora sie spotykam jest dla mnie jak dar, jestesmy juz ze soba bardzo dlugo. ten ktos to nie tylko ukochany, ale i najlepszy przyjaciel. problem w tym, ze mam te okropne natrectwa. czasami mysle, ze go trace i potrafie do niego wydzwaniac, plakac, ze umarlabym gdyby odszedl, chociaz NIC zlego sie nie dzieje, a gdy przechodzi mi ta "faza" nastepuje chwilowe szczescie, a pozniej wydaje mi sie, ze "moze ja go jednak nie kocham?" i kiedy mysle w ten sposob, zalewa mnie strach. w zyciu bym nie chciala sie z nim rozstac, to by bylo dla mnie niemozliwe, ale boje sie, ze kiedys tak zrobie przez te glupie mysli. do tej pory o kazdy zwiazek walczylam, zostalam wiele razy zraniona. zastanawiam sie czy to czasem nie jest wina wlasnie tego. moze przez to, ze nie musze walczyc, ze moge zaufac, zwierzyc sie i chyba pierwszy raz byc soba, boje sie, ze ta milosc nie jest tym samym, ze skoro nie cierpie, to ona nie jest prawdziwa? nie wiem skad to natrectwo, jest okropne. POMOCY. czasem jest lepiej, czasem gorzej, ale nie chce tych mysli. kiedy wydaje mi sie, ze moj chlopak lada chwila ze mna zerwie mysle sobie "juz wole natrectwo o tym ze ja go nie kocham", z kolei kiedy boje sie, ze moglabym go przestac kochac modle sie, zeby wrocilo tamto. mnie to tak meczy, bo ten zwiazek jest wspanialy, nie mam zadnych zastrzezen. czasem jest sprzeczka, ale to normalne. Wydaje mi sie, ze oba natrectwa sprowadzaja sie w efekcie do tego, ze nie chcialabym go po prostu stracic....
Wczesniej dotykala mnie okropna derealizacja, nastepnie paniczne mysli o schizofrenii, balam sie nawet, ze opetal mnie diabel, ze moze jestem homoseksualistka, ze mam raka, slowem - wszystkie typowe objawy. wszystkie minely i na ich miejsce wskoczylo to...
To jest jednak najgorsze. Bardzo bym chciala zeby wreszcie minelo!;(

czekam na jakies rady, cokolwiek, jak sobie z tym radzicie?


Pozdrawiam,
Karo
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
24 wrz 2007, 23:57

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do