Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez pikpokis 09 wrz 2007, 13:09
witam kochani.... tak dawno mnie nie bylo.....:( myslalam ze wyzdrowialy moje mysli.... chcialam sie odciac od tego, nie chcialam zeby cokolwiek przypominalo mi moje mysli :( ale niestety po raz enty wrocilo, miesiac temu :( jestem juz wrakiem, codziennie sie modle zeby bylo lepiej, mam od stresu bole glowy, nieustannie :( niby jakis glos mnie pociesza w zlych chwilach ale skad mam wiedziec ze to nie tylko moje urojenia:( jestem obecnie na etapie tego iz jak moj ukochany nie jest zgodny ze mna w jakiejs spraw3ie momentalnie przychodzi mysl ze nie zgadzamy sie, ze nie jestesmy dla siebie..... poza tym trzy czwarte moich znajomych sie porozstawalo, oczywiscie mysle ze i z nami tak sie stanie, caly czas mysle negatywnie, jest we mnie tyle stresu, gniewu i rozpaczy, biore nadal tabletki...... najgorsze jest to ze nie mam normalnych stanow emocjonalnych albo jest przez chwile mega euforia albo dol.... tak jak kiedys ktores z was kochani pisalo :( bardzo przepraszam was moi drodzy ze sie tutaj znowu wyplakuje ale nie mialam juz sil, nie mam :( ostanio do glowy mi weszlo ze jesli Bog nie chce spelnic naszych prosb to oznacza ze nie jest to zgodne z jego wola.... i domyslacie sie co sie ze mna dzieje.... owszem musze przyznac ze czasem jest cudowna chwila, godzina..... ale potem moje wlasne myslenie prowadzi do nerwow ze on sie ze mna nie zgadza, ze sie nie zasmial, ze zwrocil mi uwage i wpadam w zalamanie nerwowe... oj jak mnie boli glowa :( przepraszam jeszcze raz..... :(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez daablenart 09 wrz 2007, 22:27
witam! znów mnie dopadły watpliwości ,straszne natręcto<a moze to nie miłośc>miałem ich już wiele :raki zawały schizy itp ale to mnie poprostu aż boli już 2 lata mnie prześladuje.Jestem ze swoja dziewczyną 10 lat kupiliśmy mieszkanie mamy zamiar sie pobrać a tu takie straszne mysli.próbowałem juz na rózne sposoby sobie to przetłumaczyć ale lęk jest nie do wytrzymania,mam straszne problemy ze skupieniem uwagi przez ten lęk i napięcie do tego straszny metlik w głowie. Co robić jak pozbyć sie tych mysli,jak sie ich niebać
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
25 gru 2005, 11:05
Lokalizacja
sosnowiec

Avatar użytkownika
przez gusia 09 wrz 2007, 23:09
daablenart a być może dopadają Cię takie myśli ponieważ jesteś już blisko takiej stabilizacji życiowej,mieszkanie ,ślub,konkretne plany.
Myślę że to takie naturalne..
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez mieciu 10 wrz 2007, 11:29
Myślę, że Gusia ma rację - nagle wszystko będzie inne, wkraczasz w inną sferę , w sferę prawdziwej dorosłości i tego się tak bardzo obawiasz.
PIKO nie martw się, ja też mam takie wahania, czasem myślę, że jest już ok, żeby zaraz potem poczuć się tak źle jak jeszcze nigdy nie było. Pamiętaj, że ten stan nie może trwać do końca życia. Przecież, jeśli jednak uznasz, że nie chcesz być ze swoim lubym - to nie musisz z nim być. Ale będzie to zależało tylko i wyłącznie od was. A jak tam Twoja psychoterapia? Bo ja swoją przerwałem ale teraz staram się wrócić - choć tego nie widać to ona jednak bardzo pomaga. Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko.
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez cicha 10 wrz 2007, 23:04
witam!
Boje sie... Boje sie ze to wroci, wiem, ze to wraca.... Narazie jest wszystko cudownie, wspaniale, czasem sie mysli pojawią, ale nie mam juz tych stresow i lękow, przez ktore tak strasznie cierpialam...! Teraz boje sie ze to wroci..ehh!! Modle sie, zeby te stresy i lęki nie wrocily, mysli nie są takie grozne, ale czasem są, czasem sie pojawi taki stan, ze wypłakuje sie na ramieniu swojego ukochanego, ze ja na niego nie zasługuje, ze jestem okropna, czasem patrzeć na siebie nie moge... ehh :( czy to minie? Nikt nie jest wstanie tego powiedzieć... na pewno wróci...:( Musimy to jakoś przecierpieć, chodź to takie trudne! Matko, na samą myśl o tym, ze miałam te lęki i straszne stresy i płacz to wpadam w doły:( Kiedyś byłam taka zawsze optymistycznie nastawiona na świat, każdy kojarzył mnie z osobą uśmiechniętą, zawsze wesołą, a teraz.... cały czas narzekam, coś mi nie pasuje... Czasem nic mnie nie cieszy..czasem wygłupiamy sie z przyjaciółmi, śmiejemy się razem, żartujemy...czasem nie potrafię sie śmiać, bo myśle sobie "moze nie powinnam...może cos sie stanie..." Dlaczego caly czas ta obawa...nie, bo coś sie stanie... Teraz te mysli czasem odbijam na czynnościach, nie wiem czemu sie tak stalo, ale jak cos robie, np ide chodnikiem i nagle krawężnik przede mna i saobie mysle "jak na niego nadepne co sie cos ze mna i ukochanym stanie"...Boze!! To jest cos strasznego!! Nie da sie zyc na luzie, jak kiedys, bezstresowo... caly czas lęki, obawy...
Wiem tylko, ze bardzo kocham swojego chłopaka!! i juz zawsze będe!!
tłumaczyłam sobie, jesli dopadna mnie mysli, ze przeciez gdybym go nie kochala, to by mi tak nie zalezalo i bym sie o to nie bała! i wtedy mi przechodziło...teraz jestem naprawde spokojniejsza.. jestem silna, bo radze sobie bez brania lekarstw, poszlam na 2 terapie do psychologa i stwierdzilam, ze czuje sie na tyle silna, zeby sobie moc z tym samemu radzic...
Dziekuje, ze zawsze jesteś przy mnie!! Kocham Cię Tomuś!!:)
Pozdrawiam :) Bądźcie silni i sie nie dawajcie! niech choróbsko wami nie zawładnie...!! Buziaki
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 11 wrz 2007, 10:14
Dawno nie zaglądałąm na ten temat... cóż, mnie moje natrętne myśli na tyle męczyły, że odciełam się od "źródła" moich problemów. może poszłam na łatwizne... może za szybko się poddałam. ale nie widziałam innego wyjścia.
mija już ponad miesiąc jak rozstałam się ze swoim chłopakiem. nie dotrwaliśmy nawet roku, a było tak blisko.
cóż, utrzymujemy ze sobą kontakty, ale wątpie żeby cokolwiek wróciło.
pozdrawiam. trzymajcie się ciepło!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez mieciu 11 wrz 2007, 15:56
Bad Girl, i jak? Pomogło? Już jest oki?
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez Felagund 13 wrz 2007, 07:47
A u mnie ciągle dobrze :) W czerwcu natręctwa tak rozwaliły mi sesję, że nie byłem w stanie zrobić nic i poprzekładałem egzaminy na wrzesień. A teraz pozdawałem je bez większych stresów i o ile Marsjanie nie rozwalą UJ-otu to powinienem mieć naukowe :) Czasem się pojawi jakaś myśl, pojawi się 15 minutowy dołek, ale w sumie żyję już 90 % normalnie. Nerwobóle jeszcze słabsze niż wtedy, gdy byłem tu ostatnio. Ich moc spadła do 1/10 tego, co było 5 miesięcy temu :)

Dawno nie zaglądałąm na ten temat... cóż, mnie moje natrętne myśli na tyle męczyły, że odciełam się od "źródła" moich problemów. może poszłam na łatwizne... może za szybko się poddałam. ale nie widziałam innego wyjścia.


Wybacz, ale muszę zapytać od źródła czy od pretekstu ?

Bo źródło jest z reguły gdzie indziej. U mnie było to (albo raczej jeszcze jest, choć czynię postępy) nadmierne skoncentrowanie na sobie samym i próby kompensacji niskiego poczucia własnej wartości za pomocą osiągnięć. Idealny związek, świetne oceny etc...
"Każdy z was jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć, cało wyjść z burzowej chmury musi tylko w to uwierzyć" - "Arka Noego" Jacek Kaczmarski
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
17 cze 2007, 01:23

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 13 wrz 2007, 07:59
Czy pomogło... na dobrą sprawe tak. zawsze wydawało mi się, że tak tworze związki żebym potem mogła się z nich wycofać. pozbyłam się natrętnych myśli... bo już nie ma nad czym myśleć. pasuje mi to że zostaliśmy przyjaciółmi... zawsze tak wszystko kończe. wiele razy zadaje sobie jeszcze pytanie czy dobrze zrobiłam.
wygląda na to że najlepiej na tym wychodze kiedy jestem zupełnie sama. nie ranie przynajmniej nikogo z zewnątrz.
Felagund zawsze starałam się stworzyć idealny związek. ale to jest niemożliwe... nic nie jest idealne. a moje dążenia do perfekcji są czymś chorobliwym. czy jestem skoncentrowana na samym sobie? chyba nie... raczej staram się zrozumieć swoje wnętrze które jest dla mnie czymś zupełnie obcym.
niskie poczucie własnej wartości.... tak ma każdy tkwiący w depresji.
oj, a dzisiaj mam jakiś straszny dołek.
trzymajcie się kochani...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez Felagund 13 wrz 2007, 08:22
Ja nigdy nie miałem dłuższych stanów depresyjnych nie związanych z natręctwami. A niskie poczucie własnej wartości było tak zakamuflowane, że nawet sobie go nie uświadamiałem ;) Jakkolwiek dziwnie to brzmi...

Koncentracja na idealnym związku jest koncentracją na sobie samym. Inni ludzie biorą rzeczy jakimi są i cieszą się. A nam do potrzeba idealizmu, aby kompensować swoje poczucie własnej wartości. I tu jest ta koncentracja... A przynajmniej ja tak myślę :)
"Każdy z was jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć, cało wyjść z burzowej chmury musi tylko w to uwierzyć" - "Arka Noego" Jacek Kaczmarski
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
17 cze 2007, 01:23

przez apsik84 18 wrz 2007, 19:15
piko cieszę się, że się wreszcie odezwałaś. Nie napisałaś jednak, czy chodzisz dalej na psychoterapię, bo tak jak mieciu stwierdził to pomaga... piko nie trać nadziei, moja psycholog powiedziała, że ja strasznie szybko zareagowałam na leki i zaczęłam wychodzić z choroby (a przecież patrząc na to wszystko to mija ponad rok jak wpadłam w okropne obsesyjne myśli, które nie pozwoliły mi normalnie funkcjonować. Mówię oczywiście o tym najgorszym stanie wyczerpania, a nie o objawach nn, które tak naprawdę mam od dziecka). Ponoć taka reakcja na leczenie (9 miesięcy brania leków!) jest reakcją szybką!! Ku mojemu zaskoczeniu ludzie leczą się latami, różnymi rodzajami leków (czasami się miesza lekarstwa), tak więc trzymam za Ciebie kciuki, tylko pamiętaj o psychoterapii...

Cicha: ja miałam tak, że czytałam książkę i przyszła mi myśl: "jak przeczytam ostatni rozdział to znaczy, że zerwę, albo się coś z nami stanie" no i oczywiście nie przeczytałam ostatniego rozdziału... :/ przez 3 miesiące codziennie odmawiałam dziesiątkę różańca w naszej intencji, a spróbowałabym zapomnieć w jeden dzień... przestałam jak zdałam sobie sprawę, że "paplam" tą modlitwę, która stała się po prostu kolejnym rytuałem.

Ostatnio zaczynam zmniejszać dawkę leków i po woli chcę je odstawić... jestem na dobrej drodze.

Wiecie czuję się tylko trochę mniej wrażliwa na świat. Mniej wierząca w Boga - nie potrafię do Niego wrócić. Trochę bardziej "niegrzeczna", zbuntowana... Trochę mniej obchodzi mnie nauka... dziwnie:) przecież całe życie było takie perfekcyjne :)

jeszcze trzeba czasu...
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez Lucy86 19 wrz 2007, 07:57
Cześć. Piszę dopiero po tym długim czasie, bo już było dobrze...ale wczoraj wieczorem chłopak mnie poinformował, że czuł w naszym związku pustkę i poznał pewną kobietę, jest nią oczarowany i nie może mnie dłużej okłamywać ;(;( od wczoraj płaczę, myślę, co zrobiłam źle, myślę, jak bardzo go kocham, jak go zatrzymać, a w końcu, żeby sobie coś zrobić, bo dłużej tego nie zniosę ;(;( pomóżcie...
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez cicha 20 wrz 2007, 20:15
witam!
Apsik tez tak mam, ze sie modle o moj zwiazek z ukochanym, zeby nic sie z nami nie stalo itp. Naprawde jestem z siebie dumna, ze radze sobie sama, bez brania lekow i bez chodzenia na psychoterapie:) Bylam 2 razy u psychologa, ale stwierdzilam, ze to nie dla mnie, ze nie odpowiada mi ten psycholog, bo po ostatniej wizycie, kiedy to powiedzialam psycholog, ze uwazam, ze to jest nerwica natrestw, ze drecza mnie mysli, a teraz czasem i czyny, to psycholog stwierdzila, ze to za malo aby stwierdzic ze to jest nerwica natrestw... Przytłoczyło mnie to, bo potem poszłam do domu i myslalam, o tym czy to napewno choroba?, czy moze ja sie oklamuje?! To bez sensu! Wiem ze to choroba, bo nawet teraz przeszlo mi to na czyny, nie sa one takie straszne, ale mnie męczą czasami... np. Kiedy mowie swojemu ukochanemu, ze go kocham bardzo mocno to nie moge miec zalozonej nogi na nogę, bo wtedy mysle, ze moge mowic nie prawde... dla mnie to chore, bo przeciez jestem pewna swoich uczuc!! Nigdy nie bylam taka szczesliwa jak jestem teraz!! : Zreszta zawsze to powtarzam i bede to powtarzała do konca zycia!! :)
Ostatnio nawet troche sie poddałam, jakos mnie mysli naszlky i taki lekki lęk i zaczelam plakac, ale napilam sie melisy i przeszlo:) Najwazniejsze, ze wiem jak sobie z tym radzic!!
Nie traćcie nadzieji!! Pozdrawiam gorąco!!:)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 21 wrz 2007, 08:48
Lucy.... Bardzo mi się zrobiło przykro po przeczytaniu twojego postu ;(
najgorszą rzeczą w życiu jest to kiedy ktoś ukochany nas opuszcza.... zwłaszcza, że tak bardzo walczyłaś o ten związek.
może jednak jest jeszcze jakaś nadzieja?
nie możesz się teraz poddawać. musisz być silna... wyobrażam sobie co możesz teraz czuć. ale pamiętaj że czas leczy rany.
a jeszcze wszystko może się zmienić...
trzymaj się...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do