Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Avatar użytkownika
przez Twilight 01 sie 2007, 02:40
I bardzo dobrze wytrwała, wiele do napisania tu nie ma, bo jesteś tak świadoma, że wyleczysz się na 100%, nie ważne, czy szybciej, czy wolniej. A tego co zyskasz po drodze, nikt Ci nie odbierze.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez mieciu 01 sie 2007, 04:52
Ja po drodze do lepszego samopoczucia miewałem czasem bardzo dobre dni, takie w których czułem się prawie ok, prawie normalnie, po których niestety następowały strasznie głębokie doły lecz z czasem wszystko zaczęło słabnąć i stabilizować się. Mam nadzieję, że te doły już nie powrócą z tak potężną siłą. Tak, że nawet jeśli po lepszych dnia przyjdą trochę gorsze pamiętaj, że taka jest już ta droga i że będzie lepiej - napewno będzie.
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez cicha 01 sie 2007, 16:22
Witam!
Dziś byłam z moim ukochanym i mamą w poradni "tzw. interwencja kryzysowa" i opowidzialam swoja historie i nie pomogli mi, wysłali mnie gdzie indziej do innego specjalisty zajmującego sie stanami nerwicowymi. Od wczoraj u mnie jest nie najgorzej chodz są myśli, ale uświadamiam sobie, że to są tylko myśli i że to co mysle to bzdura.. chodz było kilka chwil słabości i myslalam, ze juz sie poddam...jednak sie nie poddałam i walcze dalej!
Mam opytanie: czy jest tu ktoś z forumowiczow kto mieszka w okolicach Łodzi i zna dobrego psychologa, publicznego w Łodzi? za info bede wdzieczna:)
Pozdrawiam
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

CO BY BYŁO GDYBYM PRZESTAŁ/A KOCHAĆ

przez wytrwała 02 sie 2007, 15:08
Witam serdecznie na razie dzień jest ok, myśli się gdzieś czają tzn lęk ale jak się pojawiają to po prostu rozpoczynam rozmowe ze sobą, po prostu pytam siebie jak chcę żyć, czego oczekuję od mojego ukochanego, ostatnio chyba zaczęłam wierzyć w siebie. Wiecie czasami jedna sytuacja wywołuje nerwice niestety często trudne dzieciństwo choć niekoniecznie w rodzinie alkoholowej czy innej dysfunkcyjnej może przyczynić się do tego zaburzenia. Wiecie te lęki dotyczą chyba bycia dorosłym. Czy damy sobie radę? Czy będziemy umieli razem zgodnie żyć? czy będziemy umieli prawidłowo rozwiązywać problemy? itp. Jak mówi dda w tej chwili momentami czuję się jeszcze dzieckiem, które jak czegoś zaczyna się bać to chce uciekać i chować się żeby problem mnie nie dostrzegł ale jestem dorosła i czuję że dzięki swojej pracy mogę daleko zajść zaś mój system wartości powinien sprzyjać utrzymaniu związku i miłości. Wiecie co jest u mnie najgorsze co mnie wkurza najbardziej że wiem czym mam się kierować w życiu ale ta wstrętna nerwica momentami nasuwa mi wątpliwości czy aby na pewno tymi wartościami chcę się kierować po prostu okropne ale jak mówię rozmawiam ze sobą i próbuję tłumaczyć sobie pewne problemy z perspektywy dorosłego. Plusem tej mojej choroby było otwarcie się przed moim ukochanym i zdradzenie mu historii mojego dzieciństa gdy opowiadałam mu co mnie spotkało płakał razem ze mną i na przekór wszystkiemu szukałam bliskości z nim bo przy nim czułam i czuję się bezpieczna. Zamykam pozdrawiam was jednak serdecznie i życzę wielkiej wytrwałości Buziaki
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
05 lip 2007, 18:51

przez cicha 02 sie 2007, 22:32
Witam wszystkich!
Od trzech dni moge powiedzieć ze jest ok, ale natręstwa są, czasem straszne!! Dręczą mnie takie dziwne myśli, o ktorych wczesniej bym nie pomyślała =\ :( Eh..myśle często "a moze to nie myśli, tylko tak naprawde jest?"...boje sie kazdej myśli, przychodzą wspomnienia, to mnie dobija! Czasami juz nie mam siły i płacze, bo sie boje!! Cały czas myśle o ukochanym, czy to aby napewno ten jedyny, czy chce dalej z nim być, czy go kocham?, co by bylo gdybym przestala go kochac?, co by było gdybyśmy juz razem nie byli? i wtedy pojawia sie straszny stres i lęk! Ja wiem, ze to ten jedyny, bardzo sie kochamy! Gdy mnie przytula to czuje sie tak wspaniale, czuje, ze gdyby nie on to nie wiem co by ze mną było:( az boje sie myśleć:( Kurcze boje się wszystkiego:( Tak bardzo chce żeby wszystko było jak dawniej!! Pogodzilam sie mniej wiecej z myślą ze to tylko NN, ale często przychodzi myśl "czy to napewno tylko NN? czy może ja próbuje siebie oszukać?"
eh jestem silna, bo zależy mi na szczęściu z moim ukochanym!! Tak się kochamy!! Nie chce tych myśli!! Precz myśli!!
Napiszcie coś Pozdrawiam
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez Felagund 02 sie 2007, 23:58
"Diabeł pyszny duch nienawidzi, gdy się z niego drwi" - Tomasz More

I tak samo jest z nerwicą. Ona żywi się strachem i nienawidzi być wyszydzana. Póki jest ważna straszy... Wiem dobrze, że gdy olejesz te myśli pojawi się kolejna mówiąca: wizja, że go nie kocham mnie nie przeraża, a więc go nie kocham... Tylko takie rozumowanie to cholerne błędne koło, które należy roztrzaskać.

Co jeszcze można zrobić ?

Zająć się sobą, znaleźć sobie jakąś pasję, która sprawia Ci przyjemność i da chwilę wytchnienia

Pogrzebać w swojej przeszłości i poszukać wszelkich bolesnych wspomnień i wybaczyć tym, którzy Ci je uczynili. Mi dało to sporo ulgi i wyzwoliło z niepotrzebnego i irracjonalnego gniewu wobec ludzi, których nie ma już w moim życiu. Ten gniew tylko potęgował objawy...

Zwrócić uwagę na swój tryb życia i sposób odżywiania, spania etc... Ciało ma wpływ na psychikę i vice versa. Tu jestem hipokrytą, bo sam palę :P

Poszukać jakiś utworów, które poprawiają Ci humor. Mi w najgorszych momentach pomagał Mrs Robinson Simon&Garfunkel

I na koniec zadaj sobie dwa pytania ?
1.Czy istnieje jakaś rzecz, idea, wartość, którą kochasz?
2. Czy fakt, że nie myślisz o tej rzeczy 24 godziny na dobę i nie zastanawiasz się czy to uczucie jest doskonałe sprawia, że jej nie kochasz?

Dla mnie taką rzeczą jest nasza ojczyzna. Jestem zagorzałym patriotą i wszelkie potwarze rzucane na nasz kraj i wszelkie jego mankamenty nie zmienią tego...

Powiesz, że to nie to samo i będziesz mieć rację. Ale miłość pozbawiona chemi do drugiego człowieka, wcale tak bardzo nie różni się od miłości do idei. Z tym, że idea nigdy nie pokocha człowieka i to jest jej mankament :/ Możecie się z tym nie zgadzać, ale ja przeżyłem wcześniej 1,5 roku natręctw na temat historii, którą studiuje, a wcześniej 2 lata na temat muzyki, której słucham... Nie kochałem tych rzeczy? Nic z tych rzeczy. Jak zaczynały się natręctwa były dla mnie najważniejsze na świecie....

I piszcie o waszych małych sukcesach. Mój dzisiejszy dzień był jednym z gorszych w przeciągu naprawdę dobrego ostatniego miesiąca i co z tego :P Uzewnętrznienie wiary bardziej mi pomoże niż uzewnętrznienie lęków :)

I na koniec chciałem się was jeszcze zapytać czy waszym lękom i myślom towarzyszą objawy somatyczne?
"Każdy z was jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć, cało wyjść z burzowej chmury musi tylko w to uwierzyć" - "Arka Noego" Jacek Kaczmarski
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
17 cze 2007, 01:23

przez apsik84 03 sie 2007, 19:14
Czesc!

Wytrwała - z tymi filmami, książkami, gazetami itp miałam tak jak ty! Wszystko mi zagrażało, nie potrafiłam oglądać nawet komedii, bo jeśli tam się ktoś rozstał, to ja od razu myślałam, że to znak! Podobnie było z rzeczywistością - moje koleżanki zrywały z chłopakami, a ja panikowałam i strasznie się bałam, że ja też muszę!

Kiedy byłam po kilku wizytach u psychologa, ona stwierdziła, że boję się wejścia w dorosłość, że przeraża mnie każda zmiana, bo jestem z tych, którzy lubią mieć wszystko pod kontrolą i ułożone. A ta dorosłość była dla mnie taką ciemną dziurą, że wolałam się chować przy rodzicach - jak dziecko. To właśnie ta niedojrzałość emocjonalna. Poza tym, jak zwrócil nam wszystkim uwagę Jakub, w jednym ze swoich postów, wszyscy tu na forum, to zazwyczaj perfekcjoniści - chcemy, by wszystko było idealne! Podobnie ze związkiem - przecież musi być jak w bajce, a gdy przestajemy czuć (co jest zupełnie normalne!) to jest dla nas wielka zmiana i sygnał, że jest coś nie tak! I się zaczyna wkręcanie... a to, że tak bardzo się to przeżywa to znak, że strasznie nam zależy na tej osobie... że kochamy...

W odróżnieniu od Ciebie - wytrwała, ja miałam dzieciństwo jak w bajce. Kiedy powiedziałam psycholog, że do podstawówki myślałam, że każde dziecko ma jak ja - kochaną mamusie, kochanego tatusia, brata (lub siostre), oraz miłość, harmonię, którą jest otoczone dzień w dzień, była zaskoczona i to bardzo. Ale tak było, ja nie wiedziałam, że mąż może zostawić żonę, lub odwrotnie. Naiwne :). Jak widać, nn można mieć bez względu na dzieciństwo (choć mi się to zaczęło już w wieku 11 lat). Potem miałam niemiłe doświadczenia, bo poprzez moją naiwność, czasem dałam się skrzywdzić. Ale zdrowienie z nn niosło również ze sobą wybaczenie. Pogodziłam się z wieloma zepchniętymi gdzieś w duszę, złymi emocjami dzięki tej chorobie.

A nerwica jest strasznei wredna; potrafi przechytrzyć w każdym momencie. Przykład: dostałam leki, w końcu pojawiła się we mnie nadzieja, że się trochę uspokoi. To była propozycja mojej psychiatry. Ona powiedziała mi wyraźnie, że w takich stanach poleca się pacjentom brać, dla wyciszenia... Tego samego dnia, po powrocie do domu przeszukiwałam net, żeby wydobyć więcej informacji na temat 'psychotropów'. Przed samym pojściem spać rzuciło mi się zdanie: "Lepiej, aby osoba zdrowa, nie brała leku, gdyż może on spowodować więcej szkód niż dobra. Leki brane przez osoby zdrowe, mogą wywołać u nich depresję". No i budzę się następnego dnia, ze stresem, paniką lękiem, płaczę, przychodzi mama i się pyta, co się dzieje, a ja jej mówie, że jestem przecież zdrowa, że na pewno wszystko opowiadałam w taki sposób, że psychiatra się pomyliła. Na pewno to, co wczesniej myślałam jest prawdą i powinnam zerwać z chłopakiem i by było w porządku. Branie leków mi zaszkodzi i będę mieć depresję... (tak jakby była to jakaś różnica - i tak się czułam jak w depresji)


Na szczęście moi rodzice cierpliwie ze mną ten okres wytrzymali. Wiele im zawdzięczam. Wiecie, w najgorszych kryzysach moja mama mówiła: " to nie są Twoje myśli, to choroba" mówiła tak, dopóki histeria mi nie mijała... (może macie taką osobę? polecam, bo sobie to ufać nie wolno :) ).

Teraz jestem szczęsliwsza niż przed ta chorobą! :D jest po prostu super... :)

Co do efektów ubocznych nn u mnie to było przede wszystkim - jadłowstręt (schudłam z 7 kilo, wyglądałam jak anorektyczka :( ); no i wymioty, nudności... dodatkowo ciągle byłam zmęczona, wolałam spać niż żyć... no i z rana serce mi waliło strasznie mocno ze stresu, codziennie przez wiele miesięcy...

Trzymam za was wszystkich kciuki! NIE DAJCIE SIĘ!!! :)
pozdrawiam
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez Felagund 03 sie 2007, 19:57
Perfekcjonizm skąd ja to znam :P Wszystko w co uderzały lęki musiało być idealne... Jak się zaczęła ostatnia fala śniłem o księżniczkach w wieżach, rycerzach i złych smokach. Ile winy potrafiłem na siebie zrzucić, kiedy w myślach powiedziałem złe słowo na mą luba, gdy się spóźniała... Ile winy potrafiłem na siebie zrzucić, gdy nie dostatecznie (moim zdaniem) poświęcałem się swoim studiom. A przecież ile razy żartem mówię na bliskie mi osoby, że są gupie żartem i wcale to nie straszy bo wiem, że wcale tak nie myślę.

Nie myślcie, że oto pojawił się postowy optymista, co ma wszystko za sobą. Nic z tych rzeczy, ale wszystko idzie na dobre i czuję się coraz lepiej... I wcale nie ma księżniczek i rycerzy na co dzień. Oni są czasami, a reszta staje się coraz bardziej normalna. I już potrafię żartować z wad mojej dziewczyny, które z reguły mi wcale nie przeszkadzają, a często wręcz rozczulają :) I ja też mam gorsze dni, ale nie będę się łamał.

Jeżeli chodzi o somatyzacje. Mnie męczą pocące się ręce, bóle pleców i okresowo głowy, ale i to słabnie.

I na koniec muszę napisać, że wiem jak to gówno unieszczęśliwia człowieka. Ale pomimo tego nie możemy żądać od całego świata łaski, litości i specjalnego traktowania. Bo to tylko zamyka błędne koło egocentryzmu, który leży u podstaw większości nerwicowych zaburzeń. Oczywiście apsik ma rację, że warto mieć zaufaną osobę, której można się wyżalić, ale nie zmienia to faktu, że nie można żądać tego od wszystkich. Mi moja mama, która oddała mi wiele pomocy i wsparcia zawsze mi też powtarzała o tym, co napisałem powyżej. Koncentracja na sobie i swoich objawach nie jest drogą do zdrowia...

"Lecz nie myśl, że cię to wywyższa, nie jeden znacznie więcej zniósł, siła męczeństwa bywa pyszna, żąda Weronik, cudów, chust" Jacek Kaczmarski Panna

Pozdrawiam
"Każdy z was jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć, cało wyjść z burzowej chmury musi tylko w to uwierzyć" - "Arka Noego" Jacek Kaczmarski
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
17 cze 2007, 01:23

przez cicha 04 sie 2007, 00:39
witam!!
Wiecie jak to jest dobrze wiedzieć, że ktoś ma tę samą chorobe co ja, że nie jestem sama! NN to straszne choroba!! Potrafi tak zawładnąć!! Ja nie mam siły! Staram się jak tylko moge, żeby bylo juz ze mną dobrze!! Jest dobrze, bo wiem, że to tylko choroba i jak sie pojawiają te ZłE myśli to sobie tłumacze, ze tak nie moze byc naprawde i ze to tylko choroba, nie ja!!
W tym tygodniu ide do lekarza po skierowanie do psychologa..ja juz nie moge wytrzymać, musze pogadać z psychologiem!! Mam tylko nadizeje, ze mi pomoże, bo sama nie wiem czy sobie dalej poradze? :(

Kazdy z was tutejszych forumowiczow pisze, że nie można sie poddawać, że trzeba walczyć i być silnym, i to jest motywacja!! Trzeba brać z was wszystkich przykład!! Tak naprawde to tylko wy wiecie jak to jest miec kilka lat tę chorobę i jak z nią walczyć! Dzięki wam wszystkim wiem, ze to tylko choroba, ze to nn a nie ja! I jezeli przychodza mi takie mysli to przypominam sobie nie ktore wasze posty i co w nich pisze i wtedy sobie uświadamiam, ze to nie moje myśli! Ciesze się, ze jest to forum, bo dzieki niemu i dzieki wam zrozumialam wiele rzeczy!! Najważniejsza dla mnie w życiu jest miłość, zalazlam miłość i jedyną w życiu osobę, do której tak sie bardzo przywiązałam i ktorą tak bardzo pokochałam!! Dla tej osoby walcze, walcze o nasze szczęście, bo przecież tak mocno się kochamy!!!

Dzięki kochani że jesteście!! Dziękuje kochanie, że jesteś przy mnie zawsze!!:):)

Pozdrawiam:)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez Felagund 04 sie 2007, 01:13
Cześć

Radziłbym Ci się udać po leki mimo wszystko... Ja miałem straszne opory przed farmakoterapią i najgorszy stan przeszedłem bez niej. Bałem się wyniszczenia organizmu i stania się niewolnikiem proszków. I pewnie bym się nigdy na to nie zdecydował, gdyby nerwica uderzała tak jak wcześniej w moją pasję czy zainteresowania. Uderzyła w najbliższą mi osobę. A musisz wiedzieć, że Twój partner też czuje i choć może bardzo Cię wspierać i wspomagać to Twój stan się na nim odbija. Ja stwierdziłem, że tak być nie może i nie pozwolę lękowi krzywdzić mego Słonka. Nie i już, jak mam się truć, będę się truć, ale jej nie skrzywdzę. Koniec i basta!


Teraz biorę Coaxil (jeden z najsłabszych leków) i widzę poprawę, choć sięga ona tak 30%, a reszta to chyba moja zasługa :) I wiem, że gdybym trafił do psychiatry w styczniu nie obyłoby się bez mocniejszych środków.

Radzę Ci to dlatego, że Twój stan przypomina mi mój ze stycznia, lutego czy marca i z perspektywy czasu uważam wzbranianie się przed psychiatrą za bzdurę. Tylko pamiętaj idź do kogoś sprawdzonego czy też renomowanego. Niekompetentny psychiatra nie pomoże, a sprowadzi dodatkowy kłopot.

Psycholog czy też psychoterapeuta może pomóc bardziej, ale na początku leki bardziej mogą pomóc moim zdaniem. Najlepiej połączyć od początku farmakoterapię z psychoterapią. Będzie dobrze :)

Pozdrawiam

P.S. I miałem się nie rozpisywać nie wyszło :P Więc będę pisał optymistycznie :)
"Każdy z was jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć, cało wyjść z burzowej chmury musi tylko w to uwierzyć" - "Arka Noego" Jacek Kaczmarski
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
17 cze 2007, 01:23

Avatar użytkownika
przez Twilight 05 sie 2007, 06:59
Felagund napisał(a):Najlepiej połączyć od początku farmakoterapię z psychoterapią. Będzie dobrze :)


Exactly.

cicha napisał(a):zalazlam miłość i jedyną w życiu osobę, do której tak sie bardzo przywiązałam i ktorą tak bardzo pokochałam!! Dla tej osoby walcze, walcze o nasze szczęście, bo przecież tak mocno się kochamy!!!


Wszystko super, bardzo się cieszę, że masz taka motywację, ale muszę to w końcu napisać. Nie jestem pewien, czy zwalczanie natręctw (obsesyjnych myśli) inną obsesyjną myślą jest najlepszym rozwiązaniem. Nie mądrzę się, bo może Tobie to akurat potrzebne, ale... Napiszę Ci dokładnie to, co innemu człowiekowi w dziale ''depresja": (dotyczyło to faceta, ale reszta się nie zmienia)

Od siebie powiem Ci tylko, że rozumiem Twój "płomień", ale trwały związek nie polega na czymś takim, w ten sposób wypalisz siebie a może i Ją. Musisz umieć żyć sam i kochać siebie, oboje partnerzy muszą kochać wpierw siebie, żeby być razem i wspierać się.

Wiem, że wydaje Ci się pewnie nieco dziwne, co tu piszę, ale naucz się być swoim najlepszym przyjacielem, aby i Ona mogła zostać taką Przyjaciółką - przyjaźń w związku to podstawa, co to za związek bez przyjaźni. Obsesje niczemu nie służą Wink I lepiej, żebyś przekonał się o tym obserwując trudne i piękne doświadczenia innych, niż na sobie, czytaj na błędach.


I umiejętność życia samemu, bycia swoim najlepszym przyjacielem naprawdę nie umniejsza ani Waszej miłości, ani związku. Wręcz przeciwnie.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez cicha 05 sie 2007, 22:43
witam!
od wczoraj jest poprawa, ale czuje ze myśli gdzies sie czają i tylko czekają aby dopaść mnie mocniej :(

w zasadzie Twilight nie zrozumialam dokladnie o co chodzi w Twoim poście... czy chodzi o to, ze mam zdrowieć dla samej siebie? Ja chce dla siebie i dla naszego związku jak najlepiej! chce żeby było wszystko jak dawniej! jak miesiąc temu...
eh... Moze mam mniej juz stresow, ale nadal są wątpliwości w moich myślach... nadal strach... ale jakoś probuje sie z tym uporać...
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez mieciu 06 sie 2007, 14:48
O to chodzi, że my chcemy aby było tak jak miesiąc, dwa czy pół roku temu ale wszystko się zmienia i buntując się przeciw temu tylko wyrządzamy sobie krzywdę. Musimy się nauczyć, że czas biegnie, życie się zmienia , emocję się zmieniają - my się zmieniamy. A tak bardzo chcemy zatrzymać to wszystko. Niestety to się nie uda, jeszcze nikomu się nie udało... zrozummy to, zaakceptujmy a będzie coraz lepiej.
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez cicha 07 sie 2007, 00:03
Dzięki mieciu:)
ja rozumiem:) Mysle ze sie juz z tą chorobą pogodziłam, od kilku dni jest lepiej, ale nie chce krakać, bo kto wie co moze być...czas pokaze..
Pozdrawiam
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do