Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez mieciu 23 maja 2007, 14:22
U mnie lepiej ale nie chcę zapeszać:). Trzymajcie za mnie kciuki a ja będę trzymał za was. Główki do góry, będzie dobrze.
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez pikpokis 23 maja 2007, 20:31
mieciu trzymamy kciuki!!!!! oby i dla nas zaswiecilo slonce! kurcze dzis myslalam ze bedzie dobrze ale teraz mam niezla nerwówke ;/ kurde :((( zle ze mna ale mam nadzieje ze poradze sobie choc jest ciezko.... postanowilam uzupelnic niedobory witamin, bo jestem przekonana ze mam przewlekly stres i brak mi witamin.... dzis sie dowiedzialam ze w funkcjonowaniu ukladu nerwowego bardzo dobra jest wit k i wit z grupy b.... kupie sobie jakis vigor chyba jest taki z zen szenien bo chce zeby dodal mi energii..... modle sie kurcze zeby ten koszmar sie skonczyl..... papa!!!! mieciu chcodzisz jeszcze na psychoterapie????
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez mieciu 25 maja 2007, 08:37
Masz rację Piko, my żyjemy w ciągłym stresie, dlatego nie możemy ani się wyspać ani wypocząć. Witaminki zapewne troszkę mogą pomóc, napewno lepiej je jeść niż nie jeść:), chociaż napewno nie odczujesz specjalnej poprawy. Odpowiadając na Twoje pytanie - tak chodzę jeszcze na psychoterapię, a Ty? Jak Ci idzie? My teraz zaczynamy przerabiać dzieciństwo i inne sprawy poboczne tam szukając przyczyn.Pozdrowionka

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:57 am ]
Mam nadzieję, że ta cisza oznacza u wszystkich znaczną poprawę. Jeśli tak jest to bardzo się cieszę i oby ta cisza trwała już zawsze.
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Ana24 30 maja 2007, 17:22
moze Mieciu nie oznacza to do konca ozdrowienia....
mysle raczej ze oznacza naprawde prace nad soba ktopra powinnismy zaczac juz znacznie wczesniej (mam na mysli siebie)....
ja caly czas pracuje...raz lepiej...raz jest strasznie....
juz 3 miesiac Fevarinu...
Moj parter chwilami przy mnie wymieka bardzo juz ma tego dosc...podobnie jak ja... bylam na badaniach w szpitalu, robili mi MMPI-2 wyszlo ze to na bank choroba...ale pracuje nad tym.....leki towarzysza mi rozne....od Lukasza po tak absurdalne jak przejscie przez ulice...jak ni ejedo to drugie...Trzymajcie sie kochani...oby nie było tylko gorzej!
Buzka
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez pikpokis 30 maja 2007, 20:25
witajcie! mieciu jutro ide na terapie po przez dwa tygodnie nie chodzilam, jutro napisze jak bylo... niestety tak jak u ciebie aniu raz jest lepiej raz jest gorzej, mam tendencje do ciaglych analiz i wymyslania roznych sytuacji.... dzis wscieklam sie na mojego chlopaka i przypomialo mi sie ze psycholog powiedziala ze to oznaka milosci, poczulam mala ulge, pozatym nadal chce sie doszukiwac Bozych cudow.... ze da mi znak ze wszystko bedzie dobrze...tymczasem dzis np jak sie wyglupialismy to przyszla mi glupia mysl ze moze ja tego nie chce... standardowow:( ale biore sie w garsc, bo teraz kochani widze ze my musimy dac mega mega duzo od siebie, bo w sumie ja widze ze tylko czekam, nic nie robie, albo jest dobrze albo zle, ale jak jest zle i mam mysli to zazwyczaj albo to drąże albo potem analizuje:( ostatnio tez bylam z siebie dumna bo z calych sil odegnalam mysli, ktore byly nasycone pesymizmem...... zaczelam choc przez chwile myslec pozytywnie i potem bylo dobrze:) piszczie co u was! papapa!!!!!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Lucy86 30 maja 2007, 21:59
Cały ten tydzień czułam się idealnie, w pewien sposób przeładowanie w postaci dużej ilości kolokwiów działa na mnie odstresowująco, bo rozprasza moje myśli. Dziś wieczorem jednak znowu się pogorszyło, zaczęłam analizować i się denerwować i pomyśleć, że już było tak dobrze...

Pozdrawiam i czekam na lepsze dni...
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez mieciu 04 cze 2007, 07:52
Witajcie Kochani. Mi też było lepiej przez kilka dni. Wiecie jak zrobić, żeby to nie wracało, żeby jak już pojawiają się dobre dni bez "przemyśleń" zatrzymać je jak najdłużej? Ja mam tak, że kiedy jest już całkiem całkiem tak bardzo się cieszę że nie ma już "tamtego" - i w tym momencie gdy tylko wspomnę w myślach o tamtym to tamto znowu jest, znowu wraca i męczy. W takich chwilach zastanawiam się czy jest w ogóle możlwość pozbycia się tego. Coraz częściej wydaje mi się, że tak już będę czuł się zawsze aż wykończę mój organizm ciągłym stresem. Napiszcie proszę co o tym myślicie.
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez pikpokis 04 cze 2007, 08:03
mieciu mam identycznie! co do joty..... jak juz jestem szczesliwa i tylko pomysle...... :( wiesz co pamietasz jak kiedys balam sie chorob, minelo mi to samo po roku, nie wiem jak, teraz moge sobie mowic: mam guza i mnie to nie rusza, ale wtedy.... ale pamietam mieciu ze jak mysli o chorobach zaczely przechodzic to przechodzily powoli powoli az byl dzien kiedy wcale juz o tym nie myslalam..... pamietam ze szlam wtedy do szkoly i moze natlok zajec spowodowal ze przestalam o tym rozmyslac..... my sie w duchu boimy, mieciu wiem co przezywasz...ten durny stres ciagle..... moze zacznijmy sie jakos relaksowac w ciagu dnia? my wszyscy... na efekty trzeba czekac ale zajmiemy sie czyms i moze sie jakos odblokujemy? u mnie ostatnio tez bylo dobrze! nie chce zapeszac ..... dobrze wiem co to znaczy ze juzt jest ok i nagle sami sobie przywracamy to tym ze nagle pomyslimy: kiedy nadejda mysli? i nadchodza.... tak samo mialam kiedy mialam ta hipochondrie: o nie boli! jjuz boli....... lucy aniu apsik co u was moze wy macie jakies rady! papa kochani! najlepiej jak przyjdzie mysl nie rozniecajmy jej! zajmnijmy sie byle czym!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez apsik84 04 cze 2007, 10:54
ja nadal jestem na lekach, od kiedy zwiększyłam dawkę o pół tabletki WSZYSTKO przeszło :) po prostu jak ręką odjął... przestałam się bać nawet tego, że jak przestane brać tabletki to wszystko wróci. Najwspanialsza jest radość z tego, że nie ma tych depresyjnych UCZUĆ i stanów jakie mnie dopadały. Życie jest piękniejsze, a co najlepsze codziennie, kiedy myślę o nn to mam w sobie taką radość, że tego już we mnie nie ma :). Nie ma głupich myśli, nie przejmuje się nimi jeśli przychodzą, po prostu mnie to nie rusza...

Wczoraj i dzisiaj czuję się trochę mniej wesoła, ale to normalne chyba :) uczę się "nieperfekcyjności" w życiu. Zaakceptowania swoich złych emocji, a co najważniejsze, zaczynam rozumieć, że mam prawo do tego. Mam prawo do bycia człowiekiem, a nie "idealnym" potworkiem.

Chciałabym Wam powiedzieć, że już jestem całkiem zdrowa (bo często już się tak czuję), ale mam tą świadomość, że nadal biorę leki i tak naprawdę to nie wiem co będzie. Ale jedno wiem na pewno. Pracujcie, bo warto.

Jeden Bóg wie, jak nam ciężko i jak wiele trzeba z siebie dać, jak walczyć z wiatrakami... NN jest (a może była?) dla mnie najgorszym doświadczeniem, ale dzięki tej chorobie bardzo się zmieniłam :) i czasami nawet za nią dziękuję Bogu...

Cały czas trzymam za Was kciuki, bo pamiętam jak bardzo pragnęłam chociaż jednego dnia spokoju! Jak na razie uzyskałam już kilka dobrych tygodni (nie od razu, powoli się to usuwało w cień)... i życzę Wam z całego serca, żebyście walczyli o ten lepszy stan z całych sił :) Jeśli mi się udało już tak długo czuć się dobrze, to i Wam musi się udać!

pozdrawiam
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez mieciu 04 cze 2007, 13:31
U mnie teraz pojawiły się lęki, nawet nie wiem czego się boję, chyba śmierci. Eh...Czy nie ma przeszczepów mózgów...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 04 cze 2007, 15:25
Witajcie Kochani :)))
biore Asentre już miesiąc i nigdy nie czułam się tak dobrze jak teraz...
mogę powiedzieć że one naprawde mi minęły... nastrój mam przez cały dzień mogłabym powiedzieć - wspaniały. nie mam już takich wachań jak kiedyś... i dzięki temu w związku układa mi sie o wiele lepiej.
natręctwa napewno jeszcze są, ale potrafie im powiedziec - "nie".
ogólnie jestem bardzo zadowolona z leczenia...
kochani.... wierze, że u was z czasem też będzie dobrze... zdaje sobie sprawę z tego że przechodzicie cięższą nerwice ode mnie...
trzymajcie sie cieplutko...
pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez Lucy86 05 cze 2007, 12:42
A u mnie znowu gorzej :/ W ogóle nie byłam już 2 miesiące u psychiatry, bo nie mam kiedy pójść, zaczęła mi się sesja, na początku się nią przejmowałam, a teraz mam już wszystko gdzieś. Od wczoraj mam zatrucie pokarmowe (nie mam pojęcia od czego..) i wszystko od razu się nasiliło. Za dużo czasu na rozmyślania, za dużo siedzenia w domu, spędzania czasu w "nieatrakcyjny sposób" i wielki powrót nerwicy...czasem mam naprawdę ochotę skończyć z tym wszystkim :(
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez mieciu 05 cze 2007, 13:47
Lucy trzymaj się. Pomyśl sobie, że kiedyś znów będzie fajnie, kolorowo i spokojnie. Właściwie nam to wystarczyłby spokój duszy, koniec z przemyśleniami koniec z grzaniem mózgu. Kiedyś nadejdzie ten dzień, musi nadejść. Jeśli z tym skończysz to nie przekonasz się jaki to będzie piękny dzień...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 12:50 pm ]
Wiem, że jesteś zmęczona, ja także jestem zmęczony, bardzo zmęczony tym wszystkim ale nadal walczę, bo walczę przecież o swoje życie, o to co mam najcenniejszego bo czy może być coś ważniejszego?
Piko a co u Ciebie? Jak tam na terapii?

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 12:50 pm ]
Wiem, że jesteś zmęczona, ja także jestem zmęczony, bardzo zmęczony tym wszystkim ale nadal walczę, bo walczę przecież o swoje życie, o to co mam najcenniejszego bo czy może być coś ważniejszego?
Piko a co u Ciebie? Jak tam na terapii?
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez Pstryk 06 cze 2007, 17:05
Jestem z chłopakiem 4 lata. Razem przeszliśmy przez piekło ostatniego stadium mojej choroby - zaburzeń odżywiania i był przy mnie gdy tak bardzo chciałam i próbowałam zejść z tego świata... No kupa przeżyć. Zawsze usiłowałam go przekonać, że musi mnie zostawić, że jestem jego największym, życiowym błędem i kiedyś mnie znienawidzi za to że żyję.
Mija czas... Wychodząc na nogi zmienia się moja świadomość - teraz już wiem, że cały mój dotychczasowy sposób myślenia był błędem, że muszę wszystko zacząć od początku. Zaczęłam od znalezienia pracy - mojej wymarzonej. Z dnia na dzień coraz bardziej się "prostowałam". Dążenie do tego było takie proste. Dlaczego? Bo robiłam to dla niego. Chciałam wynagrodzić mu to co przy mnie przeżył... choć nie czułam się temu winna ale przecież go kocham - rozumiecie.
I nagle bum. Robię coś - źle. Pytam, jak mam to coś zrobić i robię wg zaleceń - źle. Na każdym kroku krytyka, niezadowolenie, z czasem również gnojenie i wyśmiewanie.
Teraz jestem na etapie zastanawiania się, czy to ja przypadkiem znowu nie zwariowałam? Kto tu kogo nie kocha? A może wmawiam sobie że go kocham? Albo on wmawia mi?
Pstryk
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do