Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 03 maja 2007, 11:44
co tu sie tak cicho zrobiło? ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez pikpokis 03 maja 2007, 18:21
ehh bad girl.... wiesz co nawet sie cieszylam ze jak wstaje to pierwsze co to nie ide na forum..... u mnie roznie kurde:( znowu patrze na durny wyglad, wymyslam analizuje a co mnie teraz (wczoraj ) najbardziej dotknelo to to ze ludzie sie rozstaja i rozwodza, a byli szczesliwa para..... oczywiscie mysle ze i u mnie tak bedzie:( co gorsze znowu przyszlo cholerstwo ze analizuje moje odczucia kiedy sie przytulamy..... masakra..... chyba przedwczoraj pomyslalam sobie: jesli dzis bedzie koszmarnie zabije sie;/ ale na szczescie o ile sobie teraz przypominam bylo nawet nawet, bo jeszcze tu jestem..... chce jakis znak od Boga, modle sie czesto..... moze jeszcze to mnie trzyma przy zyciu? i dobre uczucia male epizody kiedy jestem szczesliwa...... pieprzone skrajnosci mnie dobijaja, raz skacze z radosci, wyglupiam sie z nim, tule a za chwile cos mi sie nie spodoba, znajde cos nie tak w jego twarzy i juz juz mysle i mysle........ ;/ napiszcie jak u was kochani! pozdrawiam!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 04 maja 2007, 14:52
Jejku mam tak samo :( te skrajności... czasem naprawde też skacze z radości, robie różne dziwne rzeczy, śmiejemy sie... przychodzi wieczór wszystko mija. a może nawet i wcześniej. wiesz i właśnie kiedy rozmawiam z nim i jestem zajęta w jakiś sposób to nie myśle o tych natręctwach. nie pojawiają sie... ale kiedy chociaż na chwile nikt nic nie mówi... wystarczy ze siedzimy w milczeniu, to już sobie zawsze coś znajde. i to jest właśnie albo wygląd, albo sprawdzam co czuje... albo po prostu stwierdzam, że go nie kocham i ktoś inny jest mi przeznaczony.
zauważyłam jeszcze, że ja nie potrafie mieć normalnego nastroju.. takiego "w sam raz". zawsze albo wpadam w euforie albo mam totalnego dołka. nie wiem dlaczego tak sie dzieje... a wolałabym normalnie spędzić chociaz jeden dzień.
czasem kiedy jestem sama to chce mi sie płakać bez powodu. albo kiedy usłysze smutną piosenke... już mam dosyć tego.

po za tym czuje, że przestaje z tym walczyć. i jedyne co teraz myśle to to, że musimy sie rozstać. ale chyba nie wyobrażam sobie życia bez niego... a po za tym, jak rozpocząc cokolwiek nowego skoro wszystko kończy się tak samo :(

trzymajcie sie kochani!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Lucy86 04 maja 2007, 22:21
Hej, widzę, że w trójkę zostałyśmy z myślami :(
Mam identyczne skoki uczuć jak Wy. Wczoraj idealnie, po prostu myślałam, że już to przezwyciężyłam, że już tylko będzie lepiej. Dziś od 19 myślałam, że zwariuję, taki totalny dół, myśli samobójcze, brak ochoty na cokolwiek. Marcin w pracy, więc nie ma się kto mną zająć. W końcu wyszłam z psem i o dziwo wszystko się poprawiło. Coś jest w tym domu co na mnie źle wpływa. Może rzeczywiście po przeprowadzce wróciłabym do normy?
Bad Girl napisał(a):po za tym czuje, że przestaje z tym walczyć. i jedyne co teraz myśle to to, że musimy sie rozstać.

Też tak dziś mialam, ale uświadomilam sobie, ze to nieprawda, że ja wcale nie przestaję, tylko te myśli tak sugerują, ale czasem jest tak źle.

Od poniedziałku biorę 150 mg Asentry bez konsultacji z psychiatrą. Mam wrażenie, że czuję się lepiej, ale jestem chyba bardziej zmęczona. Niestety nie mialam innego wyjścia. Dzień w dzień zapychałam się prochami i uznałam, że lepiej zwiększyć dawkę antydepresanta...

pikpokis, BadGirl a jak Wasze terapie?
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez pikpokis 05 maja 2007, 09:07
Bad girl napisalas swoje odczucia prawda? mam IDENTYCZNIE...... lucy te skoki nastrojow sa straszne.... bad girl poza tym ze mam wszystko identycznie to takze mam cos takiego ze nie jest normalnie tylko zawsze albo euforia albo dol i tak jak u ciebie: jak z nim rozmawiam czy sie wydurniam to jestem zajeta tym co robie i mysli nie ma.... ale wystarczy kilka sekund milczenia... czy on gdzies pojdzie, czy ja pojde np do lazienki...... wczoraj bylo tak fatalnie ze gorzej chyba nie bylo.... patrzalam ciagle na wyglad, na to w jaki sposob mowil, ciagle sie modlilam! prosilam zeby te wszystkie mysli poszly! i nic!!!!! to dobilo mnie najbardziej:((((((((( proscie a bedzie wam dane...... Bog nas slucha..... widocznie albo mnie nie slucha albo Bog chce zebym albo go zostawila bo on nie jest dla mnie albo zebym ja sie zabila, bo juz psychicznie nie wytrzymuje....nie wiem jak bedzie dzisiaj..... juz mam dosyc.....


na terapi kochane mowie co sie u mnie dzieje: pani zawsze mi mowi ze jestem niepewna, odkrywa przede mna to co moze wplywac na moje zachowanie, na mysli....ale ja potrzebuje wskazowek: jak sie mam zachowywac jak przychodzi mysl, jak z nia walczyc, co poradzic na te skrajnosci..... musze z nia pogadac zeby dala mi takie porady.... ehhhhh


modle sie za nas, oby chociaz dzis bylo lepiej bo nie bede widziala juz sensu zycia...... papa kochane!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 05 maja 2007, 09:55
to rzeczywiście mamy identyczne objawy.... ale te zmiany nastroju są strasznie dobijające.... Wiesz Piko, jeśli chodzi o te przyglądanie się to zauważam, że przez to coraz bardziej się oddalam... zaczyna mnie denerwować w nim dosłownie wszystko (kiedy przyjdą te myśli oczywiście), jego gesty, sposób mówienia... i nie mogę sobie przypowiedzieć, że sobie to wymyślam. widze, że wiele razy się modlisz... mi już na tyle brak sił, że nawet nie chce mi się prosić o nic... najchętniej bym się położyła i przespała każdy dzień. nie wiem, czy Bóg cokolwiek tu zmieni... może nam dać siły.... ale reszta jest wielką niewiadomą i zależy tylko od nas.

Ja jak na razie nie chodze na żadną terapie... dopiero zaczynam leczenie. po weekendzie mam spotkanie z psychiatrą. mówił coś o hipnozie. nauczy mnie radzić sobie ze stresem i lękami... tak mi coś opowiadał.
Lucy, nadal czujesz się zmęczona biorąc Asentre? bierzesz ją rano czy wieczorem? no i przede wszystkim czy widzisz jakąś poprawe... może rzeczywiście większa dawka ci bardziej pomoże...
A tobie Piko leki pomagają w jakiś sposób?

Trzymajcie się ciepło! I pamiętajcie, nie możemy się poddawać!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez pikpokis 05 maja 2007, 12:51
Bad girl mam identycznie....

patrze na wyglad, na sposob mowienia na wszystko.... i to wszystko mnie denerwuje jak mam mysli...... jestem tak jak ty psychicznie zmeczona, nie chce mi sie juz zyc..... ciagle sobie cos wymyslam co mialoby mnie utwierdzic ze nie jestesmy dla siebie, nie moge juz tego zmiesc, teraz mnie tak boli glowa z nerwow, z tego calego napiecia..... masz racje to chyba zalezy od nas, Bog moze dac tylko sile ale to my musimy cos robic.... ale co prawda? Bad girl prosze cie jaktylko psychiatra powie ci jak mozesz sobie radzic to napisz dobrze? ja tez pogadam z moja psycholog i podziele sie radami jesli mi je da i jesli dozyje czwartku ;/ wiesz co bad girl ja biore 40mg mojego leku..... nie wiem czy on pomaga bo czuje sie fatalnie..... niby antydepresant a tu taki dol i mysli, ale tabletka nie wywali mysli wiec jestem zdana tylko na siebie....;/ moze jutro na wlasna reke tak jak lucy zwieksze dawke...... kurde! co ja takiego zrobilam komus ze taki krzyz nosze :( a innego chlopaka nie chce! ten albo zaden;/ jaaaaaa ...... ide dziwie sie ze jeszcze zyje;/ bede potem papa
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Lucy86 06 maja 2007, 14:33
Biorę rano 150 mg. Na początku tygodnia, jak zwiększyłam dawkę, rzeczywiście była poprawa. A teraz jest znowu ten koszmar, co wcześniej. Tak jak Wam, różne rzeczy w zachowaniu mojego chłopaka zaczynają mi strasznie przeszkadzać. Denerwuję się, jak dzwoni, bo obawiam się znowu nawrotu myśli. Czasem strasznie go potrzebuję i cieszę się, że przy mnie jest, a czasem jest mi obojętne, czy w ogóle przyjdzie...już się zaczęłam zastanawiać, że to może nie natręctwa, jak żadne leki nie działają :(
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez pikpokis 06 maja 2007, 15:05
lucy nie musze mowic ze mam idenyucznie ;/ jestem ciagle na nerwach, ciagle sie boje ze zaraz przyjda mysli, nawet jak jest dobrze, smiejemy sie, przytulam go to w mojej glowie jest zalązek mysli ze zaraz bedzie zle....:( macie cos takiego ze patrzycie na nich i zastanawiac sie : podoba mi sie? bo jak ja mojego chlopaka spojze i nie pojawia sie u mnie milosc czy usmiech na ustach to odrazu dol:( to nasza psychika jest chora:( kurde jak mamy sie wyleczyc!!!??? lucy kochana tabletki to w sumie tylko maly wspomagacz niestety:( bo to nasza psychika juz sie tak nakrecila....a tabletki tego nie odkreca, to my musimy ciagle walczyc cos robic... ale co :( jak tylko znajde sposob mam nadzieje ze wszyscy sie wyleczymy:( mam jeszcze jedno pytanie: macie tak ze przejmujecie sie kazda sytuacja ktora moglaby was utwierdzic w przekonaniu ze naprawde nie kochacie? np wasz chlopak cos dziwnie powie, albo cos wam sie nie spodoba w wygladzie.....??? bo na mnie dziala wszystko! z gory wiem ze bedzie zle:( przejmuje sie wszystkim:(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez apsik84 06 maja 2007, 19:18
Widzę, że u wszystkich tak samo to wygląda... jeden plus z tego wszystiego to to, że dzięki wymianie informacji na tym forum można się dowiedzieć, że nie jest się samemu z takimi odchyłami :). U mnie znalezienie forum było pierwszym krokiem do uwierzenia w to, że to choroba... po czym zaczęłam wierzyć w to, ze skoro to choroba to mogę z niej wyjść. Czasem boję się, że będzie to trwać wieczność, ale tych chwil jest juz bardzo mało :)

Piko jeśli chodzi o Boga, to najbardziej Go wmieszałam w te schizy. Okropnie się bałam, że nie wykonuję tego, czego ode mnie oczekuje... tego, że się Jemu sprzeciwiam. Było to ogromnie silne mimo tego, że bardzo absurdalne. Modliłam się różańcem (codziennie miałam narzuconą przez siebie jedną dziesiątkę) no i wcale mi się po modlitwie nie poprawiało. Czasem wręcz przeciwnie. NIe zapomnę nigdy jak po bardzo żarliwej modlitwie czułam się tak, jakbym miała umrzeć! Nie wiem skąd to się w nas bierze, ale na pewno nie jest to od Boga... W końcu odmawianie codziennej dziesiątki stało się rytuałem i miałam wrażenie że jeslli w ciągu dnia nie zmówię to się rozstanę z chłopakiem albo coś się stanie. Jak zauważyłam to w sobie od razu rzuciłam różaniec, gdyż stało się to jak widać kompulsją, bezsensownym i przysłowiowym klepaniem zdrowasiek, a przecież nie o to chodzi w modlitwie :). Teraz szukam "jak najzdrowszej", życiowej relacji z Bogiem. Chyba idę do przodu. Wcale nie jest tak, że te myśli mi zupełnie odeszły. Ta psychika jest tak nakręcona wszystkim, co było, że trudno jest pozbyć się wszystkiego ot tak. Boga mieszam w to dalej i dlatego się od Niego oddalam. ALe wiem, że to już końcowy etap i że niedługo odnajdę jak i tę sferę uporządkować. Bo przecież Bóg zsyła spokój... i coraz częściej ten spokój czuję.

Nie ma chyba recepty na to jak z tego wyjść, bo to sprawa indywidualna. Ja nie wiem co mi pomogło: świadomość choroby, psychoterapia, leki, wiara, miłość rodziców, troska chłopaka, wasze zrozumienie...? Chyba wszystko razem i ogromna walka, taka którą już znacie, taka która wyczerpuje do upadłego. Po prostu nagle zaczęło się robić lepiej... i wtedy uwierzyłam, że jeszcze daleka i ciężka droga przede mną, ale droga do przejścia. Bardzo bardzo warto walczyć i kiedy cokolwiek wraca jestem o tyle silniejsza, że wiem, że to kiedyś zwalcze do samego końca.

Nie poddawajcie się! Każdy z was znajdzie swój sposób na przeżycie...
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez Ana24 07 maja 2007, 14:23
kochani gdy czytalam te fraenty waszych postow o skrajnosciach w odczuwaniu poczulam ulge....ja albo musze tryskac radoscia a jesli tak przestaje czuc popadac w pograzenie i dol ze to nie choroba....dziekuje Wam za te slowa....myslalam ze ze mna juZ dobrze ale chyba nie jest tak dobrze jak myslalam...ostatnio nalozylo sie kilka spraw....umarla mi babcia...za duzo emocji chybai stresu....i nasilily sie leki.
pozdrawiam Was trzymjacie sie i za mnie rowniez trzymajcie kciuki
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez mieciu 07 maja 2007, 15:53
Trzymamy, trzymamy i za siebie i za Ciebie, mocno, bardzo mocno...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez sredniowieczna_panna 08 maja 2007, 16:14
oj, ja niedawno tez mialam cos takiego... i nie rozumialam, bo jednoczesnie wiedzac, ze bardzo, bardzo, bardzo mi na nim zalezy(planujemy wspolna przyszlosc), czulam sie jakas taka pusta i wypalona:( i ryczalam mu w koszulke, ze nie wiem, co sie dzieje, nie rozumiem... nie wiedzialam wtedy jeszce, ze to moze miec zwiazek z NN. Teraz pod tym wzgledem jest w porzadku, tak smao jak zawsze, ale pamietam, ze kiedy mialam najwieksz "atak" objawow nerwicowych (listopad), to mialam identycznie to samo, tylko ze udawalam, ze wszystko jest w porzadku...
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 08 maja 2007, 16:56
sredniowieczna_panna i jak, te natręctwa same ci tak przeszły?
jeśli teraz jest dobrze to naprawde ci zazdroszcze... :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 12 gości

Przeskocz do