Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 16 kwi 2007, 14:41
Mieciu masz racje... wydaje mi sie że te natręctwa z biegiem czasu przybierają inne formy. bo i problemy są wieksze.
Obsesyjne mycie rąk miałam w dzieciństwie. i bardzo dobrze to pamiętam... no a teraz skończyło sie na tym, nad czym teraz wszyscy sie zastanawiamy...
nasuwa mi sie teraz takie pytanie... czy nerwica może przechodzić z wiekiem? bo z tego co zauważyłam to każdy z nas od lat już na to cierpi... i chyba bez leczenia z tego nie wyjdziemy. co o tym myślicie?

Apsik to chyba prawda, że jesteśmy zbyt wrażliwi. za bardzo wszystko analizujemy... i w moim przypadku przynajmniej też tak jest ze boje sie komuś powiedzieć co myśle, że z czymś sie nie zgadzam, zawsze jest właśnie ta odpowiedz "nie ma sprawy, nic sie nie stało". mimo że wewnetrznie może czujemy sie skrzywdzeni czy czujemy coś innego. nie umiem nikomu powiedzieć nic złego chyba że wpadne w jakiś konkretny szał. to wtedy jestem aż za bardzo agresywna (tak jak ty Piko).
Lekarz powiedział mi że jestem w ogóle jakoś rozregulowana emocjonalnie...

I mam jeszcze do was jedno ważne pytanie.
Jak myślicie, czy jest sens brania tabletek jeśli na razie mam tylko natręctwa dotyczące mojego chłopaka? od czasu do czasu dostaję ataków lękowych... dziwne jest to że zawsze przy ukochanym. nigdy jak jestem sama. no i czasem czuje lęk przed innymi ludzmi... ale to pewnie z powodu mojej niskiej samoooceny.
czasem sie nad tym zastanawiam i nie wiem co robić. może mi to wcale nie potrzebne a tylko sie truje...

no to już was nie zanudzam ;) pozdrawiam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez pikpokis 16 kwi 2007, 20:26
kochani! podpisuje sie obiema rekami a nawet nogami pod tym co napisaliscie!:) kubo zazdrosze ci ze po tylu latach nauczyles sie siebie i przetrwales, trzeba duzo duzo duzo pracowac nad soba, tak jak napisal miecio!!! bo poprawa sama nie przyjdzie a jak przyjdzie to na chwile.... sami to wiemy....

A my za każdym razem próbujemy sobie wytłuamczyć "dlaczego sie tak poczułam/łem"...miłość nigdy nie bedzie idealna i musimy nauczyć się ze mamy prawo do złości, niechęci, agresji bo jesli bedziemy to od siebie odrzucać, to się to skumuluje i zaatakuje w postaci natręctw w innym czasie.




to slowa apsik! i mysle ze to chyba na czole sobie napisze, albo nie! na reku zeby zawsze to widziec jak nie bede miala ochoty przytulic sie do chlopaka a pomysle: pewnie go nie kocham..... apsik mi wlasnie moja psycholog mowila tak ze milosc to rozne emocje, gorsze i zle, wiecie co ja niedawno jeszcze potrafilam liczyc ile razy powiedzialam mu ze go kocham;/ jeszcze troche mi to zostalo....mieciu chyba kiedys napisal ze mozg zapamietuje te nasze zachowania i traktuje je z czasem jako nasze normalne....dlatego te mysli wydaja sie tak realne, i trzeba teraz z powrotem nasza psychike naprawic, dlatego mowmy sobie: wszysctko jest dobrze, moge miec takie mysli bo jestem tylko czlowiekiem a nie robotem, apsik ma racje ze "normalni" ludzie maja takie mysli jak my ale zupelnie sie nimi nie przejmuja, wiadomo ze nie maja ich czesto ale maja ( pisze to bo przeciez kiedys pomimo innych natrectw i nerwicy mialam rozne mysli dotyczace mojego chlopaka, a pomimo tych mysli wszystko bylo dobrze ) poprostu nagle chyba cos we mnie peklo i trafilo na niego...... a nie na choroby czy mycie rąk tak jak u was :) usmiecham sie zeby dac wam i sobie troszke nadziei..... bo jestesmy chorzy to nie ulega watpliowsci....


bad girl co do tabletek: wiesz ja sama wczoraj zastanawialam sie czy jest sens brania tabletek bo: odwrotnie jak u ciebie: myslalam : o! moze bez tabletek bede sie czula jakbym je i tak brala, ale musze je brac bo dzis rano mialam maly napad lęku bez przyczyny i wtedy sama sobie odpowiedzialam ze musze brac jeszcze lekarstwa, po to one sa zeby nam pomoc... wiadomo ze 100 razy bardziej wolalabym sie obyc bez nich ale narazie jeszcze nie moge....

dziekuje jesli to przeczytaliscie! spijcie dobrze!!!!!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 16 kwi 2007, 21:42
W takim razie widać, że dużo już wiemy o sobie i naszych natręctwach. dobrze jest sobie wszystko przeanalizować. bo jak sie dochodzi do pewnych wniosków to łatwiej jest później to wszystko przyjąć i walczyć z tym :)

Piko tylko wiesz co, tabletki chyba nie pomoga nam zmienić toku myślenia prawda? zmniejsza lęk... bo to poczułam już po pierwszym tygodniu... taki dziwny spokój... ale i euforie w pewnych momentach co mnie przeraziło bo wydawało mi sie że zachowuje sie jakbym była naćpana, jeśli tak to moge ująć.
Prawde mówiąc to po prostu chyba za dużo naczytałam sie o zespole serotoninowym. a wiadomo, od razu przypisałam sobie że jeśli będe to brała to zapadne w śpiączke. bo może tak naprawde nie są mi te tabletki potrzebne....

dobrej nocy życze.... i jak najmniej negatywnych, natrętnych myśli.
trzymajcie sie ciepło!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez mieciu 17 kwi 2007, 08:01
Witajcie. Jacy my wszyscy jesteśmy do siebie podobni:). Też tak mam, że nie potrafię (nie chcę ) mówić, że coś mi się nie podoba tylko mówię: nic się nie stało, spoko...
Co do tabletek to chyba i psychoterapia i farmakoterapia jest tak samo potrzebna na drodze do wyleczenia.
miłego dnia wam życzę moi mili:)
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez Ana24 17 kwi 2007, 19:40
czesc kochani...
u mnie lepiej! na dowód tego co napisaliscie wyzej! na miejsce "kocham nie kocham" wrocily stare natrectwa: sprawdzanie telefonu (mania ze polaczy mi sie samo z netem), nie ubieranie nowych rzeczy tylko dlategfo ze wierze ze skoro pierwszy raz przyniosly pecha to znowu top zrobia, omijanie przeszkod (np kosz na smieci czy cokolwiek innego) kiedy ide z Lukaszem zawsze tylko omiojamy ta przeszkode gęsiego lub ta sama stroną- nie dopuszczalne jest ominiecie tego kosza ja prawa on lewa strona bo tro bedzie znaczyc ze cos sie moze z nami stac. najgłupsze dotycza tego ze jak mam cos identycznego( np dzis jechałam z kolezanka ktora fatalnie sie czuje psychicznie depresja i itd i mowi do mnie "o mamy taka sama torebke- ja od razu no to chyba tez mi sie pogorszy skoro ona ma taka torebkle jak ja) nienormalne wiem ale autentyczne.tak na marginesie juz jej chyba nie zaloze bo mi sie kojarzy juz... tak czy siak latwiej z tymi natrectwami wiedzac ze kocham i ze chce z Lukaszem byc! Kochani leki naprawde pomagaja. moze nie mam ochoty na przyklad na wytezona prace umyslowa (zalegajaca praca magisterska) ale usmiecham sie coraz czesciej i lepiej duzo o niebo lepiej jest mi w zwiazku i mojej drugiej polowce rozwniez. lepiej funkcjonuje spolecznie i w kontakcie z innymi ludzmi. jesli pojawiaja sie juz mysli z Lukaszem to jakos sobie je tlumacze i tym razem w koncu to pomaga. oby nie było tylko gorzej, pozdrawiam
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 18 kwi 2007, 16:13
Ja chyba też wolałabym mieć te wszystkie natręctwa niż żyć dzień w dzień z niepewnością czy napewno kocham swojego chłopaka. bo można powiedzieć że wszystkie moje poprzednie natręctwa sie wyciszyły i tylko właśnie ten jeden wyszedł na główny plan....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez mieciu 19 kwi 2007, 07:53
Bardzo dobrze powiedziane Bad Girl. Szkoda, że to od nas nie zależy jakie natręctwo akurat mamy. Takiego jakie mamy nie życzylibyśmy pewnie nikomu, nawet wrogowi. Ja już wolałem bać się wychodzić z domu bez butelki wody w obawie przed uduszeniem i mycie rąk niż to... pozdrowionka
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 19 kwi 2007, 16:13
przypomniało mi sie właśnie jak kiedyś musiałam zawsze chodzić spać przed godziną 22... kiedy tylko zrobiło sie później dostałam napadu lęku... sama nie wiem dlaczego. ale to minęło... dochodze do wniosku że właśnie wtedy kiedy pojawił sie mój ukochany....
i właśnie tak jak mówisz Mieciu.. szkoda że to od nas nie zależy co mamy za natręctwo bo ja chyba też wolałabym to mycie rąk niż ciąga niepewność uczuć...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez Lucy86 20 kwi 2007, 22:47
Bad Girl miałam to samo z chodzeniem spać. Panicznie się bałam iść później spać, i na początku była to 22:30, a potem coraz wcześniej...koszmar :/ I z zaskoczeniem stwierdziłam, że miałam takie samo natręctwo jak mieciu. Jak byłam mała, chorowałam na alergię, ale późnej minęło. Kilka lat temu po przeziębieniu zaczęłam kasłać i raz była taka sytuacja, że nie mogłam się uspokoić. Od tego czasu panicznie obawiałam się, że mogę się udusić i zawsze nosiłam przy sobie wodę. Dziwne, ale prawdziwe...

A co do obecnych myśli, jest średnio. Czasem jestem na 100% pewna, że kocham, a czasem mam strasznie silny nacisk z umysłu, żeby zerwać, bardzo trudno jest mi nad tym zapanować. Mam wrażenie, że wtedy zadzwonienie i zerwanie byłoby jak np. przejście po zebrze na pasach, a nie po czarnych elementach - formą wypełnienia kompulsji i oddalenia napięcia. Ale ponieważ wiem, że nie chcę tego zrobić powstrzymuję. Niestety bardzo to trudne :( Dzisiaj na przykład mało czasu spędziliśmy na takiej aktywności "zadaniowej" w stylu wspólna nauka czy odpytywanie mnie z czegoś na kolokwium albo dyskutowanie o czymś poważnym, ale pomimo tego było fajnie. Oczywiście teraz już myślę, "jak strasznie beznadziejnie spędziliśmy czas". Mam nadzieję, że to kiedyś minie. Faszeruję się tymi lekami i ledwie widoczna poprawa. A na ostatnią psychoterapię nie poszłam. Mam dość tej kobiety, ona mi tylko bez przerwy mówi, że mi współczuje i jest przerażona sytuacją u mnie w domu :/

Pozdrawiam wszystkich.
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez pikpokis 21 kwi 2007, 12:20
witam kochani.... nie mamialam sily pisac, tak okropnie jeszcze nie bylo, wszystko co moj chlopak zrobi nie po mojej mysli daje mi mysli i powody zeby zerwac, pozatym mam straszne mysli samobojcze;/ :( juz nic mnie nie trzyma przy zyciu, kazda sytuacja daje mi przeklete wymysly! u psychologa bylo swietnie, dotarlysmy do tego ze zachowuje sie bardzo infantylnie jeszcze, ze chce zeby moj kochany robil wszystko co chce :(


mam teraz identycznie jak ty lucy : sa epizodyczne sytuacje kiedy jestem szczesliwa i w 100% pewna ze kocham, ale wystarczy jedno gowno zeby to wszystko minelo:(( przypomina mi sie jakas sytuacja np kiedy nie zasmialam sie z tego co on mowil, albo ze sie na mnie wkurzyl i odrazu mysl: nie kocham go?

lucy prosze cie znajdz nowego psychologa, albo powiedz swojej pani ze cie to denerwuje, ja o dziwo jestem bardzo szczera wobec mojej psycholog, mowie jej : nie podoba mi sie co pani mowi i to pomaga....


prosze kochani pomorzcie mi bo jesli bedzie dzis zle to nie wiem co zrobie:( kurde no!!!!!!!!!!!!!!!! :(

pa rybki! bede wieczorem
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez apsik84 22 kwi 2007, 00:48
trzymać mi sie tam i sie nie dawać!!!!!!
Piko pomysl sobie tak: 'jak ja strasznie musze kochac swojego chlopaka, skoro tak długo walcze z wiatrakami... wszystko to dla Niego'

Byłam ostatnio na wizycie kontrolnej u swojej psychoterapeutki i mam cenna wiadomość dotyczącą leków. Za żadne skarby nie można ich szybko odstawiać. Jeśli ktoś chce, to musi odzwyczaić od tego organizm, czyli np.przez jakiś czas brać zmniejszoną dawkę, potem np co drugi dzień i powoli przestawać. Inaczej można czuć się gorzej np. odrealnionym itp. Tak w ogole to powiedziała mi żebym sobie zwiększyła dawkę (pomimo tego że czuje sie juz b. dobrze), ale chodzi o taki eksperyment, zeby starać się wyeliminować wszystkie objawy w 100%.

Trzymajcie sie mocno dziewczyny i chłopaki!!! walczcie!!!

pozdrawiam
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 22 kwi 2007, 09:21
Piko i Lucy.... ja też mam często chwile kiedy szukam sobie powodów do rozstania.. już wiele razy mialam zamiar to zrobić... ale jednak mnie zawsze coś powstrzymywało. nie wyobrazam sobie życia bez niego i nadal walcze mimo wszystko... Już mówiliśmy o tym, że musimy coś czuć skoro dzień w dzień zmierzamy sie z tym samym problemem i nie dajemy za wygraną. Musimy kochać...
Chociaż często myśle, że nerwicowcy po prostu nie umieją kochać... ale myśle o tym tylko wtedy kiedy jestem jakoś dziwnie chłodna i ironiczna wobec mojego chłopaka..
nie wiem, czy wy też tak macie, że zaczynacie dogryzać swoim ukochanym praktycznie bez powodu.... ja zazwyczaj przypominam mu o jego byłej. on sie zdenerwuje ja za chwile popadam w smutek i jest koniec spotkania.
to co robie jest nie logiczne...
trzymajcie sie mimo wszystko :)

PS. Lucy, z tym chodzeniem spać... u mnie doszło do tego że już o 20:30 musiałam spać.... wszyscy zawsze na mnie patrzyli jak na wariatke kiedy latem bylo o tej godzinie jasno a ja już w łóżku... ze strachem.
Dobrze ze mam to już za sobą...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez mieciu 23 kwi 2007, 09:00
Witajcie kochani.
Ja też miewam coś takiego, że dogryzam mojej Dorotce i staram się wyprowadzić ją z równowagi...zupełnie nieświadomie. Moje samopoczucie się poprawia ale za to tkwi we mnie jakaś agresja, coraz większa i większa, wyładowuję się na przedmiotach i czasem (psychicznie) na "niej", potem bardzo mi z tym źle i przykro (chociaż samopoczucie fizyczne jest wtedy lepsze). Muszę o tym powiedzieć mojej psycholożce bo zaczyma się bać samego siebie:(. Pozdrawiam was
Piko nie załamuj się proszę, Ty jesteś tu takiem dobrym duszkiem i ten duszek ma tu nadal się wypowiadać. Raz gorzej, raz lepiej ale musisz mieć świadomość, że kiedyś się z tego będziesz śmiała. Wszyscy musimy w to uwierzyć, bo od naszego nastawienia zależy dostrojenie psychiki.
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 23 kwi 2007, 19:46
Mieciu mam właśnie identycznie tak samo. że poprawiam sobie humor właśnie kiedy sie wyładowuje i najczęściej na ukochanym. to jest naprawde nie do pomyślenia.jest mi przykro z tego powodu ale nie potrafie tego zmienic... to jest najgorsze. czasem sie zachowuje jakby mi w ogole nie zalezalo na niczym,.... a tak nie jest.
moj chlopak musi byc naprawde bardzo wyrozumialy ze to znosi. na szczescie wie ze to choroba i jakos to akceptuje.

trzymajcie sie ciepło :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do