Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez szcz25 12 kwi 2007, 19:12
Witam wszystkich,ciesze sie ze znalazlem ten wątek bo chyba w końcu wiem co mi dolega i na czym polega mój problem!Wczesniej opisalem moja historie w innym miejscu ale ona chyba bardizej pasuje tutaj,wiec ja wklejam:

"ja mam troche inny problem:(chyba nie potrafie sie juz zakochac! Ale zaczne od poczatku. Jakies 6 lat temu zauroczylem sie po uszy w pewnej dziewczynie. Byl to zarazem moj pierwszy zwiazek w zyciu. Czulem sie cudownie, glowa w chmurach, moglem przenosic gory i takie tam;) Trwalo to tak przez ok 5 miesiecy, az do pierwszego zblizenia seksualnego. Po tym zdarzeniu jakbym dostal czyms w glowe:( Zaczalem miec watpliwosci czy ja kocham i czy mi sie rzeczywiscie odpowiada.Byl to straszny okres bo z jednej strony bardzo mi na niej zalezalo a z drugiej ciagla niepewnosc czy "to jest to"walczylem tak ze soba ok pol roku i problem "rozwiazal sie" sam:/.Rozstalismy sie gdyz ona poznala kogos innego.Byl to dla mnie szok i strasznie ciezko to znioslem. Pozniej przyszly studia, ja przestalem juz tak intensywnie o niej myslec,ale tez nie moglem spotkac dziewczyny ktora odpowiadala by mi tak jak tamta. Czas lecial a tu wciaż nic:/Zaczaly wtedy pojawiac sie mysli czy wszystko ze mna w porzadku, mimo ze mialem powodzenie u dziewczyn to nie moglem spotkac tej jedynej.Pojawily sie wtedy mysli o moim seksualizmie,a konkretnie lek prze homoseksualizmem (mialem mysli ze moze jestem gejem,ze nie bede miec normalnej rodziny,dzieci:() Lęki tak sie nasiliły i nagle bummm..imprezka z trawka i zaczelo sie:( lęki,lęki i jeszcze raz lęki(wtedy nie wiedzialem ze to nerwica wiec bylo naprawde ze mna kiepsko) W moim przypadku szybko jednak "zdiagnozowalem" siebie nie poddalem sie jednak i walczylem z tym(wychodzilem z domu,sport,studia) mimo ze bylo ciezko staralem sie pozytywnie myslec i jakos z tym radzic. "Problem" homoseksualizmu szybko sie rozwiazal bo zdalem sobie sprawe tylko sobie to "wkrecalem" i na 100% jestem hetero(az dziw ze mozna sobie takie rzeczy wmowic:P) Nerwica powoli ustepowala czylem sie calkie dobrze,ale do czasu pozostal problem "zakochania sie".Zaczalem spotykac sie z dziewczynami i na poczatku bylo ok ale po uplywie jakiegos czasu stwierdzalem ze ich nie kocham i ze to nie jest to:/ Bardzo mnie to frustrowalo jak widzialem znajomych w szczesliwych zwiazkach a mi sie ciagle nie udaje.Niestety taka sytuacja powodowala u mnie nawroty nerwicy.Pragnienie prawdziwej milosci stalo sie w moim przypadku jedynym celem w zyciu i wiedzialem ze jak ja spotkam to nerwica minie.Rok temu poznalem dziewczyne i bardzo dobrze mi sie z nia spedzalo czas,nie bylo jakiegos wielkiego zauroczenia, powiedzialem sobie ze w tym przypadku to prawdziwe uczucie moze nadejdzie ,nerwica ustapila bylo naprawde dobrze. Niestety, teraz po uplywie roku znow nie jest najlepiej, wydaje mi sie ze to uczucie jedak nie nadeszlo,znow pojawiaja sie dylematy czy to jest ta osoba z ktora chce byc?czy "chemia" kiedys mnie jeszcze dopadnie??z jednej strony jest ok a z drugiej chyba oczekiwalem czegos wiecej:/jestesmy razem ale coraz czesciej mam dylematy co dalej?tymbardziej ze od jakiegos czasu widuje sie z nia tylko w weekendy bo pracuje chwilowo w innym miescie:/ moze cos zmieni sie jak wroce?
Jesli chodzi o nerwice to nigdy sie nie leczylem,moze oprocz magnezu z wit b6 i neromixu,wiem jednak ze jakby rozwiazal sie moj problem to nerwica odejdzie,gdyz juz nie raz odchodzila w sytuacjach kiedy wydawalo mi sie ze znalazlem w koncu ta druga polowke,mam nadzieje ze sie jakos ulozy:)walcze:)

sorki za tak dlugi list,pozdrawiam wszystkich i zycze powodzenia w walce!!!jestem pewien ze nierwica jest uleczalna tylko trzeba znalesc w sobie problem,dacie rade!!!:) zastanawiam sie czy w moim przypadku nie odwiedzic w koncu psychologa, bo z tego co tu widze wiekszosc z was poleca terapie, trzymajcie sie."


Mam prosbe do Apsik84, czy moglabys napisac tu albo na privie namiary na twojego psychologa i do psychiatrę?tez jestem z Wrocławia i mogło by mi to bardzo pomóc w rozpoczęciu walki nn. pozdrawiam wszystkich!
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
17 mar 2007, 13:40

przez pikpokis 12 kwi 2007, 21:42
witaj szcz25! wiesz co u ciebie jest tak jak u nas! u ciebie ten epizod kiedys wystapil, niewiadomo czemu i teraz sie to ciagnie, a mysle ze im bardziej ci zalezy to tymbardziej masz te mysli! trudno w to uwiezyc ale tak jest:( mieciu raz napisal to trafnie: ze ciagnie nas pociag w jedna i w druga strone ;/ w naszym przypadku trzeba zupelnie zrobic porzadek w naszej psychice.... dlatego napewno idz do psychologa, powiedz mu wszystko! moze to malo w porownaniu do innych ale ja przezywam pieklo wobec mojego chlopaka juz od grudnia:( jest mi bardzo ciezko, mam samobojcze mysli ehhhh..... oby bylo lepiej...



kochani mialam tydzien wolnego od psychologa, ide w nastepny czwartek! dzis zobaczylam jak glupio sie zachowuje: plakalam bez powodu, denerwowalam sie, odrazu przylazly mysli jak moj chlopak sie w koncu na mnie wkurzyl...;/ teraz meczy mnie ze on mi nie pasuje:(


jeszcze jedno rybki: powinnam byla zrobic to dawno ale chyba musze jakos rozladowac moja energie, tylko nie wiem jak?;/ bo czasem mam ochote normalnie kogos pobic....


mam nadzieje ze u was lepiej kochani! moze dobra pogoda przyniesie nam dobre dni.... musimy pracowac nad soba, nad zmiana naszych zachowan bo czekamy na cud z nieba ale musimy dac cos od siebie! pa kochani! bede jutro!!!! pozdrawiam wszystkich!!!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez apsik84 13 kwi 2007, 00:46
piko, ja potrafilam wrzeszczeć wewnętrznie w czasie tej walki, wyobrażałam sobie że wszystko dookoła niszcze i rozwalam, krzyczałam czasem na siebie jak nikogo w do mu nie było :P i pobić miałam ochote doslownie wszystkich! wyżyj sie np. wez kartke, napisz co czujesz, a potem z całą złością to podrzyj, podepcz itd, możesz wziać poduszke i jeszcze w ta kartke nawalać a potem ją deptać :D moze to smieszne ale to pomoże :D,

szcz25 -> nie zauwazylam Twojej wiadomosci wczesniej! dobrze ze napisaleś tu bo bym chyba nigdy Ci nie odpowiedziala :)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 13 kwi 2007, 15:18
ja nigdy nie potrafie okazać złości nawet jak bym naprawde chciała. siedzi to we mnie i nic wiecej nie potrafie z tym zrobić.
oj i często mam ochote pobić kogoś kto mi stanie na drodze.

Wczoraj był zły dzień.... prawie rozstałam sie z chłopakiem... czasem czuje że mnie nie rozumie... a kiedy mówi mi, że to może nie choroba, że ze mną jest wszystko wporządku tylko go po prostu nie kocham to sam sprawia że zaczynam w takie rzeczy wierzyć... i jeszcze bardziej miesza mi w głowie... wczoraj powiedział, że go nie kocham tylko po prostu boje się tego co będzie kiedy zostane sama, bez niego... jak to wszystko będzie wyglądało i w ogóle... :(
a ja przecież tak nie myśle :( chyba... najgorsze jest to że na dodatek wszystko zaczyna mi w nim przeszkadzać... przychodzą myśli których nie chce. już naprawde nie wiem co mam robić...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez pikpokis 13 kwi 2007, 21:49
dziekuje apsik za twoje dobre rady.... bad girl ja tez mam mysli ktorych nie chce! tak bardzo sie boje ze Bog nie chce zebym z nim byla dlatego pokazuje mi jego wady albo sam daje te mysli zebym go zostawila:((((( czemu on nie slucha moich modlitw????? przeciez Jezus powiedzial : proscie a bedzie wam dane:(((((((( czyli wychodzi na to ze nie chce mi pomoc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! a ja tak wierze ze .....ehhhh nie mam juz sil...



Bad Girl mam dla ciebie kochana rade: nie mow swojemu chlopakowi ze masz te mysli, gdybym ja mowila mojemu to konczylo by sie to identycznie jak u ciebie, on by to samo mowil co twoj, a ja dodatkowo nakrecilabym sie niedosc ze swoimi myslami to jeszcze jego, wiem ze to trudne, bo np ja mowie wszystko mojemu chlopakowi, ale tego nie chce mowic.... bo w grudniu z rykiem mu to powiedzialam i bylo tak jak u ciebie, dlatego trzymam to w sobie.....


kochani jak tak dalej bedzie to ja nie wiem co zrobie, modlitwy, blagania nie daja nic, a ciagle jakies mysli przylaza..... tylu ludzi dziennie ginie, niech mnie zabierze, przynajmniej bedzie jakis pozytek ;/


bede jutro kochani, trzymajmy sie bo wiem jak jest ciezko ;/
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez mieciu 14 kwi 2007, 08:09
Piko ja nie wierzę w istnienie boga a przecież też tak mam jak Ty. Więc kto dla mnie uknuł ten diabelski plan? Jakby istniał to z tego co wiem jest miłością więc dlaczego miałby zsyłać na Ciebie tyle cierpienia, to by było chore. Tylko od nas zależy czy chcemy być z daną osobą czy nie. Pytanie tylko: czy my naprawdę tego chcemy? Może chcemy być niezależni? Może lubimy zdobywać a naturalna kolej rzeczy prowadzi nas do tego co powinniśmy czyli do zbudowania stałego związku nawet wbrew nam samym? Może nie potrafimy lub nie chcemy budować długotrwałych relacji? Cholera też nie znam 100 procentowych odpowiedzi na te pytania:(. Ze mną nienajlepiej, wiosna idzie a moje samopoczucie wcale się nie poprawia. To nie życie, to cholerna wegetacja:(. Trzymajcie się, trzymajcie się mocno, ja już niestety poluzowauje ręce...miłego weekendu
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 14 kwi 2007, 15:47
Właśnie zastanawiałam sie nad tą niezależnością Mieciu.... często budowałam związki w taki sposób, żebym mogła sie jak najszybciej z niego uwolnić. miałam jakieś obawy.... nie potrafiłam dzielić sie sobą z innym człowiekiem. do dzisiaj może tak mam. nie umiem sie czuć swobodnie nawet przy ukochanym.

Piko, ja mu nie mówie o swoich myślach... to on bardziej naciska żebym powiedziała co czuje i myśle w danej chwili... on to widzi. kiedy zaczynam milczeć, patrzeć w jednen punkt i zastnawiać sie... kiedy po prostu jestem przygnębiona. on czuje i wie co jest grane wtedy... nawet nie musi pytać. i dobrze bo nie umiem z nim o tym rozmawiać ...a to, co bym miała mu do powiedzenia było by przykre dla niego...
Piko, Bóg nie ma z tym napewno nic wspólnego... Kazdy człowiek napewno niesie ze sobą jakieś cierpienie. niektórzy cięzko chorują inni maja znów co innego na głowie.... a my po prostu mamy nerwice. i to jest to z czym musimy walczyć. smutne jest tylko to, że dotyka to naszych najbliższych, kochanych osób... ale idzie to wyleczyć... co prawda dzieki cieżkiej pracy nad sobą, ale idzie.
więc trzeba być dobrej myśli i nie poddawać sie.
wtedy napewno wszystko sie ułoży :)

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez Lucy86 15 kwi 2007, 14:37
Hej, dawno się tu nie pojawiałam, bo miałam sporo pracy. Zastanawiam się, czy dalej chodzić do tej psycholog, bo kasa leci, a dla mnie to zupełnie nie ma sensu. Rozmawiamy o tym, co się u mnie dzieje w domu, jak mi minął tydzień, jak się czuję, ale nie widzę żadnej terapii, żadnych postępów. Asentra już chyba zaczęła porządnie działać, bo się jakoś lepiej czuję. Wczoraj na przykład przez kilka godzin czułam się zupełnie normalnie, tak jak dawniej i nawet potrafiłam powiedzieć coś sprzecznego z tym, co myśli mój chłopak nie bojąc się, że COŚ nas różni...także uświadomiłam sobie to, że jak przez całą jazdę tramwajem do mnie do domu nie będziemy cały czas rozmawiać, to nic się nie stanie i nie jest to objaw problemów. Ale w tych postępach widzę raczej swoje działanie, niż pani terapeutki, bo jedyne co ona bez przerwy mówi, to że mi współczuje, że mam ciężką sytuację rodzinną i że nikt by się nie czuł lepiej w takiej sytuacji :/

Pozdrawiam wszystkich :)
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez pikpokis 15 kwi 2007, 14:48
witajcie kochani! dziekuje za slowa miecia i bad girl, pomogly mi choc na chwile! lucy! ja tez probuje akceptowac to ze moj chlopak ma inne zdanie i tak dalej, mi moja pani powiedziala ze boje sie normalnego zycia z chlopakiem, tego ze np on cos robi a ja robie co innego, a nie ze jestesmy ciagle razem, musimy non stop cos do siebie mowic... moja psycholog ma racje, tylko ze ja nie potrafie znalesc metody jak mam sobie radzic w nowej sytuacji, musza ja spytac w czwartek! pozatym dzis bylismy na spacerze, niby bylo dobrze, jak lapalam sie na tym ze spontanicznie go przytulilam to sie cieszylam, ale jak juz szlismy i spojzalam na niego i nie czulam motylkow to cholerstwo wrocilo:(


wiecie co jest najgorsze, ze my nie wiemy jakie techniki zastosowac zeby bylo nam normalnie, dobrze, zebysmy byli spokojni i szczesliwi.....;/ bad girl ma racje i mieciu tez .... nie wiem jak wy ale nawet moja psycholog powiedziala mi ze musi mi byc bardzo ciezko;/ bo jest;/ juz mam dosyc dzwigania tego krzyza:(

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:52 pm ]
wiecie co jeszcze wrocilo do mnie? te durne skrajnosci wlasnie;/ raz jestem na 100% pewna ze kocham ale za chwile cos nie pojdzie po mojej mysli, czemus sie przyjze, jakis stres i te 100% znika;/


jest jeszcze jedno: malo pracuje nad soba, niby wiem co mi jest i co powinnam zmienic (ta dziecinnosc w zwiazku, zazdrosc, oczywiscie najwazniejsze: mysli... ) tylko wlasnie nie wiem jak sie zachowywac;/ jak mam sie zmieniac;/ bo moje dni sa takie ze albo jest zle, albo jest dobrze bo...no wlasnie nie wiem czemu, ot mam poprostu troche lepszy dzien;/:(


czasem chcialabym zeby przyjechala do mnie taka super niania i zeby poprzestawiala mi troche w glowie na dobre:(

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:57 pm ]
przepraszam ze tak pisze ale chce to z siebie wyrzucic:( a oprucz was nikt mnie nie wyslucha i nie zrozumie:(


nie chce obwiniac Boga za to co sie dzieje, ale serce mi peka jak nie reaguje, wczoraj poprosilam go zeby mnie zabil, zamiast kogos innego :( juz kiedys tez o to prosilam, czasem gdy jest mi juz tak zle, jakis glos mnie pociesza, ale mysle ze to moj kolejny wymysl, jakas obrona:(

kurde juz nic nie wiem
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 15 kwi 2007, 21:51
Piko... nie myśl o śmierci... to napewno nie rozwiąże problemu. jesteś potrzebna! swojemu chłopakowi a także i nam bo przecież razem przez to przechodzimy i sobie pomagamy. dzieki temu napewno damy rade :)
Ja też tak naprawde to nie mam z kim o tym porozmawiać, bo zrozumie nas tak na sto procent tylko ten kto też to przeżywa.

a jak już wspomniałaś o tej zazdrości.... nie mam specjalnie powodów do zazdrości, ale kiedy już sie pojawi to czuje że wariuje. to jest jedyny moment w którym rosnie we mnie olbrzymia agresja. nie umiem nad tym panować. Głupio mi sie przyznawać... ale przypomniało mi się jak w moim poprzednim związku mój byly spotkał sie przez przypadek z jakąs koleżanka i kiedy mi opowiadał wpadłam w taki szał że rzuciłam krzesłem... :oops:
jak to jest u was?
trzymajcie się ciepło :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez pikpokis 16 kwi 2007, 07:38
bad girl moj chlopak tez nie daje mi powodow do zazdrosci ale jak juz ja sobie cos wynajde to jestem tak agresywna ze potrafie go zaczac bic:( to smieszne jak ja taka mala bije takigo duzego;/ potem jest mi wstyd i glupio ;/ i wlasnie musze zrobic cos ze swoja zazdroscia o byle co, i z ta agresja! bo ja naprawde jestem agresywna :( musze sie gdzies wyzyc, wyladowac.....

wiecie co wczoraj jak wiecie bylo fatalnie, ale spotkalismy sie wieczorem i bylo lepiej.... i dobrze bo nie wiem co bym zrobila, dzis wstalam i powiedzialam sobie ze bede myslec pozytywnie, bo jak narazie czekam na cudy, licze na tabletki, a musze liczyc na sama siebie i wy takze kochani! wiem ze spod moich palcow zabrzmi to glupio ale musimy dac cos z siebie! bo poprawa sama nie przyjdzie! wiem jak zaczelam walczyc przed strachem przed chorobami, niektore rzeczy same przeszly ale ja duzo sie staralam, jakos przekrecalam moja psychike....


dobrego dnia kochani! cieszmy sie z tego slonca! i myslmy pozytywnie!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Finito

przez Jakub 16 kwi 2007, 09:22
Czytam wasze posty i przypomina mi to moje problemy z przed 10 lat. Wtedy nerwica pojawiła się po raz pierwszy. Zmagam się z tym gównem już tyle lat i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mi się udało. Myśli się pojawiają rzadko, ale nie powodują już takich reakcji. Mogę powiedzieć, że psychoterapia jest elementem kluczowym, ale w moim przypadku leki były także niezbędne. Przed wami niełatwa droga do zmiany wyuczonych schematów myślenia. I to prawda. Będziecie musieli robić rzeczy wbrew sobie. Bo umysł macie zdrowy, ale chore emocje. To była najcięższa praca jaką zmuszony byłem wykonać - ale uwierzcie mi że warto :) Trzymajcie się wszyscy i powodzenia - to forum była dla mnie bardzo pomocne.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez mieciu 16 kwi 2007, 09:31
Wiecie, ostatnio przyszła mi do głowy taka myśl: wcześniej pewnie wszyscy mieliśmy inne natręctwa typu: mycie rąk w obawie przed zarazkami, sprawdzanie czy zamknęliśmy drzwi itd. teraz zamieniło się to w inne: "musimy rozstać się ze swoimi drugimi połówkami bo stanie się coś złego (będziemy całe życie nieszczęśliwi, będzie nam źle, to nie ta (nie ten), przeznaczenie ma dla nas kogoś innego)". Jeśli poddajemy się temu natręctwu to faktycznie następuje ulga, tak jak przy kolejnym umyciu rąk lub sprawdzenia zamka. Jeśli jednak próbujemy walczyć to odbija się to na naszym zdrowiu fizycznym, nerwica juz tak ma, że przeciw "sprzeciwom" wytacza najcięższe działa. Mam nadzieję jednak, że skoro ludzie z innymi natręctwami zaleczają się - nam także się uda. Wiem, że to trochę inne "natręctwo" i że nie jest tak łatwo sobie go wytłumaczyć jak np. to: nie muszę myć rąk bo przecież tam nie ma zarazków lub nie muszę sprawdzać zamka po raz 10 bo sprawdzałem juz 9 razy. Tu mamy niestety doczynienia z natręctwem, które bardzo łatwo sobie wytłumaczyć w miarę logiczny sposób na naszą niekorzyść (może po prostu go(jej) nie kocham). Musimy całkowicie zmienić nasz system myślenia co jest bardzo, bardzo, bardzo trudne ale podobno możliwe. Przepraszam ze chaos wypowiedzi i za, pewnie wszystkim znane fakty ale tak mi łatwiej to samemu pojąć a czuję, że jak to pojmę to będzie mi już niedaleko do zaleczenia( wyleczenia). Pozdrawiam was serdecznie
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez apsik84 16 kwi 2007, 11:24
Mieciu masz 100% racje to wlasnie tak działa... natręctwo "musze zerwać z moim chlopakiem/dziewczyną" zastąpiło cały szereg innych natręctw, a wytłumaczenie "bo nie kocham" tak bardzo wyniszczająco na nas działa, że zaczyna się jazda...

u mnie niby dobrze, ale czasem mam jakąś taką panikę w sobie... mnóstwo emocji których NIE UMIEM wyrazic!! np ostatnio miałam coś takiego, że nie chcę się zobaczyć ze swoim chłopakiem. Nie wiem czy to była emocja czy natręctwo, raczej emocja. Ale zamiast tego, żeby się tym zadręczac, pomyślałam sobie, że przeciez wolno mi mieć rózne uczucia. Wcześniej wylądowałabym u mamy z płaczem, że tak sie czuje... ja myśle ze to przez tą nasza wrażliwosc. Inni ludzie dopuszczaja do siebie takie emocje i nie przejmują sie tym ( w ogole nie zwracają na nie uwagi!!! ). A my za każdym razem próbujemy sobie wytłuamczyć "dlaczego sie tak poczułam/łem"...miłość nigdy nie bedzie idealna i musimy nauczyć się ze mamy prawo do złości, niechęci, agresji ;) bo jesli bedziemy to od siebie odrzucać, to się to skumuluje i zaatakuje w postaci natręctw w innym czasie.

Pewnie wielu z was nie potrafi wyrażać emocji albo np. powiedziec komuś że nie spodobało nam sie jego zachowanie, zawsze jest "nie ma sprawy, nic sie nie stało". mylę się?

eh ale po moich emocjach i tak wpadłamam w panike że całe moje zycie bedzie tak wyglądać i było mi zwyczajnie zle...

pozdrawiam :)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do