Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez Ana24 12 mar 2007, 15:50
mysli ze mam ochote na seks z kims innym sprawiala ze zaczynalam doszukiwac sie juz innych zaburzen...skad sie to wszystko bierze? przeciez ja nigdy czegos rownie beznadziejnego nie czułam...kiedys na sama mysl ze spie z innym robilo mi sie nioedobrze a teraz mysli kaza mi snuc podejrzenia ze mogloby bys ekscytujaco...tak jakby mnie zaczelo to pociagac........chyba nie dam rady o tym powiedziec na terapii....chyba sie tego wstydze :(
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez Jakub 12 mar 2007, 16:08
Nie możesz znieść ambiwalencji uczuć. Pewnie że mogła byś się przespać z innym mężczyzną, ale wielce prawdopodobne jest, iż przyjemność z takiego aktu byłaby prawdopodobnie znikoma. Chociażby ze względu na brak głębszych uczuć. Byłem kiedyś w związku z kobietą, w którym pomyślałem, że może tu właśnie o te sprawy chodzi i sprowokowałem taką sytuację. Powiem tak: jest mi wstyd do dnia dzisiejszego, a jeżeli chodzi o sam seks to odczucia były mocno przedmiotowe. Ale przecież nerwica sugerowała, że to tędy droga !!! Nigdy czegoś takiego już nie zrobię, bo po pierwsze nie jest to zgodne z moją osobowością, a po drugie mam zbyt wiele do stracenia. Nie znalazłem tam niczego co by rzeczywiście argumentowało za zmianą partnerki. Znam takich, co skaczą z łóżka do łóżka i w ogóle im to nie przeszkadza. Ale tacy ludzie są od nas różni nie tylko w kwestii seksu.

I nie wstydź się takich rzeczy mówić terapeucie. Jak on ma ci pomóc, jak nie zna twoich problemów ? Musisz się otworzyć, to jest jeden z warunków terapii.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez Ana24 12 mar 2007, 16:19
od kiedy ustaply troche watpliwosci zwiazane z uczuciami do mojego chlopaka to wlasnie te obsesyjne myslu na temat seksu przoduja w mojej glowie,,, jak cudnie bylo w szpitalu...nie myslalam tam o niczym.Jakub- przepraszam ale masz juz chyba dosc! ja ide spac. dzieki
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Lucy86 12 mar 2007, 19:22
Hej. Dużo napisaliście jak mnie nie było. Witam nowego kolegę :)

Eh, dzisiaj już mam naprawdę dość. Od dwóch dni faszeruję się Alproxem, oczywiście wiem, że uzależnia i że nie powinno się go brać bez przerwy, ale tak się boję, że będzie gorzej, że sobie nie poradzę, że biorę, a po tym już nic nie czuję, taka błoga senność i jest mi wszystko jedno...

A co do samopoczucia -> dzisiaj dostałam takich natręctw na zajęciach, bo koleś na seminarium się świetnie we wszystkim orientował i to z różnych dziedzin, zaskoczył nawet samą prowadzącą, i ja od razu dostałam myśli, że z takim kimś powinnam być, że mój facet nie jest wystarczający dla mnie, że nie ma takiej wiedzy itp. itd. koszmar :/ Dopiero się uspokoiłam teraz po rozmowie z Babcią, która jest bardzo za moim chłopakiem, i powiedziała, żebym przestała gadać głupoty i wszystko będzie dobrze :) Takie fajne otrzeźwienie...
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez lochness 12 mar 2007, 19:25
hej:)
muszę Wam powiedzieć, że z moim chłopakiem już lepiej. Strwierdziliśmy ostatnio, że to nie depresja, a jakaś nerwica. Pewnie to stres przed maturą. Inne rzeczy też się nakumulowały. Ale ogólnie jest już lepiej. Wygłupiamy się, jest jak wcześniej. Tylko trochę więcej stresu z jego strony i nerwowego podjeścia do życia. Mam nadzieję, że to niedługo minie.
Pozdrawiam Was serdecznie (:
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

przez Telemah 12 mar 2007, 20:28
A u mnie nastała dziś rzecz która wiele zmieniła na lepsze.Zagadała do mnie całkiem atrakcyjna dziewczyna , porozmawiałem z nią, przeszedłem się do empik-u.Podczas tej eskapady uderzyły mnie myśli, że to na pewno tak robię bo swojej dziewczyny pewnie nie kocham i szukam pocieszenia u innej.Te mysli były straszne , i mózg podsuwał mi straszliwe natręctwa.Jednak oparłem się im i sam w duchu stwierdziłem: "Przecież najbardziej mi się podoba moja dziewczyna,jej wygląd, sposób w jaki się porusza, Jej głos, Jej zapach. itd..." a ta dziewczyna podoba mi się tak "powierzchownie" i to dość średnio zresztą.I tu nastąpiła piękna chwila , gdy rozsądniejsza a właściwie ta właściwa część mojego, ta która przeciwstawia się nerwicy powiedziała mi (oczywiście nie dosłownie) wewnątrz: "Teraz się sam przekonałeś że to nic złego że inne kobiety ci się czasem podobają, bo i tak każdej z nich zabraknie pewnych unikatowych cech jakie ma moja partnerka , a bez któych byłoby mi ciężko żyć" Sam się z siebie wtedy zaśmiałem.Ale to nie wszystko moje inne natręctwo również poniosło sromotną klęske, choć jakieś przebłyski swoje ma , ale odsuwam tą myśl dość sprawnie.Natrętna myśl zaatakowała to że złapałem się że chyba za mało tęsknie za Nią.Ale po pierwsze widzę ją codziennie przez długi czas, więc siłą rzeczy nie mogę non-stop tęsknić, jednak jeśli Jej nie widzę z dwa dni to tęsknie jak diabli .Poza tym gdy nie męczą mnie natręctwa i jestem w miarę wyluzowany to moje uczucia są bardziej intensywne, to te cholerne natręctwa osłabiają ich odczuwanie.Dziś zadzwoniłem do Niej żeby się spytać czy przypadkiem nie chce żebym Jej nagrał jakąś muzykę, a przecież już się pytałem, widzimy się jutro po południu, a ja nie wytrzymałem i zadzwoniłem bo...mi jej brakowało chciałem uszłyszeć Jej głos.Poza tym jest wieczór a ja nie czuję prawie wcale niepokoju.Miałem dziś dwie bardzo stresujace sytuacje, załatwiłem jedną niemiłą dla mnie sprawę i nie wytrąciło mnie to z równowagi !!! Czuję się całkiem ok, jeszcze tylko muszę przeżyć przesilenie wiosenne które ciężko znoszę zresztą nie tylko ja moja dziewczyna też, Ona ma w zimie depresję sezonową i jest b. wrazliwa na pogodę i brak światła...może dlatego jest taka kochana i mnie rozumie.Jednym słowem moje natręctwa dostały dziś nieźle po łbie !! i dobrze im tak !!Zrozumiałem też iż kocham Moje maleństwo tak samo a może i mocniej, po prostu weszliśmy w nowy okres w związku, ale zaczynam zauważać też plusy takiego stanu rzeczy.Powiem więcej to jest własnie prawdziwa miłość , to że zawsze Jej pomogę ,to że może na mnie liczyć, to że będe Ją kochać nawet gdyby wyrosła jej trzecia ręka na plecach, że chcę z nią dzielić wszystkie smutki i radości.Bardziej też akceptuje swoje i Jej słabości i niedoskonałości, to co uważałem na początku za wady , wcale nimi nie jest....bo każdy związek jest inny, a to co tworzymy przez bycie razem jest nasze i tylko nasze, to co tworzymy to niezaprzeczalnie miłość, cieszę się że zaczynam to rozumieć.To co przeżywałem na początku gdy Ją poznałem to było zauroczenie taka szczeniacka miłość.Bóg pozwolił nam być razem ,pokazał mi że życie ma sens jedynie z Nią, a ja zamiast to przyjąć i mu podziękować wciąż rozbieram to na czynniki.Wiem że moje natręctwa są często ode mnie niezależne, ale zacząłem dziś leczenie i wiem że się uda, muszę całkiem wyzdrowieć przecież mam dla kogo !! Myślę że moja kuracja się powiedze, skoro potrafie (choć nadludzkim wysiłkiem) pokonać kilka z iwlu moich lęków i natręctw , to z pomocą odpowiedniej terapii uda mi się znów w pełni cieszyć się życiem.Życzę i Wam sukcesów w leczeniu !! Nie dajcie się jeśli chcecie to możecie być silniejsi niż wasza choroba !!!

Idę sobie zrobić herbatkę...życie potrafi być jednak piękne .Siedzę i tęsknię za Moją kruszynką i nie powiem żebym nie był choć trochę szczęśliwy.

Pozdrawiam

Pozdrawiam Moją Dziewczynę (choć nie ma Jej na tym forum) Olu kocham cię nad życie ! :smile: :D :P
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
05 sty 2007, 13:29
Lokalizacja
Słupsk

przez pikpokis 12 mar 2007, 21:21
To aj kochani... kuba dobrze ze powiedziales to wszystko ani:) aniu naprawde ja mialam tak samo..... lochness bardzo dobrze ze napisalas:) dzis myslalam o tobie :) i pomyslalam ze chyba juz u ciebie lepiej:P tzn z chlopakiem:) ciesze sie.... niestety u mnie dzis tak fajnie nie bylo... ciagle analizowalam co czuje.... mialam mysli ze jego mowa mi sie nie podoba.... i najwazniejsze: Lucy!!!!!!! mam identycznie!!!! przed chiwla ogladalam program jakis typ sie wypowiadal : pomyslalam : moze taki ktos bylby dla mnie! Rozmiesz? Lucy te same mysli co ty!!!! chyba musimy odswiezyc nasze podpunkty jakie robilismy z mieciem jakie mamy mysli:P Lucy prosze kochana nie bierz takich uzalezniajacych lekow duzo! prosze cie! juz lepiej zwieksz swoje lekarstwo! ja dostalam od mojej psychiatry rudotel on tez uzaleznia ale trzymam sie od niego z daleka..... a jutro zwiekszam sobie do dwoch tabletek dawke... czuje w srodku ze musze.....


Telemah to piekne co napisales, twoja dziewczyna gdyby to przeczytala bylaby najszczesliwsza kobieta na ziemi, wiesz poprostu moje natrectwa mnie tak doluja :( mam naprawde dosyc.... nigdy nie zapomne jak 2 tygodnie temu juz bylo tak dobrze..... czulam milosc i nie wpatrywalam sie w mojego chlopka doszukujac czegos:( teraz gowno wrocilo! i ja sie pytam Boga czemu mi to robi? czy chce mi pokazac ze nie jestesmy dla siebie :(((((((((((((
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Lucy86 12 mar 2007, 21:33
Oj pikpokis najwyraźniej wpadłyśmy w to gówno zbyt mocno, żeby teraz tak łatwo wyjść. Ale w głębi serca zawsze tli mi się jakaś nadzieja...dziś zmarnowałam 2,5 h - tyle czasu minęło, od kiedy wróciłam z domu, a ja jedyne, co zrobiłam to siedziałam przy kompie i pościeliłam łóżko. Rodziców nie ma w domu, to korzystam z okazji, że nikt mnie nie kontroluje i nie zmusza do jedzenia, więc nic nie jem od 16...stresuję się, bo w czwartek mam referat na zajęciach, a jestem zupełnie nieprzygotowana - przeczytałam 3 strony z 12-stronicowego artykułu, a do tego trzeba jeszcze zrobić prezentację. Z mamą nie mogę pogadać, bo też jest na lekach antydepresyjnych, tylko na mniejszej dawce niż moja i twierdzi, że nie może już tego wszystkiego wytrzymać, tata mówi, że mam "wziąć się w garść", a babcia powiedziała, że się strasznie o mnie martwi i denerwuje, a ja nie chcę, żeby znowu przeze mnie nie spała w nocy :( więc tłumię wszystko w sobie i jest jeszcze gorzej...uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie mam przyjaciół i poza Marcinem i rodziną nikomu na mnie nie zależy. Wszystkim jestem potrzebna tylko wtedy, gdy mają do mnie o coś prośbę, a jak ja chcę się umówić/pogadać, to każdy ma ważniejsze sprawy na głowie...Dzisiaj zanim zadzwoniłam do kolegi, żeby mi pomógł w tłumaczeniu artykułu na prezentację, 10 razy się zastanawiałam, czy dzwonić, bo może mi na nim bardziej zależy, bo lepiej zna angielski niż Marcin...do drugiego znajomego w ogóle nie odpisuję na smsy, bo widzę w tym "szansę" zdrady i co wtedy będzie? Szczerze mówiąc, nie wiem czy tak się da radę dalej żyć...jestem sfrustrowana, a mój chłopak jest na pieprzonym poligonie w namiocie i nie może nawet ze mną porozmawiać :/
Te natręctwa popsuły mi całe życie :((( Już teraz nawet nie potrafię powiedzieć, co czuję...nie wiem, kiedy tęsknię, kiedy pragnę, kiedy mi brakuje...czuję się jak aleksytymik...jedyne co przeżywam to bezsilność - cholerną bezsilność...
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez Ana24 12 mar 2007, 21:55
mam dosc...bylam na kontroli po operacji,,,i okazalo sie ze beda mnie szpikowac teraz hormonami....tabletkami antykoncepcyjnymi....jesytem załamana...czy to znaczy ze nie bede mogla zaczac brac tego co mi psychiatra przepisał :( ja sie chyba naprawde wykoncze. nie mam sil
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez Telemah 12 mar 2007, 22:10
Odwagi dziewczyny !! Jesli mi się udało samemu skopać tyłek dwóm z mocih natretnych mysli, to Wam kochane też się uda !! Ja również miewałem takie złe dni kiedy różne natręctwa (nie tylko dotyczące mojej dziewczyny czy mojej rodziny) zajmowały mi prawie cały boży dzień, a w moich myslach panoiwał taki chaos i taka destrukcja że miałem ochotę się już wiecej nie obudzić, bo nie byłem w stanie myśleć o niczym sensownym, to była totalna makabra.Tak jak napisałem to zaczęło się u mnie dość wcześnie , a spotęgowała chorobę moja dawna partnerka która mnie porzuciła.jednak Bóg dał mi najlepszą na świecie osobę , do której nikt się nie może równać, warto było czekać.Jednak później natręctwa wróciły, atakując to co dla mnie było, jest i zawsze będzie najważniejsze , czyli miłość do mojej Oleńki, wiarę w Boga oraz wiarę we własne talenty i możliwości.Jednak część ich udało mi się zwalczyć a resztę tych "mniej dokuczliwych" które wciąż utrudniają mi normalne życie zwalczę terapią którą od dziś dzień odbywam.Dam Wam jedną małą radę.W chwilach gdy dopada was takie wyjątkowo silne natręctwo zróbcie dokładnie odwrotnie niż wam podpowiada, choćby to było trudne...to cholernie zdezorientuje wasze natręctwa.W myśli sobie mówcie " A takiego wała ...to ja tutaj rządze a nie moje nieposłuszne myślenie" Bo te natręctwa to nie Wy !! to choroba która się wzięła z wielu przyczyn, niektóre mogą być nawet od Was niezależne.Gdy już trochę uda się wam odtrącić te natręctwa , to one zaczną słabnąć.Gdy już znacznie osłabną to próbujcie choć na chwilę włączyć normalne myślenie i w myślach wytłumaczcie sobie ALE TYLKO RAZ co jest prawdą...ale żadnego rozżalania nad sobą ..musicie być twardzi jak skała.Gdy już zmniejszycie wagę tych natręctw będą stawać się dla was coraz to śmieszniejsze aż je na tyle podłamiecie , że odczujecie ulgę.Oczywiście nie zastąpi to normalnej terapii.To co tera opisałem to normalna procedura stosowana przez psychoterapeutów.Oczywiście oni to mają lepiej opanowane , no ale wiadomo od tego są :smile:

Lucy

Sama dałaś kopa swojemu natręctwu...a wiesz dlaczego ??

Hehe mianowicie powiem ci tyle Gdybyś nie kochała swojego faceta i za nim nie tęskniła to nie użalałabyś się nad tym że siedzi na poligonie a Ty nie możesz z nim pogadać.Taka prawda.A jesli wyskoczysz z takim tekstem że to jest tak , że podświadomie chcesz z nim skończyć, a jedynie powstrzymują cię przed tym wyrzuty że go tym zranisz, to też jesteś w błędzie, gdybyś go nie kochała miałabyś w dupie że po rozstaniu z Tobą on będzie cierpiał, to przecież dla osób które kochamy staramy robić wszystko byleby im było dobrze i żeby nie cierpiały nieprawdaż ?? 8)
Moja była partnerka jak mnie menda jedna zanim mnie zostawiła to obrabiała mi dupę u znajomych i jakoś nie było jej mnie szkoda.Zostawiła mnie po tym jak powiedziałem że nie może tak być żeby poza moimi plecami obmawiała mnie...ona zaś się tym nie przejęła i zostawiła mnie, i w dupie miała to że mnie zrani.Z innej beczki.ja kilka ładnych lat temu jeszcze na początku szkoły średniej chodziłem z jedną dziewczyną w sumie z nudów.....dlatego że wszyscy kogoś mają ..no to ja też, przyznaję się że nawet jak na tamten wiek moja postawa nie była najmądrzejsza.I po dość niedługim czasie (może z 2-3 miesiące) powiedziałem jej że nic m między nami nie ma , ona się strasznie zmartwiła ...a ja nawet nie drgnąłem byłem twardy jak głaz...gdyż jej nie kochałem, bo było to tylko proste zauroczenie które znikło.Mam nadzieję że takie "dowody" cię nieco uspokoją.Zresztą jak się jest z kimś b.długo to logiczne że się tą osobę kocha.To twoja choroba zasiewa wątpliwości które do niczego nie prowadzą, ty tak naprawdę kochasz swego faceta nad życie o czym świadczą twoje histeryczne zachowania i upór w walce z natręctwami.Po prostu zagubiłaś się gdzieś po drodze, może zostałaś zraniona, boisz się że coś się może rozsypać w twym życiu, stąd mózg już teraz snuje czarne wizje i zmusza Cię bys w nie uwierzyła.Jest wiele potencjalnych powodów.
Jak dojdziesz do tego że to twój zmęczony móżdżek fiksuje a nie twoje serce to bedzie to już krok naprzód i przyniesie to nieznaczną ulgę.
Poza tym czy nie uważasz że skoro tyle osób ma b.podobne problemy, to coś w tym musi być...gdyby każdy tak łatwo dawał za wygranę swoim myślom i swej chorobie, to z 1/4 kraju rozstała by się ze swoimi partnerami...:shock:

Trzymam za Ciebie ( i nie tylko) kciuki

:smile:
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
05 sty 2007, 13:29
Lokalizacja
Słupsk

przez apsik84 12 mar 2007, 22:34
ŚWIĘTE SŁOWA!!!!!!!!!!!!

ps. ja tak sobie myślę, jak opisujemy nasze ukochane osoby... zauważcie jak wielu z nas używa takie epitety jak: "moje kochanie, moj najdrozszy, moja kruszynka..." + "kocham nad życie, bardzo kocham, kocham najbardziej na świecie..." jakby nam nie zależało to byśmy olewali... nikt nie napisałby takich słów... to rozpaczliwe dążenie do miłości, którą mamy obok, ale która została przyćmiona czymś nierzeczywistym...

Piko Bóg pozwala być Ci z ukochanym... to twoja psychika robi Ci sieczkę i przewraca wszystko do góry nogami!

Ana i Lucy dajcie radę jeszcze trochę... wiem jakie to trudne... wiem. Jestem (my wszyscy jesteśmy) z Wami.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez Lucy86 12 mar 2007, 23:19
Telemah wielkie dzięki :) Naprawdę strasznie podniosłeś mi na duchu :) Dużo wspierających myśli :) dzięki że jesteście i pozdrawiam Was wszystkich
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez apsik84 13 mar 2007, 08:55
Uzalezniłam sie od tego forum... :)

Dzisiaj mam w sobie jakis taki ogromny niepokój... miałam fatalne sny i one źle na mnie oddziałują... moi rodzice wyjechali na tydzień (pierwszy raz mnie zostawiają po tych okropnych stanach) i moje kochanie się wprowadza do mnie... cały czas się z tego bardzo cieszyłam, a dziś głupie sny wprowadziły mnie w taki stan lęku... mam nadizeje, że do wieczora przejdzie :) pozdrawiam wszystkich
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez mieciu 13 mar 2007, 13:54
Witajcie. Po wczorajszej psychoterapii osiągnąłem spokój wewnętrzny i mimo że nie trwał za długo to dla takich chwil mozna żyć!! Tak mi się wczoraj świetnie rozmawiało z psycholożką, że szok:). Jednak głupie myśli powróciły, są teraz trochę słabsze i można żyć bo było już bardzo ciężko. Apsik ja też zauważyłem, że sny mają ogromny wpływ na nastrój następnego dnia, teraz od jakiegoś czasu na szczęście nie pamiętam swoich snów:). Piko jak ta Twoja psycholożka nie będzie dawała rady to poproś o zmianę na tę moją - Zakrzewską. Pozdrawiam wszystkich cieplutko:). Trzymajmy się i bądźmy dobrej myśli.
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: EWS i 6 gości

Przeskocz do