Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez Lucy86 11 mar 2007, 22:56
Bad Girl też niestety mam takie skrajności. Potrafię być na przykład rano bardzo radosna, a wieczorem dopada mnie taki smutek, tak jak teraz...nawet sama czasem nie wiem, co czuję...to takie przykre i niesprawiedliwe :(
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez Telemah 12 mar 2007, 01:02
Hehe

Po pierwsze chciałem się przywitać, to "już" drugi post na tym forum.

Teraz do rzeczy:

Jakubie jesteś debeściak i tyle.Po przeczytaniu tego co napisałeś udało mi się dojść do jakichś sensownych wniosków, a po dojściu do nich na mej twarzy choć na chwilę zagościł uśmiech.Dzięki twoim postom odniosłem małe, ale jakże ważne zwycięstwo w walce z moją psychiką.Moje natręctwa nie dotyczą jedynie mojej partnerki, którą kocham nad życie, dotyczą też kilku innych spraw, i "obiekt" tych natręctw jest różny, a nerwica sobie skacze po kolei po sprawach dla mnie kluczowych.Czyli podważa uczucia miłości do mojej kobiety, do rodziny, podważa moją wiedzę i umiejętności, druzgocze odwagę zabierania głosu, przebywania w tzw. tłumie.Na szczęście nie mam natręctw ruchowych poza mruganiem,ale jakoś to znoszę.U mnie choroba najgorzej daje się we znaki na przełomie zima/wiosna oraz jesien/zima.Najlepiej jest w lato.Najgorsze jest to że dopiero teraz zacząłem się leczyć, podejżewam że miałem to niemal od dziecka zaczęło się mniej więcej w 4 klasie podst. na skutek odrzucenia przez rówieśników.Później dalej się to potoczyło.Moje lęki co do tego czy aby jestem pewien swojej miłości , i czy aby moja kobieta aby na pewno mnie kocha nie wzięły się z niczego.Długo rozmyslałem nad przyczyną takiego stanu.Jak dotąd takie myślenie wywoływało tylko lawinę natręctw.Dziś po przeczytaniu kilku Twych postów już wiem w czym rzecz.Wiem że sam sobie nie poradzę, i nawet nie mam zamiaru brać się za to sam,gdyż zbyt długo w tym siedzę, a następna kapitulacja niepotrzebnie mnie osłabi. Jutro 2-ga wizyta u psychiatry ma zapisać mi odpowiedni lek.Już teraz szukam dobrego psychologa.Jestem pełen nadziei, gdyż wiem , że łatwiej będzie mi walczyć - i wygrać bo innej rady nie ma.Zależy mi na mojej Myszce ,niczego tak bardzo nie pragnę jak dzielić z Nią życie, przy Niej się zestarzeć i przy Niej umrzeć.Chcę (I Ona też) założyć rodzinę i mieć synka lub córeczkę.Wiem że mi się uda, mam "w ręku" potężną broń.Wiem że wewnętrznie boje się odrzucenia i końca związku, dlatego mój umysł podpowiada mi takie bzdury.Poza tym moje nieszczęśliwe związki kończyły się przeważnie na przełomie zima/wiosna oczywiście kończyły się z różnych powodów, jednak sam wiem że często było to z mojej winy.Jednak jakieś dwa lata temu zostałem odrzucony, okazało się że osoba z którą chciałem wiązać przyszłość bawiła się mną.To przelało czarę goryczy.Wyleczenie się z tego zawodu trwało ponad pół roku.Na szczęście po tym czasie znalazłem wspaniałą osobę, wiem że nie znajdę już nikogo lepszego, wiem że to co między nami zaistniało i wciąż trwa jest wyjątkowe, jest w tym coś magicznego, coś co spowodowało że uwierzyłem w przeznaczenie.Jest mianowicie tylko jeden problem.Mój umysł nie zdołał tego wszytskiego przerobić i dalej powtarza wbrew mnie swoje czarne wizje łącząc je w równe schematy.Bym zapomniał dodatkową masakrę w moim móżdżku zrobiła muzyka Trash i Death metalowa itp.. mówcie co chcecie ale takie rytmy potrafią człowiekowi wyprać baniak.Przechodziłem też w życiu przez chlanie i narkotyki, ucieczki z domu, bójki, miałem różne konflikty z prawem.Sprawę pogorszyła jeszcze ezoteryka , oglądanie filmów grozy, niestety okazało się że mam za słaby baniak na takie rzeczy.Zawsze wmawiałem sobie , że jestem buntowniczą i silną osobowością, podczas gdy naprawdę jestem typem domatora-romantyka..taka prawda.szkoda że dopiero teraz do tego doszedłem.Wiem że będzie trudno poustawiać wszystko w mojej głowie na dobre tory wszak przez te ładne kilknaście lat (mam prawie24) zdążyłem już namieszać w swojej świadomości.Ale wiem że warto się za siebie wziąć nie tylko dla Mojej Połówki i miłości która niewątpliwie nas łączy, ale również dla swych marzeń, dla wszytskich na których mi zależy, ale i dla siebie samego, gdyż przecież to wszytsko jest ważne z tego składa się życie.ZAPAMIĘTAJCIE Nic nie jest idealne i nie będzie !! Wasi faceci/kobiety mają wiele wad tak jak Wy sami, ale to jest właśnie w tym wszystkim piękne, że jesteście razem i potraficie siebie akceptować, nie dajcie tego zniszczyć swojej zdruzgotanej psychice !!! TO WY RZĄDZICIE SWOIM ŻYCIEM - NIE NERWICA !!!

Trzymajcie za mnie kciuki jutro druga wizyta u psychiatry.

Ps. Wierzę w WAS i trzymam kciuki za każdego borykającego się z powyższym problemem !!!

Ps.2 Mam nadzieję że Was nie zanudziłem !! :smile:
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
05 sty 2007, 13:29
Lokalizacja
Słupsk

przez mieciu 12 mar 2007, 07:41
Nie nie zanudziłeś. Miło nam, że ktoś do nas dołączył ( choć może nie powinienem się cieszyć, że jest jeszcze ktoś z taka przypadłością bo ciężko to życzyć nawet wrogowi ) ale witamy Cię w naszym gronie. dziel się swoimi spostrzeżeniami i przeżyciami, może to komuś pomoże. Piko jeśli ta psycholożka nie potrafi Ci pomóc to też uważam, że powinnaś ją zmienić - spróbuj jeszcze jedno spotkanko i jeśli będziesz widziała, że nie wie z czym ma do czynienia to chyba lepiej zmienić...wg mnie przynajmniej. Pozdrawiam i miłego dzionka
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Jakub 12 mar 2007, 09:55
No !!! Widzę, że formuje się poważna paka :)!!! Dzisiaj ja mam wizytę u psychiatry. Nie ma co się męczyć, biorę leki i basta. W terapi nerwicy natręctw powiedzenie 'Twardym trzeba być nie mientkim' nabiera głębokiego sensu. Pozdrowienia dla wszystkich !!!
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez apsik84 12 mar 2007, 11:37
witam "nowych" w dyskusji... fajnie, że dzielicie się z nami swoimi doświadczeniami...

Piko ja myśle, tak jak chłopcy... jeśli kobieta nie ma doświadczenia z takimi przypadkami to Ci nie pomoże, bo nie będzie wierzyć w to, w co Ty musisz uwierzyć: że to choroba, a nie jakieś tam zwykłe wątpliwości... Przy zwykłych wątpliwościach nie popada się w TAKIE stany!!

Mam pozytywną wiadomość, dla wszystkich, którzy co chwilę czepiają się wyglądu partnera i takich wad zewnętrznych... Ja też tak miałam, potrafiłam się patrzeć na moje kochanie przez dłuższą chwilę i zastanawiać się czy mi sie podoba czy nie... a wczoraj złapałam się na myślach, że to co wcześniej wydawało mi się okropną wadą, tak naprawdę wydało mi się bardzo "słodkie" i że tak naprawdę mi się podoba... :) co za wpadanie ze skrajności w skrajność! ;) Powoli przychodzą dobre uczucia! Do Was też dotrą...

Dzisiaj oblatuje mnie strach, który miesza się z dobrymi odczuciami... jest tak bardzo dziwnie ;) ale nie jest źle... :)

Życzę słonecznego samopoczucia, takiego słońca jak teraz widzę na dworze!! :)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez pikpokis 12 mar 2007, 12:14
witam wszystkich:))))) i starych i nowych:P dziekuje za cieple slowa i rady, jestescie niezasapienia a pomimo ze sie na zywo nie znamy to tutaj znajduje wsparcie !!!!! od was.... tak mieciu i apsik pojde jeszcze i obczaje jaka jest ta psycholog, ale jest mi bardzo glupio bo w sumie to mieciu mi tak zalatwil a ja tu marudze:( ale moze dzieki mnie ta psycholog nabedzie nowego doswiadczenia hehe:) oby potrafila i chciala mi pomoc.... moze mieciu pogada z twoja psycholog ktora powie jej ze ma takiego sebastiana z takim samym problemem ( bo jak rozumiem ty tez tam chodzisz :) ) wiecie co moi kochani mam kolejne spostrzezenie : jest tak ze jednego dnia mam takie i takie mysli, ide spac i rano juz zapominam o nich a z biegiem dnia nastepnego dochodza do mnie inne mysli... tak jak napisalam wczesniej codziennie co innego:P bede wieczorem papa :))
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Jakub 12 mar 2007, 12:43
Hehe, ja też tam mam :) U mnie lęk miesza się z bardzo ciepłym uczuciem dotyczącym bliskości. I dodatkowo pożądaniem, ale wzmocnionym przez uczucia. To bardzo dobrze, bo to ewidentnie potwierdza , że jest wszystko ok. No trzeba mieć trochę powietrza wreszcie. Ale na ten etap musiałem trochę poczekać ...
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez Ana24 12 mar 2007, 12:43
kochani mam pytanko. a czy w tych dobrych chwilach potraficie byc pewni na 100% ze kochacie...ja juz chyba nawet tego nie wiem ;(
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez Jakub 12 mar 2007, 13:24
Ana24, to zależy jaka jest twoja wewnętrznia definicja miłości. Ja jak nie mam natrętnych myśli to po prostu jestem z moją dziewczyną szczęśliwy. Cieszę się, że jesteśmy razem, że mogę o nią dbać, że np. wieczorem siedzimy sobie razem przytuleni i oglądamy film itd... Ale nie jest to już tak intensywne uczucie jak kiedy miałem 17 lat. I dzięki bogu, bo teraz mam większy spokój ducha. Nic się nie przejmuj - za jakiś czas, jak emocje opadną i ty poczujesz, że zaczynają wkraczać ciepłe uczucia; daj dobie chwilę odpoczynku. Ciekawe, ale też jest problem tego rodzaju, że my syntetyzujemy uczucie 'niekochania', bo z moich obserwacji wynika, że nigdy tego tak na prawdę w naszych związkach nie czuliśmy. W sumie mogę powiedzieć, że kiedyś krótko spotykałem się z laską, co do której wiedziałem, że jej nie kocham i jakoś nie robiłem sobie z tego powodu żadnych wyrzutów, a już na pewno nie miałem żadnych lęków. Jeszcze jakiś czas temu w tych stanach gdzie nerwica trochę zwalniała obroty czułem się wyzuty z wszelkich uczuć. I mogłem wtedy sobie myśleć, że faktycznie nic nie czuję. Nic bardziej mylnego. Daj sobie trochę czasu, bo to nie przyjdzie na twoje zawołanie.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez Ana24 12 mar 2007, 13:37
Jakub, ale ja juz tak z rok mam...nie powiem zeby nie bylo dobrych momentów...bo sa! Kiedy nic bardziej nie pragne jak to by sie do Niego przyutulic i przykryc go kocem jak zaśnie... ale brakuje mi tego dawnego "hihi" kiedy na sms jaki do mnie napisałam tanczyłam po pokoju. wiem ze to niedojrzałe i dziecinne i nigdy juz to nie wroci. Wszytsko to wiem jak i to ze sa fazy zwiazku i ta w ktorej jestem moze byc wcale nie gorsza jak ta pierwsza. ale wiesz co zauwazam, ze jak pojawia sie mysl ze moge go stracic odzyskuje ta MEGAradosc. ciesze sie wtedy jak dziecko ze to mnie wybrał, dziekuje mu za to ze mimo tego co sie ze mna dzieje jest ze mna.zaraz kiedy uspokajam sie mija mega radosc i wracam do rzeczywistosci i nie ciesze sie juz wtedy tak jak w chwilach "ryzyka". Dzis kiedy dowiedzielismy sie ze nasz najblizszy kolega odszedl do dwóch innych kobiet, jedyne co umiałam wyszeptac to "nie chce Cie stracic".
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez mieciu 12 mar 2007, 13:41
Piko Ty nie marudzisz, Ty potrzebujesz pomocy. Psycholodzy potrafią pomagać ale to taki specyficzny rodzaj pomocy w którym wypada aby pomagający wierzył w chorobę i wierzył w jej uleczenie. Jeśli nie ma spełnionego któregoś z warunków to jak ma Tobie pomóc? Jeśli nie będziesz się czuła tam dobrze to zmieniaj psycholga i się nie oglądaj:). Ja też czasem mam myśli, że to nie choroba tylko prawdziwe myśli ale ja ich nie chcę...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez Jakub 12 mar 2007, 14:46
-> Ana24, doskonale cię rozumiem w tej kwestii. Coś jak potrzeba adrenaliny, szczególnie mocnych impulsów do działania. Nie można czegoś przyjąć w sposób normalny, trzeba to poczuć aż do granic możliwości, do momentu przesterowania. Tego typu zachowania biorą się z naszego dzieciństwa. Nie potrafisz stawiać swojemu partnerowi granic, prawda ? Problem stawiania granic pewnie dotyczy także ciebie samej. Jak nie czujesz silnych impulsów to czujesz się nieukierunkowana, znudzona, tracisz sens. To są niektóre elementy twojej osobowości, których nie wykorzenisz w 100%. Masz jednak możliwość wykształcenia w sobie dodatkowych umiejętności, które działając równolegle pozwolą ci radzić sobie z trapiącymi cię dziś sytuacjami. Psychoterapia nie leczu w sposób magiczny. To po prostu warsztat, w którym możemy nadrobić braki wynikające z naszego dzieciństwa, wykształcić mechanizmy ułatwiające nam funkcjonowanie w społeczeństwie, oraz przede wszystkim dające nam nowe możliwości. Coś jak eksternistyczny kurs dojrzewania. Być może da ci odpowiedź na pytanie, dlaczego tak 'obsesyjnie' pragniesz miłości.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:55 pm ]
No i Mieciu : to czy czujesz czy to choroba czy nie to jest sprawa drugoplanowa. Masz natrętnie pojawiające się, intensywne myśli, których temat jest dla ciebie szczególnie przykry, a nad którymi nie jesteś w stanie w żaden sposób zapanować. Do tego stopnia, że wywołują różnego rodzaju objawy somatyczne co utrudnia ci normalne funkcjonowanie. W psychiatrii tego typu stany klasyfikowane są jako zaburzenia obsesyjno-kompulsywne i wymagają leczenia farmakologicznego i/lub psychoterapeutycznego. Czy się to komuś podoba czy nie, basta
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez Ana24 12 mar 2007, 14:55
Obawiam sie <Jakub> ze na to ostatnie Twoje pytanie znam odpowiedz...<Bo nie mialam jej w domu>
Na dzis dosctej "wewnetrznej młócki" bo tracie fizyczne sily.
czasem sobie mysle ze byloby chyba łatwoej byc wyposazonym w takie doswiadczenia jakie masz TY sam! mam na mysli te zwiazane z rozstaniem. choć wierze jak by to mogloby byc w moim przypadku i chyba mniemam bardzo podobnie, to wierzena pol gwizdka... i te przeklete mysli, ktore ostatnio oscyluje jedynie wokole seksu z innymi facetami doprowadzaja mnie do szału ......chyba sie powoli wykanczam
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez Jakub 12 mar 2007, 15:07
Spokojnie, spokojnie. Ja też tak miałem. Obsesja, że podobają mi się inne laski i świadomość, że nie chcę z nimi sypiać, ale jednocześnie nie mogłem znieść, że mi się podobają i natrętne myśli, że zmuszony będę przeskoczyć. Odeszło, choć czasami na krótką chwilę powraca. Ana24 - nie daj się pokonać przez myśli. Zobacz, każdy z nas ma podobne obsesje. Ja przez to przeszedłem już jakiś czas temu i wiem, że to prowadzi do niczego. Masz świadomość, że nie będziesz w życiu sama. A to jest równoważne ze nieuniknioną konfrontacją z tym gównem jakim jest nerwica. Ucieczka w ramiona nowego partnera nie stanowi żadnego razwiązania, a jak wiele można stracić.

Nie miałaś miłości w rodzinie ? Skąd to znam ? Mało kto tak na prawdę umie kochać i to nie chodzi już tylko o neurotyków. My jesteśmy na ten temat szczególnie wrażliwi, a nasza walka jest niczym innym jak procesem, który nas do tej miłości przybliża - tylko dajcie sobie trochę czasu; Tego nie da się zrobić w tydzień; Czasami potrzeba lat, żeby to wewnętrznie poczuć.


PS. nasz wątek ma największą liczbę postów, zaryzykuję chyba nawet że z całego forum
Ostatnio edytowano 12 mar 2007, 15:51 przez Jakub, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do