Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez mieciu 07 mar 2007, 11:17
Tylko dlaczego jest tak, że raz jesteśmy na 100% pewni, że to nerwica a innym razem na 100%, że nie...Dziś ładnie na dworku, słoneczko, ptaszki cieplutko, pewnie i samopoczucie się poprawi, oby...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez Jakub 07 mar 2007, 11:42
mieciu Ta niestabilność w diagnozie wynika z tego, że jesteśmy wciąż w garści nerwicy. Wynikać też może cześciowo z naszej osobowości. Ale chyba wiesz, kiedy czujesz się sobą, a kiedy nie ? A co mają powiedzieć ludzie, którzy po 700 razy dziennie myją ręce ? Inna nazwa zaburzenia obsesyjno-kompulsywnego to zespół anankastyczny ....
Ostatnio edytowano 07 mar 2007, 11:47 przez Jakub, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez Lucy86 07 mar 2007, 11:46
Bad Girl napisał(a):Pikpokis... ja też miewam takie sny na jawie... że tak naprawde nie potrafie odróżnić prawdy od fikcji.

Ja też tak mam! Tylko nie opowiadałam o tym psychiatrze, bo uznałam, że to takie trochę dziwne objawy to się chyba w psychopatologii nazywa odrealnienie rzeczywistości i kojarzy mi się z poważnymi zaburzeniami...ale jak Ty też to masz to znaczy, że ma jakiś związek z nerwicą...

Dzięki Jakub za informację. Zapisałam się na wstępną wizytę na piątek, dowiem się, kiedy się zacznie ta psychoterapia, mam nadzieję, że szybko.

Dziś się czuję strasznie dziwnie. Wczoraj bardzo tęskniłam do mojego chłopaka, płakałam, że wróci dopiero za 2 tygodnie...dziś czuję się jakoś dziwnie zadowolona, że się od niego uwolniłam. Może to i plus, że nie mogę do niego dzwonić przez ten czas (jest na ćwiczeniach na poligonie), bo tak to zaraz bym zadzwoniła i mu opowiadała, jak się czuję, a on pewnie też ma już dość. Ale głupio mi strasznie, że się czuję lepiej bez niego :(
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez pikpokis 07 mar 2007, 12:15
Lucy tez tak mam i tak samo mnie to dobija:( jak np nie widze sie z moim chlopakiem i mam dobry humor to drazu mysl: czemu sie ciesze jak go nie ma? czemu jestem zadowolona i wiadomo co przychodzi dol i tak dalej:( taka ladna pogoda mieciu masz racje a ja jakos dzis nie czuje radosci:( ehhhh kubo masz racje ale sam pewnie wiesz jak to jest jak w jednej chwili czujesz sie 200% pewnym ze kochasz a potem nie:(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Lucy86 07 mar 2007, 13:21
Nie wiem jak Wy ale ja mam pewną skalę porównawczą: wcześniej (jak miałam jakieś 15-16 lat) miałam bardzo silne natręctwa, że mogę zrobić coś złego mojej mamie (w podręczniku psychopatologii jest napisane, że zbyt duża nadopiekuńczość matki może to wywołać). I jak przez tydzień jej nie było, czułam się świetnie i byłam bardzo zadowolona, bo zniknął jakby "obiekt" natręctw. Teraz sobie to porównałam i może dlatego lepiej się czuję bez Marcina...ale nastroju wcale takiego dobrego nie mam :/ Choć jak poszłam z psem na spacer rano to radośnie świecące słońce jakoś mnie natchnęło optymizmem :)
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez Jakub 07 mar 2007, 14:07
Lucy86 bo tak jest w istocie. Nasi ukochani są katalizatorem natrętnych myśli, które nas napastują. Oni reprezentują pewną sytuację, która wzbudza nasze wątpliwości, a nie potrafimy rozróżnić realnego zagrożenia od zbyt do przody idących obaw. Gdy jesteśmy od siebie z jakiegoś powodu odseparowani lęk ulega pomniejszeniu i nasze samopoczucie się poprawia. Lęk jest mniejszy, bo nie jesteśmy tak intensywnie eksponowani na obiekt go wywołujący. Ale to nie znaczy że choroby nie ma. Wtedy nerwica natręctw generuje następne chore myśli w stylu : jak jest mi lepiej, to na pewno nie kocham. I całość się zapętla.

A sumie mam takie pytanie : no to nawet jak byście nie kochali, to jak widzicie rozwiązanie tego tematu i najbliższą przyszłość ?
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez Hanusia 07 mar 2007, 14:29
Witajcie Moi Kochani:) Witam też wszystkich nowych:) Ale temacik sie rozwinął...przeczytałam wiele mądrych rzeczy, Jakub zwłaszcza Ty ciekawie piszesz na trapiący nas temat. Nie wiem czy mnie kojarzysz pisywałam jakiś czas ale teraz zaglądam rzadko ponieaż staram się od tego odciąć. Nie znaczy że jest już na 100% dobrze, ale jest duzo lepiej.
Ostatnio jestem przerazona bo coraz cześciej pojawia sie temat ślubu a ja jestem przerażona...ojej jaki mnie ogarnia wtedy lęk....Boję się przyszłosi..A wiecie czego chce??? Zostać żoną i matka i prowadzić spokojne życie....Rozważam teraz problem zajścia w ciąże ale nie zamierzam rezygnować z leku (seronil) muszę tylko znaleść mądrego lekarza który mi wszystko dokładnie wytłumaczy. Moja ginekolog powiedziała że nie widzi przeszkód...tylko na najmniejszej dawce leku. Jeszcze muszę skonsultować to z psychiatrą...mądrym psychiatrą!!! Nie chcę zrezygnować z leku bo panicznie się boję ze to wróci , a tego stanu nie zniosę po raz kolejny.
Pikoniu buziaczki i uściski mocniutkie. Masz juz ten nr gg??
Trzymajcie się wszyscy ciepło i pozdrawiam Was mocno.
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
02 sty 2007, 16:11
Lokalizacja
małopolska

przez Jakub 07 mar 2007, 14:42
tak jak powiedziałem. Większość z nas ograniczy się do poprawy samopoczucia. Jednak na tyle znacznej, że pozwoli to szczęśliwie żyć z partnerem u swojego boku. A myśli ? Będą w nas chyba zawsze, tylko z czasem wyblakną i przestaną tak promieniować.

Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że kiedy po kuracji lekami trwającej dobrych kilka miesięcy (8-10 nie pamiętam dokładnie) natręctwa się bardzo zredukowały. Po odstawieniu leków stan był dobry. Jednak przy wejściu w następny związek (ostatni zakończył się z rzeczywistych powodów : różnica poglądów, moja partnerka była dda; powinna uczestniczyć w psychoterapii, ale nie dostrzegała skali problemu)nerwica prawie po kilku dniach powróciła na maxa. Nie ma ucieczki od tego gówna inną drogą jak walka. Wydaje mi się, że w moim przypadku nawrót objawów był spowodowany zmianą w moim życiu. Przejściem w następny związek, zaczęcie wszystkiego na nowo. Ale bardzo się cieszę, bo teraz mam ukochaną dziwczynę, która rozumie, że to choroba i mnie absolutnie w tym wspiera. Daje mi poczucie bezpieczeństwa - a to chyba dla nas cholernie ważne.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez apsik84 07 mar 2007, 15:44
tak Jakub, ja jestem pełna podziwu dla mojego chłopaka, że tak to wszystko znosi i jest tak wyrozumiały. Często jak zaczynałam popadać przy nim w te makabryczne doły to odważnie próbował odwracać moją uwagę na coś innego, muszę przyznać, że to czasem skutkuje... np pytał mnie o coś zupełnie innego i w tym momencie kiedy zaczynałam mysleć o odpowiedzi zapominałam o myślach...

Wiecie co jest ważne... tak sobie myślę, że jeszcze niedawno bardzo chciałam uciec od nerwicy i wszystkich myśli. Z lęku oczywiście, przed tymi stanami itd... każdy ranek był okropny bo tak ogromnie się bałam, że znów zaczyna się dzień walki. Ale teraz jestem na takim etapie, że przestałam się bać tej choroby. To jest tak, że np wcześniej myślałam, że jak tylko to minie to przestaje do tego wracać (np. przestaje czytać to forum, bo się bede nakrecać i wszystko wróci). A teraz jest tak, że moja świadomość jest na takim poziomie, że ja wcale nie chce uciekać i zamykać tego rozdziału mojego życia. Ja chcę o tym rozmawiać i dzielić się doświadczeniami. Po prostu oswoiłam swoją nerwicę na tyle, że w ogole się jej nie wstydzę, ani nie boję :). Czasem myśl że jestem chora mnie smuci, ale coraz częściej czuję, że to wszystko miało sens. Moja rada: nie uciekajcie od nerwicy, ale się w nią wgłębcie, bo ona chce wam coś powiedziec (oczywiście napewno nie to, że nie kochacie - to tylko jej maska).

Jakub: ja się bardzo cieszę, że już jestem na tym dziwnym etapie, po prostu odczuwam coraz więcej ulgi. Ale czasem pojawia się niepokój... jednak już gaśnie. Dzięki za Twoje wypowiedzi, dużo mi dają :) Ta choroba była dla mnie największym wyzwaniem i największym bólem jaki w życiu doznałam. Mam nadzieję, że już nie będzie wracać, aż z taką mocą.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez Jakub 07 mar 2007, 16:14
Nie będzie wracać z taką mocą, jeżeli nie cofniesz się w tym wszystkim czego jesteś już świadoma. Oczywiście stan może się pogorszyć przy niesprzyjających warunkach (np. stres), ale wykształciłaś sobie mechanizmy obronne i następnym razem będzie ci dużo łatwiej 'wrócić do normy'. Wbrew obawom czas gra na naszą korzyść. Twoje natręctwa zaczynają wygasać.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 07 mar 2007, 17:01
Mam pytanie... szczególnie do ciebie Jakubie, bo widze że bardzo dobrze znasz się na tych rzeczach.. otóż zastanawia mnie jedna sprawa...
stwierdziłam, że od dziecka mam nerwice... naprawde odkąd tylko pamiętam... zawsze wszystkiego sie bałam, chorob.... a nawet słońca, bo dostane udaru...
dzis już jest inaczej... nawet natrętne mycie rąk po 700 razy na dzień zmniejszyło sie do mimimum... niektóre rzeczy w ogóle mi przeszły...
bez żadnego leczenia... więc czy to możliwe żeby nerwica prędzej czy później sama przeszła?
bo ja czasem nie jestem pewna czy to co teraz przeżywam będąc z moim chłopakiem to też objaw choroby... czy po prostu jest inaczej i szukam pretekstu zebv sie z nim rozstać czy cos... no już sama nie wiem :(
A może jest tak, że nerwica trwa przez caly czas... tylko ma jakies inne objawy...
nie mam pojecia jak to jest... :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez Jakub 07 mar 2007, 18:35
Czytając informacje o tobie z twoich postów już na początku widać, że masz problem z utrzymywaniem związków. Z tego co wyczytałem przeżyłaś już kilka związków, które kończyły się rozstaniem z powodu twoich natręctw. Już ten fakt nie jest normalny. Jeżeli już w dzieciństwie miałaś nerwicę natręctw to wygląda na to, że nikt oprócz ciebie o tym nie wiedział. Albo nikt nie traktował tego poważnie. Pewne typy osobowości mają większe predyspozycje do nerwicy natręctw, jak np. osobowość obsesyjno-kompulsywna, anankastyczna. Ja nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale na pewno potrzebujesz pomocy psychologa (i/lub psychiatry). Ja nie mam wątpliwości, że obsesyjnie boisz się tego czy kochasz czy nie - w twoim wypadku symptomy wskazywały by na nerwicę natręctw. Czujesz przecież wewnęrznie, że ciągłe rozstania niczego nie załatwią. Więc z tą myślą zapisz się na psychoterapię i jak będzie trzeba to weź leki. Z nerwicą natręctw jest tak jak z każdą inną chorobą : czym wcześniej podjęte leczeni, tym większe szanse uzdrowienia. Po prostu tematy nerwicy natręctw mogą się zmieniać. Jak już załatwisz jeden, to może powstać zupełnie nowy problem lub pozostający w jakiejś relacji z tym, który odszedł. Mimo szeregu rzeczy wspólnych leczenie wymaga podejścia absolutnie indywidualnego. Jeżeli stare natręctwa zniknęły lub prawie całkowicie wyblakły, to nie ma postaw sądzić, że w tym wypadku będzie inaczej. Natomiast dobrze było by w procesie leczenia czynnie uczestniczyć. Każdy na forum w tym wątku zadaje sobie takie pytania jak ty. I zawsze, gdy obsesyjnie będzie szukał odpowiedzi na to pytanie nic nie usłyszy. Bo prawdziwe uczucia są dużo niżej. I trzeba się w nie wsłuchać.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez Lucy86 07 mar 2007, 20:07
Jakub masz rację. Nerwica tylko zmienia swoją postać. Moja już zmieniła kilka razy, tylko wtedy byłam pewna, że to nerwica, a teraz czasami atakuje mnie z taką siłą, wmawiając mi, że to moje prawdziwe uczucia, że czasem się gubię. U mnie chyba wszystko się zaczęło, jak miałam jakieś 13 lat. Na początku obsesyjnie bałam się, że coś stanie się mojej mamie, byłam z nią strasznie emocjonalnie związana, jak spóźniała się 10 minut, to wystawałam w oknie z napięciem, potem nagle przeszło w lęk, że jestem zagrożeniem dla mojej mamy, że chcę jej zrobić krzywdę, przychodziły mi do głowy tysiące powodów, dlaczego powinnam tak zrobić. To samo przeszło - brałam trochę leków, ale bardziej zmiana sytuacji w domu (mama zachorowała). Takie poboczne natręctwa w międzyczasie to było, że jestem lesbijką, że interesują mnie kobiety (dopiero niedawno w DSM przeczytałam że to też się kwalifikuje do natręctw), na szczęście przeszło szybko i bezpowrotnie, następnie było myślenie obsesyjne, że coś stanie się mojemu chłopakowi, widziałam w myślach, jak wpada pod samochód, jak ktoś go zabija itp., no a od połowy stycznia to już wiecie...przepraszam za takie uzewnętrznienie się trochę, ale mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam :)
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez Jakub 07 mar 2007, 21:01
Lucy86, nie napisałem tego do tej pory, ale mechanizm nerwicy najlepiej poznałem przy obsesji na temat mojej orientacji seksualnej. Dokładnie tak jak u ciebie, u mnie pojawiła się obsesja, że może jestem homoseksualistą. I jazda była taka, że myślałem, że strzelę sobie w łeb. I nie pomagały dowody na to, że faceci mnie nie podniecają. Raz na 100% wiedziałem, że jestem normalny, a potem myśli, że może jest inaczej. Zawsze znalazłem w głowie jakieś ale. Wiecie co ? Powoli zaczynam myśleć, że problem nerwicy natręctw w 100% można załatwić tylko lekami. Tzn można psychoterapią spiłować kanty, ale jeżeli ktoś dąży do 100% wyleczenia, to jest skazany na branie leków do końca życia. Ja tam planuję walczyć o własnych siłach ile się da. Ale jak się by okazało, że trzeba bezwzględnie dalej brać leki, to wezmę i już. Nie dam sobie życia zmarnować.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do