Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez Jakub 06 mar 2007, 15:16
Wszystko ok, ale mnie chodziło o to, żeby nie dopuścić do tego, że akceptuje się natrętne myśli jako potwierdzenie naszych obaw. To jest poddanie się chorobie i tyle. I każdy człowiek, który dłuższy czas się z tym cholerstwem boryka ci to powie. W ten sposób akceptujesz życie z chorobą, ale całkowicie na jej warunkach. Masz rację, że nasza walka wzmaga objawy nerwicy, bo tak na prawdę walczymy sami ze sobą. U mnie natężenie myśli zmienia się w cylku dnia. Czasami jest bardzo słabo, ale np. wieczorem wszystko przechodzi i czuję się normalnie. Cieszę się swobodą i jestem szczęśliwy bo wiem, że moje uczucia są realne. To są chwile w których mogę złapać oddech. Należy rozróżnić mur odgradzający nas od partnera, ale wytworzont przez lęki, od naturalnej potrzeby zajęcia się samym sobą. U mnie wytważanie się dystansu wynikającego z natręctw pogłębia depresję, co z kolei jest pożywką dla nerwicy. I całe koło się zamyka. Nie wiem jak jest u was, ale u mnie bardzo pomaga kontakt z moją dziewczyną. Jak się na przykład do niej przytulam, to czuję się dobrze i lęki przechodzą. Czasami nawet wystarczy telefon i gdy czuję, że u niej wszystko dobrze i nie nie ma powodu do obawy o nasze losy to także natrętne myśli mi przechodzą i samopoczucie wraca do normy. W chwilach, kiedy jestem normalny pojawia się natomiast smutek wynikający ze świadomości, że to choroba i że następnego dnia rano myśli mogą powrócić, a ja w tym momencie jestem na 100% pewien swoich uczuć do mojej ukochanej. Bezsilność

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 2:31 pm ]
mieciu każdy by chciał spokoju i szczęśliwego życia - ale nie każdego stać na narkotyki :)
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez mieciu 06 mar 2007, 16:29
Racja, racja. Bardzo ciekawa puenta Jakubie:). Pozdrawiam i życzę sił do walki (sobie także).
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez Ana24 06 mar 2007, 19:35
kochani! jutro wyjezdzam Kielce! 8 marca mam operacje! trzymajcie kciuki! :*
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Lucy86 06 mar 2007, 19:55
Jakub u mnie jest podobnie - jak dzwonię do swojego chłopaka w momencie, kiedy mam największą nawałnicę myśli, to się uspakajam. Jego pomoc jest naprawdę świetna - wie, kiedy mną "potrząsnąć", a kiedy mnie łagodnie uspokajać :)

Poza tym zrobiłam dziś duży krok, ale teraz niestety znowu się cofnęłam (zawsze o tej porze czuję się gorzej :( ), ale dzięki temu momentowi wierzę, że będzie z powrotem normalnie :) Mianowicie dziś, jak wracałam do domu, pomyślałam sobie: "Nieważne, jak spędzamy czas i o czym rozmawiamy, ważne że robimy to wspólnie" -> była to odpowiedź na moje głupie obsesje, że my do siebie nie pasujemy, nic nas nie łączy i nie mamy o czym rozmawiać (btw czy trzeba non stop gadać?). Wcześniej się z tymi myślami "kłóciłam" na zasadzie: a mamy o czym rozmawiać i wymieniałam, a to lubimy robić wspólnie i wymieniałam, ale to nic nie dawało, a dzisiaj zauważyłam, że wystarczy sobie powiedzieć z dużą dozą pewności: Nie, jest inaczej! Nie roztrząsać, i obniżyć wagę tych myśli :)

A jeszcze jedno: jestem umówiona na piątek w Centrum Psychoterapii na Sobieskiego - czy ktoś je kojarzy? Nie wiem, czy widzieliście mój post wczorajszy, że tamta babka uznała, że się nie nadaje do terapeutyzowania mnie :/

Ana24 napisał(a):kochani! jutro wyjezdzam Kielce! 8 marca mam operacje! trzymajcie kciuki! :*

oczywiście, że trzymam kciuki :) na pewno wszystko będzie dobrze :)
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez apsik84 06 mar 2007, 21:19
Jakub napisał(a): U mnie natężenie myśli zmienia się w cylku dnia. Czasami jest bardzo słabo, ale np. wieczorem wszystko przechodzi i czuję się normalnie. Cieszę się swobodą i jestem szczęśliwy bo wiem, że moje uczucia są realne. To są chwile w których mogę złapać oddech.


Ja mam bardzo podobnie. Nie wiem dlaczego jest tak, że ranki zawsze są najgorsze, w ciągu dnia naprawde różnie, jak się poddam myślą to beznadziejnie, a jak jestem w dobrym nastroju, to potrafi być ok:). Wieczory natomiast są naprawde spokojne.

Jakub napisał(a):U mnie wytważanie się dystansu wynikającego z natręctw pogłębia depresję, co z kolei jest pożywką dla nerwicy. I całe koło się zamyka. Nie wiem jak jest u was, ale u mnie bardzo pomaga kontakt z moją dziewczyną.


Tak, kiedy wytworzył się dystans spowodowany natręctwami to pogłębiała się depresja. Pamiętam, jak myślałam, że już nie daję rady. To było coś okropnego, stwierdziłam wtedy, że musze to zakończyć raz na zawsze. Całą drogę z uczelni do domu dręczyła mnie obsesyjna myśl, że zrywam z chłopakiem. Ułożoną miałam całą sytuację, rozmowę, "widziałam" wszystko i tak ta moja wyobraźnia działała, że miałam wrażenie, że to się dzieje naprawde (albo że sie stało). Nie mogłam sobie z tym poradzić. Całą drogę płakałam (w tramwaju, w autobusie itd) nie mogłam się opanować, bo czułam się tak jakby nic ode mnie nie zależało... tylko jakby coś mną zawładnęło... Przyszłam do domu, wpadłam w histerię, myśląc o tym i ukłądając to wszystko w głowie nie miałam ochoty żyć... dopiero potem doszłam do siebie i widziałam, że nie chce takiego scenariusza...


Jakub napisał(a):W chwilach, kiedy jestem normalny pojawia się natomiast smutek wynikający ze świadomości, że to choroba i że następnego dnia rano myśli mogą powrócić, a ja w tym momencie jestem na 100% pewien swoich uczuć do mojej ukochanej. Bezsilność


Ostatnio miałam taki smutek w sobie... taki ogromny ból w sercu, że to będzie wracać mimo świadomości....

Jeśli chodzi o moją psychoterapie, czyli to co spowodowało, że czuję się lepiej to: byłam na psychoterapii poznawczej... myślę, że poznałam siebie na tyle, żeby umieć rozróżniać, kiedy mnie dopada obsesja... pozwoliło mi to "wyluzować"... wiecie łamię granicę, jakich kiedyś bym nie potrafiła złamać. To mi pomaga. Mam do siebie większy dystans. A co ważniejsze - na więcej złych emocji sobie pozwalam, bo to był mój problem, że miałam wobec siebie zbyt wygurowane oczekiwania, perfekcjonizm pod każdym względem... nigdy złych myśli, nigdy złych emocji bo przecież to złe... teraz pozwalam sobie przeklinać :) wiecie, że nie potrafiłam tego robić? Nigdy nie zapaliłam papierosa... nie umiałam - bo to złe... nie mogłam oceniać innych - bo to złe... nie mogłam krzyczeć, złościć się na innych... nic! nie mogłam mówić o swoich pragnieniach, bo to złe (mózg mi mówił że to egoizm)... ja w ogóle myśleć prawie nie mogłam! stałam się jakimś dziwnym stworem, jakimś robotem... powód -> jak byłam dzieckiem ustawiłam sobie granice postępowania wg religii katolickiej (rozumianej moim małym niedojrzałym mózgiem), bo wszystko było grzechem (to własnie początek mojej choroby, ale wtedy nie wiedziałam, że to choroba)

myślę, że to spowodowało też krzywe patrzenie na związek... np brak umiejętności mówienia o uczuciach, pragnieniach itd. To chyba największy powód mojej nerwicy... ale jest jeszcze kilka rzeczy... w każdym razie
myślę, że każdy z was musi poznać siebie... żeby poznać swój problem. Ja czuję, że się uwalniam. Pod wieloma względami :)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez pikpokis 06 mar 2007, 21:25
Mieciu witaj! kuba nas pociesza :)))) lucy niestety nie wiem co to za centrum bo nie jestem z warszawy ;) dziekuje mieciu w czwartek jak wiesz pierwsza wizyta :) Aniu trzymam kciuki oby to juz ostatni zabieg i wrocisz zdrowa i fizycznie i psychicznie.... mialam dzis niby normalny dzien ale potem przyszlo rozdraznienie a tak jak kuba napisal : stres=zwiekszone mysli...... :( dzis bylam z moim chlopakiem zabiegana ale jak juz sie przytulilismy np. to sprawdzalam w myslach co czuje podczas tulenia sie ;/ niestety nie mialam motylkow w brzuchu:((((( ciezko mi kochani dzis.... bardzo....jeszcze wczoraj w nocy albo mialam sen albo to sie na jawie dzialo... tylko nie myslcie ze oszalalam heh.... wczoraj jak wiecie prosilam Boga : daj mi znak! bylam zawiedziona ze nie dal..... w nocy dostalam chyba nauczke jesli to nie byl sen: otoz pol nocy nie spalam az nagle poczulam jak koldre ktos ciagnie w przeciwna strone, mysle sobie: co to! eee nic... i nagle zasunela mi sie na glowe! poczulam tylko ciarki, ciemno mi sie przed oczyma zrobilo i tylko jedno slowo: matka boska! do rana nie spalam, trzymalam koldre i marzylam zeby juz byl ranek, nie wiem kochani jak to potraktowac, nie wieze w takie rzeczy:( a moze to byl sen :( moze dostalam nauczke jak niewierny Tomasz ktory musial zobaczyc zeby uwierzyc;/ trzymajcie sie kochani! ide sobie meliske zrobic:) dziekuje ze jestescie....
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Lucy86 06 mar 2007, 21:26
Oj też chciałabym się uwolnić. Nawet nie wiedziałam, że to będzie dla mnie takie trudne, że Marcin wyjedzie na te 2 tygodnie. Pierwszy dzień jestem sama i strasznie mi go brakuje, te rozmowy przez telefon są takie płytkie, nic nie wnoszące. Chciałabym się przytulić, po prostu z nim pobyć...ale jak tak zaczynam myśleć, to od razu mam natręctwa, że wcale nie tęsknię, tylko po prostu czuję się samotna, i każdy może zastąpić te pustkę.. :/ bardzo to wszystko męczące...ciekawe co wyjdzie z tej nowej terapii...zaczynam czuć coraz większą niechęć do psychologów :x
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 06 mar 2007, 22:13
Pikpokis... ja też miewam takie sny na jawie... że tak naprawde nie potrafie odróżnić prawdy od fikcji. nie ma nocy, żeby nie snił mi sie jakiś sen (zazwyczaj dziwny, niezrozumiały).. a nawet pare na raz... budze sie w nocy... czasem kilka razy, ze strachem.
jest to troche męczące... wiem, że inni raczej takich rzeczy nie mają...
więc zastanawiam sie czy to nie jest coś wspólnego z nerwicą...
czasem nawet jak sie wyśpie to jestem cały dzień zmęczona...
a wtedy to wiadomo - rozdrażnienie, stres...
i znowu te myśli...
:(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez pikpokis 06 mar 2007, 22:49
Pieprzone mysli:( dzis bylam taka zazdrosna o mojego kochanego (oczywiscie bez powodu!!!! - mam zamiar powiedziec to psycholog) a tu mysli znowu!!!!!!!!! juz nie moge wytrzymac czy to naprawde jest nerwica???????????? MOZE JA POPROSTU NA SILE NIE CHCE KONCZYC ZWIAZKU I SAMA SIEBIE OSZUKUJE:(((((((((((((((((
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez lochness 06 mar 2007, 22:50
aaaaaaaaa
Ostatnio edytowano 17 kwi 2007, 19:33 przez lochness, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

przez apsik84 07 mar 2007, 01:25
piko: nie wierzysz sobie, to nam wszystkim uwierz!! to jest nerwica, gdyby nie była nie walczyłabyś, nie czułabyś się raz tak, jakby Cię tramwaj przejechał, a raz tak, że w końcu jest ok, nie miałabyś wahań emocjonalnych, nie miałabyś wątpliwości, nie miałabyś stanów depresyjnych, normalnie byś funkcjonowała w społeczeństwie, nie bałabyś się np po przeczytaniu jakiejś historii o zerwaniu związku długoletniego, nie bałabyś się snów, nie chciałabyś Go widzieć, nie analizowałabyś każdej najkrótszej chwili, nie potrzebowałabyś psychoterapii, ani leków, nie miałabyś stanów lękowych i nie odczuwałabyś tego tak dogłębnie... moge tak jeszcze długo ;) ... ale chyba dotarło ? :D

lochness: moze pomimo tego, ze są to odległe wizyty, warto by było sie z taka pania skonsultowac, a potem powiedziec jego rodzicom, że się tam było... może potraktują to poważnie?

eh... jak dużo zależy od bliskich...

ps sny też mnie zastanawiają... zawsze miałam makabryczno - interesująco - zakręcone sny, które często były jak jakiś film, nieraz przerażające, nieraz życiowe, nieraz nierealno-fantastyczne, ale zawsze inne niż ludzi, którym opowiadałam. Ja w nich słysze melodie (czasem orkiestre całą, śpiew, muzyke po prostu) widzę barwy, czuję jakby były realne... czasem budziłam się z wielkim niepokojem, bo myślałam, że coś znaczą...

piko: nie proś więcej o znaki, bo zawsze psychika sobie coś znajdzie... i dalej nie uzyskasz odpowiedzi... no i będzie Cie wprowadzać w takie stany, jak miałaś w nocy...
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 07 mar 2007, 08:04
Lochness wiesz co ci radze? Może dobrze by było gdybyście spędzili razem jakiś fajny dzień... nie wiem, zakupy, kino... ja przynajmniej kiedy jestem zajęta, kiedy dużo rozmawiam... to mam mniej czasu na to żeby myśleć ;) zamiast siedzieć i płakać weź go na spacer, pogadaj na jakiś ciekawy temat. pomóż mu oderwać sie chociaz na chwile od natręctw.
Zobaczysz, będzie wszystko dobrze :)
I Apsik ma racje, mimo odległych terminów warto chyba sie zapisać, i poczekać...
Dobrze że potrafisz zrozumieć swojego chłopaka. to już duży plus... bo jak widzisz nie każdy to umie... do czasu kiedy sam sie z tym nie zetknie.
Pozdrawiam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez Jakub 07 mar 2007, 10:42
-> apsik84 : Brawo, brawo i jeszcze raz brawo !!! :D Jestem bardzo zadowolony, bo jesteś już na takim etapie, że potrafisz już sama obchodzić się ze swoją nerwicą. Świadomość, że to natręctwa to podstawa do rozpoczęcia skutecznej walki. Bez tego człowiek ciągle pozostaje na etapie niepewności czy to choroba czy nie. Ale, żeby to sobie uświadomić potrzeba czasu. U mnie od jakiegoś czasu następuje sukcesywna poprawa i już jestem pewien, że z tego wyjdę. Ale wiem też że droga do wolności jest cholernie wyboista. Setki razy upadałem bez jakiejkolwiek nadziei, by za chwilę jakimś sposobem wstać i walczyć dalej. To były najcięższe momenty mojego życia. Apsik84, wytworzyłaś dystans do choroby a to pozwala ci dużo realniej oceniać treść myśli. Myślę, że jesteś już bliska uwolnienia się od tego cholerstwa. Nam jest o tyle łatwiej, że nie walczymy z niepewnością co do istnienia zaburzenia, a obserwujemy kontekst w którym działa. Im szybciej 'poczujecie' te stany jako chorobowe, tym szybciej nastąpi zwrot we właściwym kierunku. Jest jeszcze jedna ważna sprawa. Unikajcie ciągłego rozmawiania np. ze swoim partnerem o objawach nerwicy, bo to uspokaja tylko pozornie. Ustalcie sobie jakieś punkty w czasie (np. raz dziennie, wieczorem) i wtedy dzielcie się z drugą osobą swoimi spostrzeżeniami. Ale nie przez cały czas. Ciągła rozmowa nie pomoże wam oderwać się od natrętnych myśli. Przestańcie tak zagłębiać się w treść myśli. W zamian za to rejestrujcie w jakich sytuacjach one się nasilają. Co powoduje, że ustępują. Jeżeli jakieś słowo wypowiedziane w myślach powoduje lęk, spróbujcie wypowiedzieć jego substytut - zobaczyćie że tego lęku tam na początku nie będzie. To jest choroba, często wynikająca z naszej osobowości. Mówi wam to osoba, która tak jak wy cierpiała ten horror i która jak nikt inny rozumie przez co przechodzicie. Droga do satysfakcjonującej poprawy, bądź całkowitego wyleczenia jest cholernie trudna, ale możliwa do przebycia - a wy nie macie tak na prawdę wyboru ;). Apsik84 - cieszę się ze rozjaśniasz mroki tego forum. Mimo, że nasza walka jeszcze się nie skończyła, to mamy już na tyle siły, aby spróbować pomóc innym. Wszyscy jesteśmy chorzy - spróbujcie sobie to uświadomić.To właśnie choroba poprzez natręctwa spowodowała, że jesteśmy tu, na forum.
Lucy86 - z tego co sobie przypominam w Centrum Psychoterapii na Sobieskiego oferują psychoterapię behawioralną.

Co do leków - to o ile natręctwa nie zajmują przeważającej części dnia można się obejść bez nich. W innym przypadku nie ma co się męczyć.
Ostatnio edytowano 07 mar 2007, 10:46 przez Jakub, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez pikpokis 07 mar 2007, 10:46
Dziekuje apsik.... chyba juz napewno wydrukuje sobie i powiesze to co napisalas:)) lochness tak jak mowi Apsik i Bad Girl : warto sie zapisac i poczekac! naprawde! Deprim niestety malo tu moze zdzialac.... kochana poszukaj jeszcze , a raczej pozukajcie! ja znalazlam pomoc dzieki mieciowi ktory podal mi dobry adres, moze poszukaj w sasiednim miescie... co do lekarstw kochana to nie chce ci nic sugerowac ale jesli twoj chlopak poprosi psychiatre o tansze to lekarz da! bo z reguly lekarze przypisuje drogie leki.... ja bralam seroxat za 50 zl teraz biore paxtin za 34 zl ale poprosze o xenator ktory kosztuje 5 zlotych! :P moze glupia jestem ale co tam :) roznicy w dzialaniu nie widze:) pierwsze koty za ploty pamietaj! a co do rodzicow to ja takze musialam niestety polegac sama na sobie bo widzisz rodzice nie za olewaja ale traktuja to jako wymysly, cos niewartego uwagi.... niestety:( mysle ze to bedzie dla was dobry moment na to zeby zrobic cos bez ich udzialu i bedziecie dumni z siebie :) pozdrawiam! oby dzis byl dla nas dobry dzien!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do