Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez Lucy86 03 mar 2007, 21:55
Ja brałam najpierw Asentrę 50 mg, a teraz 100 mg i czuję się coraz gorzej :( wydawało mi się, że już zaczęło się poprawiać, ale od kiedy widujemy się na krótko, kiedy nie można nigdzie razem pójść, albo w ogóle jest beznadziejnie...
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez pikpokis 03 mar 2007, 22:03
widzisz lucy sama piszesz nie wprost ale miedzy slowami ze chcialabys go widziec czesciej prawda? :) ja sama wiem co mnie nachodzilo albo jeszcze nachodzi w domu.... albo u niego! tez kochana pisalam: super sie czuje juz! po co mi psycholog i tak dalej a widzisz.... przy zwiekszaniu lucy czlowiek czuje sie gozej... ja mialam "jazde" ze sie zakochalam w braie mojego chlopaka:P nawet takie cos mi przyszlo do lba, a kazdy dzien spedzony w domu byl koszmarem, ciagle mysli!!!!!!!!! czy to ogladalam tv, czy siedzialam, stalam poprostu ZAWSZE, kurcze pisze tak jakby to bylo za mna.... ale jeszcze jest, widzisz lucy nie jestes sama, bedzie ci lepiej po lekarstwach! mialam tak ze niby objawy uboczne i zle samopoczucie sa zalozmy tylko 2 tygodnie, ja mialam tak ze w ciagu tych 2 tyg bylo niezle a potem mialam nawałnice mysli :( Lucy jeszcze jedno! kazda kobieta sama w swej naturze ma wachania hormonow i zle nastroje, mi nawet durnowata zla pogoda podsuwala mysli.....

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:04 pm ]
jesli masz lucy jakies pytania do mnie to zawsze ci napisze pamietaj! i to do kazdego mowie ;) bo wiem jak to jest ciezko :(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Lucy86 03 mar 2007, 22:33
Jak napisałaś o tych wahaniach hormonów, to pomyślałam, że może to w związku z okresem się czuję gorzej...jakoś trudno mi sobie poradzić po prostu. Jak następnego dnia idę na zajęcia, mam coś zaplanowane, od razu jest lepiej. A dzisiaj się tak czuję, że jest mi wszystko jedno, co się ze mną stanie...
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez pikpokis 04 mar 2007, 10:05
Wlasnie lucy chcialam o tym napisac ze: nie mysl za duzo o swoim chlopaku... ja cale dnie myslalam i to tylko mi podsuwalo nowe watpliwosci i mysli, dlatego staram sie choc jeszcze nie dokonca mi wychodzi zajac sie czyms, pomysl kochana czy jak bylo dobrze to CALE dnie myslalas o nim? napewno nie, robilas swoje, zajecia, odpoczynek i tak dalej, bo jak ciagle ciagle myslimy jak to bedzie i co czujemy to sie pograzamy powiedz mi czy mam racje? bo moze mam bledne rozumowanie :( dzis wstalam kochana z malym lekiem ehhhh dlatego wlasnie pomyslalam ze to napisze, pojde sobie dzis po jakas gazetke jeszcze :) uwierz mi ja tez mam tak ze wszystko mi jedno, ide i mysle aaaa nawet jak by mnie samochod teraz walnol to dobrze..... ja jem teraz sniadanie potem sie wykompie, poczytam cos... lucy ja przed okresem mam wachania hormonow a na dodatek po! rycze wtedy bez powodu, przychodza lęki i dol.... wszystko bedzie dobrze tylko zajmij sie czyms prosze i nie mysl za duzo! jesli masz gdzies jego zdjecie nie patrz co chwile! ja patrzalam i tylko ciagle dol mialam od przebudzenia po wieczor podczas siedzenia w domu i z nim... :********
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Lucy86 04 mar 2007, 17:40
No właśnie staram się ograniczać myślenie, ale jest ciężko. Dziś wstałam po 11, byłam totalnie dobita, załamana i w ogóle nie wiedziałam, co się ze mną dzieje...Na szczęście po przyjściu Marcina wszelkie objawy zniknęły i się dobrze poczułam :) Teraz czuję się tak sobie, ale daję radę :)
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez pikpokis 04 mar 2007, 18:03
Widzisz Lucy! jak jest zle to nie znaczy ze bedzie zle bo zazwyczaj jest dobrze prawda?:) ja wlasnie wracilam ze spotkania z kochaniem, bylo kilka mysli ale zachowywalam sie normalnie:) teraz tez wrocilam zadowolona i juz mysle sobie co by tu robic zeby zapelnic czas:P Pamietaj Lucy, psycholog ktora mnie co prawda "spławiła" powiedziala mi ze mamy natrectwa (bo powiedzialam jej ze mam znajomych z tym samym :P ) ze jest na 100% pewna ze to nerwica natrectw!!!!!!! ze to nasze obawy bo kochamy, nawet jesli mozg przesyla nam zupelnie odwrotne dane :)
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Lucy86 04 mar 2007, 19:21
Wiem, powtarzam sobie, że to choroba, ale czasem brakuje mi sił..teraz mam następną myśl (ale nad nią panuję :) ), że jak staram sobie zaplanować czas, jak Marcin wyjedzie na 2 tygodnie, to znaczy, że się cieszę, że wyjeżdża :/
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 04 mar 2007, 21:39
Słuchajcie, mam do Was pytanie... czy czujecie się szczęśliwe przy swoich ukochanych? czy pomimo tych natręct potraficie sie cieszyć i miło spędzać czas...
Bo mój chłopak powiedział mi coś takiego dzisiaj: "byłaś ze mną szczęśliwa góra trzy, cztery miesiące... a teraz czuje, że tak nie jest. tylko siedzisz, myślisz i zamartwiasz sie..."
No i dzieki temu dzień miałam z głowy bo zaczełam sie zastanawiać jak to jest...
pozdrawiam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez pikpokis 04 mar 2007, 21:41
nie cieszysz sie lucy:) to tylko twoje mylne wrazenie! lucy uwierz ja dzis spedzilam super dzien ale znowu mysl jakas sie uczepila... jak co dzien! powiedz mi co robilas w ciagu dnia :) szkoda ze nie ma hanusi ona mi dokopala ;) :* i apsik tez:) wyslaly mnie do psychologa:) aniu co u ciebie????
i widze ze bad girl jest na forum :P co do hanusi to mam nadzieje ze sie odezwie tak samo jak miecio!!!! jestem ciekawa co u was.....
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez apsik84 04 mar 2007, 22:46
co do zdrad to może nie mialam takich mysli ze moglabym to zrobic... ale miałam fazy że co chwile jestem zafascynowana innym facetem! biada mi była jeśli jakis powiedział mi komplement a ten komplement sprawił że byłam radosna! albo codziennie inny kolega był dla mnie, albo lepiej zbudowany, albo z lepszym poczuciem humoru itd... masakra:)
teraz zaczynam rozumieć, że każdy z nas jest człowiekiem i nawet jeśli podoba mi się ktoś inny to nie jest nic złego... wręcz przeciwnie - to normalne i nie mam sie za co katować, jak to zrozumiałam to takie myśli samowolnie odchodzą i nie są już tak obsesyjne.

miałam ciężki weekend. teraz jest juz lepiej, ale mimo wszystko jakoś mi smutno było. Moja nerwica chyba troche atakuje :/ ale zmieniła charakter, nie czepia się już tak bardzo mojego związku... po prostu teraz codziennie mnie biorą myśli " czy juz jestem zdrowa czy nie?" matko :D to takie głupie!!!! ale mimo tego ze wiem jakie to idiotyczne to kiedy mam ten dół, to nie potrafie sobie tego wyjasnic...

musze pracować nad sobą... moj problem jest taki że nie dopuszczam do siebie złych emocji... filtruje je tak, że są tylko te dobre uczucia, idealne, perfekcyjne... zaczynam rozumieć, że w życiu tak nie jest, że w związku tym bardziej... że mam prawo być zła na mojego chłopaka i mam prawo nie cukrzyć tego związku, że mam prawo mieć o nim złe myśli, a ponadto MUSZĘ dopuścić takie myśli, że w życiu nie zawsze będzie tak jak w komedii romantycznej ;) i dopadł mnie stan okropnego smutku, że to trudne dla mnie przejść w tą miłość z tego zakochania i uświadomić sobie, że ona będzie ludzka i niedoskonała... i że przecież nic w tym złego :)


a co do tego czy mi było zawsze dobrze przy kochanie? nie, często smutałam tak, że musiał siedzieć przy mnie i mnie tulić, bo ja nie umiałam nic innego. Tylko płakałam... i właśnie znów w sobote mnie to wzieło... płakałam przy nim i mnie ten strach ogarniał... ale staram się i będę... bo Go kocham:)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez Jakub 05 mar 2007, 10:25
Widzę, że w grupie proces uzdrawiania następuje szybciej. Ja, żeby uporać się z głównym atakiem nerwicy spędziłęm kilka miesięcy na najwyższych obrotach, co m nie prawie całkowicie wykończyło. Następna faza dla was do przezwyciężenia to nabranie dystansu do choroby. Choroba trwa, bo ciągle chcecie wrócić do swoich ukochanych na 'starych prawach'. Niestety nie da się tego zrobić w ten sposób, bo naturalnie awansowaliście do następnego etapu związku. Trochę ciężko się pogodzić z tą zmianą, ale trzeba, jeżeli chcecie się rozwijać. Ja dopiero teraz zaczynam być świadom, że ten nowy etap jakościowo jest równie ekscytujący (prawdę mówiąć dla mnie nawet wydaje się spokojniejszy i pewniejszy) jak ten, do którego ciągle w myślach wracacie. Ja przez lata borykałem z nerwicą się sam, więc rozumiem co macie na myśli mówiąc o braku sił czy rezygnacji z walki. W naszym przypadku nie da się tego zrobić na zdrowy rozum od ręki. Nie wyczekujcie całkowitej poprawy zdrowia z nadejściem każdego dnia, bo to spowoduje tylko spadek wiary w wyzdrowienie. Na to potrzeba czasu. U mnie sprawa już jest bardziej zaawansowana. Jak czytam wasze posty to ubolewam, bo pamiętam te pierwsze chwile i bezsilność w walce z myślami. Dzisiaj wiem, że walka którą prowadziłem wtedy przy moich założeniach była skazana na niepowodzenie. Pamiętam, jak się wtedy wiłem pogrążony w przerażających myślach. U mnie przełom nastąpił wtedy, gdy dodatkowo pojawiło się natręctwo, co do którego byłem na 100% pewien, że jest nieprawdziwe. Ale mechanizm odczuwania w tym stanie był ten sam. Dzisiaj wiem, że to są zaburzenia ale mimo tej wiedzy w momentach ataków chwilowo tracę świadomość, że to jest choroba. Trwa to już jednak którką chwilę. Myślę, że najważniejsze to uzmysłowienie że to choroba i nie kombinowanie dodatkowych powodów tych stanów. Kiedyś tak jak wy nie mogłem na początku zaznać ukojenia moich nerwów nawet przy partnerce. Dziś ze świadomością pochodzenia tych stanów normalnie doznaję uczucia miłości, szczęścia i wszystkiego czego się teraz doszukujecie. Ale ma to miejsce najczęściej gdy jestem z moją dziewczyną sam na sam, bez zewnętrznych zagrożeń, impulsów itd. Stres ma tu bardzo ważną rolę. Ja w początkowym stadium brałem leki i dużo mi one pomogły. Nie wszystkie leki działają na każdego w jednakowy sposób. Dla mnie skuteczny okazał się anafranil. Dzięki lekom można upewnić się, że to zaburzenia a nie własne myśli. Wiem jak wam ciężko i będę dzielił się moją wiedzą na temat naszej choroby. Ale nie traćcie czasu. Czym szybciej się wyleczycie tym szybciej powrócicie do czerpania radości z bycia w związku. Dla mnie ta choroba to największy wysiłek w życiu.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez pikpokis 05 mar 2007, 10:37
Jakubie swiete slowa! Podziwiam Twoja wiedze i madrosc na ten temat, masz racje... dzis znowu wstalam z niepokojem ale teraz przeczytalam Twoj post i wiem ze zaraz zrobi mi sie lepiej, mam do Ciebie pytanie: jaka dawke leku bierzesz? Czy musiales dlugo czekac na efekty? Masz racje, ze jak juz myslimy ze jest dobrze i nagle przyjda te mysli i watpliwosci nie nalezy sie martwic, bo ja na przyklad chcialabym JUZ zeby to poszlo :) milego dnia! Wszystkiego dobrego dla was!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Jakub 05 mar 2007, 11:22
Ja czasami od razu wstaję z niepokojem, który czasami znika od razu po kilku sekundach. Czasami też wstaję z uczuciem uwolnienia od tego cholerstwa, a potem myśli w przeciągu dnia się pojawiają. Zwróć uwagę na stres. Zobaczysz, że on potęguje myśli. Stres nie musi dotyczyć drażliwego tematu. Nie wiem czy już to wiecie, ale nawet po usunięciu przyczyn nerwicy objawy utrzymują się średnio przez ok 6 miesięcy z tendencją gasnącą. Jeżeli chodzi o leki to brałem anafranil w dawce 75 mg dziennie. Ale cała kuracja uwzględniała zmienną dawkę leku. Na pierwsze efekty musiałem czekać tak na prawdę trochę ponad miesiąc, ale zadowalające efekty poczułem do 5 - 6 miesiącach. Tylko ja wtedy brałem leki bez psychoterapii, a to był błąd. Dopiero teraz jestem właściwie uzbrojony do walki. Niestety, nie ma innej możliwości przejścia przez to piekło jak po prostu doświadczać tego cholernego bólu i korygować nasze spojrzenie na drażliwe tematy. Z mojego doświadczenia same leki niczego nie naprawią. Zlikwidują objawy, będziesz się czuła zdrowa, cieszyła miłością do twojego chłopaka i w stresowej sytuacji wszystko będzie miało szansę powrócić. Czasami mam takie wrażenie, że nerwica to eksternistyczny tryb nauki samego siebie. Nie musimy się z nikim rozstawać, bo tu nie o to chodzi. Musimy dojrzeć. Douczyć się tego, czego nas nie nauczono być może nas w rodzinie. W moim przypadku nerwica natręctw została wyzwolona przez lęk przed odrzuceniem. Jak widzę u kilku osób na tym forum też występowały podobne zachowania poprzedzające pierwszy atak nerwicy. Jednak każdy powinien sam dojść do sedna sprawy. To zagwarantuje dostateczne zrozumienie tematu i pomoże w walce z nerwicą. Zaakceptujcie to, że jesteści chorzy. Dopiero wtedy będziecie mogli rozpocząć walkę, stojąc po właściwej stronie
Ostatnio edytowano 05 mar 2007, 12:35 przez Jakub, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez pikpokis 05 mar 2007, 12:24
Musimy sie uczyc to prawda... Kubo jesli moglbys mi doradzic sadzisz ze stosuje dobre metody :np. jak przychodzi mysli, szybko zajmuje sie czyms innym, staram sie nie myslec non stop o moim chlopaku, nie patrze na zdjecia i nie czekam az pojawi sie mysl : tak napewno go kocham, przy nim staram sie byc wesola nie mowie mu o problemie? Z gory dziekuje!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do